Arkham

Arkham 5 stycznia 1930 roku

Arkham widok6Niedziela przywitała całą trójkę mrozem, malowankami na szybach oraz pyszną jajecznicą na boczku. Oczywiście Harry miał własny pomysł na śniadanie, które składało się z kawy i papierosa. Podczas śniadania układano też plan działania na dzień dzisiejszy. Ponieważ była niedziela, więc wybór został poważnie ograniczony – urzędy pozamykane, sklepy także. Pozostał dom Silasa i to, co się w nim znajduje. Niedziela doskonale nadawała się na spędzenie jej w domowych pieleszach. Jednak nie obyło się bez scysji dotyczącej tego, jak udać się do domu – piechotką czy taksówką.

[20:57] <harry> – Na piechotę taki kawał drogi…
[20:57] <ian_mcglearson> – Dom jest daleko.
[20:57] <harry> – Na piechotę to będziesz wracać.
[20:58] <susan> – Jak chcecie, ja bym szła na piechotę.
[20:58] <harry> – Po co tracić czas.
[20:58] <harry> – Oszczędzaj siły, bo będziemy chodzić po okolicy.
[20:58] <mg> Na piechotkę jest jakieś pół godziny, może trochę dłużej, ale nie więcej niż 45 minut. I to bez napinania się.
[20:59] <harry> Nie chcę mi się.
[20:59] <ian_mcglearson> – Chyba, że chcemy zwiedzić trochę miasta.
[20:59] <susan> – Chodź Harry, przewietrzymy się.
[21:01] <mg> To jak?
[21:01] <susan> Idziemy na piechotę.
[21:01] <harry> – Nie, wolę taksówkę.
[21:02] <harry> – Cholera, idźcie sobie na piechotę.
[21:02] <harry> -Pojadę sam.
[21:02] <susan> – Co myślisz Ianie?
[21:03] <harry> – Będę na was czekać.
[21:03] <harry> – Wy zwiedzajcie sobie miasto.

Każdy ruszył w swoją stronę. Ian wraz z Susan poszli piechotką przez most zaś Harry najpierw do knajpy a potem taksówką do domu. W knajpie liczył na pączki, ale nie było ich tutaj. Przyzwyczajenia bostońskie trudno jest wykorzenić. Zaś pozostała dwójka ruszyła do domu przez jeden z mostów na Miskatonic. Gdy weszli na most drewniany podest mostu od razu zobaczyli, że coś się dzieje, bowiem utworzyło się niezłe zbiegowisko. Do tego zaraz dołączyły policyjne gwizdki i ciche szemrania ciekawych ludzi.

[21:14] <susan> – Co się stało? – pytam jakąś osobę pierwszą z brzegu.
[21:15] <osoba> – Tam ktoś jest – powiedziała jakaś kobieta i wskazała na wodę przy moście.
[21:16] <susan> Podchodzę do barierki i patrzę w dół.

Widać było jak na szarych wodach rzeki unosi się ciało. Zaczepiło się kończyną o podporę mostu wystawiając do świata sine plecy poznaczone zniekształceniami na skórze. Zaraz też przybiegli policjanci i zaczęli odciągać ludzi od barierki mostu by umożliwić akcję wyłowienia topielca. Od strony miasta już płynęła łódka z kilkoma osobami. Z tego, co udało się zobaczyć, to ciało było chyba już od dawna w wodzie. Był to mężczyzna, rasy białej, nagi, napuchnięty od wody. Skóra topielca była sina a miejscami nawet przezroczysta, pokryta gdzieniegdzie plamami.

[21:21] <policja> – PROSZĘ SIĘ ROZEJŚĆ!! TU NIE MA NIC DO OGLĄDANIA!!! PROSZĘ SIĘ ROZEJŚĆ!!!

Dwójka badaczy zauważyła coś jeszcze z pozoru niewinnie wyglądającego ciała topielca.

[21:20] <keeper> Może ci się wydawać, ale chyba widzisz między jego palcami błonę pławną…choć możesz się mylić…
[21:20] <ian_mcglearson> Oh fuck!
[21:21] <ian_mcglearson> Z antropologii fizycznej wiem, że takie przypadki się zdarzają?
[21:22] <keeper> Mogą, ale to raczej gdzieś w Polinezji czy gdzieś, ale nie w Nowej Anglii.

Po rozmowie ustalono, że zauważono go jakiś kwadrans temu. Nikt go nie rozpoznał ani nie kojarzy, skąd on może pochodzić. Tymczasem przypłynęła już łódka z policjantami i zaczęto wydobywać ciało z wody wprost do czarnego worka.

[21:27] <susan> Gapimy się i szepczemy miedzy sobą.
[21:29] <ian_mcglearson> Skoncentruję się na fizjonomii denata ofiary w momencie wciągania go na łódkę.
[21:33] <ian_mcglearson> To ja lustruję trupa;)
[21:34] <keeper> Skóra odchodzi od ciała….. (-1 PO)
[21:34] <keeper> !!!!!
[21:35] <ian_mcglearson> (barf!)
[21:38] <ian_mcglearson> Jak z dłońmi?
[21:39] <keeper> Twarz widzisz, ale nie znasz jej – w dodatku jest zdeformowana przez opuchliznę i częściowo zsuniętą skórę z szyi

[21:35] <keeper> Paskudnie to wygląda. I świadczy o dłuższym przebywaniu w wodzie. Jakoś udało ci się wytrzymać ten widok, ale było ciężko, naprawdę ciężko…
[21:35] <susan> Coś jeszcze mogę dostrzec?
[21:37] <keeper> Widzisz dziwne wyrostki wzdłuż kręgosłupa, jakby wystające guzy czy coś takiego. Jak skóra się oberwała to było to widać lepiej.
[21:38] <susan> A twarz?
[21:38] <keeper> Bardzo dziwne, bo nie znasz niczego takiego w człowieku. To nie jest ani choroba ani nic. Mogą być jakieś zmiany zwyrodnieniowe.
[21:39] <keeper> Twarz widzisz, ale nie znasz jej – w dodatku jest zdeformowana przez opuchliznę i częściowo zsuniętą skórę z szyi
[21:39] <susan> Jakieś cechy szczególne, które by pomogły w identyfikacji?
[21:40] <keeper> Nie udało ci się zobaczyć.

Ciało zapakowano w czarny worek i odpłynięto spod mostu. Ludzie zaczynali się rozchodzić i rozmawiać między sobą na temat tego, co się wydarzyło. Nikt nie kojarzył by ktoś ostatnio zaginął lub targnął się na własne życie. Nie mogą uwierzyć, że to się stało. Przecież jest styczeń i zwykle Miskatonic jest skute lodem. Ostatnie odwilże mogły uwolnić ciało a to oznacza, że może być znacznie starsze niż na to wygląda. Ian wysnuł teorię, że może to być ktoś z innego miasta. Zapytał się o to ludzi, którzy widzieli topielca.

[21:49] <ian_mcglearson> – A jakie są to miasta, gdyby pójść w górę rzeki Miskatonic?! Arkham widok4
[21:51] < Przechodzień > – Tam to będzie…eee…Dunwich chyba, potem Horrens Hills a jeszcze dalej to Gaterby.
[21:52] <ian_mcglearson> – Acha, dziękuje.
[21:53] <ian_mcglearson> Do Susan – myślałem że w miarę kojarzę te tereny;)
[21:53] <susan> – Może kojarzysz lepiej niż ta pani.
[21:54] <ian_mcglearson> – Jak dla mnie to powinni tu mieć kupę turystów… Nowa Anglia – od niespodzianki do niespodzianki!
[21:55] <ian_mcglearson> – Dobra, idziemy do domu Silasa.
[21:55] <susan> Maszerujemy.

