Arkham

Arkham 7 stycznia 1930 roku

Nastał 7 stycznia 1930 roku. Wtorek. Codzienność pchała mieszkańców miasta do swoich zajęć. I choć mróz to gazeciarze roznosili świeże numery „Arkham Advertisera” i „Gazette” by dać trochę Maonowinek dla tych, którzy są tego ciekawi. A co takiego się działo? Dla ludzi oczytanych „Gazetce” przygotowało obszerny artykuł o przemowie Mao Tse-tunga „Jedna iskra może wywołać pożar”. Rosnące wpływy Chin i ich ekspansja nie może być niezauważona przez świat. A świat interesuje się tym coraz bardziej. Tym bardziej, że czerwona mapa świata rozrasta się w zastraszającym tempie. Dla zwykłych zjadaczy chleba inna wiadomość była równie ciekawa, co wystąpienie Mao. Chodzi o wczorajszy mecz krykieta gdzie znów błysnął geniusz Donalda Bradmana i Donald Bradmanzdobył 452 punkty dla New South Wales przeciwko Queensland. Jeszcze inni wietrzyli powiew nowości sprzed kilku dni, kiedy to fuzja pomiędzy trzema stronami przyczyniła się do powstania firmy Unilever co było znakiem, że kryzys chyba da się pokonać. I żeby już dopełnić całości to pojawiła się oczywiście wzmianka o pobiciu Harrego opatrzona zgrabnym acz krótkim komentarzem: „To tak wita miasto przyjezdnych?”

Tymczasem wszyscy smacznie przespali noc i rankiem zaczęli nowy dzień.
Harry wpadł w cykl życia szpitala i zaczął delikatnym śniadaniem. Żebra chyba zaczynają się zrastać choć po jednym dniu nie należy oczekiwać cudów. Najchętniej chciałby już stąd wyjść, ale decyzja dr Spoona Jr jest jasna – kilka dni w łóżku jest obowiązkowe. Opatrunek się nie przesuwa i jest szansa na zrośnięcie się żeber. Reszta zależy od chłopaka. I Harry zamierz się do tego stosować. Jeśli to ma przyspieszyć jego wyjście stąd to gotów był zjeść pieczoną wiewiórkę.
Tymczasem Ian i Susan zjedli jajecznicę i boczek, popili mocną kawą i zapalili papieroska i fajkę. Tak nastrojeni mogli ruszyć do banków by sprawdzić czy kluczyk, który posiadają otwiera może jedną z ich skrytek. Na pierwszy ogień poszedł First Bank od Arkham. Otwiera się o 10 więc specjalnie nie trzeba było się spieszyć.
First Bank of Arkham
Masywna bryła banku górowała nad Hyde Street. Ciężkie, brązowe cegły, kontrastowały z piaskowcem chodnika. Masywne drzwi ciężko się otwierały, ale za to były bezgłośne. W środku przywitała parę Badaczy cisza i skupienie. Nie widać petentów zaś trzy otwarte okienka kuszą dostępnością. Marmur lśni dyskretnie a wszystkiemu na głównej sali przygląda się strażnik w czarnym mundurze.

