Arkham

Arkham 4 stycznia 1930 roku

Poranek to śniadanie u właścicielki hoteliku. Pyszna jajecznica i boczek smażone na masełku. W dodatku kopiasta misa tych pyszności i świeży chlebek. Aż chce się żyć. Wszyscy ze smakiem posilają się. Przyprawieniem koperkiem wywołuje również skojarzenia czysto naukowe:

[21:05] <ian> – Wiecie, że w starożytni Rzymie podawano koper gladiatorom przed walką na pobudzenie?
[21:06] <susan> – Przecież nie ma właściwości pobudzających.
[21:07] <ian> – Mówię tylko, w co wierzyli Rzymianie.

Dzięki uprzejmości sympatycznej staruszki dowiedziano się gdzie mieszczą się siedziby „Arkham Advertisera” oraz „Arkham Gazette”. I, jak ostatnio wszystko, okazało się, że to jest nawet dość blisko. Ponieważ dziś już nie padało, to przyjemniej będzie się chodzić. Ulice zaściela gęsta mgła, ale nie powinna być ona przeszkodą przy poszukiwaniach śladów w redakcjach gazet.
Arkham AdvertiserPierwszym celem była redakcja „Advertisera”. Dwupiętrowy budynek z wysokimi kominami i czerwoną cegłą na licu dumnie prężył się na rogu ulicy. Na dole było wejście do Biura Ogłoszeń i do redakcji. Jak mówiła tabliczka, w sobotę redakcja jest nieczynna. Obok wejścia zostawiono dzwonek, z którego Susan skwapliwie skorzystała.

[21:15] <susan> Dzwonię.
[21:16] <mg> – Czego? – słychać w głośniku.
[21:16] <mg> Ochrypły głos, choć jakość połączenia jest fatalna i może to też przez to.
[21:16] <susan> – Dzień dobry. My do redakcji „Arkham Advertiser”.
[21:17] <mg> – Aaaaaaa…. – słychać jakieś trzaski, szamotania i po chwili pojawia się nowy głos – Witam. Przepraszam, ale redakcja jest nieczynna w weekend. Teraz składamy wydanie poniedziałkowe i pracuje tylko drukarnia.
[21:18] <mg> Drugi głos jest już milszy i wyraźniejszy.
[21:18] <ian> – Chcieliśmy się skontaktować z jednym z dziennikarzy, który zajmował się pewną sprawą, która miała miejsce tuż przed końcem roku, czy mógłby pan nam poświęcić kilka chwil?
[21:21] <mg> – Hmmm…dobrze, ale naprawdę na chwilę. Jak nie przypilnuje to mi towarzystwo wydrukuje gołe babki na rozkładówce. Sam myślałem o tym, ale nie wiem czy to chwyci. Golizna w gazecie nie przyjmie się nigdy. Mam nawet pomysł na tytuł, ale “Penthouse” to takie pretensjonalne. Wejdźcie, zaraz zejdę.
[21:21] <mg> i słychać dźwięk dzwonka przy drzwiach.
[21:21] <susan> wchodzimy

Grupa weszła przez częściowo oszklone drzwi do krótkiego korytarzyka, który łagodnie przechodzi do sporej wielkości biura. Dalej są tylko schody na górę, zaś na dole najwyraźniej jest biuro przyjmujące ogłoszenia. Są stoły, kilka krzeseł i sporo szaf. Wszędzie czuć zapach farby drukarskiej oraz słychać delikatne podzwanianie chodzącej gdzieś daleko maszynerii.