Arkham widok1Dalsza droga była już dużo przyjemniejsza i ładniejsza niż to koszmarne wydarzenie sprzed paru minut. Ładnie wyglądające nadbrzeże pełne było starych, wiktoriańskich domów. River Street rozciągało się urokliwie wzdłuż prawego brzegu rzeki i w słonecznym dniu, jak dziś, prezentowało się naprawdę okazale.
Tymczaem Harry podjechał taksówką do domu Silasa i rozpoczął sprawdzanie okolicy. Oczywiście najpierw od sąsiadów. Podjechał od razu do najbliższego domu. Był on oddalony o dobre sto metrów, ale krzyk dałoby się usłyszeć, gdyby ktoś chciał Harrego załatwić. Dom był w nie lepszej kondycji niż posiadłość Silasa. Prowizoryczne ogrodzenie, rachityczna furtka i drewniane ściany dopominające się o remont. W oknach przynajmniej było widać firanki, choć o ich czystości lepiej się nie wypowiadać. Sąsiad ubrany był w czapkę uszatkę, grube filcowe buty na nogach z wpuszczonych do nich watowanymi spodniami i w kożuchu. Całość tej postaci uzupełnia solidna dwururka pewnie leżąca w jego sękatych dłoniach. Miał dobre pięćdziesiąt lat na karku, ale sprawiał wrażenie opanowanego i wiedzącego to, co mówi.

[21:36] <sąsiad> – Czego?
[21:36] <harry> – Dzień dobry Panu jestem z rodziny Silasa. Pana sąsiada, który miał wypadek o tam – pokazuje palcem
[21:38] <sąsiad> – Aaaa…..I czego pan szukasz tutaj?
[21:39] <harry> No chciałem pogadać z Panem, bo nie wiem kto dziadka znalazł.Sąsiad Silasa
[21:40] <sąsiad> – Ano ja. Leżał na werandzie…
[21:41] <harry> – Mówią, że poślizgnął się i spadł z pierwszego piętra. Wierzy Pan w to?
[21:42] <sąsiad> – Padało tego dnia i było ślisko. Szłem sobie nad rzekę, coby na święta coś złowić dobrego. Patrzę a tu sąsiad leży na werandzie. Z początku myślałem, że coś robi czy coś, ale jak podszedłem to się nie odzywał. Ja do niego a on trup. Odwracam na plecy a tam głowa tak dziwnie przekrzywiona. Patrzę dalej a noga zaczepiona o wystającą deskę na werandzie. On ma tam straszną rupieciarnię i dom od dłuższego czasu prosił się o remont. To i deski odchodzą. Musiał się zahaczyć czy poślizgnąć i gotowe. Panie. O nieszczęście jest bardzo łatwo.
[21:44] <harry> – Oj tak, ale ostatnio jak tam byłem i ktoś się kręcił. Widział Pan tu jakiś bezdomnych co by nachodzili Silasa?
[21:45] <sąsiad> – Niczego żem nie widział. A ktoś się kręcił, to prawda.
[21:45] <harry> – A kiedy?
[21:45] <sąsiad> – Widziałem go może ze dwa razy, na dzień lub dwa przed tym wypadkiem. Taki dobrze ubrany, najwyraźniej coś chciał od sąsiada. Ale potem już nie. Raz widziałem jak krąży wokół domu i zagląda przez okna, jak sąsiad był na mieście. Może czekał czy coś. Ale potem już go nie widziałem.
[21:46] <harry> – Ciemne włosy miał? Czy starszy człowiek?
[21:47] <sąsiad> Tak, miał ciemne włosy. Starszy, ale dobrze się trzymał.
[21:47] <harry> – Ach, to pewnie prawnik. Hmm dziwne. Znal pan dobrze Silasa?
[21:49] <sąsiad> – Nie. Nie wiem, czy ktoś go znał, bo jego albo nie było a jak był to nie wychodził. Nie trzymał się z nikim i nikt go nie odwiedzał.
[21:49] <harry> Czyli tylko z widzenia tak?
[21:50] <sąsiad> – Tylko panie, tylko.
[21:50] <harry> – Szkoda, bo teraz otrzymałem spadek.
[21:50] <harry> – I nie wiem, co zrobić z domem.
[21:51] <sąsiad> – Sprzedać póki jest kupiec. Tu panie nie ma przyszłości.
[21:51] <harry> – A właśnie, nie wie pan czy odwiedzał go młodszy syn?
[21:51] <sąsiad> – Syn?
[21:51] <sąsiad> To sąsiad miał syna?
[21:52] <harry> – A miał.
[21:52] <harry> – Mat się nazywał.
[21:52] <harry> – A czemu tu niema tu przyszłości? Myślałem, że warto wyremontować taki ładny dom.
[21:53] <sąsiad> – Rozejrzyj się pan i powiedz sam.
[21:54] <sąsiad> – Wszędzie daleko, a bez roboty to dom zarośnie i zniszczeje.
[21:54] <harry> – No ta a czemu tu ludzie nie chcą budować domu? Przecież tereny tanie…
[21:55] <sąsiad> – Piniądze panie, piniądze…
[21:55] <harry> – No tak.
[21:55] <sąsiad> – Jeszcze żeby tu jakaś droga była – na Boston czy coś, ale gdzie tam. Do Bostonu wychodzi kolejna ulica i tam wszystko się pcha.
[21:56] <harry> – Zauważył Pan ostatnio coś dziwnego?
[21:56] <sąsiad> – Wylotówka do pipidówka – do Aylesbury co najwyżej przez takie zadupia jak Dunwich czy inne Gatsby….
[21:56] <harry> – Dunwich? Nie słyszałem. Jakaś osada?
[21:58] <sąsiad> – Wiocha…dziwna, ale cóż. Ludzie mówią, że jak się mieszka przy indiańskich cmentarzach to tak się ma.
[21:58] <sąsiad> – Widzisz pan jakie sąsiedztwo…Tfuuu – i spluwa na ziemię.
[21:59] <harry> – Mieszkają tam Indianie?
[21:59] <sąsiad> – Nie, panie. Indian to już tu dawno nie widziano.
[22:00] <harry> – Aha, to czemu ich nie lubicie?
[22:01] <sąsiad> – Wioskowych się nie lubi, a Indiańce to Indiańce – po nich nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać.
[22:02] <harry> – A widział Pan by Silas tam się wybierał?
[22:02] <sąsiad> – Nie. Tam chyba nigdy. Choć przy autobusie go nie pilnowałem.
[22:03] <harry> – Ktoś z tej osady go odwiedzał? Albo z Arkham, poza tym prawnikiem?
[22:03] <sąsiad> Nie, nie miał gości. Nigdy.
[22:04] <harry> – Dobrze. To ja Panu dziękuję. Mam nadzieję, że jeszcze Pana odwiedzę po sąsiedzku, jeśli Pan pozwoli.
[22:05] <sąsiad> – Jak jeszcze będę. Bo za długo nie zamierzam zostawać. Trzeba do miasta i tyle…
[22:06] <harry> -Do widzenia.

Rozmowa się skończyła a Harry wrócił na prawie swoją posiadłość. Dobrze się stało bo wchodzili właśnie na nią Susan z Ianem. Po spacerze nad rzeką byli już lekko zziębnięci i strudzeni. Harry ze swoimi wiadomościami podzielił się z resztą.

