Arkham

Arkham 3 stycznia 1930 roku

Peter NicholsPeter Nichols pojawia się w drzwiach kancelarii prawniczej E.E. Saltonstall & Assiociates. Jest młody, uśmiechnięty i dobrze ubrany. Gdy mówi: “witam państwa i proszę za mną” to jego głos brzmi jak głos radiowego speakera prowadzącego słuchowiska. Taki głos w branży to skarb. Z twarzy nie schodzi mu uśmieszek, który może znaczyć zarówno pogodną naturę jak i lekceważenie. Póki co, wydaje się być serdeczny i pomocny. Prowadzi wszystkich do pokoju, gdzie będzie można w spokoju odczytać testament i poczynić dalsze kroki z jego realizacją. Jak na razie to jest to wielkie zaskoczenie dla Badaczy, którzy nadal nie zdają sobie sprawy kto i dlaczego wybrał akurat ich.
Peter wyszedł na chwilę by zamówić kawę, herbatkę oraz cygaro dla gości więc była chwila by pooglądać sobie pokój w biurze prawniczym. Nie był specjalnie duży, ale było wszystko co trzeba – drewniany stół z czarnego drewna, 6 krzeseł, szafa z książkami pod ścianą oraz niewielkie biurko pod oknem. Całość dopełniały rododendrony w narożnikach. Przez okno był widok na Armitage Street i nawet na Independent Square. Na jedynej wolnej ścianie wiszą czerwone kilimy, które grają z czerwonym dywanem pod nogami.
Wreszcie wraca Peter i zaczyna:

[22:12] <mg> Po chwili drzwi się otwierają i wchodzi przez nie Peter.
[22:13] <mg> Podchodzi do stołu, kładzie na niego ręce i mówi: Nazywam się Peter Nichols – to na wypadek gdybym pominął przedstawienie się.
[22:13] <peter> Musicie mi wybaczyć, ale ostatnio mamy małe zamieszanie w biurze. To przez początek roku
[22:14] <peter> Zawsze tak jest, bo trzeba wymieniać umowy, podpisać nowe i być na bieżąco ze sprawami.
[22:14] <peter> A taka właśnie wyszła niedawno i dlatego państwa pozwoliłem sobie tu wezwać.
[22:15] <peter> Kawa, herbata i cygaro zaraz będą a ja w tym czasie przedstawię państwu całą sprawę.
[22:16] <peter> Zakładam, że znacie państwo pana Silasa McCrindle?
[22:17] <susan> – Ja nie znam.
[22:17] <harry> – Chyba zaszło tu nieporozumienie.
[22:18] <peter> Dlaczego?
[22:18] <harry> – Ponieważ nie miałem okazji poznać Silasa McCrindle.
[22:19] <ian> Coś to mamy komplet, jesteśmy kompletem nieznanych sobie ludzi, włącznie ze świętej pamięci panem McCrindle.
[22:19] <harry> – Moje nazwisko jest dość często spotykane na południu, wiec może jednak to jest pomyłka..
[22:20] <peter> – To teraz już wiem, dlaczego pan McCrindle tak upierał się by podawać dokładnie państwa dane z adresami. Widocznie zakładał, że możecie państwo pomyśleć iż to pomyłka…
[22:20] <harry> – Wie Pan taki zbieg okoliczności…
[22:21] <peter> Jestem jednak przekonany, że nie ma tu żadnej pomyłki. Póki żył…pan Silas był wyjątkową osobą i znał wiele innych, równie wyjątkowych osób. Mógł wiedzieć wszystko i nic…
[22:21] <peter> …Zatem państwa przybycie nie jest i pewnie nigdy nie miało być czysto przypadkowe.
[22:21] <harry> – Tia.
[22:22] <harry> – Może przejdźmy do meritum Boston czeka.
[22:22] <ian> – Hmm, może to jeden z zainteresowanych moimi publikacjami, ale to dość świeży kierunek więc wątpię…
[22:22] <peter> Z tego co wiem to będzie się państwu opłacać ten pobyt więc nie trzeba się aż tak śpieszyć.
[22:23] <peter> Zanim dopełni się formalności minie kilka dni. Sami państwo wiedzą, dziś jest piątek więc zanim sprawa nabierze tempa to dopiero od poniedziałku.
[22:23] <peter> Jednak nie chcę uprzedać faktów.
[22:24] * Susan zapala papierosa
[22:24] * Harry stuka nerwowo palcami o krzesko

Po takim wstępie przyszedł wreszcie czas na formalności.