[21:26] <mg> Po chwili zjawia się gość w ogrodniczkach
Garry Simons Advertiser
[21:26] <mg> Poprawia okulary na nosie i wyciąga rękę na przywitanie
[21:26] <mg> – Jestem Garry Simons. Witam w redakcji.
[21:27] <susan> – Dzień dobry, Susan Chambers.
[21:27] <harry> – Harry La Fayette.
[21:27] * Harry podaje rękę.
[21:28] <ian> – Dzień dobry, Ian McGlearson.
[21:28] < Garry > – Zatem co państwa tutaj sprowadza?
[21:28] <ian> – Dziękujemy, że zechciał pan nas przyjąć.
[21:28] <harry>- Tak przejdźmy do meritum.
[21:28] < Garry > – Drobiazg, byleby nie za długo.
[21:28] <ian> – Chodzi nam o sprawę z ostatniego tygodnia grudnia.
[21:29] < Garry > – Czyli?
[21:30] <ian> – Chcieliśmy się dopytać o wypadek pana Silasa McCrindle.
[21:30] <ian> – Zginął właśnie w tamtym tygodniu, ponoć był to nieszczęśliwy wypadek.
[21:31] < Garry > – Silas McCrindle, Silas, Silas…. – podchodzi do szafy stojącej w rogu i otwiera ją. Wyciąga paczkę gazet i szybko zaczyna kartkować.
[21:31] <ian> – Może pan wie coś na ten temat albo mógłby pan nam wskazać kogoś, kto się tą prawą zajmował w redakcji.
[21:31] <mg> Wreszcie wyjmuje jakąś gazetę i mówi – Mam.
[21:31] <susan> – Albo żeby nie zajmować panu czasu może sami moglibyśmy przejrzeć stare numery gazet.
[21:32] < Garry > Nie ma potrzeby, bo była tylko umieszczona klepsydra. Nie było żadnej sprawy.
[21:32] <harry>- Dziwne, bo to dość znana osoba.
[21:32] < Garry > Z obowiązku wydrukowaliśmy klepsydrę, bo nie było nikogo, kto by zapłacił za ogłoszenie czy pogrzeb.
[21:32] < Garry > Znana? A kto to?
[21:32] <susan> – Jak długo pan McCrindle mieszkał w Arkham?
[21:32] <harry>- Wyjmuje wycinki z kieszeni.
[21:33] <ian> – Nie ma co zanudzać pana;)
[21:33] < Garry > – Proszę państwa. Nie znam osobiście wielu obywateli miasta, ale o tym panu słyszałem dopiero jak składałem jego nazwisko na maszynie.
[21:34] <susan> – Rozumiemy.
[21:34] < Garry > – Jeśli jesteście państwo z rodziny to może policja będzie miała coś więcej.
[21:34] <susan> – Czy pozwoli nam pan przejrzeć stare numery gazet?
[21:34] <harry>- Albo zakupić.
[21:34] < Garry > – Tutaj jest archiwum gazety. Pełne jest w bibliotece miejskiej.
[21:34] <harry>- Dobrze chodźmy.
[21:35] < Garry > – Tego tu nie udostępniamy, chyba, że w wyjątkowych wypadkach.
[21:35] <susan> – Tylko ze biblioteka będzie zamknięta dziś zapewne.
[21:35] < Garry > – A ja tu materiał składam i jak nie dopilnuję to mi gołe babki wrzucą.
[21:35] <harry>- Dziękujemy za informacje.
[21:35] <susan> – A my mamy czas do poniedziałku.
[21:35] <susan> – Na pewno nie moglibyśmy tutaj zobaczyć?
[21:36] * Harry_ niecierpliwi się.
[21:36] <mg> Garry patrzy na ciebie Susan. Jego oczy zza okularów wydają się wwiercać się w Ciebie. Po czym mówi: – No… możemy się dogadać…
[21:36] <mg> …i uśmiecha się.
[21:37] <harry>(psychol)
[21:37] <ian> – No! Wiedziałem, że możemy liczyć na pana wyrozumiałość (ściskam mu dłoń, w której jest 5 dolców)
[21:39] <mg> Lekko zawiedziony ściska dłoń Iana patrząc się cały czas na Susan.
[21:39] < Garry > – Patrzcie sobie tutaj. Będę za pół godziny.
[21:39] <susan> Chowam swoje 5 dolarów do kieszeni.
[21:39] < Garry > – Nic nie zmalujcie bo mnie szef powiesi.
[21:39] <susan> – Dziękujemy.
[21:39] <ian> – Damy panu znać jak skończymy:)
[21:40] <mg> Wychodzi szybko.
[21:40] <susan> – Dobrze, to zobaczmy.
[21:40] <mg> Machając ręką na odczepnego.

Stos gazet był pokaźny, ale nie taki by nie ogarnąć tego. Tym bardziej, że były tu tylko wydania z ostatnich dwóch lat. Gazeta wychodzi w tygodniu i jeden numer weekendowy, który pewnie teraz jest drukowany na dzisiejsze popołudnie. Razem wychodzi coś ponad 600 gazet do przejrzenia. W poszukiwaniach skupiono się na dziwnych doniesieniach związanych z dzielnicą, gdzie jest dom Silasa, niezwykłych doniesieniach i niesamowitych zdarzeniach. Pominięto politykę, sprawy samorządowe oraz gospodarkę i naukę. Po pół godzinie szukania nie natrafiono na wzmianki dotyczące Silasa czy czegokolwiek odnośnie profilu szukania. Harry i reszta towarzystwa poczuli się zawiedzeni.

[21:50] <mg> Na schodach słychać kroki i przychodzi Garry.
[21:50] <ian> Uprzedzę przed wyjściem naszego kolegę, że już skończyliśmy.
[21:50] <mg> – I jak? Udało się coś znaleźć?
[21:50] <ian> – Niestety nie, ale i tak dziękujemy za pomoc.
[21:51] <susan> – Dziękujemy, do widzenia.
[21:51] <mg> – Zapraszam w poniedziałek. Już pani redaktor powinna być.
[21:52] <susan> Wychodzę.