[22:11] <susan> – Gdzie byłeś?
[22:12] <harry> – U sąsiada.
[22:12] <susan> – Coś ciekawego się dowiedziałeś?
[22:12] <harry> – Który rozpoznał Silasa i jego ciało. Czy się dowiedziałem? I tak i nie.
[22:12] <ian_mcglearson> – Gdzie go znalazł?
[22:12] <harry> – Widział, jak nasz adwokat dwa dni wcześniej nachodził Silasa.
[22:13] <harry> – Nie wygląda to dobrze.
[22:13] <susan> – Co rozumiesz przez ‘nachodzil’?
[22:13] <harry> – Odwiedzał go.
[22:13] <ian_mcglearson> – Nieproszony?
[22:13] <harry> – Może ustalali testament?
[22:13] <susan> – Czemu według ciebie odwiedzanie klienta nie wygląda dobrze?
[22:14] <harry> – Silas pewnie wiedział już o ucieczce.
[22:14] <harry> – Nie wiem, testament ustala się trochę wcześniej, a nie dwa dni przed jego śmiercią.
[22:14] <susan> – A co chciałeś powiedzieć mówiąc ze nie wygląda to dobrze?
[22:14] <ian_mcglearson> – Na telegramie powinna być data nadania.
[22:15] <harry> – Śmierdzi ta sprawa.
[22:16] <susan> – Coś jeszcze sąsiad mówił?
[22:16] <harry> – Ogólnie to okolica nie ciekawa, wiec będzie trudno sprzedać dom.
[22:16] <susan> – Czemu?
[22:16] <harry> – Trzeba będzie go wyremontować, jakieś dziwne osady są w okolicy.
[22:17] <susan> – Co jest?
[22:17] <harry> Jakieś Dunwich czy coś takiego.
[22:18] <susan> – A co jest dziwnego w tym Dunwich?
[22:18] <harry> – Ogólnie zadupie. A sąsiad chce wyprowadzić się.
[22:19] <susan> – My za to widzieliśmy jak wyławiają z rzeki zwłoki.
[22:19] <harry> – W NY co raz jakiś rzuca się do wody. Ostatnio ciężkie czasy…
[22:19] <susan> – Te wyglądały dziwnie.
[22:19] <harry> – Poleżał sobie trochę.
[22:20] <susan> – To swoja drogę. Miał jakieś dziwne wypustki na plecach, a Ian się zarzeka ze widział między palcami błony pławne.
[22:20] <harry> – E tam. Pewnie zaplątał się w jakieś glony czy wodorosty a rybki go nadjadły.
[22:21] <susan> – To, co ja widziałam, na pewno nie wyglądało jak glony czy wodorosty.

Przekazano sobie stosowne informacje i od razu postanowiono obejrzeć posesję, która przypadła im z dobrodziejstwem inwentarza. Była nawet dość spora, ze sporym placem przed wejściem odgradzającym ją od drogi. Swobodnie mógł tu wjechać samochód i zaparkować. Trawa jest zmrożona i położona na ziemi. Widać, że nikt o nią nie dbał i nawet nie strzygł. Za domem i obok niego stały niewielkie drzewka, możliwe, że owocowe. Teraz sterczały bez liści, z wyciągniętymi gałęziami w stronę słońca. Wśród nich, trochę dalej, widać nawet srebrzystą korę klonu a przy samej drodze stoi splątany i poskręcany wiąz. Za domem jest spory ogród, albo coś, co za niego uchodziło. Ciągnął się on aż do samej granicy rzadkiego lasu, który dalej przylegał do rzeki i gęstniał z każdym metrem. Wyższe drzewa oddzielały posesję Silasa od swojego sąsiada, którego odwiedził Harry. Do mnie miał żadnych przybudówek tylko jedną szopkę na drewno, całą obłożoną pociętym drewnem i ułożonym w środku. Żywica pachniała intensywnie. Przed szopką stał Siekieraintensywnie używany pieniek z wbitą w niego siekierą. Jej stal pokryła się szronem. Wszędzie było czuć wilgoć a w zagłębieniach zbierała się woda. Jeśli chwyci mocniejszy mróz to nie zdąży ona wyparować i będzie bardzo, bardzo ślisko. Do domu nie było drugiego wejścia, nie było widać piwnicy ani żadnych takich przejść. Szukanie śladów jednak nadal trwało.

[22:30] <harry> Za szopka nic nie ma?
[22:30] <mg> Nie, tylko trawa i ugór.
[22:30] <susan> Ogólnie rozglądamy się spacerując po działce. Żadnych śladów?
[22:31] <ian_mcglearson> – Może wejdę na dach i z góry spojrzę, może coś się rzuci w oko.
[22:31] <harry> Dobry pomysł, ale obejdźmy dom od zewnątrz a potem wejdźmy.
[22:32] <susan> Tak, może do piwnicy wchodzi się od zewnątrz?
[22:32] <mg> Dom obeszliście już i nie było widać żadnego wejścia do piwnicy.
[22:33] <mg> A co do śladów….to widać jedne…
[22:33] <harry> Gdzie prowadzą?
[22:33] <mg> Zmierzają w stronę rzeki i prowadzą pod sam dom…
[22:33] <susan> Świeże czy stare?
[22:33] <mg> Tylko nie wiadomo skąd i dokąd – czy z rzeki czy do rzeki.
[22:34] <harry> Chodźmy w kierunku rzeki.
[22:34] <mg> I wydają się być świeże – takie sprzed paru godzin.
[22:34] <ian_mcglearson> Może na brzegu rzeki będzie widać?
[22:34] <susan> Ślady butów czy stóp? ślady na trawie
[22:34] <mg> Butów.
[22:34] <susan> Prowadza pod drzwi czy pod okna?
[22:35] <mg> Pod okna i pod drzwi. Nie widać czy jedna czy nie – ślady są zadeptane jakby ktoś chodził tu wielokrotnie albo szło więcej ludzi.
[22:35] <harry> Podejdźmy do rzeki. Potem sprawdzimy dom.
[22:35] <ian_mcglearson> Harry, ty zostań przed domem i sprawdź czy nikt z niego nie wychodzi. My pójdziemy nad rzekę.
[22:36] <harry> – Dobra – powiedział Harry i kładzie siekierę na ramieniu.
[22:37] <susan> – Dobra, chodźmy nad rzekę wzdłuż śladów.

Tajemnicze ślady wiją się pośród zmrożonej trawy i prowadzą nad rzekę. Harry w tym czasie przysiada pod szopką i pilnie rozgląda się wokół. Tymczasem dwójka jego przyjaciół zmierza śladami wprost w stronę rzeki. Ugór i pole zapełnia się drzewkami a potem, po ponad dwustu metrach ślady wpadają na ścieżkę. Jest ona solidnie wydeptana i widać, że regularnie używana. Możliwe, że przez rybaków lub zwykłych spacerowiczów. Nie widać zejścia do rzeki czy czegoś niezwykłego zaś na samej ścieżce śledzenie śladów jest już niemożliwe. Antropolog i farmaceutka spojrzeli wokół, popatrzyli na siebie i wrócili do Harrego niosąc nieciekawe wiadomości.

[22:46] <mg> Harry, widzisz jak oboje wracają po kilkunastu minutach.
[22:47] <mg> Mokre nogawki od spodni, ale przynajmniej cali i zdrowi.