[22:26] <peter> Dobrze – już nie ociągając się zaczął Peter – wolą mojego klienta, pana Silasa McCrindle było przekazanie wszystkiego, co posiada dla trojga ludzi figurującymi w spisie jako Harry La Fayette, Ian McGleasron i Susan Chambers.
[22:26] <peter> Jeśli państwo pozwolą to proszę przygotować dowody tożsamości bym mógł potwierdzić formalnie państwa przybycie.
[22:27] <susan> Wyjmuje dowód i pokazuje mu.
[22:27] * Harry wstaje i podaje dowód.
[22:27] <ian> – Proszę bardzo.
[22:28] <peter> – Dziękuję. Teraz jeszcze chwilka – bierze dowody i sprawdza z tym, co ma na kartce.
[22:28] <mg> Słychać pukanie do drzwi i wchodzi recepcjonistka mając w rękach filiżanki. Stawia je na stole.
[22:28] <mg> Z szafy wyjmuje cukier i łyżeczki.
[22:28] <mg> Stawia je na stole.
[22:29] <mg> Peter uśmiechając się wskazuje wam parujące naczynia.
[22:29] <mg> Jest też cygaro…
[22:29] <mg> Dziewczyna kładzie je obok filiżanek. Łącznie z obcinaczką.
[22:30] <susan> Biorę herbatę.
[22:30] <ian> – Dziękuję.
[22:30] * Harry sięga po cygaro ale nie zapala go.
[22:30] <susan> Uśmiecham się do recepcjonistki.
[22:30] <harry> – Ciekawe czy kubańskie.
[22:31] <harry> – Dziękuję panienko.
[22:31] <mg> Nie, nie kubańskie niestety.
[22:31] <mg_> Krajowe.
[22:32] <susan> – Proszę kontynuować, panie Nichols.
[22:33] <peter> – Tak, wszystko się zgadza.
[22:34] <peter> – Jesteście państwo osobami, które są wymienione w testamencie pana Silasa McCrindle.
[22:36] <peter> Dlatego też na mocy tego dokumentu przysługuje państwo cała spuścizna McCrindle wymieniona w papierach czyli stary dom przy 51 Aylesbury Pike.
[22:36] <peter> 12 arów ziemi na której stoi dom wraz z posesją.
[22:37] <susan> – Żartuje Pan?
[22:37] <peter> Do tego wszystko to, co znajduje się w domu, wraz z oszczędnościami.
[22:37] <harry> – Jaka to suma?
[22:37] <peter> Łączna wycena na dzień sporządzania testamentu wynosi 22 tysiące dolarów.
[22:38] <ian> Ooo…
[22:38] <peter> Jeśli chcecie państwo spieniężyć nieruchomość wraz z gruntem to mogę polecić znakomitego pośrednika. Zajmie się również sprzedażą mebli, zastawy stołowej i innych rzeczy.
[22:38] <susan> – Czy mogę zobaczyć ten testament?
[22:39] <mg> Peter pokazuje zapis testamentu, który ma w ręku.
[22:39] <mg> Widać wszystko to, co przeczytał.
[22:40] <mg> Są tam również nazwiska wraz z adresami.
[22:40] <susan> A jakieś uzasadnienie dlaczego nam zostawia?
[22:40] <peter> Jako prawnik przyjmuję wolę zmarłego – skoro on tak chce to nie mam możliwości sprawdzenia dlaczego ani po co.
[22:41] <peter> Są dokumenty, które podpisywaliśmy i tyle.
[22:41] <susan> – A co pan o tym myśli?
[22:41] <susan> – o fakcie ze pana klient zostawia swój majątek trzem nieznanym sobie osobom?
[22:42] <harry> – Kim był pan Silas McCrindle?
[22:42] <peter> Silas – z tego co mi wiadomo – był wielkim ekscentrykiem. Nie widziałem nikogo, kto by mógł być jego rodziną. Państwo też pewnie nią nie jest.
[22:42] <harry> – Z zawodu oczywiście.
[22:42] <peter> Jednak miał dom i komuś musiał coś zostawić.
[22:43] <harry> – Chyba losował z książki telefonicznej.
[22:43] <peter> Sam kręcił się po uniwersytecie, przechadzał po mieście – nie miał stałego zatrudnienia, a jednak nigdy na nic mu nie brakowało.
[22:43] <susan> – Tylko dlaczego nam? Łatwiej zapisać posiadłość dla sierot, inwalidów wojennych czy w jakichś innych celach charytatywnych.
[22:43] <peter> Opłacił kancelarię i ten testament.
[22:44] <peter> Nie mam pojęcia. Widocznie był w tym jakiś głębszy sens, jednak ja go nie widzę.
[22:44] <harry> – Dobrze nie wnikajmy w szczegóły.
[22:44] <harry> – Sprawdźmy tą posiadłość.
[22:44] <susan> – No, to przynajmniej wiemy, gdzie się zatrzymamy w mieście.
[22:45] <peter> Nie wiem, czy to będzie takie dobre, bo sam dom nie jest w najlepszym stanie.
[22:45] <peter> Jednak jeśli państwu nie przeszkadzają niewygody to czemu nie.
[22:45] <harry> – Wolę hotel.
[22:45] <susan> – Co pan ma na myśli mówiąc ‘nie najlepszym stanie’?
[22:45] <peter> Teraz z mojej strony muszę zrobić jeszcze kilka operacji by…
[22:46] <harry> – Czy Pan jeszcze dzisiaj może nas umówić z pośrednikiem w sprawie tej nieruchomości?
[22:46] <peter> Ten dom to … jakby powiedzieć…niemal pustostan, rudera…nadaje się do zamieszkania ale po remoncie.
[22:47] <susan> – Może poczekajmy z pośrednikami, obejrzyjmy go, pomyślmy.
[22:47] <peter> Jak wspomniałem, muszę teraz kilka operacji przeprowadzić zanim będą dostępne dla państwa papiery własności domu i posesji.
[22:47] <harry> – A czy można wiedzieć jaka jest natura tych “operacji”?
[22:47] <peter> Pewnie najwcześniej będą w poniedziałek bo bank ma wolne.
[22:47] <peter> To samo magistrat, gdzie muszę zrobić wpis do ksiąg wieczystych.
[22:48] <susan> – A co pan o tym myśli? – pytam Iana.
[22:48] <peter> Jeśli będziecie chcieli skorzystać z pośrednika nieruchomości to polecam tą panią – rzeczowa i kompetentna. Jest z Arkham więc można z nią się umawiać nawet w weekend.
[22:49] <mg> Podaje wam wizytówkę z telefonem i nazwiskiem.
Elizabeth West
[22:49] <susan> Biorę wizytówkę.
[22:49] <ian> – Proponuję się wpierw przespać z tym wszystkim.
[22:50] <peter> Macie państwo sporo czasu więc wydaje się to rozsądną propozycją.
[22:50] <susan> – Chyba to najlepszy pomysł.
[22:50] <harry> – Zapewne będzie można trochę rozerwać się w weekend …
[22:50] <susan> – Czy może nam pan udostępnić klucze do domu?
[22:50] <ian> – Dokładnie, i tak do poniedziałku nic nie zdziałamy.
[22:50] <peter> Gdyby jednak zdecydowali się państwo na hotel to polecam tu niedaleko, skromny ale domowy i ładny…nawet niedrogi… Pytajcie o “The Tilden Arms”.
[22:52] <harry> – Czy to wszystko z Pana strony ?
[22:52] <susan> – Może mi pan zaznaczyć na mapie położenie hotelu oraz domu? – podaje Nicholsowi moja mapę.
[22:53] <peter> Jeszcze tylko klucze do domu i póki co to będzie wszystko. Zapraszam państwa na rano tutaj to dopełnimy formalności. Jeśli już się państwo zdecydują na sprzedaż to też od razu będzie można to załatwić.
[22:54] <peter> Tak, oczywiście – już zaznaczam.
[22:54] <susan> – Dziękuję.
[22:56] <mg> Podaje wam klucze i zaznacza na mapie wszystko na mapie…
[22:57] <susan> Biorę klucze i mapę.
[22:58] <susan> – W takim razie kiedy ponownie się do pana zgłosić? Jutro rano?
[22:58] <ian> – jutro sobota:)
[22:58] <peter> W poniedziałek rano…
[22:59] <susan> – Dobrze, w takim razie dziękuje i do widzenia.
[23:01] <mg> Peter odprowadza was do recepcji