[19:43] <susan> Podchodzę. Siedzi tam ktoś?
[19:43] <kasjer> W okienku siedzi starszy miły pan.
[19:43] <susan> – Dzień dobry panu.
[19:43] < Kasjer > – Dzień dobry, W czym mogę pomóc?
[19:44] <susan> – Mam taka sprawę – zostałam spadkobiercą spadku…
[19:45] < Kasjer > – Zamieniam się w słuch…
[19:45] <susan> – Między innymi dostałam informację o fakcie posiadania przez zmarłego skrytki bankowej. Niestety starszy pan zapomniał napisać, w którym banku jest ta skrytka i pozostawił tylko kluczyk. Czy byłby pan w stanie łaskawie mi powiedzieć, czy mógłby pasować do którejś z państwa skrytek?
[19:45] < Kasjer > – Czy mogę zobaczyć ten kluczyk?
[19:45] <susan> Pokazuje mu ten kluczyk.
[19:46] < Kasjer > Bierze kluczyk w ręce. Chwilę ogląda.
[19:47] < Kasjer > – Proszę pani – mówi spokojnie – to nie jest kluczyk do naszych skrytek. I obawiam się, że to nie jest kluczyk do jakiejkolwiek skrytki bankowej.
[19:47] <susan> – Jestem zdezorientowana. Wyraźnie była mowa o „skrytce”.
[19:47] < Kasjer > – Banki posiadają zamki i skrytki Lemhana i jest to bardzo znana, ceniona i popularna marka. A to nie jest kluczyk Lehmana.
[19:48] <susan> – Czyli drugi bank również nie wchodzi w grę?
[19:48] < Kasjer > – Czy aby na pewno chodziło o skrytkę bankową? Może to pocztowa.
[19:48] <susan> – Nie wiem, może – mówi wyraźnie zmartwiona Susan. – Czyli generalnie mówi pan, ze każdy bank odpada?
[19:48] < Kasjer > – Nie, nie każdy, ale każdy nowoczesny i liczący się bank z całą pewnością. W Miskatonic Valley też mają Lehmana, więc tam ten kluczyk też nie będzie pasować.
[19:49] <susan> – A jaka jeszcze instytucja oprócz poczty posiada skrytki?
19:50] < Kasjer > – To jest kluczyk albo do zwykłej skrzynki albo do robionego na zamówienie zamka przy ozdobnych skrzynkach lub kuferkach.
[19:50] <susan> – Aha, w takim razie dziękuje panu i przepraszam za zawracanie głowy.
[19:51] < Kasjer > – Służę pomocą.
[19:51] <susan> Czy na tym kluczyku jest w ogóle cos zaznaczone? Jakiś napis, cyfra albo cos?
[19:52] < MG> Nic takiego nie ma. Żadnych znaków, symboli czy literek.
[19:53] <ian> A wykonanie? Z brązu? Mosiądzu?
[19:54] <mg> Kluczyk jest mosiężny i nosi ślady używania.

Wizyty w bankach zatem odpadają. I tak nic nie dadzą. Pozostaje przegląd prasy, z którego też specjalnie nic nie wynika. Ian postanowił wykonać telefon do Stuckeya by sprawdzić czy coś nowego pojawiło się w sprawie pobicia Harrego.

[20:07] <stuckey> – Stuckey, policja, słucham? – zabrzmiało w słuchawce.
[20:08] <ian> – Dzień dobry panu, z tej strony Ian McGearson przyjaciel Harry’ego Lafayette, co wczoraj padł ofiarą pobicia i włamania
[20:09] < Stuckey > – A, tak, tak… dobrze, że pan dzwoni…
[20:09] <ian> – Chciałem zapytać czy udało się panu sprawdzić osobę tego Marstersa i czy już cokolwiek wiadomo więcej w tej sprawie.
[20:09] < Stuckey > – Sprawdzają pana Marstersa nasi ludzie w Bostonie, ale mam dobre wieści. Znalazła się furgonetka pełna książek. Włamywacze porzucili ją w lesie i odjechali innym samochodem.Jest pełna książek, więc możliwe, że udało się odzyskać ich łup.
[20:11] <ian> – Ojej, to dziwne. Ciekaw jestem czy wszystkie tam są. Ale to dobra wiadomość na początek tak czy siak.
[20:12] < Stuckey > – Tego już nie jesteśmy w stanie sprawdzić. Musi pan przyjść i samemu to przejrzeć. Furgon jest u nas na placu. Jak będzie miał pan dłuższą chwilę to zapraszam.
[20:13] <ian> – Dobrze. To już ruszamy w stronę komisariatu. Jak będziemy na miejscu to poprosimy pana.
[20:14] < Stuckey > – Dobrze.
[20:14] <ian> – W takim razie dziękuję za informację i do zobaczenia.
[20:14] < Stuckey > – Do zobaczenia.

Do posterunku jest 5 minut spokojnego spacerku. Ponieważ jest 5 stopni mrozu to droga zabrała tylko trzy minuty. Wszystko zapowiadało powrót zimy. Ciepłe wnętrze posterunku jak nigdy było przytulne i miłe.