Teraz już nic nie stało na drodze do tego by sprawdzić, co jest w domu. Zazgrzytał klucz w zamku i drzwi stanęły otworem. Południowe słońce oświetliło wszystko łagodnym światłem. Środek nie zmienił się od ostatniego razu – jest tak, jak było. Nie ma żadnych nowych śladów czy oznak bytności kogokolwiek. Najwyraźniej tajemnicze ślady spod okna i drzwi nie posunęły się dalej niż do tej granicy. Ian od razu ruszył na schody na górę by sprawdzić z góry czy coś widać wokół. Dziś pogoda się do tego nadaje i można więcej zobaczyć.

[23:46] <mg> Wchodzisz po drabince, otwierasz świetlik i wyglądasz przez okno.
[23:46] <harry> – Coś widać?
[23:47] <mg> Widać dom sąsiada, potem las, który ciągnie się przez sporą część horyzontu.
[23:47] <mg> i kawałeczek rzeki. Nic, co wydawałoby się dziwne…
[23:48] <susan> Czy my podczas oglądania domu widzieliśmy cokolwiek co by przypominało sypialnie?
[23:48] <mg> Nie, była kanapa przy kominku w pierwszym pokoju po lewej na dole. Nosiła ślady intensywnego użytkowania.
[23:49] <harry> Dziwne…
[23:49] <susan> Łazienki tez nie było?
[23:50] <mg> Nie widzieliście – chyba, że pod schodami.

Susan ruszyła na poszukiwania łazienki.

[23:51] <mg> W tym podłużnym pokoju, gdzie jest szafa z talerzami i schody na górę jest wejście pod schody – nie widać tego od razu bo jak się otworzy drzwi to one zakrywają te drugie drzwi.
[23:52] <susan> Ale wejście w bok czy w dół?
[23:52] <mg> Na wprost.
[23:53] <susan> Otwieram drzwi
[23:53] <mg> Za nimi jest niewielkie pomieszczenie pasujące akurat pod schody – widać mały kibelek i umywalkę.
[23:54] <susan> Jakaś szafka czy coś?
[23:54] <mg> Nie ma szafek. Na gwoździu wisi ręcznik a przy klozecie pocięta gazeta nabita na hak
[23:55] <susan> Coś ciekawego jeszcze czy raczej nic wzroku mojego nie przykuwa?
[23:56] <mg> Nic takiego nie ma.
[23:56] <susan> No to wracam do chłopaków na górę.
[23:56] <susan> – Znalazłam łazienkę pod schodami, ale nic w niej ciekawego nie ma.

Zostało całe popołudnie do sprawdzenia porządnego domu. Ale zanim to nastąpiło i można było zagłębić się w fotografiach jedna myśl nie dawała Harremu spokoju.

[23:58] <harry> – A propos, babcia nam coś ściemniała wczoraj z tym gościem.
[23:59] <susan> – Czemu?
[23:59] <harry> – Ktoś wynajął pokój ale grubasem to on nie był.
[23:59] <susan> – Skąd wiesz?
[23:59] <harry> – Nie mogłem zasnąć. Albo babcia śpi w jednym z tych pokoi albo jakaś ściema jest.
[00:00] <susan> – No ale skąd wiesz?
[00:00] <ian_mcglearson> – A widziałeś gościa w ogóle?
[00:01] <harry> Nie.
[00:02] <susan> – To skąd wiesz, ze nie jest grubasem?
[00:02] <harry> – Bo schody nie skrzypiały.
[00:02] <susan> – To kiepski argument.
[00:02] <harry> – I cicho się poruszał.

Sprawa pewnie jeszcze będzie wymagać wyjaśnienia, ale obecnie czekał dom, papiery i kartonowe pudła, których zawartość mogła wiele powiedzieć o Silasie.
Rozpoczęło się przeszukiwanie fotografii pod kątem Darcusa albo też rzeczy, które wpadną w oko. Czasami może się trafić, że coś przykuje na dłużej wzrok – może wtedy warto się tym zająć. Na zdjęciach sprawdzana jest też data oraz ewentualne podpisy na odwrocie. Pojawiają się miasta, ludzie, auta, pogoda i zwykłe budynki. Ludzie złapani na zdjęciach są lekko zaskoczeni, ale nic sobie z tego nie robią. Miasteczka, miasta, ulice, parki, drzewa…

Arkham

Przeglądanie jednak nic nie dało. Nie dało się znaleźć niczego, co by miało powiązanie z teraźniejszością. Nic o wspólnym mianowniku, nic podobnego. Obce życie na obcych zdjęciach. Jakby Silas nie miał własnego. Zegary wybiły 15, kiedy już wszyscy mieli dość przeglądania, które z każdą minutą robiło się coraz bardziej bezcelowe. Harry miał jedno na to określenie:

[23:17] <harry>- Psychol…
[23:17] <harry>- …albo artysta.
[23:17] <susan> – Czemu?
[23:18] <harry> Zwykli ludzie zbierają zdjęcia rodziny a nie obcych.
[23:18] <susan> – On nie miał rodziny…
[23:18] <harry>- Więc albo wariat, albo to jakaś sztuka.

Potem rozmowa zeszła na to, w jaki sposób Silas wszedł w posiadanie domu. Wszystko i tak rozbijało się o magistrat i ewentualne dokumenty, których pewnie nawet nie mogliby przejrzeć. O ile takowe istnieją. Jednak szybko zmieniono temat na tajemnicze ślady prowadzące do lasu i rzeki.