Po takich wiadomościach należał się odpoczynek i chwila dla siebie. Postanowiono ruszyć do “The Tilden Arms”, który to hotelik zaznaczył na mapie Peter. Droga była prosta i odległość na tyle bliska, że nie opłacało się jechać taksówką. Co prawda padało, ale czekanie na nią mogło trwać dłużej niż dojazd na miejsce. Harry obawiał się o swoje instrumenty, ale ostatecznie stanęło na tym, że wszyscy ruszyli na piechotę.
Scott Joplin - The Entertainer
Wreszcie zza zasłony deszczu wyłonił się hotelik.
The Tilden Arms Skromny, niewielki i w dobrej dzielnicy. Co prawda daleko mu było do Savoy-ów czy Continentali, ale jak na takie warunki nie był zły. Cała grupa szybko weszła do środka by nie moknąć bardziej. A w środku było ciepło i przytulnie. Co prawda nie było tu za dużo miejsca, ale w sam raz by odetchnąć atmosferą hoteliku. Niewielki kontuar, drzwi na zaplecze, jeszcze jedne drzwi na końcu hallu oraz strome schody na górę dopełniały całości. Na kontuarze leży ogromna księga gości a obok niej stoi sympatyczna, starsza pani.
Właścicielka The Tilden Arms

[23:14] <@Susan> – Dzień dobry.
[23:16] <babcia> Dzień dobry! Ale dziś pada nieprawdaż? – powiedziała właścicielka.
[23:16] <babcia> – Proszę, proszę. Dalej. Śmiało.
[23:16] <harry> – Dom emerytów – szepcze pod nosem.
[23:17] <babcia> – Słucham państwa.
[23:17] <harry> – Są wolne pokoje?
[23:18] <babcia> Są, oczywiście że są…Ile państwo potrzebują pokoi?
[23:18] <harry> – Jeden.
[23:18] <susan> – W sumie trzy jednoosobowe.
[23:19] <babcia> Dobrze, dobrze, wszystko mam – drżącą ręką sięga gdzieś pod ladę.
[23:19] <harry> – No tak, jeszcze dwa.
[23:20] <babcia> Na ile się chcecie państwo zatrzymać?
[23:20] <susan> – Myślę, ze kilka dni. Co najmniej do poniedziałku.
[23:21] <babcia> Czyli trzy noclegi….dobrze, kochani, dobrze…
[23:21] <babcia> Będziecie płacić razem czy osobno, bo płatne z góry – rozkłada ręce – takie czasy.
[23:21] <susan> – Osobno, w jakiej cenie 1 nocleg?
[23:22] <babcia> Dobrze. Nocleg kosztuje 2,25 dolara za jedną noc czyli do poniedziałku będzie to 6,75 od osoby.
[23:23] <susan> – Ze śniadaniami?
[23:24] <babcia> Nie, niestety nie, ale śniadania mogę przygotować…smaczne i dobre.
[23:24] <susan> – Inne posiłki też państwo serwują?
[23:25] <babcia> Obiadki też, bardzo pyszne i zdrowe…
[23:26] <harry> – A jest tu restauracja w okolicy?
[23:26] <babcia> Jeśli chcecie państwo jeszcze śniadanka i obiadki to za dopłatą 5,10 dolara od osoby będziecie mieli to wszystko.
[23:27] <babcia> Jest, jest – w dole ulicy – nazywa się “Desolate Highway Caffe”.
[23:27] <susan> Ja tymczasem wyjmuje 6,75 dolara i podaje kobiecie.
[23:28] <susan> – Proszę, to za nocleg, nad obiadem jeszcze pomyślimy.
[23:28] <harry> Podobnie postępuję.
[23:28] <babcia> Dobrze, dobrze kochani, dobrze…
[23:29] <mg> Znów sięga pod ladę i podaje wam kluczyki.
[23:29] <mg> Zwykłe klucze na drewnianych kółkach.
[23:29] <mg> Oznaczone są jako “1”, “2” i “3”.
[23:29] <ian> Biorę 3.
[23:30] <susan> Widać gdzieś te drzwi?
[23:30] <babcia> – Jak pójdziecie schodkami tutaj na górę, to traficie na korytarz i tam są numerki. Schodki są tam, w głębi.
[23:30] <susan> – Dziękuję.
[23:30] <babcia> – Śmiało, śmiało kochani śmiało…
[23:30] <susan> Biorę jeden z kluczy i kieruje się do schodów.

Udało się wejść po stromych schodach na górę i wnieść wszystkie swoje tobołki. Na górze schody wychodzą na korytarz z którego są wejścia do pokoi. Numerków jest 10, a posiadane przez grupę są tuż zaraz przy schodach. Jak widać nie ma specjalnego obłożenia. Pachnie jednak świeżością i środkami piorącymi. W środku każdego pokoju jest łóżko, stolik oraz dwa taboreciki z obiciami. Do tego umywalka i niewielka łazienka. Na umywalce jest szklanka oraz przewieszony ręcznik. W oknach wiszą firanki i zasłonki. W szafie można powiesić swoje rzeczy. Każdy umieścił gdzieś swoje rzeczy, rozpakował się i chwilę odpoczął (chociażby z cygarem w łóżku) oraz zmienił ubranie na suche.
Trzeba było zebrać się na jedzenie i wybór padł na polecaną przez babcię knajpkę. Jednak nie tylko jedzenie, ale i przegadanie sytuacji wymagało spotkania się razem na neutralnym gruncie. Wychodząc jeszcze natknęli się na babcię:

[23:43] <mg> Schodzicie na dół po schodach.
[23:44] <mg> Starsza pani jak tylko was widzi to mówi – I jak? Podobają się pokoiki?
[23:44] <susan> – Dziękujemy, bardzo sympatyczne.
[23:45] <harry> – Tak tak przepyszne.
[23:45] <babcia> – To dobrze kochani, to dobrze. Mam nadzieję, że będzie się wam podobać.
[23:45] <babcia> Jak będziecie wracać i będzie zamknięte to zadzwońcie dzwonkiem. Jest na zewnątrz przycisk.
[23:45] <babcia> Jeśli wrócicie przed zmrokiem, to będzie otwarte.
[23:45] <babcia> Miłego dnia życzę.
[23:46] <harry> Chwila.
[23:46] <susan> – Nawzajem.
[23:46] <harry> – Chwila babciu.
[23:46] <ian> Może wcześniej zapytajmy się pani gospodyni czy wie gdzie się znajduje ulica z posiadłością Silasa?
[23:46] <harry> – Znała Pani Silasa McCrindle?
[23:47] <babcia> Nie, znałam go kochanieńki. A kto to?
[23:47] <harry> – Wujo.
[23:47] <susan> Mam te posiadłość zaznaczona na mapie.
[23:47] <babcia> I co się z nim stało?
[23:48] <harry> – A nic. Pytam tylko czy Pani go znała?
[23:48] <ian> – No nic, nie zajmujemy już pani czasu, do zobaczenia!
[23:48] <harry> – Dobrze dziękuję babciu.
[23:48] <babcia> – Nie, nie znałam. Arkham to spore miasto.
[23:48] <harry> – Do zobaczenia.