Dalsze kroki skierowano do redakcji drugiej gazety. „Arkham Gazette” to drugi dziennik w Arkham. Jest jednak bardziej konserwatywny i skupiony na ważnych dla miasta sprawach. Siedziba gazety nie jest może tak okazała jak u konkurencji, ale za to w środku jest poważnie i szacownie. Drzwi nie są zamknięte i łatwo jest dostać się do środka. Tutaj też czuć zapach farby drukarskiej. W hallu jest też strażnik, który zatrzymuje grupę.
Arkham Gazette

[22:00] <mg> Strażnik podnosi się z krzesła i pyta się: „Państwo do kogo”?
[22:00] <harry>- Dzień dobry.
[22:00] <susan> – Dzień dobry, moglibyśmy rozmawiać z kimś z redakcji?
[22:01] <mg> Proszę poczekać – i podchodzi do swojej lady, łapie za telefon i podnosi słuchawkę.
[22:01] <mg> Chwilę czeka i potem mówi – Jacyś państwo do redakcji? Zaraz sprawdzę…. Zasłania słuchawkę.
[22:02] <mg> – Państwo w sprawie wyprawy uniwersyteckiej?
[22:03] <susan> – Nie, w nieco innej sprawie.
[22:03] <ian> – Nie, chodzi nam o sprawę z ostatniego tygodnia grudnia.
[22:04] <mg> Znów mówi do słuchawki – Nie, nie są w sprawie… dobrze, już daję..
[22:04] <mg> Podaje wam słuchawkę – Proszę, możecie rozmawiać.
[22:04] <ian> Biorę słuchawkę.
[22:05] <mg> – Słucham?
[22:05] <ian> – Dzień dobry, nazywam się Ian McGlearson, chciałem wraz z moimi przyjaciółmi zadać parę pytań a propos wypadku, jaki miał w zeszłym tygodniu.
[22:06] <mg> – Jakiego wypadku?
[22:06] <mg> Głos w słuchawce jest lekko zniecierpliwiony.
[22:06] <ian> – Pan Silas McCrindle ponoć zginał w wypadku.
[22:06] <mg> – Rozumiem. A kto to jest?
[22:07] <ian> – Jesteśmy znajomymi pana Silasa, i chcieliśmy wiedzieć czy ktoś z redakcji to opisywał.
[22:07] <mg> – Nie przypominam sobie teraz. Chyba, że jako informacja od rodziny o pogrzebie. Czy coś się tam ciekawego stało?
[22:08] <susan> – Zapytaj czy możemy starsze wydania gazet przejrzeć.
[22:08] <ian> – No właśnie ten Pan nie miał żadnej rodziny, przynajmniej nikt nie znał takowej.
[22:09] <ian> – Gdybyśmy mogli przejrzeć wydania z zeszłego tygodnia, to sądzę że by nam wystarczyło na tyle by państwu czasu nie zajmować.
[22:09] <mg> – A kim on był? Bo jeśli kimś znanym to na pewno by się u nas pojawił. Mamy stały kontakt z Uniwersytetem.
[22:10] <harry>- Powiedz ze mamy tu pewne informacje.
[22:10] <harry>- Pokarzemy wycinki.
[22:10] * Harry mówi to głośno.
[22:11] <ian> – Wiemy, że ten pan był stałym bywalcem na Miskatonic U., co do jego udziału w wyprawie uniwersyteckiej to tj. dosyć prawdopodobne.
[22:11] <ian> – Choć nie mogę tego potwierdzić.
[22:11] <mg> – Wyprawy? Świetnie, świetnie. Może więcej szczegółów. Kim by tam miał być? Jest znanym polarnikiem?
[22:11] <ian> – Ja jestem profesorem z Boston U., z katedry Antropologii.
[22:12] <mg> – Rozumiem, ale pan też bierze udział w wyprawie?
[22:12] <ian> – Właśnie pan Silas nie ujawniał się z tymi faktami, ale interesował się moimi publikacjami.
[22:13] * Susan słucha z zainteresowaniem wywodów Iana.
[22:13] <mg> – Dobrze, rozumiem, widzę, że panów coś łączy, ale czy któregoś z was łączy wyprawa organizowana przez Miscatonic?
[22:13] <ian> – Nie proszę pana, ale być może mógłbym się skontaktować w tej sprawie oficjalną drogą.
[22:14] <ian> – Tzn. w ramach współpracy międzyuczelnianej, jaką prowadzimy ze stanowymi wyższymi szkołami.
[22:15] <mg> – To chętnie, owszem, doskonale. Zaraz zejdę do pana. Proszę zaczekać.
[22:15] <harry>- Bingo.
[22:16] <harry>- Nieźle ci poszło jak na sztywniaka.
[22:16] <susan> – Tak tylko czy aby osiągnęliśmy cel?
[22:16] <susan> – Bo chyba nie miała nim być współpraca międzyuczelniana…