[23:24] <ian> – Mam propozycję… Chciałbym złapać tego kogoś, kto się tu kręci nocą, może zanocujemy tu i się na niego przyczaimy?
[23:25] <harry>- Po co? To jakiś bezdomny z okolicy, co próbuje wbić się do opuszczonego domu.
[23:26] <harry>- A jak nie bezdomny to może to być Dracus – psychol co wyrąbał całą rodzinkę.
[23:26] <harry>- Nie jest to dobra perspektywa na niedzielną noc.
[23:27] <susan> – Nie wiem czy ktokolwiek z nas ma wystarczające umiejętności żeby kogoś ‘złapać’.
[23:27] <harry>- Jak chcecie. W końcu to nasz dom i nikt nie powinien się tu kręcić.
[23:28] <ian> – A propos umiejętności, to właściwie czym się zajmujecie bo nawet się nie chwaliliście.
[23:28] <harry>- Bój się laleczko mam fajny grzebień.
[23:28] <susan> – He?
[23:28] <susan> – Ja pracuję w aptece.
[23:29] <susan> – Jak chcesz to mogę kogoś otruć. Złapać niekoniecznie.
[23:29] <harry>- Jaki kręgosłup moralny…
[23:30] <susan> – Nazywaj mnie dalej ‘laleczka’…
[23:30] <harry>- A ja jestem fryzjer.
[23:31] <susan> – Tak jasne. A w tych pudlach, co wyglądały jak futerały na instrumenty miałeś szampony?
[23:32] Harry wyjmuje coś dziwnego z kieszeni i po chwili widać jak wydobywa się ostrze – sliiik – to chyba nóż sprężynowy.
[23:32] <susan> – Hmm…skoro mamy broń, to chyba możemy tu przenocować.
[23:33] <harry>- Tak. Ian ma siekierkę, co wystarczy by przegonić natrętnych kupców.
[23:33] <susan> Czy ta fasolka w lodowce była zdatna do spożycia?
Puszka fasoli
[23:33] <harry>- Szukacie guza…
[23:34] <harry>- Podpiszmy dokumenty jutro i niech każdy wraca do swojego.
[23:34] <ian> – Ja mam przy sobie swoją wierną finkę – Ian pokazuje na tył swojego paska.
[23:35] <susan> – Dobra, to zostajemy.
[23:35] <harry>- To chyba niemodne.
[23:35] <susan> – Tylko na noc trzeba będzie ustalić warty.
[23:37] <ian> – To jeśli mamy zostać to jeszcze jedna kwestia. Czy z Nicholsem umawialiśmy się na konkretną godzinę?
[23:37] <susan> – Nie. Powiedzieliśmy, że będziemy rano.
[23:38] <susan> – Skoro tu nocujemy to dobrze będzie jeszcze z rana wpaść do hotelu wziąć prysznic i się przebrać.
[23:39] <susan> – Idę do kuchni dobrać się do fasolki.
[23:42] <susan> Szukam otwieracza do konserw, chyba ze do tej fasolki nie trzeba.
[23:43] <harry>- Wracajmy do domu. Ta sprawa to jakaś podpucha. Nie czujecie tego? Ktoś szuka frajera.
[23:44] <susan> – Zawsze to jakaś przygoda, nic nam nie szkodzi.
[23:45] <harry> – Czy ty normalna jesteś? Jakiś wariat obetnie ci głowę.
[23:45] <susan> – Przecież to podpucha, więc kto ma mi obciąć głowę?
[23:45] <harry>- Ogarnijcie się. Ty mi tu chrzanisz o przygodzie. A wiesz może kto? DRACUS o to kto.
[23:46] <susan> – Nie przesadzaj.
[23:46] <ian> – Pomyśl Susan czy chcesz zostać, bo w kominku palić raczej nie będziemy, od razu będzie wiadomo, że ktoś jest w domu.
[23:46] <susan> – O mnie się nie musisz martwić.
Arkham
[23:47] <harry>- Jesteście pojebani. W co się ja dałem wciągnąć.
[23:48] <susan> – Wyluzuj – uśmiecham się do Harrego.
[23:48] <susan> – Dobra, to kto mi pomoże pootwierać te puszki?
[23:49] <harry>- Co wyluzuj, dociera do ciebie informacja? – Harry się wkurwia i opuszcza pomieszczenie.
[23:49] <susan> – Pokrzycz sobie na Iana. To był jego pomysł.
[23:50] <harry>- Chuja a nie Iana – słychać jak ktoś w coś kopnął na schodach.

Harry potężnie zdenerwowany ruszył na górę. Przeklinając zaczął przeglądać fotografie, papiery i książki. Nie patyczkował się z niczym. Z furią przewracał kartki, rzucał papierami i ze złości rozrzucał fotografie. Rozłożenie wszystkiego w pudłach sugeruje, że właściciel musiał albo się przeprowadzić tutaj albo szykował się do przeprowadzki gdzieś indziej. Tylko, że stan niektórych pudeł sugerował, że mogły tu tak sobie być od wielu miesięcy. Dla Harrego nie było tutaj nic jasne i żaden schemat nie pasował do takiego postępowania. Ze złości kopnął w pudło i rzeka książek wylała się zasypując podłogę. Książki kucharskie. Ruszył na dół. Tu nie miał czego szukać.

[00:05] <harry>- Kurwa. Mówię wam, że to ściema. Tam na górze nie ma ładu.
[00:05] <ian> – Harry, jak wolisz spać w hotelu to leć. Sprawdzisz przynajmniej kolesia z sąsiedniego pokoju.
[00:06] <harry>- Jak to jest, że gość połowę książek ma kucharskich a wpierdala fasolkę. Wytłumacz mi to Ianie. Myślicie, że w totka wygraliście?
[00:07] <ian> – Nie wiem. Ciężko mi jest wejść w buty trupa.
[00:07] <harry>- Tak. A ty też jadasz fasolkę?
[00:07] <ian> – Zdarza mi się, zwłaszcza jak jestem w trakcie badań terenowych.
[00:08] <harry>- I zamawiasz sobie książki kucharskie w takiej ilości?
[00:09] <harry>- No co? Może sprzedasz mi receptę na ciasto francuskie nadziewane fasolką z konserwy?

Cisza.

[00:11] <ian> – Sorry zamyśliłem się.
[00:12] <harry>- No masz powody. Mówię wam – tam nie ma żadnego składu. Wszystko jest pomieszane.
[00:13] <ian> – Tak jakby się zastanowić nad tym wszystkim, to to, czego szukamy, ewidentnie tu się nie znajduje. Ciężko wyczuć tego Silasa jakby tak popatrzeć na dotychczasowy całokształt twórczości.
[00:13] <harry>- Nikt go nie czuł. Nawet sąsiad ani razu z nim nie rozmawiał. Mówię wam, to śmierdzi przekrętem prosto z Brooklynu.
[00:14] <ian> Przejdę do książek, przewertuję ekspresowo w poszukiwaniu podkreślonych i zaznaczonych fragmentów tekstu.
[00:15] <harry>- Ja się zmywam stąd i z tego hotelu. Ten adwokat też jest lewy. Może jego odwiedzimy?
[00:16] <harry>- Powiem wam tak – moja rodzina jest dosyć bogata. Może oni chcą nas porwać?
[00:17] <harry>- Kurwa. Ten dom nie jest wart nawet 1000 dolarów. A ten prawnik mówi o 22 patykach
[00:18] <ian> – Dobra chodź na dół, ustalimy parę rzeczy.
[00:18] <harry> – Frajerów szuka.

Harry nadal jest rozdrażniony i w całym tym interesie wietrzy przekręt. Próbuje przetłumaczyć to reszcie, ale z miernym skutkiem. Posesja, która nie jest warta tego, co mówi prawnik; Silas, który nie wiadomo, dlaczego przepisał im to wszystko; i wreszcie książki, które nie wiadomo, co tu robią. Choć już mija godzina 16 to nadal trwają rozmowy dotyczące tego, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi.

[00:19] <ian> – Jutro trzeba będzie to sprawdzić po odebraniu dokumentów od adwokata.
[00:19] <harry>- Taa… jeśli nam łba nie ukręcą.
[00:20] <ian> – Nie wiem czy przepisy stanowe na to zezwalają.
[00:20] <harry>- Zadzwoń do Greenwood. Może ci wyjaśnią.
[00:21] <harry> Dobra powiem wam tak…
[00:21] <harry>- Sąsiad wyprowadza się z tego domu to znaczy ze swojego domu.
[00:22] <harry>- Wierzycie ze ten dom tyle kosztuje 22 patyki?
[00:22] <susan> – Ja się nie znam na cenach nieruchomości.
[00:23] <ian> – Dobra to nieistotne teraz.
[00:24] <susan> – Poza tym to nie dom tyle kosztuje, ale wszystko, co Silas posiadał.
[00:24] <susan> – A ziemia też przecież kosztuje…
[00:24] <harry>- Dobra zapytajmy się sąsiada. On zamierza wyprowadzić się z tej ulicy.
[00:25] <ian> – I co jeszcze powiedział na temat samej śmierci Silasa?
[00:26] <harry>- Nic. Jakby go nie znał.
[00:26] <harry>- Nawet na whiskey go nie zaprosił ani razu.
[00:26] <susan> – A mówił jak długo Silas tu mieszkał?
[00:26] <harry>- Nie pytałem się o to.
[00:26] <harry>- Idziemy?
[00:27] <susan> – Lepiej nie, skoro mamy pilnować domu po zmierzchu to bądźmy konsekwentni.
[00:28] <harry>- Olej ten dom. Nie dotarło do tej malej główki że to ściema?!
[00:28] <harry>- Cały ten dom, nawet ten adwokat.
[00:29] <harry>- Wyłożę ci pewne fakty…
[00:30] <harry>- Adwokat odwiedza Silasa dwa dni przed jego nagłą śmiercią, gość czyta nałogowo książki kucharskie a wpierdala fasolkę z konserwy…
[00:31] <susan> – Skąd wiesz, że czyta nałogowo książki kucharskie?
[00:31] <harry>- Zdjęcia są różne, inny styl, inne aparaty fotograficzne, przypadkowe… To, po co je zamawiał?
[00:32] <susan> – A zamawiał?
[00:32] <harry>- Może sam je pisał???
[00:33] <harry>- Ech…Intelygencja madafucka. Gdzie wyście się uchowali?
[00:33] <susan> – Tylko że ja nie widziałam książek kucharskich wśród tych, co leżały w kartonach.
[00:33] <harry>- Dobra a teraz klu programu. Kartony są nowe, stare, generalnie różne.
[00:36] <harry>- Dobra. Ja się wynoszę.
[00:36] <susan> – Dobra, spadaj.
[00:36] <harry>- Powodzenia.
[00:37] Harry trzaska drzwiami i wychodzi.