Zalana deszczem ulica nie nastrajała optymistycznie, ale głód gnał przed siebie. Cała grupa ruszyła w dół ulicy i po paru minutach dostrzeżono szyld kafejki.
The Desolate Highway Cafe

[23:50] <mg> Szybko wchodzicie by uciec przed deszczem.
[23:50] <mg> Zapach herbaty i imbiru owiewa was jak szalik.
[23:50] <mg> To całkiem miły zapach.
[23:50] <mg> Słychać gwar osób, bo wejście jest odgrodzone od sali przepierzeniem.
[23:51] <susan> Może znajdziemy jakiś ustronny stolik?
[23:51] <harry> – Dobra, usiądźmy gdzieś.
[23:52] <mg> Wchodzicie głębiej i widać, że miejsce można znaleźć. Jest trochę ludzi, ale kilka stolików jest jeszcze wolnych.
[23:53] <mg> Płaszcz można zostawić na wieszakach – stoją co kilka stolików.
[23:53] <ian> Dobrze, płaszcze, nakrycia głowy, parasole na wieszak…
[23:54] <susan> … i siadamy.
[23:54] <mg> Zajmujecie miejsce przy stoliku.
Kelnerka
[23:54] <mg> Podchodzi kelnerka – Co podać?
[23:54] <susan> – Menu poprosimy.
[23:55] <harry> – Ja poproszę obiad…
[23:55] <kelnerka> Nie mamy menu proszę pani. Mogę coś polecić
[23:55] <kelnerka> Do picia, do jedzenia?
[23:55] <susan> – Do jedzenia.
[23:56] <kelnerka> To mamy naleśniki z syropem klonowym lub pierożki – to na słodko. Jest zupa cebulowa – bardzo dobra, albo warzywna z indyka.
[23:56] <kelnerka> Jeśli coś większego to stek z ziemniakami.
[23:57] <kelnerka> Do picia jest piwo, herbata oraz kawa. Jeśli coś mocniejszego to też się znajdzie.
[23:57] <harry> – To ja poproszę ta zupkę i stek.
[23:57] <ian> To ja cebulową i stek z ziemniakami, do tego coś do picia,
[23:57] <susan> – To ja poproszę stek i piwo.
[23:57] <harry> … i piwko.
[23:57] <kelnerka> Dobrze, proszę poczekać – przyniosę.
[23:58] <susan> – To co panowie myślą o tej historii ze spadkiem?
[23:58] <mg> I odchodzi zostawiając was samych. Wszędzie wokół trwają jakieś rozmowy, ale zlewają się w jeden szum.
[23:58] <mg> Do tego cicho przygrywa szafa grająca.
Scott Joplin - The Easy Winners
[23:59] <harry> Myślę, że to kolejny pomyleniec co uciekł z Arkham Asylum.
[23:59] <susan> – A co to takiego?
[00:00] <harry> – On naprawdę musiał losować spadkobierców z książki telefonicznej.
[00:00] <harry> Tutejszy szpital.
[00:00] <ian> – To znasz te okolice?
[00:01] <harry> – Słabo.
[00:01] <harry> – Przejazdem.
[00:01] <susan> – Chodźmy obejrzeć ten dom po obiedzie.
[00:01] <susan> – Może starszy ekscentryk ma w nim coś ciekawego.
[00:02] <harry> – Wątpię, ale można sprawdzić.
[00:02] <harry> – Rozumiem, ze spadek podzielimy po równo?
[00:03] <susan> – No tak, ale zrobić możemy to dopiero po sprzedaży całości.
[00:03] <ian> – Hmm, no nic. Jakoś nie mogę jeszcze przetrawić faktu, że zostałem wskazany przez kogoś kto już nie żyje, jako jednego z przejmujących jego osobiste rzeczy.
[00:03] <ian> – Zobaczymy wpierw co tam w ogóle się znajduje.
[00:03] <harry> – Może sprawdźmy gościa.
[00:03] <harry> – Bo może to być przekręt.
[00:04] <susan> – Tak, to możemy zrobić w drugiej kolejności.
[00:04] <harry> – Już niejeden taki się robiło w NY.
[00:04] <harry> – Wiecie, teraz bieda.
[00:04] <susan> – Gdzie będziemy szukać? biblioteka, gazeta miejscowa?
[00:04] <harry> – A cwaniaków jest wszędzie…
[00:05] <susan> – Urząd miejski?
[00:05] <@Harry> Może po sąsiadach?
[00:05] <ian> Nichols wspomniał o uniwersytecie.
[00:05] <harry> Ah, no właśnie.
[00:05] <harry> – Może ktoś go tam zna.
[00:05] <susan> – Słuszna uwaga.
[00:06] <susan> – Może znajdziemy jakieś tropy w domu?
[00:06] <harry> Dzisiaj możemy wpaść do uniwerku.
[00:06] <ian> – Jeszcze po drodze możemy zajrzeć do najbliższej parafii, może będzie klepsydra z datami itp.
[00:06] <harry> – Jeszcze nie zamknięty bo piątek.
[00:07] <susan> – Może nie wszystko jednocześnie :)
[00:07] <ian> – ok już wiem skąd mi się Arkham kojarzy, z Miskatonic University… zupełnie zapomniałem o tym, że o przecież tu się znajduje.
[00:07] <harry> – Proponuję uniwersytet, tutejszą gazetę, parafię, wreszcie sąsiedzi.
[00:08] <ian> – Dom w pierwszej kolejności, najwięcej nam powie.
[00:08] <harry> A jak nam dadzą po głowie?
[00:08] <ian> – Przynajmniej na tyle żeby było wiadomo o co w ogóle pytać.
[00:09] <ian> Która jest godzina?
[00:10] <mg> 16.15
[00:10] <susan> – Ja bym mimo wszystko poszła dom obejrzeć. Tak, jak mówi Ian – będziemy potem wiedzieli o co pytać.
[00:10] <harry> Akurat by ruszyć do Uniwerku.
[00:11] <harry> – Jak uważacie, ale pytać będziecie i tak po nazwisku.
[00:11] <harry> Więc dom wam nic nie powie.
[00:11] <susan> – Powie, bo skąd wiesz, na jakim np dziale pytać?
[00:11] <ian> W weekend jest spora szansa że i uniwersytet będzie czynny.
[00:11] <harry> – W dziekanacie się zapytam.
[00:12] <susan> – Może interesował się historia albo matematyka, w domu się dowiemy.
[00:12] <harry> Przecież to nie student.
[00:12] <susan> – Tym bardziej do dziekanatu by nie chodziła.
[00:13] <susan> – Musimy mieć bardziej szczegółowe dane zanim zaczniemy rozpytywać.
[00:13] <harry> – Wolicie iść w ciemno?
[00:13] <harry> – Sfrajerzą nas.
[00:13] <harry> – Zobaczycie.
[00:14] <susan> – Przecież tylko wejdziemy i się rozejrzymy.
[00:14] <harry> – Ja gościa nie znam a prawnikom nie ufam.
[00:14] <harry> – Do Chinatown tez byś tak weszła?
[00:14] <susan> – Oczywiście, Chinatown akurat znam dość dobrze.
[00:15] <harry> – Harda, no dobrze.
[00:15] <harry> – Może być ciekawie.
[00:15] <susan> – Tak wiec ustalone – idziemy się rozejrzeć po domu…
[00:16] <susan> …jak tylko zjemy…
[00:16] <susan> …i wypijemy.
[00:16] <mg> Przychodzi kelnerka i przynosi jedzenie a potem picie.
[00:16] * Harry coś sprawdza w kieszeni.
[00:16] <mg> Jedzenie jest dobre i to bardzo choć nie wiadomo czy to po prostu nie głód :)
[00:17] <mg> Zupa jest gorąca i bardzo aromatyczna. Co prawda cebulowa, ale na taką pogodę będzie jak znalazł.
[00:17] <ian> yumm-yumm
[00:17] <susan> Ja studiuje mapę – daleko jest posiadłość Silasa?
[00:18] <mg> Piwo smakuje, choć jest pszeniczne. Albo kukurydziane. Ma taki dziwny smak.
[00:18] <mg> Posiadłość Silasa jest za rzeką. Tu już opłaca się wziąć taksówkę.
[00:18] <harry> Dobra.
[00:18] <susan> – Proponuję poprosić kelnerkę o zamówienie nam taksówki jak będziemy wychodzić.
[00:19] <harry> W porządku.
[00:19] <harry> – Poproszę o rachunek.
[00:19] <mg> Nie ma problemu. Zamówi taksówkę.
[00:20] <mg> A tymczasem skończyliście jeść i pić, Można się zawijać.
[00:20] <mg> Płacicie każdy po 1,5 dolara.
[00:20] <susan> – Opłacało się, babcia w hoteliku więcej chciała.
[00:20] <mg> Kelnerka zamówiła też taksówkę, więc trzeba poczekać przed kawiarenką na nią.
[00:21] <susan> No to czekamy.