[22:16] <harry>- Nieważne może ich zainteresujemy.
[22:16] <susan> – I co nam to da?
[22:17] <harry>- To ze dadzą nam dostęp do ich archiwów.
[22:17] <susan> – Ech oby…
[22:17] <ian> – Powiedziałem, że jako pracownik naukowy być może będę w stanie pomóc redakcji;)
[22:18] <mg> Po chwili słychać kroki zza jednych drzwi i wchodzi postawny, starszy mężczyzna.
John silver   gazette
[22:18] <ian> (z resztą to był jedyny temat, o jaki można było zaczepić)
[22:18] <mg> – Witam, jestem John Silver i jestem tu jednym redaktorów.
[22:19] <mg> – Po rozmowie wnioskuję, że może pana…eeee – rozgląda się i patrzy raz na Iana raz na Harryego…
[22:20] <mg> – Z którym z panów rozmawiałem?
[22:20] <ian> – Ze mną.
[22:21] <ian> – Dziękuję, że ma pan chwilę dla nas.
[22:21] <susan> – Widać nie rozróżnia sztywniaków – szept do Harrego.
[22:21] <mg> – …. że może uda nam się nawiązać porozumienie w sprawie wyprawy
[22:21] <mg> – Wie pan, ta wyprawa jest póki co trzymana przez Uniwersytet w tajemnicy, ale przygotowania trwają.
[22:22] <mg> – Podobno ruszają na Biegun i chcemy to opisać.
[22:22] <ian> – Rozumiem.
[22:22] <mg> – Jeśli jest nam w stanie pomóc w tej kwestii to byłoby wspaniale.
[22:22] <ian> – Wie pan, jakie badania będą tam przeprowadzane, albo który pion naukowy się tym zajmuje?
[22:23] <mg> – Nie wiem. Podobno wyprawa interdyscyplinarna, więc pewnie będzie szeroki zakres specjalistów.
[22:24] <mg> – Wspomniał pan, że niejaki pan McKinley będzie brał udział. A w zasadzie już nie, skoro miał wypadek.
[22:24] <ian> – A podejrzewa pan kogoś konkretnego w roli szefa i inicjatora przedsięwzięcia?
[22:25] <harry>- Nie chce przerywać Panom, ale podobno Pan Silas McCrindle miał być jednym z członków wyprawy.
[22:25] <mg> – Podejrzanych jest kilku – uśmiechnął się – ale nic nie jest pewne. Fundacja Peabody`ego sponsoruje całe przedsięwzięcie.
[22:25] <ian> – Chodzi o pana Silasa McCrindle. Nie jestem w stanie panu zagwarantować, że miał być w składzie ekspedycji.
[22:25] <mg> – Właśnie, właśnie. Kim by miał tam być? Jaką miał specjalność?
[22:25] <harry>- Podejrzewamy…
[22:26] <mg> – Czyli?….
[22:26] <susan> – Był historykiem i znawca literatury niemieckiej.
[22:26] <ian> – Pan McCrindle miał bardzo wszechstronne zainteresowania wie pan?
[22:26] <ian> – Ja go znam również jako miłośnika fizyki i astrologii.
[22:27] <harry>- Cóż, ale niestety zginął w dość nie jasnych okolicznościach.
[22:27] <mg> – Literatury niemieckiej? Znawca? Na Biegunie? A co on u cholery by tam robił? Studiował instrukcję do Hindenburga?
[22:27] <ian> – Powiem panu, że dopiero w momencie gdy pan wspomniał o wyprawie to skojarzyłem te oba fakty.
[22:27] <ian> – Człowiek renesansu – trzeba przyznać:)
[22:27] <susan> – Może miał relacjonować jej przebieg w kilku językach.
[22:27] <harry>- Chcemy właśnie to zbadać.
[22:28] <mg> – Ech – westchnął – miłośnik to za mało jak na wyprawę. Coś mi tu nie pasuje panowie …
[22:28] <harry> Tak tylko on miał dość nietypową historię.
[22:28] <mg> – Fakty, fakty, fakty – bez nich nie ma nic.
[22:28] <ian> – No właśnie mówię panu….
[22:28] <harry> Wyjmuję wycinki.
[22:29] <mg> – Słucham…
[22:29] <ian> – Fakty są następujące, że pan McCrindle interesował się różnymi rzeczami. Częsty gość na Miskatonic. Każdy z nas zna go wycinkowo.
[22:30] <ian> – Ale człowiek, który z taką determinacją bada tak różne kierunki świadczy o tym, że czegoś szukał.
[22:30] <mg> – Dobrze, dalej…
[22:30] <ian> – Czegoś innowacyjnego, nowego, nieznanego…
[22:31] <ian> – … dla nas, przy obecnym stanie wiedzy wydaje się to pozbawione ciągu przyczynowo-skutkowego.