Susan i Ian zostali w domu by pobyć tu przez noc i zobaczyć czy coś się nie stanie. Oczywiście w planie jest też przeglądanie papierów i dokumentów, więc na nudę raczej nie ma co liczyć. Stare rachunki, faktury na koce, żywność, opłaty za prąd i usługi przewozowe. Wystawiane w różnych miastach i różnych stanach. Do tego ulotki, gazety, wycinki z prasy. Za oknem powoli się ściemnia. Kontury liter się zacierają, zdjęcia blakną a twarze na fotografiach tracą ostrość. Kominek nadal zimny, gdyż Ian nie chce by ktoś wiedział, że dom jest zamieszkany. Może to spłoszyć tajemniczego kogoś, kogo widziano w oknie. Udało się znaleźć trochę koców, jakieś narzuty i ciepło opatulić. Do tego własne płaszcze i można przetrwać noc.
Ian zastanawiał się nad tym, co wyłania się z tego znaleziska różności a co by dotyczyło Silasa. Trochę wioskowy zbieracz skarbów, trochę podróżnik. Chaos, jaki wytworzył wokół siebie nie jest przypadkowy choć sam w sobie jest bardzo, bardzo mylący. Mężczyzna ma przeświadczenie, że to wszystko jest częścią większego planu i może to, co widać ma tylko odciągnąć uwagę od tego, co jest tak naprawdę ważne. Brak zaznaczeń w książkach, brak opisów zdjęć. Wygląda to jak przygotowane, zakupione i zostawione same dla siebie. Nikt do tego nie wracał ani nie przeglądał. Więc po co to komu?
Old album page b
Wreszcie znużona Susan zawija się w płaszcze i koce i zaczyna drzemać.
Tymczasem Harry nie rezygnuje i po wyjściu z domu idzie ponownie do sąsiada. Przywitał go jak poprzednio – w kufajce choć już bez flinty w dłoniach.

[00:41] <harry>- Dobry wieczór. Przepraszam że tak nachodzę. Chciałem tylko zapytać o jedna sprawę
[00:42] <sąsiad> – A to pan…
[00:42] <harry>- No no.
[00:42] <sąsiad> – Pytaj pan…tylko szybko bo zimno się robi…
[00:42] <harry> Na ile pan wycenia dom Silasa z terenem?
[00:43] <harry>- Pan wspomniał, że Pan chce się wyprowadzić, prawda?
[00:43] <sąsiad> Tak. Jak tylko znajdę kupca na to.
[00:43] <sąsiad> Ziemi trochę, dom też jest – rupiecie mogą sobie wziąć ze środka.
[00:43] <sąsiad> Ja bym nie puszczał za mniej niż 15 patyków.
[00:44] <harry> 22 patyki da radę?
[00:45] <sąsiad> To bardzo dobra cena by była…
[00:45] <harry> hmm, czyli jednak mniej dostanę…
[00:45] <harry> o 7 patyków mniej.
[00:46] <harry>- Dziękuję.

Zostawił za sobą dom sąsiada. Minął prawie własną posesję i pomachał na dowidzenia, choć wiedział, że nikt mu nie odmacha. Pewnie siedzieli teraz nad papierami i śledzili to, co szaleniec zostawił ku własnej uciesze. Jednak jedna myśl nie dawała mu spokoju. Już zmierzał do taksówki, gdy pomyślał o jednym.

[00:51] <harry> Hmm… łatwo będzie mnie wrobić w morderstwo jak zatluczą Iana i Susan???
[00:52] <podświadomość> Była was trójka, jeden został, który dostał spadek w dodatku hmmm… mogą być to podejrzane okoliczności…
[00:52] <harry>- Kurwa wiedziałem.

Harry jednak zawraca. Przez pole przechodzi w pobliże ścieżki i do ściany domu. Tu przyklękuje i czeka z latarką w dłoni na dalszy rozwój wypadków. Robi się zimno, ale złość nie pozwala mu o tym myśleć. Gdy czuje, że kostnieje to wstaje, robi kilka skłonów, rozrusza zastałe członki i znowu wraca na swój posterunek. Bo coś tu ewidentnie śmierdzi.

W domu zapada cisza. Susan odpoczywa na kanapie. Harry czeka pod oknami a Ian zajada fasolkę i patrzy, czy gdzieś nie dzieje się coś ciekawego. Zastanawia się, czy jednak nie rozpalić w kominku. Będzie ciepło i da się przetrzymać do rana. Tym samym będzie wiadomo, że ktoś jest w domu i może to spłoszyć potencjalnego intruza.
Za oknem Harry marzł na kość i nawet mimo robienia przechadzek to zimno robiło się coraz bardziej dokuczliwe. Jeszcze jedna rundka wokół domu. Ręce zaczynają grabieć. Krótko po 23 zaczyna padać śnieg. Harry nie wytrzymuje i zagląda przez okno patrząc, co dzieje się w środku. Nie uszło to uwadze Iana, który zaraz przebudził Susan. W ich szeregi wkrada się strach, gdyż nie wiadomo, kim jest tajemnicza postać patrząca do środka budynku. Wreszcie Harry odzywa się, by nie było wątpliwości, że to on:

[12:59] <harry> Otwórzcie to ja. Zimno mi.