Taksówka przyjechała o czasie i wszyscy zapakowali się do niej bez problemu.
Taxi
Okazało się, że to ten sam taksiarz, który wiózł Harrego z pociągu do kancelarii prawniczej. W samochodzie było ciepło i nie padało. Za oknem nadal strugi deszczu lały się nieustannie. Kurs mógł być tylko jeden – 51 Aylesbury Pike. Ale wcześniej do sklepu po latarkę i gazetę. Gdy auto ruszyło nie sposób nie było zasięgnąć języka u miejscowego:

[00:25] * Harry wygodnie z przodu siada
[00:25] <harry> – Znasz trochę okolice Aylesbury Street?
[00:26] <taksiarz> Aylesbury powiadasz? Jeździłem tam, ale to już prawnie na końcu miasta.
[00:26] <harry> Bezpieczna okolica?
[00:27] <taksiarz> Niekoniecznie, las już blisko. A teraz niedawno tam jakiś wypadek był.
[00:27] <harry> – Jaki wypadek?
[00:27] <taksiarz> Jakiś dziadek poślizgnął się na werandzie i skręcił sobie kark. Wiedzie, teraz taka pogoda, że szkoda gadać.
[00:27] * Harry rzuca spojrzenie na Susan.
[00:27] <susan> – Jak się nazywał?
[00:28] <taksiarz> Nie pamiętam. Coś ze szkocka albo Irlandzka.
[00:28] <susan> – Było jakieś śledztwo?
[00:29] <taksiarz> Nieszczęśliwy wypadek o ile mnie słuchy nie mylą.
[00:29] <harry> Dziadek spod Aylesbury 51?
[00:29] <taksiarz> Nie wiem, czy w takim wypadku się to prowadzi.
[00:29] <taksiarz> Trzeba by na posterunku zapytać.
[00:29] <susan> – Harry, jak będziesz kupował latarkę, kup od razu gazetę.
[00:29] <taksiarz> Czy pod 51? Nie wiem.
[00:30] <susan> – A kiedy to było?
[00:30] <harry> – Super. Mówiłem wam – podjedzmy pod miejscowa gazetę.
[00:30] <harry> – Na pewno miejscowy dziennikarz śledził tą sprawę.
[00:30] <taksiarz> Zaraz, dziadek już w ziemi jest od poniedziałku więc to było w zeszły piątek.
[00:31] <susan> czyli eee…
[00:31] <susan> który grudzień?
[00:31] <taksiarz> 27
[00:32] <susan> – Nie panikuj Harry.
[00:32] <taksiarz> A państwo to rodzina?
[00:32] <harry> – Nie lubię takich przypałów. I mam złe przeczucie.
[00:32] <taksiarz> Bo z tego co mówią, to on nie miał rodziny.
[00:32] <harry> – shit…
[00:33] <taksiarz> Pamiętam raz jeden gość, wiozłem go w lato, opowiadał, ile to ma dzieci.
[00:33] <taksiarz> I jak zarabia by na studia je posłać, liczną rodzinę.
[00:33] <taksiarz> O którą się opiekuje i troszczy.
[00:34] <taksiarz> Wiecie, taki zaradny gość.
[00:34] <harry> – No i co z nim?
[00:34] <taksiarz> Jechaliśmy na Pike Road więc na drugi koniec miasta i…
[00:34] <taksiarz> … zdążył mi opowiedzieć co 2 pokolenia wszystkich – normalnie więcej niż ja znam ludzi osobiście teraz…
[00:35] <taksiarz> Co za gość…a potem się okazało, że to ściema była…ludzi tak nabierał…
[00:35] <harry> – Ciekawe.
[00:35] <taksiarz> Wiecie, ściema była..
[00:35] <susan> – Daleko jeszcze?
[00:35] <taksiarz> Już dojeżdżamy do sklepu.
[00:35] <harry> – A zdarzają się tu pomyleńcy…
[00:35] <harry> – ..ze szpitala?
[00:36] <mg> Za oknem widać ulice w deszczu oraz światła latarń, które już się włączają.
[00:36] <taksiarz> Panie, jakby mało było swoich to jeszcze wariaci.
[00:36] <taksiarz> Zdarza się, zdarza.
[00:36] <@Harry> – Ehhh.
[00:36] <taksiarz> O, to tu…tu jest sklep gdzie pan kupisz swoją latarkę…

Harry wyskoczył kupić latarkę, baterię do niej i jakąś gazetę.
Latarka Kosztowało to cudo 5 dolców i jeszcze 2 dolary za dodatkową baterię. Do tego gazeta, której szukano wszędzie nawet tam:

[00:40] <harry> A z poniedziałku i wtorku?
[00:40] <harry> Może ci się gdzieś zagnieździła?
[00:40] <sprzedawca> Nie, oddaję dostawcy niesprzedane egzemplarze.
[00:40] <sprzedawca> Może w kiblu wisi – sprawdzę.
[00:40] <mg> Wychodzi na zaplecze.
[00:40] <harry> – O dzięki.
[00:41] <sprzedawca> Wraca – Nie, Właściciel wstawił papier.
[00:41] <sprzedawca> To niby na nowy rok by się powodziło.
[00:42] <harry> – Dobra dzięki za fatygę.