[22:31] <mg> – I państwo próbują to ustalić, tak?
[22:31] <harry> Tak.
[22:31] <ian> – Tak samo mi się to wydało do momentu, gdy pan nie wspomniał mi przez telefon o wyprawie.
[22:32] <ian> – Jeśli pan mówi, że tam są różni specjaliści, to by całkiem przystawało do tych podejrzeń.
[22:32] <mg> – Że ciekawość przywiodła go do Arkham by polecieć na wyprawę badawczą na Biegun?
[22:33] <ian> – Swoje motywacje na pewno miał.
[22:33] <ian> – Z pewnością też pan McCrindle był introwertykiem, dla niektórych wręcz socjopatą.
[22:33] <mg> – Do takich rzeczy nie biorą byle kogo, a ja proszę pana mam swoje wiadomości i o żadnych McCrindle nie słyszałem. Więc jakim cudem trafił niepostrzeżenie na uniwerek i to w dodatku by wziąć udział…
[22:34] <mg> … w prestiżowej wyprawie, gdy patrzy cały świat.
[22:34] <mg> To się dopiero kupy nie trzyma!!!
[22:34] <mg> – Jeśli jesteście naciągaczami….
[22:34] <harry> Ehhh…
[22:35] <harry>- Podaje mu wycinki…
[22:35] <ian> – Wypraszamy sobie uprzejmie.
[22:35] <mg> Redaktor bierze je i czyta.
[22:35] <harry>- Badamy jego historię.
[22:35] <mg> – Proszę, nie chciałem nikogo urazić, ale sam pan rozumie – bo sam jest pan uczonym.
[22:36] <susan> – Czy moglibyśmy przejrzeć archiwalne numery gazety?
[22:36] <mg> – A o tej sprawie słyszałem. Tylko, że to ma już dobre 20 lat. I że niby Silas jest tym, co się uratował?
[22:37] <ian> – Wiemy, że to trochę daleko, ale są to uzasadnione podejrzenia.
[22:37] * Harry zabiera wycinki.
[22:37] <mg> – Chcieliście skorzystać z archiwum? To dlaczego nie mówiliście tak od razu tylko zawracacie mi głowę.
[22:37] <mg> – Tak?
[22:37] <harry> Tak.
[22:37] <ian> – Po prostu szukamy wszelkich informacji na temat Silasa.
[22:38] <susan> – My mniej uczeni tak.
[22:38] <harry>- Wiemy ze miał kontakt z uniwersytetem.
[22:38] <mg> – Ech…co za ludzie – burczy pod nosem.
[22:38] <mg> – Ben.
[22:38] <mg> Zwraca się do ochroniarza.
[22:38] <mg> Zadzwoń po Eddiego, niech przyjdzie z kluczami i wpuści państwo do archiwum…
[22:39] <susan> – Dziękujemy.
[22:39] <mg> – Zaraz ktoś zejdzie i wpuści państwa – kiwa głową z dezaprobatą.
[22:39] <mg> – Tak się dać nabrać – mruczy. – Ostatni raz, ostatni raz…
[22:39] <mg> I odchodzi.
[22:40] <ian> To czekamy na klucze.
[22:40] <mg> Chwilę czekacie aż przychodzi ktoś z kluczami. Pewnie Eddie.
[22:41] <mg> – Witam. To państwo chcieli do archiwum?
[22:41] <susan> – Tak.
[22:41] <mg> – Proszę za mną – i wychodzi przez solidne drzwi.
[22:41] <susan> Idziemy za nim.
[22:42] <mg> Potem schodami w dół. Otwiera jedne drzwi, przechodzicie dalej i otwiera drugie. Za nimi jest ogromna hala wypełniona regałami i gazetami. Normalnie jak fabryka.
[22:42] <mg> – Oto archiwum gazety. Regały ułożone są latami oraz wydaniami.
[22:42] <mg> – Od lewej są najstarsze numery i przechodzą na prawą stronę.
[22:43] <susan> Ta gazeta ukazuje się tak jak „Arkham Advertiser” codziennie?
[22:43] <susan> Czy rzadziej?
[22:43] <mg> Tak, codziennie z wyjątkiem niedziel.
[22:43] <mg> – Mamy najlepsze archiwum w mieście proszę pani.
[22:43] <susan> – Właśnie widzę…
[22:43] <mg> – Liczy sobie ponad 12 000 woluminów.
[22:44] <susan> – Bosko…
[22:44] <susan> – A pan kojarzył Silasa McCrindlea?
[22:44] <mg> Zarządzający archiwum ma wolne w weekend – działa tylko redakcja, więc jesteście zdani na siebie.
[22:44] <mg> – Nie znam człowieka.
[22:44] <susan> – Dziękuję.
[22:45] <harry> – Poradzimy sobie.
[22:46] <ian> – To do dzieła.
[22:46] <mg> – Proszę, nie przeszkadzajcie sobie – mówi.
Bach - Air On A G String