Mimo tego, że to był głos ich kompana, to nie ufano mu do końca. Przygotowali się do wejścia gościa jak w przypadku najścia. Na szczęście był to Harry we własnej osobie, więc szybko atmosfera strachu i niepewności uleciała. Przebrzmiały słowa

[12:54] <mg> Widzisz, jak ktoś rusza spod okna i idzie dalej, wokół domu.
[12:55] <susan> Zaraz zarobi patelnia to mu się odechce dowcipów.
[12:58] <susan> – Po prostu otworze stojąc z boku.
[12:58] <susan> Robię tak, patelnie chowam za plecy.
[12:58] <ian> – O to mi chodzi.
[12:59] <ian> Ja staję półtora metra od progu.
[12:59] <mg> Słychać zza drzwi: “Otwórzcie, to ja”.
[12:59] <mg> “Zimno mi”.
[13:02] <susan> Czekam aż sam sobie otworzy i wejdzie.
[13:03] <ian> Wstrzymałem rękę.
[13:03] <susan> Czekamy po obu stronach.
[13:03] <susan> Odsuwamy się od drzwi,
[13:04] <mg> Drzwi się otwierają.
[13:04] <mg> I widać światło latarki…
[13:04] <mg> …skierowane do dołu, pod nogi i przed siebie.
[13:07] <mg> “Jesteście tam?” głos Harry`ego jest głośny i wyraźny.
[13:07] <ian> – Na co czekasz? Zimno na dworze. Albo wchodzisz albo nie…
[13:07] <mg> – “nie mam ochoty dostać patelnią”
[13:07] <susan> – Nie, nie ma nas. Właź.
[13:07] <mg> Wchodzi do środka. Widać, że to Harry.
[13:07] <ian> O man.
[13:08] Susan patrzy nieufnie
[13:08] <ian> – Co ty wyprawiasz?
[13:09] <harry> – Co wy do cholery…
[13:09] <harry> – Chcecie mnie zatłuc?
[13:09] <susan> – Czemu się podkradasz po ciemku?
[13:09] <ian> – To ty się bawisz w podchody.
[13:10] <harry> – Sprawdzałem czy żyjecie.

Po wszystkim stwierdzono, że napalenie w kominku już i tak bardziej nie zaszkodzi niż to, jaki rumor podnieśli własnymi podchodami. Przynajmniej ciepło będzie. Harry ruszył po drewno do drewutni, bo tego w środku nie starczyłoby na całą noc. Wtem…

[13:27] <mg> Z zewnątrz słychać krzyk Harry`ego “Susan!!!”
[13:27] <mg> “Mamy gościa!!!!!!!”

A jak do tego doszło? Oto co stało się na zewnątrz…
Harry wyszedł po drewno do drewutni. W mroku, oświetlona latarką, sprawiała wrażenie zwykłej budy lub spiżarni do której wkłada się zapasy na zimę. Potem latarka zgasła a Harry zaczął ładować drewno na ręce. Wzrok przyzwyczajał się do mroku również dzięki temu, że często
Postać z lasu
przyglądał się okolicy by nie zarobić pałką w głowę.. Chłopak jeszcze nie ogrzał się po paru godzinach stania na mrozie. Pewnie dlatego ogarnął go dreszcz i kilka drewienek spadło na ziemię. Podniósł je i wtedy dostrzegł kogoś stojącego w oddali. Ciemna sylwetka odcinała się od śniegu dość wyraźnie, choć z drugiej strony ciemny kontur lasy zniekształcał ową sylwetkę. Lekki padający śnieg tworzył niesamowitą scenerię całego zdarzenia. Harry rzucił drewno i zaświecił latarką w stronę postaci. Nie poruszyła się. Podszedł kilka kroków.

[13:25] <harry> – Halo!
[13:25] <harry> – Co Pan tu robi !

To również pozostało bez odpowiedzi. Postać nadal się nie poruszała tylko stała i patrzyła na Harrego. Wtedy chłopak krzyknął głośniej by zawiadomić swoich towarzyszy. Sam zaś ruszył szybkim krokiem w stronę nieznajomego. Gdy ten zaczął uciekać, puścił się za nim pędem. Susan z patelnią i Ian z siekierą też ruszyli w stronę krzyku, ale jak zobaczyli pędzącego w stronę lasu Harrego to ruszyli za nim. Muzyk zobaczył, że jego towarzysze chcą dołączyć, ale bez zwolnienia to się nie uda, dlatego zwolnił i poczekał. Postać tymczasem wpadła między drzewa i zaczęła kluczyć.
Trop

[13:34] <susan> – Jak go zauważyłeś?
[13:34] <ian> Widać na śniegu ślady?
[13:34] <harry> -Ślady są świeże.
[13:34] <susan> – Po prostu wyszedłeś i się na niego natknąłeś?
[13:35] <harry> Stał i mi się przyglądał
[13:35] <ian> Za nim.
[13:35] <harry> – Dobrze że zabraliśmy siekierę, bo by mi łeb odrąbał.
[13:35] <susan> – To chodźmy po śladach.

Ślady zaczęły zakręcać wokół pni, przechodzić przez chaszcze i wykroty. Napadany śnieg dokładnie pokazywał ślad ale nic ponadto. Noc wokół zakrywała wszystko czernią, ale jasny śnieg i latarka czyniły to śledzenie bardzo prostą czynnością. Nie dało się przez to zachować tempa pościgu. W pewnym momencie, do śladów, którymi podążała trójka Badaczy, dołączyły kolejne. Dochodziły z boku, jakby z lasu i teraz szły obok dotychczasowych śladów.

[13:39] <susan> – No dobrze, zawsze to mniej niż nas.
[13:39] <ian> To są ślady butów?
[13:39] <susan> – Tylko zachowajmy ostrożność.
[13:39] <harry> – Chyba ten drugi chciał mnie zajść z tyłu.
[13:39] <harry> – Kurde, miałem farta.
[13:40] <mg> Tak, ślady butów. Takich samych ja te, którymi tu podążacie.
[13:41] <susan> – Może bądźmy ciszej i nasłuchujmy?
[13:41] <harry> Te same czy jednak różnią się wielkością?
[13:42] <mg> Takie same i też świeże.

Po kolejnych minutach i metrach tropienia znów Susan, Ian i Harry dochodzą do śladów – znacznie większej liczby śladów. Nabierają przez to bardzo paskudnych podejrzeń.

[13:45] <harry> – Kurde, zrobił nas w ….

Chodzenie po lesie w nocy i to w dodatku w sytuacji, gdy ktoś zaczyna chodzić po swoich śladach by wprowadzić w błąd ścigających nie jest pocieszające. Pozostał tylko powrót i nadzieja na ciepły kąt i chwilę odpoczynku po zimnym lesie i mrozie. Śnieg nadal pada i jeśli nie zmieni się jego intensywność to za godzinę nic nie będzie widać. Powrót na swoją posesję zajął parę minut. Potem pozbieranie drewna i powrót do domu – wreszcie można będzie napalić kominku i cieszyć się ciepłem. Wracając do rozwalającego się domu Ian chciał się jeszcze upewnić co do kilku własnych przemyśleń oraz utwierdzić w kilku innych.

[13:58] <ian> – Przy okazji Harry, powiedz nam jak to było z tym gościem? Pokaż gdzie stałeś ty jak go zobaczyłeś, gdzie on.
[14:00] <harry> – Jak zebrałem drewno, odwróciłem się i widzę że ktoś stoi.
[14:01] <susan> – Wysoki, niski?
[14:01] <harry> – Chyba mojej postury – no średnio wysoki niczym się nie wyróżniał. Zaświeciłem latarką i krzyknąłem… „halo”.
[14:02] <ian> – Widziałeś twarz?
[14:05] <harry> – Nie wiem. On chyba chciał mnie sprowokować.
[14:05] <ian> – Co takiego robił?
[14:05] <harry> – Stał i się patrzył na mnie.
[14:05] <susan> – Lepiej zachowajmy ostrożność jak będziemy do domu wchodzić.
[14:06] <harry> – Chodźmy do domu. Zamknijmy drzwi i przeszukajmy dom. On mógł się włamać jak nas wyprowadził w las.