Przed samym dojazdem na miejsce Susan przejrzała gazetę, ale nic ciekawego nie znalazła w niej. A kiedy skończyła, auto skoczyło na wybojach i wolno potoczyło się mało oświetloną uliczką pełną dziur i wertepów. Wreszcie taksiarz zatrzymał samochód i ręką wskazał przez szybę dom.
- To tutaj.
Ruina silasa

Taksówkarz został w wozie, podczas gdy Badacze przyglądali się posiadłości. Nie sprawiała sobą pozytywnego wrażenia – odpadające deszczułki, łuszcząca się farba i zawilgocenia niekoniecznie biorące się z ostatnio panującej aury. Okna siwe, brudne, gdzieniegdzie zastawione jakimiś deskami lub pudłami. Teren wokół posiadłości też wyglądał nie lepiej – krzaki, niestrzeżona trawa, kosmate i rachityczne drzewka. To wszystko otoczone rozwalającym się płotkiem z połamanymi sztachetami. Dróżka doprowadzająca na werandę była zabłocona i zarośnięta zmarzniętą trawą.
Harry pragnął popytać się sąsiadów o Silasa. Najbliższy był po drugiej stronie ulicy, pod lasem albo jakieś 300 metrów dalej wzdłuż drogi. Kiepskie takie sąsiedztwo, bo bardzo oddalone od siebie, zarośnięte i odgrodzone płotami i żywopłotami. Wszyscy podeszli w tym deszczu do domu. Ian zajrzał przez okno do środka. Zobaczył stary dywan, jakiś stolik i porozrzucane wokół krzesła. Całość uzupełniały stojące wszędzie kartonowe pudła, które zasłaniają także część okien. Rozkład, zniszczenie i starość – to się dało odczuć niemal na każdym kroku.
Grupa postanowiła wejść do środka by nie moknąć za bardzo. Za drzwiami był hall, skąd można było wyjść przez troje drzwi. Były otwarte, więc było widać, że prowadzą do kolejny pokoi. Czuć było kurzem i pleśnią. Harry wybrał pierwsze drzwi po lewej i wszedł do środka.
Sporej wielkości pokój zastawiony był kartonami. Na wolnej przestrzeni dało się zobaczyć wytarty dywan, stojącą kanapę oraz kominek. Kanapa nosiła ślady użytkowania i to częstego. W pudłach zaś Susan znalazła całą stertę gazet i papierów.

[22:31] <mg> W kartonach sterty gazet, jakieś papiery
[22:31] <susan> Jakich gazet?
[22:32] <mg> Różnych, wygląda na gazety z całych Stanów.
[22:32] <mg> Są gazety z Nowego Jorku, Bostonu, Waszyngotnu, Chicago.
[22:32] <susan> A jakie lata wydania?
[22:32] <mg> Los Angeles, Orlando i innych.
[22:33] <susan> W sensie chodzi mi o to, czy np wszystkie z jednego roku, czy widać ze niektóre z jednego, inne z innego – jakby przebywał w różnym czasie w różnych miastach.
[22:33] <susan> Czy wszystkie jednoczasowo.
[22:33] <mg> Nie, różne czasy.
[22:34] <mg> Są sprzed 1o lat, ale i z sprzed 2 tygodni.
[22:34] <mg> Nie widać specjalnego uporządkowania.
[22:34] <susan> Biorę jedna do reki i przeglądam, czy coś ponaznaczane albo wyrwane itp.
[22:34] <ian> Coś z nich zostało powycinane/zaznaczone czy są nieruszone?
[22:34] <mg> Pudeł jest 8 i przejrzenie ich zabierze najmarniej z tydzień by dokładnie coś przejrzeć.
[22:34] <mg> Te przerzucone są całe.
[22:35] <harry> – Możecie zabrać do taksówki jak chcecie.
[22:35] <mg> Nie wejdą.
[22:35] <susan> A w tych kartonach z papierami to jakie to papiery?
[22:35] <harry> – Może wrócimy tutaj jak będzie jaśniej?
[22:35] <susan> – Czekaj sekundę, zerknę tylko.
[22:36] <mg> Papiery listowe, zapisane – z tego, co czytasz to jakby ktoś przepisywał newsy z gazet.
[22:36] <mg> To są kolejne 4 pudła.
[22:36] <susan> Zostawiam.

Sprawdzenie kominka również nic nie dało. Nie ma żadnych skrytek czy też sejfów. Opuszczono ten pokój i udano się do kolejnego – będącego na wprost drzwi wejściowych. Okazał się on długi, ze schodami na górę. Jedynym meblem tutaj była szafa z niezłą kolekcją zastawy stołowej oraz sztućców i szklanek. Susan zaproponowała sprawdzenie pozostałego pokoju zanim wejdzie się na górę, co przyjęto jednogłośnie.
Ostatni pokój na dole okazał się tym, w który zaglądał Ian. Największy z nich wszystkich, z pudłami, stolikiem oraz aneksem kuchennym. Przy stole stoi fotel bujany a na stole szklanka z zaschniętą herbatą. Pod nią są dwa wycinki z gazet, które można spokojnie podejrzeć.

Wycinek 1
Wycinek 2

[22:46] <harry> Wkładam te wycinki do kieszeni.
[22:46] <ian> Moment Harry.
[22:46] <susan> – Tak, przeczytajmy.
[22:47] <harry> – Tak 5 ofiar szaleńca.
[22:48] <harry> – Ten gość to jakiś pomyleniec.
[22:49] <susan> – To jego rodzina.
[22:49] <susan> – Patrzcie, piszą ze Silas miał syna.
[22:50] <harry> – Dobra zwijajmy się stąd, nie podoba mi się ta historia.
[22:51] <susan> – Chodźmy zobaczyć piętro.
[22:51] <mg> Słyszycie jakiś szmer za oknem.
[22:51] <harry> – Mało ci wrażeń laleczko.
[22:51] <harry> Świecę w okno.
[22:51] <mg> Jakaś postać była, ale odskoczyła w krzaki.
[22:51] <harry> – Kurwa, taksówkarz?
[22:52] <susan> Widać było kto to?
[22:52] <mg> Nie.
[22:52] <harry> – Nie i nie podoba mi się to.
[22:52] <harry> – Dobra wracajmy.
[22:52] <ian> Wybiegam szybko.
[22:52] <ian> Spróbuję dogonić.
[22:52] <susan> Biegnę za Ianem.
[22:52] <harry> – Jeszcze pałką zarobimy po głowie.
[22:52] <susan> Tzn nie gonie nikogo…
[22:52] <susan> …ale wybiegam przed dom.
[22:52] <mg> Wybiegacie, ale nikogo nie widać.
[22:52] <mg> Przed domem jest pusto.
[22:53] <mg> Nieopodal, na ulicy, stoi taksówka.