[20:18] <mg> Posterunkowy siedzi za kontuarem i coś zapisuje w zeszycie.
[20:19] <ian> – Dzień dobry, byliśmy umówieni z porucznikiem Stuckey’em, nazywam się Ian McGlearson.
[20:19] <mg> – Państwo do furgonetki, tak?
[20:19] <ian> – Zgadza się.
[20:20] <susan> – Proszę nam powiedzieć, kiedy i gdzie ja znaleziono?
[20:20] <mg> – Proszę za mną. – otwiera ladę i wychodzi do was. Z wieszaka zdejmuje kurtkę, zakłada i wychodzicie na zewnątrz.
[20:21] <mg> – Dziś rano ją znaleziono. Nasza ekipa śledząca ślady na nią się natknęła. Było to jakieś 30 kilometrów przy drodze do Bostonu.
[20:22] <susan> – Coś jeszcze znaleziono?
[20:22] <mg> – Tylko książki.
[20:22] <susan> – Wiadomo czyja to furgonetka?
[20:23] <ian> – Pewnie wynajęta albo skradziona.
[20:23] <mg> Przechodzicie z ulicy na zaplecze posterunku. Jest tu parking, gdzie stoją dwa policyjne auta oraz dwa cywilne. Jednym z nich jest pokaźny furgon, przy którym stoi Stuckey.
[20:23] <mg> – To już przekaże detektyw.
[20:23] <susan> – Dziękuję.
[20:23] <susan> – Dzień dobry detektywie.
[20:24] <ian> Witam się z nim.
[20:24] <mg> – Witam, witam…oto państwa zguba – i wskazuje wnętrze furgonu.
[20:25] <ian> – No tak, ciekawe, o co w tym wszystkim chodzi?
[20:25] <ian> – Rozmawiał pan już z Harrym?
[20:26] <mg> – Tak, wczoraj.
[20:27] <ian> – To wie pan pewnie, że jeden z nich został zraniony przez Harrego w obronie własnej i do tego spadł z dachu. Sądzę, że to może być dobry trop, jeśli ten ktoś trafił do któregoś z bostońskich szpitali.
[20:28] <mg> – Tak, sprawdzamy to.
[20:29] <susan> – wiadomo czyja to była furgonetka?
[20:29] <mg> – Furgonetka okazała się kradziona – wskazuje na budę. – Z Kingsport, prawie tydzień temu.
[20:29] <susan> – Mówił pan, ze sprawcy odjechali innym samochodem.
[20:29] <ian> – Czy to po drodze do Bostonu?
[20:29] <susan> – Do bostonu czy z powrotem do Arkham?
[20:29] <mg> Na to wskazują ślady. I wskazują, że do Bostonu.
[20:30] <susan> – Uff…
[20:31] <ian> – No nie wiem czy się cieszyć… ciężej będzie odnaleźć sprawców.
[20:31] <mg> – To prawda. Jeśli to robota na zlecenie, to pewnie typki rozpłyną się i będzie ich niemożliwością złapać. Pozostaje pan Marsters…
[20:31] <susan> – Wiadomo coś o nim?
[20:31] <mg> – Będziemy go obserwować. Może popełni jakiś błąd. Na razie zbieramy informacje. To teraz państwo by się wzięli za sprawdzenie, czy wszystko jest?
[20:34] <susan> – Dobrze, tylko nie wiem czy będziemy w stanie.
[20:34] <ian> – Jasne, nie traćmy czasu jeśli można.
[20:35] <ian> tak na oko widać, że jest mniej tych książek?
[20:36] <mg> Na oko widać, że książek jest cała MASA i kto wie, czy nie jest ich nawet więcej.
[20:36] <mg> – Jeśli państwo wolą, to moi ludzie mogą podjechać pod państwa dom i to wyładować. Odciski już zdjęte, więc w zasadzie nie ma już powodu by tego nie robić.
[20:37] <susan> – To może podjedzmy, zabierzemy się z państwem.
[20:38] <mg> – Dobrze, zaraz ktoś podjedzie. Dam też ze trzech ludzi to szybko to wyładują u państwa.
[20:40] <mg> Odchodzi i zostajecie przy samochodzie sami.
[20:40] <ian> – To może zadzwonimy po drodze po jakiegoś stolarza by wstawić nowe drzwi z zamkiem?
[20:40] <susan> – Dobrze.