Na zegarze pojawiła się 11.30 gdy towarzystwo zabrało się za szukanie wzmianek o Silasie i innych pokrewnych relacji. Schemat poszukiwań był podobny jak w poprzedniej redakcji, jednak z racji ogromu archiwum trzeba było podzielić przeszukiwania – faceci szukali danych bieżących o Silasie zaś Susan o przeszłości i Greenwood. Jedni zaczęli od bieżących numerów inni od najstarszych numerów. Poszukiwania trwały aż do 16.00 czyli do zamknięcia biura i redakcji. Efekt poszukiwań był podobny – brak wzmianek. Przynajmniej wszyscy mogli powiedzieć, że zrobili dużo by sprawdzić ten trop. Teraz pozostał jedynie posterunek policji, choć jego odwiedzenie nie wszystkim przypadło do gustu.

[23:30] <susan> – Chodźmy zrobić jakieś zakupy, obiad i na posterunek.
[23:31] <harry>- Na posterunki nic nam nie powiedzą.
[23:31] <harry>- Znam ta psiarnie.
[23:31] <ian> Nie mniej niż w gazetach.
[23:32] <mg> Jaki plan?
[23:32] <susan> Zakupy spożywcze, obiad, posterunek.
[23:33] <mg> O tej porze zakupy mogą być trudne – sobota popołudniem jest.
[23:33] <susan> No to obiad i posterunek.
[23:33] <mg> Ale jakiś kontynentalny sklep będzie otwarty.
[23:33] <ian> Bez zakupów – nie widzę potrzeby.
[23:34] <susan> A ja widzę, bo nie chce znowu z pustym brzuchem kłaść się spać.
[23:34] <susan> ;)
[23:34] <harry> Wystarczy może będzie tam jakieś oświetlenie.
[23:34] <susan> W domu?
[23:34] <susan> – Już to przerabialiśmy – nie było.
[23:35] <harry>- W sklepie.
[23:35] <harry>- Dobra proponuje coś zjeść i wracać do domu zbyt wiele nie zrobimy.
[23:35] <susan> – No w sumie jeszcze jedna latarka się przyda.
[23:35] <susan> – Na posterunek chodźmy.
[23:36] <ian> Jestem za.
[23:36] <mg> Czyli gdzie – obiad czy posterunek?
[23:36] <ian> Daj nam wycinki jakbyś nie chciał iść.
[23:36] <susan> To może posterunek najpierw, miejmy z głowy.
[23:38] <ian> Dobra, idziemy.
[23:38] <harry> Jak uważacie.
[23:38] <mg> Wychodzicie z archiwum…

Późne popołudnie wygoniło u tak nielicznych przechodniów do barów i popularnych w tym okresie speakeasy`ów. Samochody przemykały po ulicach jak cienie, a wczorajsze opady deszczu obecnie zostały zastąpione mgłą. Droga na posterunek nie trwała długo. Jak już udało się zorientować Badaczom większość budynków użyteczności publicznej jest skupiona nie dość, że po tej stronie rzeki Miscatonic to jeszcze w okolicach ulicy Armitage. Nie było inaczej z posterunkiem policji w Arkham, którego dowódcą był kiedyś sam inspektor Legrasse. Obecnie cieszy się zasłużoną emeryturą gdzieś daleko od tego miasta.
Arkham Police Department