Po tajemniczym gościu nie został nawet ślad. Ciągle pada deszcz, więc znalezienie czegokolwiek byłoby cudem.

[22:54] <ian> – Widział pan może kogoś w okolicy domu oprócz nas?
[22:54] <taksiarz> – Panie, tu same drzewa i mrok. Nikt o zdrowych zmysłach nie włóczy się w tej okolicy…
[22:55] < Taksiarz > – Jeśli tu mieszkał ten, co się zabił, to mu się nie dziwię….
[22:55] <susan> – Co się zabił?
[22:55] <susan> – Mówił pan, ze to był wypadek.
[22:55] <harry> – Dobra ja mam dość.
[22:55] < Taksiarz > Tak mówili, skręcił kark, bo się poślizgnął…
[22:55] <harry> – Zostawiam wam latarkę.
[22:56] <harry> – Jutro po was wrócę.
[22:56] < Taksiarz > …to się zabił nie?
[22:56] <ian> – Dobrze, dwuznaczność stwierdzenia wyjaśniona.
[22:56] <susan> – To co robimy, wracamy skończyć rekonesans a Harry poczeka w taksówce?
[22:56] <susan> – Czy wrócimy jutro rano?
[22:58] <harry> -Wróćmy jak będzie jaśniej.
[22:59] * Susan patrzy wyczekująco na Iana.
[22:59] <harry> – Może jakieś lampy się kupi?
[22:59] <harry> – To chyba rozsądne, nie?
[23:00] <harry> – Jeszcze sobie nogi połamiecie…
[23:01] <harry> – …albo gorzej.
[23:01] <mg> – Jeśli o mnie chodzi to dziwnie tu – mówi taksiarz.
[23:01] <susan> – Ech no dobrze.
[23:01] <susan> – Nie sądziłam ze akurat ty okażesz się ostoja rozsądku :)
[23:01] < Taksiarz > – Raz miałem takiego gościa…
[23:01] <ian_> – Czyli? (do taksówkarza)
[23:01] * Harry nasłuchuję
[23:01] < Taksiarz > – Wiozłem go od stacji na Morton Street…
[23:02] < Taksiarz > – Padało jak ostatnio. Miał parasol i dziwnie się zachowywał…
[23:02] < Taksiarz > – On do mnie, że na Morton 51. Ja po gazie i jedziemy…
[23:03] < Taksiarz > – Nie odezwał się ani razu. Coś tam robił w tyle, ale nie widziałem co…
[23:03] < Taksiarz > – Nie dało się zobaczyć, a wtedy jak się nie odwróci…
[23:03] < Taksiarz > – Mówię wam, ścisnęło moje jąd…znaczy serce coś takiego, że….
[23:03] < Taksiarz > – Te oczy mogły zmrozić, naprawdę…
[23:04] <harry> – Ale co widziałeś?
[23:04] < Taksiarz > – Spojrzenie czystego szaleństwa i tego czegoś, że wiesz, że gość może zrobić wszystko….
[23:04] < Taksiarz > – To spojrzenie…
[23:04] < Taksiarz > – I teraz też to czuję a to nie jest miłe…
[23:05] <harry> – I co? Wysiadł normalnie?
[23:05] <susan> – Możemy wracać do „The Tilden Arms”.
[23:05] < Taksiarz > – Panie. Od razu jak stanęliśmy to jeszcze mu drzwi otworzyłem by wychodził jak najszybciej…
[23:05] < Taksiarz > – Nigdy się tak nie bałem jak wtedy…
[23:06] <harry> – Tylko ten jedyny raz go widziałeś?
[23:06] < Taksiarz > – Mało to słyszy się teraz o szaleńcach, co mogą cię zaszlachtować za parę dolców?
[23:06] <ian_> – Dobrze. Harry zostań z panem my niedługo wracamy…
[23:06] <harry> – No, szpital to macie blisko.
[23:06] < Taksiarz > – Tak, tylko wtedy. A było to z 5 lat temu.
[23:06] <susan> – O. Czyli idziemy zerknąć jeszcze?
[23:06] <harry> – Macie tu latarkę.
[23:07] <harry> Mocno leje?
[23:07] <mg> Raczej tak
[23:07] <susan> Biorę latarkę od Harrego.
[23:07] <harry> Ciemno jest?
[23:07] <mg> Tak.
[23:08] <susan> – Patrzcie czy ktoś się znowu nie kreci wokół domu.
[23:09] <susan> – Ianie, idziemy?
[23:09] <ian_> – Ruszamy.
[23:09] <susan> No to wchodzimy znowu.

Susan i Ian wrócili do domu. Postanowili zerknąć jeszcze do kuchni, gdyż poprzednio przerwano im spojrzenie na nią. A potem na górę.

[23:12] <mg> Przechodzicie do kuchni. Stajecie przed dużą lodówą.
[23:12] <susan> Świecę i otwieram.
[23:13] <mg> Otwierasz…
[23:14] <susan> Co jest w środku?
[23:14] <mg> Kilka półek wypełnionych fasolą w puszkach.
[23:15] <susan> – Chyba zbyt zdrowo się nie odżywiał.
[23:15] <mg> Do tego morele w zalewie, ogórki i kilka słoików masła orzechowego.
[23:15] <susan> – Dobrze, chodźmy na górę.
[23:15] <ian_> Jakiekolwiek ślady mięsa?
[23:16] <mg> Nie, nie widać nic mięsnego.
[23:16] * Susan przestępuje z nogi na nogę.
[23:16] <ian_> – Wegetarianin?
[23:16] <susan> – Najwyraźniej.
[23:17] <susan> – Choć patrząc na te wycinki, co zabrał Harry, jakoś mu się nie dziwię.
[23:17] <ian_> – Przejrzę szafki kuchenne i szuflady.
[23:17] <mg> To jeszcze znalazłeś kilka bochenków chleba.
[23:17] <mg> Spleśniały i czerstwy.
[23:17] <ian_> A śmietnik?
[23:17] <mg> Paczka makaronu.
[23:17] <mg> Oraz kilka zapleśniałych kolb kukurydzy.
[23:18] <mg> W śmietniku jest coś zaschnięte wycierane szmatą…
[23:18] <susan> Świecę Ianowi i zachęcam gestem, aby przejrzał…
[23:18] <susan> :)
[23:18] <mg> oczywiście razem ze szmatą.
[23:19] <mg> Poza tym już nic.
[23:19] <susan> – To co? Na górę?
[23:20] <ian_> W podłodze nie ma klapy do spiżarni czy coś w tym rodzaju?
[23:20] <mg> Nic takiego nie widać.
[23:21] <ian_> Dobrze, idziemy na górę.
[23:21] <susan> Dobrze, to wchodzimy po schodach.
[23:21] <mg> Wchodzicie na górę…