Książki są. Policjanci wraz z dwójką cywili ruszyli w drogę na dawną posesję Silasa. W środku rzucało niemiłosiernie i Ian musiał poczekać na przeglądanie książek aż dojadą na miejsce. Nie dość, że mało miejsca i światła to jeszcze to rzucanie. Na miejscu policjanci wszystko wnieśli na górę tworząc całkiem pokaźny stosik. Nie są w idealnym stanie, ale jest ich wyraźnie więcej niż było.
Sterta książek
Pobieżne sprawdzenie nie ujawniło książek, które znaleziono przy poprzednim szukaniu. Po godzinie nic się nie zmieniło i nadal była sterta książek i nie było tych właściwych. Oczywiście „Monsters and their kynde” również. Susan wyraźnie zniechęcona patrzyła na tą stertę załamana. Jakieś książki udaje się znaleźć, ale to są płotki. Nic cennego. Jednak już można mieć za pewnik to, że książek jest więcej. Dla Iana to wyraźny ślad, że ktoś chciał namieszać.
Szybka konsultacja utworzyła plan na najbliższe godziny. Trzeba udać się do Nicholsa, zadzwonić do Mastersa i znaleźć kogoś od drzwi. Teraz stoją oparte o framugę i każdy może wejść i wyjść bez najmniejszego problemu. Stolarza nikt nie zna, dlatego postanowiono udać się do sąsiada i dowiedzieć się o jakiegoś.

[21:30] <mg> Pukacie do drzwi, bo dzwonka nigdzie nie widać.
[21:31] <mg> Drzwi się otwierają i pierwsze, co widzicie to wylot dwururki wymierzonej w waszą stronę.
[21:31] <mg> Zaraz za nim widać starszego pana w kufajce i czapce uszatce.
[21:31] <mg> – Czego? – warknął.
[21:32] <susan> – Jesteśmy pana nowymi sąsiadami. Dzień dobry.
[21:32] <mg> – Sąsiadami? Był tu taki jeden, co mówił, że też jest sąsiadem…
[21:33] <susan> – Tak, nasz kolega Harry zapewne.
[21:33] <mg> – Może, może…to czego potrzeba … sąsiedzi.
[21:33] <susan> – Czy coś się stało, że wita pan tak obce osoby?
[21:34] <mg> – Nic, ale strzeżonego pan Bóg strzeże….nigdy nic nie wiadomo.
[21:34] <susan> – Mamy pytanie, czy ma pan może namiar na jakiegoś stolarza?
[21:34] <mg> – Dzika okolica, nie ma widoków na przyszłość, to i różni mogą chodzić i chcieć starego człowieka załatwić. A co do stolarza to nie mam i nie znam.
[21:35] <ian> – A widział bądź słyszał pan co się wczoraj stało na naszej posiadłości?
[21:36] <mg> – Coś tam się działo, samochody przyjeżdżały, jakieś stuki, ale to za daleko jak dla mnie. Myślałem, że pewnie sąsiady się wprowadzają to sprzęt zwożą, jakieś mebelki czy coś. Bo ten dom, to ruina i tylko remont go uratuje.
[21:37] <susan> – Ech… Na pewno pan żadnego stolarza nie zna?
[21:37] <mg> – Nie znam. Nie korzystam, to nie znam.
[21:37] <ian> – Dobrze to popytamy gdzie indziej. To w takim razie nie zawracamy głowy. Dziękujemy.
[21:37] <ian> – Do widzenia panu.
[21:38] <mg> – Do widzenia.

Stolarza nie udało się załatwić. Może telefon do antykwariatu Marstersa da coś więcej.