[23:43] <susan> Wchodzę.
[23:44] <mg> W środku przyjemne, ciepłe światło, kontuar oraz siedzący za nim starszy mężczyzna w niebieskim mundurze.
Kapitan William Keats
[23:45] <susan> – Dzień dobry panu.
[23:45] <mg> – Słucham panienko. W czym mogę pomóc.
[23:46] <susan> – Hmm mam dość niezwykłą sprawę.
[23:46] <susan> – Dowiedziałam się ostatnio o śmierci starego przyjaciela rodziny, pana Silasa McCrindle’a.
[23:47] <susan> – Mógłby mi Pan nieco więcej powiedzieć na ten temat?
[23:47] <mg> – A kim pani jest dla niego?
[23:47] <mg> Zaczął i od razu spojrzał do zeszytu leżącego na stole.
[23:48] <ian> – Jesteśmy jego prawnymi spadkobiercami.
[23:48] <susan> – On był przyjacielem rodziny a ja jestem jednym z jego spadkobierców.
[23:48] <mg> – Mogę zobaczyć jakiś dokument?
[23:48] <susan> – Tożsamości?
[23:49] <mg> Tożsamości i stwierdzający powiązanie z tym panem – o testamencie chociażby.
[23:49] <susan> Pokazuje dowód i list z kancelarii.
[23:50] <mg> Bierze i przegląda.
[23:50] <mg> – Dobrze, wszystko w porządku.
[23:50] <mg> – To w takim razie może pani odebrać jego rzeczy, które miał przy sobie w momencie śmierci. Nikt ich nie odebrał, bo nie było nikogo z rodziny.
[23:50] <susan> – Dziękuję.
[23:50] <harry> bingo
[23:51] <susan> – Może mi Pan opowiedzieć o okolicznościach jego śmierci?
[23:51] <mg> Trzymamy je przepisowo przez 3 miesiące a potem trafiają do dyspozycji ekspedytury.
[23:52] <mg> – Cóż…pan McCrindle miał prawdziwego pecha gdyż poślizgnął się na werandzie swojego domu i skręcił kark nieszczęśliwie spadając.
[23:52] <mg> Było to w … – przegląda zeszyt – piątek 27 grudnia. Paskudna sprawa, wszędzie święta, a tu takie coś…
[23:52] <ian> – Przyczynę śmierci stwierdził coroner? Czy zeznania świadków?
[23:52] <mg> – Dostaliśmy doniesienie w sobotę z rana, bo ktoś zobaczył, że leży u siebie na ganku.
[23:53] <mg> Uruchomiliśmy całą procedurę. Coroner stwierdził czas zgonu oraz przyczynę śmierci.
[23:53] <mg> Nie było świadków, nikt o nic się nie upomniał.
[23:54] <harry>- Można zajrzeć do raportu?
[23:54] <mg> – Nie jest pan upoważniony.
[23:54] <susan> – Czy ja bym mogła?
[23:55] <mg> – Niestety też nie. To wewnętrzne dokumenty policyjne i są do wglądu tylko dla policji, prokuratury lub sądu.
[23:55] <susan> – Rozumiem.
[23:55] <ian> – Czy przeprowadzono identyfikację zwłok?
[23:55] <ian> – Jeśli tak, to kto poświadczył tożsamość pana Silasa?
[23:56] <mg> Oczywiście. Rozpoznano go, że mieszkał przy … – znów zeszyt – Ayesbury Pike.
[23:56] <harry>- Kto rozpoznał?
[23:57] <mg> – Sąsiedzi go rozpoznali. A stąd wiedzieliśmy, do kogo należy dom i kto jest jego właścicielem.
[23:57] <mg> Ostatecznie sąsiedzi go rozpoznali.
[23:57] <susan> – Wie pan może od jak dawna pan Silas mieszkał w Arkham?
[23:57] <mg> Pan … – Steve Gutowski. Mieszka w sąsiednim domu.
[23:58] <ian> – Dobrze, dziękujemy za informację, możemy przejść do jego osobistych rzeczy?
[23:58] <mg> Z tego, co wiadomo, to kupił tu dom jakieś 10 lat temu, więc pewnie tu mieszka od tego czasu.
[23:58] <mg> Proszę zaczekać, zaraz przyniosę.
[23:58] <mg> Wychodzi z dyżurki, zamyka kratę i wychodzi na zaplecze.
[00:00] <mg> Wraca niosąc kartonową torbę.
[00:00] <mg> Przyczepiona do niej jest kartka, którą odrywa.
[00:00] <mg> Potem bierze tą kartkę i sięga do torby odczytując przedmiot i kładąc go na ladzie przed wami.
[00:01] <mg> Klucze na kółku sztuk dwa.
[00:01] <mg> Portfel skórzany z 8 dolarami (trzy monety) i 25 centami w jednej monecie.
[00:01] <mg> Zegarek marki nieznanej.
[00:02] <mg> Okulary – prawe szkło stłuczone.
[00:02] <mg> Paczka cygar – z Trynidadu.
[00:02] <mg> Złożona kartka papieru pocztowego druku.
[00:03] <mg> To ostatni przedmiot. Proszę pokwitować – i podaje pióro.
[00:03] <susan> Biorę i podpisuje się.
[00:03] <susan> Jeśli się zgadza lista.
[00:04] <susan> – Panie komendancie, czy wiadomo coś panu o jego rodzinie?
[00:04] <mg> – Nie, nic mi nie wiadomo.
[00:05] <susan> Biorę tą kartkę do reki i rozkładam.
[00:05] <mg> – Skoro nikt się nie zjawił, to pewnie nie miał żadnej.
Telegram 1
[00:05] <susan> – Czy państwo widzieli ten telegram?
[00:06] <mg> – Jaki telegram?
[00:06] <susan> Pokazuje mu.
[00:06] <mg> – Nie dostaliśmy żadnego powiadomienia.
[00:06] <ian> – Nie ważne…
[00:06] <susan> – No nic, dziękujemy panu.
[00:06] <harry>- Poszukujecie Dariusa?
[00:07] <ian> – Panowie nie mogli wiedzieć o tym, bo to przecież osobiste rzeczy.
[00:07] <mg> – Prawo zabrania ingerowania w prywatność chyba, że ma się nakaz.
[00:07] <mg> Takie jest prawo.
[00:07] <susan> – Oczywiście.
[00:08] <harry> (no to wiemy, kto zaglądał przez szybę)
[00:08] <mg> – Jeśli ten pan jest poszukiwany to pewnie jest sprawa policji w Wisconsin.
[00:08] <mg> Jeśli będą uważać, że poszukiwany przekroczył granicę stanu to mogą poprosić nas o pomoc lub federalnych.
[00:08] <mg> – To też jest takie prawo.
[00:09] <susan> – Dziękujemy panu za poświęcony czas.
[00:10] <mg> – Gdyby jednak okazało się, że to ten pan, co jest w telegramie to proszę to oficjalnie zgłosić.
[00:10] <mg> – Będzie oczywiście potrzebny rysopis przynajmniej.
[00:10] <ian> – Acha, czyli pan Silas tego wam nie zgłaszał?
[00:10] <mg> – Nic do nas nie wpłynęło.
[00:10] <susan> – A czy pan mógłby zdobyć taki rysopis?
[00:11] <harry>- Może po prostu zadzwonimy do doktora Harrisona?
[00:11] <mg> – Mogę skontaktować się z kimś z Wisconsin. Prześlą mi pocztą rysopis, jeśli posiadają.
[00:11] <mg> – Ale to nie wcześniej niż we wtorek lub środę.
[00:11] <harry>- Dobrze dziękujemy Panu za pomoc.
[00:11] <susan> – Do widzenia.
[00:11] <ian> – Mam jeszcze jedno pytanie.
[00:11] <mg> – Tak?
[00:12] <ian> – Z racji, że długo nie widzieliśmy pana Silasa czy mógłby pan pokazać jakiekolwiek jego zdjęcie?
[00:12] <susan> Ja tymczasem pakuje wszystkie rzeczy do torby.
[00:13] <mg> Niestety nie – jedyne, jakie posiadam są z obdukcji zwłok a te są dołączone do akt których nie mogę udostępnić.
[00:13] <mg> – Takie prawo.
[00:14] <mg> Pakujesz wszystkie rzeczy do torby.
[00:14] <susan> Jeszcze zerkam czy w portfelu Silasa…
[00:14] <ian> – hmm, ja rozumiem, że obowiązują pana procedury, ale zapewniam pana, że nas treść akt nie interesuje, chcielibyśmy jedynie spojrzeć na zdjęcie, bo nie dane nam było zidentyfikować ciała.
[00:15] <susan> Są jakieś inne rzeczy…
[00:15] <susan> …poza tymi 8 dolarami.
[00:15] <susan> Jakieś zdjęcia chociażby?
[00:15] <mg> Nie ma nic innego w portfelu.
[00:15] <susan> Albo wizytówki itp.
[00:15] <mg> Nie ma wizytówek :)
[00:15] <susan> No to zabieramy się stamtąd.
[00:16] <mg> – Niestety obowiązują mnie procedury i nie mogę ich uchybić.
[00:16] <mg> – Może pan zwrócić się do sądu o udostępnienie takich materiałów. Jeśli zostanie to zasądzone to z chęcią je udostępnię.
[00:16] <ian> – Dziękuję za informację.
[00:17] <mg> – Życzę miłego wieczoru.
[00:17] <susan> – Nawzajem.