Piętro domu Silasa - wyjście na dach

Schody trzeszczą przy każdym kroku choć nie wykazują oznak rozpadania się. Szczęśliwie dostajecie się nimi na górę. I od razu widać, że nie różni się ona niczym od tego, co widzieliście na dole. Jest tylko jedna różnica – tu nie ma pokoi i wszystko jest zastawione kartonowymi pudłami w różnych rozmiarach. Przy jednej ze ścian jest drabinka na górę, na dach przez zamknięty świetlik. Światło latarki wyławia poszczególne sterty pudeł. Zdajecie sobie sprawę z tego, że przeglądanie tego zbioru zajmie albo dużo czasu albo pochłonie pracę wielu osób.
Susan znów zagląda do pudeł. Widać ponownie wycinki, zapiski, całe gazety oraz zdjęcia. Zdjęcia były robione w różnych porach roku, dla różnych ludzi i w różnych miejscach. Totalne pomieszanie wszystkiego. Nie widać też by były jakieś zapiski na odwrocie tych zdjęć. Każde z nich sprawia wrażenie pospiesznego i robionego na zasadzie „Czy mogę panu zrobić zdjęcie?”. Obok zdjęć jest też cała sterta książek. Od poezji po traktaty filozoficzne czy prozatorskie dzieła niemieckiej literatury. Znalazły się tu dzieła takich autorów jak Goethe, Heinrich von Kleist, Wilhelm Schlegel czy Wilhelm Heinrich Wackenroder. Tablice matematyczne, książki o fizyce, astronomii, zoologii oraz geometrii.
Susan weszła również po drabinie i wyjrzała na zewnątrz. W ciemności i deszczu nie było widać nic ciekawego poza kilkoma dachówkami w pobliżu i czarną, zwartą ścianą lasu w oddali. Jeszcze pogrzebali z Ianem w pudłach, ale nic nie znaleźli. Przynajmniej w tym, co udało im się odkopać, bo papierów jest cała masa. Dlatego też postanowiono wrócić do Harrego i taksiarza. Zrobiło się po 19 i noc wchodziła w kończący się piątek.
Tymczasem Harry zagaduje taksówkarza Eddiego o zdjęcia i o tajemniczego osobnika z jego poprzedniej opowieści. Na zdjęciach nie rozpoznał nikogo, a już na pewno nikogo z takimi oczami. Wreszcie dołączają do nich pozostali. Wszyscy pakują się do środka i ruszają spod domu w stronę hoteliku. Opustoszałe ulice oświetlały nieliczne latarenki.

[23:53] <harry> – Poproszę o latarkę.
[23:54] <harry> Sprawdzę czy działa i chowam do kieszeni.
[23:54] <susan> – Jutro miejscowa gazeta czy posterunek policji?
[23:55] <harry> Miejscowa gazeta i może posterunek.
[23:55] <harry> I jakąś firmy by wyremontować ten dom.
[23:55] <harry> I sprzedać z większym zyskiem.
[23:56] <susan> – Myślicie, że Silas szukał swojego syna?
[23:56] <susan> – W tych gazetach, zdjęciach…
[23:56] <ian_> – Nie wiem, ale historia rodzinna zapowiada się co najmniej zawiłą.
[23:57] <harry> – Nie wiem, ale ktoś sie kręcił wokół domu.
[23:57] <harry> – I nie podoba mi się, że nas tu ściągnął.
[23:57] <susan> – Dlaczego, przecież to wspaniała przygoda.
[23:58] <harry> – Tak. Jego rodzina z Greenwood tez przeżyła wspaniałą przygodę.
[23:58] <susan> – Nie widzę związku.
[23:58] <harry> – Panienko tu jest szpital, pełno dziwaków.
[23:59] <susan> – Nie wiem, co tak ciągle wracasz do tematu tego szpitala.
[23:59] <ian_> – Też nie widzę, a sama tragedia już na dzień dobry zwraca na siebie uwagę i tyle.
[23:59] <susan> – Szpitale są wszędzie.
[00:00] <ian_> Spojrzę na wycinki gazet czy da się stwierdzić, z jakich tytułów one pochodzą?
[00:00] * Harry odwraca się zrezygnowany
[00:01] <mg> Jakaś gazeta z Chicago.
[00:01] <susan> – Trochę daleko to Greenwood.
[00:02] <harry> – Jak sprzedamy dom będziesz mogła tam pojechać.
[00:02] <ian_> Ale znacznie bliżej niż Arkham.
[00:02] <susan> Jak bliżej niż Arkham?
[00:03] <susan> Skąd patrzysz?
[00:03] <mg> Dojeżdżacie pod hotel.
[00:03] <taksiarz> – 2 dolce się należą szefie
[00:03] <ian_> Z Chicago jest znacznie bliżej do Greenwood.
[00:04] <ian_> Samo Chicago jest po drodze z Arkam do Greenwood.
[00:04] <susan> – ale nie jesteśmy w Chicago…
[00:05] <ian_> No wiem, ale to może być podpowiedź, że nie koniecznie koczował w Arkham od X lat.
[00:05] <susan> – Tak, tego musimy się dowiedzieć.
[00:06] <susan> Daje dolara na taksówkę.
[00:06] <mg> Kto daje drugiego?
[00:06] <harry> Ja dam.
[00:06] <harry> I dolca ekstra.
[00:07] <mg> Wychodzicie na deszcz i zaraz do hotelu by nie zamoknąć do szczętu.

W hoteliku jest sucho i przyjemnie. Babcia przywitała się z każdym na wejściu, ale Badacze byli zbyt zmęczeni by nawiązać jakąś dłuższą rozmowę. Jeszcze tylko prysznic dla niektórych, przebranie się i do spania. Oczywiście po uprzednim zamknięciu drzwi i okien.
Zakończył się piątek i zarazem pierwszy dzień pobytu w Arkham.

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.