[21:40] <mg> Chwila ciszy a potem męski głos się odzywa:
[21:41] <mg> – Rzadkie księgi Jeffersona Marstersa, w czym mogę pomóc?
[21:41] <ian> – Poznaję głos?
[21:42] <mg> Nie.
[21:43] <ian> – Dzień dobry czy można rozmawiać z właścicielem?
[21:43] <mg> – Pana Marstersa nie ma w tej chwili w antykwariacie, czy coś przekazać?
[21:44] <ian> – Nie, to osobista sprawa a czy wie pan gdzie on teraz przebywa?
[21:44] <mg> – Nie wiem, jestem tylko subiektem w jego sklepie.
[21:45] <ian> – Rozumiem a dziś był w ogóle w sklepie?
[21:46] <mg> – Tak, był rano i zaraz wyszedł.
[21:48] <ian> – Acha, a mówił panu, kiedy się pojawi?
[21:48] <mg> – Nie. nie mówił.
[21:49] <ian> – No nic, będę próbował później, dziękuję
[21:50] <mg> – Zapraszam
[21:50] <ian> Odkładam słuchawkę.

I jeszcze telefon do detektywa.

[21:51] <mg> – Stukey, słucham – odzywa się głos w słuchawce.
[21:52] <ian> – Witam pana z tej strony Ian McGlearson.
[21:53] <mg> – Witam. I jak, coś zginęło z tych książek?
[21:53] <ian> – Przejrzeliśmy te książki i muszę przyznać, że jesteśmy nieco zdumieni… otóż książek przybyło, część z nich, tak z jedna piąta, w ogóle nie znajdowała się w domu.
[21:53] <ian> – Za to zniknęło kilka co cenniejszych. Pozwoliłem sobie też zadzwonić na bostoński numer pana Marstersa i rozmawiałem z subiektem w jego sklepie. Otóż Marsters się pojawił dziś rano tam i szybko wyszedł, a nam powiedział wczoraj, że jeszcze dziś będzie w Arkham.
[21:56] <mg> – Może jeszcze przyjedzie? Dzień się nie skończył.
[21:57] <ian> – Zaś jego pobyt we wskazanym hotelu okazał się fikcją. Czy może mi pan powiedzieć czy podobne rzeczy się zdarzały w okolicy? W sensie włamania, którego celem były kolekcje książek? Bo przyzna pan, że to nie jest domena zwykłych włamywaczy, tylko ludzi wyedukowanych pokroju Marstersa.
[22:03] <mg> – Nic takiego się nie działo muszę przyznać.
[22:06] <ian> – No nic, z naszej strony to na razie wszystko, po prostu chcieliśmy przekazać nasze obserwacje tej całej sprawy.
[22:06] <mg> – Choć nie wiem, czy takie coś jest zgłaszane przez poszkodowanych. To w końcu tylko książki….
[22:08] <ian> – Zgadza się, ale panu zostawiam wyciąganie wniosków odnośnie tego, jakie środki zostały użyte by zabrać to wszystko, w końcu to tylko książki, nie musieli próbować zabijać Harrego. No nic, będziemy w kontakcie gdyby z naszej strony coś nowego było.
[22:10] <mg> – Dobrze.
[22:10] <ian> – Do widzenia.
[22:11] <mg> – Do widzenia

Kolejnym punktem tego dnia miały być odwiedziny Nicholsa. Na dziś obiecał, że wszelkie formalności odnośnie przejęcia domu zostaną dopełnione i formalnie od dziś Ian, Susan i Harry będą właścicielami posiadłości, która dawniej należała do Silasa McCrindle. Spotkanie w samo południe.