Wizyta na posterunku wniosła coś nowego do sprawy, ale nadal wszystko zdaje się oplatać różne wątki tak, że nie widać jeszcze całości kompozycji. Powrót do knajpy i podsumowanie częściowe dotychczasowych poczynań nie było specjalne odkrywcze.

[00:17] <harry>- Jutro pojedziemy do sąsiada.
[00:17] <susan> Chodźmy coś zjeść.
[00:17] <harry> Dobrze.
[00:17] <susan> Jak zobaczę jakiś sklep to wchodzę kupić coś do jedzenia.
[00:17] <harry>- Może zadzwońmy do doktora Harrisona z Greenwood?
[00:18] <susan> – Ja się zastanawiam czy w ogóle nie powinniśmy pojechać do Greenwood.
[00:18] <susan> Ile to by było pociągiem?
[00:18] <mg> Prawie 8 godzin.
[00:18] <harry>- Można spróbować.
[00:18] <susan> Huh.
[00:18] <ian> – Ale po co właściwie?
[00:19] <harry> Myślę lepiej zadzwonić.
[00:19] <susan> – Pogadać z policja o okolicznościach tej zbrodni.
[00:19] <harry>- I porozmawiać z lekarzem prowadzącym pacjenta.
[00:19] <susan> – O zaginięciu Silasa.
[00:19] <susan> – O jego synu, nie wiadomo co się z nim stało.
[00:19] <susan> – Dlaczego Darius został poddany leczeniu a nie stracony.
[00:20] <ian> – Jeśli lekarz wiedział gdzie słać telegram to ciężko mówić o zaginięciu.
[00:20] <ian> – Na pewno więcej by wiedział o samej tragedii.
[00:20] <harry> Dokładnie.
[00:20] <susan> – Może lekarz wiedział a policja nie.
[00:20] <harry> – Na pewno lekarz powie nam coś więcej. Nawet skieruje nas do inspektora, co prowadził to śledztwo.
[00:20] <susan> – Jakie dowody były przeciwko Dariusowi.
[00:21] <susan> – W artykule było napisane, że złapano go po anonimowym donosie.
[00:23] <susan> – Po prostu uważam ze trzeba przyjrzeć się tej sprawie.

Wieczór trwa w najlepsze.

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.