I tak cała trójka dotarła do werandy. Na niej było widać świeże ślady butów. To tylko potwierdziło najgorsze obawy odnośnie intruza. Wszyscy zaraz przygotowali się do jego przyjęcia – nożem, patelnią i siekierą. Zaśnieżone ślady w środku prowadzą do kuchni, do sterty starych pudeł. Część z tych pudeł została otwarta, część poprzesuwana. Potem ślady prowadzą do korytarza i schodów na górę.
Szybkie sprawdzenie sanitariatu nic nie pokazało. Mokre ślady kierowały się na górę, na strych.

Niepokój

Na strychu ślady prowadzą do drabiny i do świetlika, który jest otwarty. Przez niego wpada do środka śnieg tworząc białą plamę na deskach podłogi. Harry rusza na górę. Na górze widzi, że ślady pojawiają się na dachu, pną się w górę aż do komina i za nim znikają. Ze strychu ubezpiecza Harrego Ian zaś Susan zeszła na dół i patrzy czy coś widać na dole. Muzyk zaś nie popuszcza i postanawia ruszyć po śladach za komin. Dach jest nachylony, ośnieżony i może być groźny gdyż jest realna szansa na poślizgnięcie się. Ian trzyma drabinę i kciuki za chwiejnie podążającego Harrego. Bogowie jednak odwrócili się tej śniegowej nocy od Arkham bowiem noga chłopaka przejechała się na śniegu, podcięła drugą nogę i całe ciało runęło w dół. Sił starczyło jedynie na złapanie się rynny, która ze zgrzytem oderwała się od drewnianej ściany i przynajmniej trochę zamortyzowała upadek. Harry upadł na śnieg na dole. Susan, będąc w tym czasie po drugiej stronie domu, słyszała jak coś gruchnęło na ziemię. Patrzyła akurat na ślady, które pojawiły się przy ścianie i biegły w stronę lasu. Wyglądało to na zeskok z dachu i pęd w stronę linii drzew. Co udało się napastnikowi nie udało się biednemu Harremu.
Upadek
Wszyscy zaraz obstąpili chłopaka. Susan wprawnym wzrokiem popatrzyła na nogi i ręce i nie stwierdziła złamania. Jedynie pobolewa kostka i żebra trochę trzeszczą. Wystarczy unieruchomienie kostki i odpoczynek. Na szczęście skończyło się tylko na strachu i drobnych stłuczeniach. Jedno lekkie rozcięcie nad lewym okiem nie jest groźne, choć krwawi obficie.
Susan powiedziała o śladach za domem, co Harry skwitował skrzywieniem. Jednak Ian raz jeszcze obszedł wokół, aby się upewnić, że nikogo nie ma w pobliżu. Potem, przerywane syczeniem i narzekaniem, zakończyło się opatrywanie rany i kostki. W kominku wreszcie pali się wesoło, Harry ma na nodze zrobiony naprędce opatrunek unieruchamiający zaś Ian wrócił do pokoju po obchodzie domu.

[14:37] <ian> – Ten ktoś był jeszcze w domu jak do niego weszliśmy.
[14:38] <susan> – Ciekawe czego szukał w tych pudlach.
[14:38] <susan> Na piętrze też były pootwierane?
[14:38] <mg> Tak, ale mniej. Jakby już się spieszył.
[14:38] <ian> Musiał wyjść na dach i zeskoczyć w momencie gdy usłyszał jak wchodzimy na górę.
[14:38] <harry> – Nie wiem. Słyszelibyśmy jakby zeskoczył. Sprawdźcie lepiej czego szukał na dole.
[14:38] <susan> – I ciekawe, czy znalazł.
[14:39] <harry> – Ja bym sprawdził ten dach. Silas musiał spaść tak, jak ja.
[14:39] <susan> – Póki co zakładaliśmy, że go zamordowano. Nie musiał go ktoś zrzucać aż z dachu, wystarczyło ze schodów.
[14:40] <harry> -Jeśli tak to uciekajmy stąd.
[14:40] <ian> Ale to gdzie dokładnie znaleziono ciało?
[14:40] <harry> Na werandzie?
[14:41] <mg> Tak, na werandzie.
[14:41] <harry> Spadł chyba z dachu?
[14:41] <mg> Tam nie ma szans by tak spadł z dachu bo weranda jest pod dachem.
[14:41] <ian> No właśnie.
[14:41] <harry> – No to jak sobie skręcił kark?
[14:41] <mg> Na werandzie się poślizgnął.
[14:41] <harry> – Trzeba być debilem by to uznać za wypadek. Tia… poślizgnął ….
[14:42] <mg> Brak innych poszlak – obrażenia, brak obrażeń wynikających z szarpania się czy bicia.
[14:42] <harry> – Szkoda, że nie popełnił takiego samobójstwa.
[14:42] <susan> – Trochę trudniej zamordować 3 spodziewające się ataku osoby niż samotnego staruszka. Poza tym motywem zamordowania Silasa była zemsta…
[14:43] <susan> – …i wreszcie nawet jeśli ktoś chciałby nas zamordować, to miał ku temu z 10 okazji.
[14:43] <susan> – Po prostu ktoś czegoś szuka w tych kartonach.
[14:43] <harry> – Bo cały czas ktoś nas zwodzi.
[14:44] <susan> – Zwiódł nas, chciał dostać się do domu.

Szybka inwentaryzacja kartonów ujawniła, że ruszane były te w kuchni. Nie wszystkie, ale z liczby 16 jakaś połowa. Te w pokoju z kominkiem, w liczbie 15 zostały nietknięte, poza przeglądaniem ich wcześniej przez trójkę nowych właścicieli włości Silasa. Pozostały jeszcze te na górze, których było ponad 60. Część z nich została przejrzana pobieżnie, na części wyładował się Harry. Jeśli ktoś się kręci w pobliżu to pewnie szuka czegoś po pudłach a na takiego domokrążcę najlepsza jest policja. Muzyk wiedział, że dla nich może być niezła rozrywka.
Zapowiadała się ciężka przeprawa z tymi pudłami, bo parę godzin zajmie ich przejrzenie. Napastnik nie miał tyle czasu ale mimo to zaryzykował wejście i sprawdzenie. Najwyraźniej to, czego szuka, jest dość wyraźnie do znalezienia, jeśli ktoś wie, czego szukać. Susan była silnie zdeterminowana by jednak coś znaleźć w tych pudłach. Jednak kolejne przerzucane papiery i książki tylko powiększały jej frustrację.

[14:53] <susan> Chodzi mi o to, że to coś musi się odróżniać od tła.
[15:15] <susan> – Że te kartony to może być złośliwość Silasa.
[15:16] <susan> – Wiedział, że jacyś ludzie czegoś szukają i postanowił się z nimi pobawić.

Tymczasem Harry znalazł sobie prowizoryczną laskę ze szczotki i zaczął opukiwać wszystkie podłogi nasłuchując, czy przypadkiem nie ma gdzieś schowka, piwniczki czy przejścia. Ian kończył dokładniejszy obchód domu łącznie z przejściem się na dach i sprawdzeniem tropu wokół komina. Ślady jednoznacznie wskazywały, że ktoś jednak przeszedł dachem na drugą stronę domu, zeskoczył i ukrył się w lesie. Zaczynało się to wszystko robić bardzo tajemnicze.
Całość tajemnic na dzień dzisiejszy (który jeszcze nawet się nie zaczął) dopełnia fakt kluczy. Susan popatrzyła na te, które dostała na posterunku i na te, które są na kołku przy drzwiach. Najwyraźniej Silas posiadał jeszcze jeden klucz, który nie pasuje do niczego w domu. Może skrytka bankowa? Pocztowa? Cokolwiek?

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.