[14:36] <recepcjonistka> – Tak, oczywiście, pan Nichols prosi.
[14:37] <mg> I wpuszcza was do korytarza i prowadzi do drzwi Nicholsa.
[14:37] <mg> W gabinecie niewiele się zmieniło od ostatniej wizyty – no, może bałagan jest troszkę mniejszy. Najwidoczniej prawnik zaczyna już ogarniać wszystkie papiery.
[14:37] <mg> Widząc was rzekł: – Witam, proszę siadajcie. Kawa, herbata?
[14:38] <susan> – Ja dziękuje.
[14:38] <ian> – Ja też dziękuję.
[14:38] <mg> – Dobrze, Maggie, dziękuję, nic nie będziemy potrzebować.
[14:39] <mg> Gdy recepcjonistka wyszła, Nichols zaczął:
[14:39] <mg> – Papiery są już w porządku. Podpisane i gotowe na podpisy państwa. Od tego momentu dom i ziemie będą państwa. Porządkowałem też stare rzeczy, jak pewnie już wspominałem ostatnio i jeszcze jedna kartka była przy papierach pana McCrindle. Musiała zlepić się pomiędzy okładkami, ale jak teraz przeglądałem wszystkie stare dokumenty, to udało się ją namierzyć. Miałem ją już wczoraj, ale powiedzieli państwo, że to ze mną się skontaktują, to spokojnie sobie czekała na państwa. Zatem proszę, oto ona a ja zaraz przygotuję papiery.
[14:41] <ian> – W porządku, rzućmy na to okiem.
[14:41] <mg> Daje wam kartkę, złożoną w pół i sam podchodzi do regału i zaczyna wyciągać jakieś papiery.
[14:41] <susan> Wymieniam z Ianem poirytowane spojrzenie
List
[14:43] <susan> …
[14:45] <susan> – Czytał pan tą notatkę panie Nichols?
[14:46] <mg> – Nie jestem uprawniony do czytania dokumentów, które nie są przeznaczone dla mnie. Jestem w końcu prawnikiem.
[14:47] <susan> – Dotyczy książek, które wczoraj zostały skradzione z jego domu. Bo w związku z tym, że zagubił pan tą notkę nie wiedzieliśmy, że trzeba je w jakikolwiek sposób chronić.
[14:48] * Susan robi się czerwona ze złości.
[14:49] <mg> – Proszę pani – notka nie została zgubiona, bo się znalazła. Miałem ją od wczoraj, ale nie raczyliście zostawić na siebie namiarów to nie mogłem jej dostarczyć na czas.
[14:49] <susan> – Namiary na nas pan ma, cały czas mieszkamy w hotelu, który pan nam wskazał.
[14:49] <mg> – Działam najlepiej jak potrafię, ale proszę mnie zrozumieć – ja też mam swoje obowiązki i prowadzę ponad 60 różnych spraw jednocześnie.
[14:50] <susan> – Ech…
[14:50] <mg> – Nie będę uganiać się za każdym, z kim współpracuję, bo bym nie miał czasu na nic. Pytałem wczoraj gdzie państwa szukać. Powiedzieli państwo, że sami się ze mną skontaktują. Uważałem, że to wystarczający powód by nie szukać samemu.
[14:50] <ian> – Dobrze, przejdźmy do kwestii formalnych. Można rzucić okiem na resztę dokumentów?
[14:52] <mg> – Dobrze – burknął Nichols. Widać, że też nie jest zadowolony z obrotu sprawy. To są dokumenty z Ratusza o przejęcie posesji i domu. Sprawy notarialne. Proszę o podpisy na każdej stronie. Za nieobecnego pana proszę się podpisać zgodnie z pełnomocnictwem.
[14:53] <susan> Czytam dokładnie dokumenty.
[14:53] <ian> – Susan i tak nic by to nie dało, bo wczoraj rano jak tylko opuściliśmy dom to już było po fakcie a pan Nichols wczoraj dopiero ją odnalazł.
[14:54] <mg> Po 20 minutach przeczytaliście umowę. Nie widać w niej nic niezwykłego.
[14:54] <susan> – Karygodne jest to, że w ogóle została zgubiona.
[14:55] <ian> – Sam Silas nie był przykładem porządku.
[14:55] <susan> – Pewnie dlatego papiery przekazał komuś zaufanemu…
[14:56] <susan> Jak umowa jest w porządku to ja podpisuje.
[14:56] <mg> – Oczywiście, zgadzam się z panią – odburknął Nichols. – Proszę w recepcji zostawić wypełniony druk z reklamacją na moje usługi. Zostanie on przekazany naszemu kierownictwu i ewentualnie rozpatrzony z uwagi szkody, które mogły się zdarzyć.
[14:57] <ian> Jeśli nic nie wzbudza podejrzeń u mnie to podpisuję za siebie i Harry’ego.
[14:57] <mg> Podpisujecie umowę. Jest ona w dwóch egzemplarzach. Nichols też podpisuje wszystko i jeden wręcza wam do ręki
[14:57] <susan> – Dziękuję.
[14:58] <mg> – To jest państwa umowa. Potwierdzona notarialnie przez miasto Arkham, zatem od teraz jesteście państwo formalnym właścicielem posiadłości wraz z zabudowaniami.
[14:58] <susan> – Wie pan może gdzie znajdziemy stolarza?
[15:01] <mg> – Nie wiem, może gdzieś na rynku poszukajcie. Tam był chyba jakiś zakład stolarski.
[15:02] <ian> – I sklep z fuzją?
[15:03] <mg> – Znaczy strzelbami?
[15:04] <ian> – Tak jest.
[15:06] <mg> – Też powinien być gdzieś w okolicy. To w końcu tereny myśliwskie.
[15:06] <susan> – Dziękujemy.
[15:06] <ian> – Dziękujemy panu. W razie czego jesteśmy w kontakcie.
[15:07] <susan> Wychodzimy.
[15:07] <mg> – Proszę. Wiecie państwo, gdzie mnie znaleźć.
[15:07] <mg> – Do widzenia,
[15:08] <mg> Wychodzicie z gabinetu, do korytarza i przez recepcję do wyjścia.

Po wyjściu od Nicholsa nikt się nie odzywał. Na rynku nie było ani stolarza ani rusznikarza, ale jakaś dobra dusza wskazała ulicę Main Street oraz Arkham General Store jako miejsce, gdzie można to wszystko znaleźć. W tym celu trzeba przejść przez rzekę Miskatonic co w tym warunkach nie jest już takie miłe. Mróz się bierze już znaczny i przekracza obecnie 7 stopni. Przy marszu udaje się zapomnieć o mrozie a ciepło z rozgrzanych mięśni jest lepsze niż niejeden kominek. Przynajmniej w takich warunkach. Wreszcie po dwudziestu minutach Ian i Susan lądują na skrzyżowaniu Peabody i River, gdzie na rogu widać solidny budynek z szyldem na jego zwieńczeniu “Arkham General Store”. To typowy sklep gdzie jest wszystko i nic, więc niemal idealne miejsce dla każdego, kto nie wie co kupić a coś kupić by chciał. Wchodzącą dwójkę badaczy wita sprzedawca w fartuchu.
Adams

[15:27] <mg> – W czym mogę pomóc?
[15:27] <susan> – Dzień dobry. Szukamy stolarza. Orientuje się pan, gdzie moglibyśmy takowego znaleźć?
[15:28] <mg> – Stolarza….w głębi River Street, jak pójdziecie na wschód to znajdziecie dom z numerem 56. Mieszka tam Henry Damen i zajmuje się stolarką. Mebelki czy drzwi z drewna, schody albo kurniki – tam znajdziecie. Powiedzcie, że przysyła was Adams.
[15:29] <susan> – Dziękujemy bardzo.
[15:29] <susan> Zapisuje sobie jego dane.
[15:30] <susan> Rozglądamy się po sklepie. Widać gdzieś broń?
[15:30] <mg> – Tak, wisi za sprzedawcą na hakach.
[15:30] <susan> Jakiego typu?
[15:32] <mg> Strzelby myśliwskie oraz rewolwery. Nic automatycznego.
[15:32] <susan> (wtedy były potrzebne zezwolenia?)
[15:33] <mg> (tak, potrzebne były; automaty były nielegalne – na pozostałe była potrzebna zgoda policji lub organizacji, która takie pozwolenie miała – jak koło myśliwskie czy strzeleckie; wiatrówkę można było kupić bez pozwolenia kogokolwiek)
[15:35] <susan> Hmm… niedobrze.
[15:36] <susan> – Ianie, może chodźmy na policję. Poprosimy o zezwolenie na broń.
[15:37] <ian> – W porządku, możemy pójść po załatwieniu stolarza.
[15:38] <susan> To wychodzimy i idziemy do stolarza.

River Street to ulica, która czasy świetności ma już za sobą. Położona nad rzeką przejmuje jej zapachy i zachowanie. Niska zabudowa i niewielkie domki to norma w tej okolicy. Jednym z większych domów zajmuje właśnie ten, z numerem 56. Wokół unosi się zapach świeżo tartego drewna i żywicy.

[15:39] <susan> – Pukamy.
[15:41] <mg> Otwiera potężny gość, dość młody, z niewielkim zarostem na twarzy i gęstą czupryną czarnych włosów.
[15:41] <mg> – Tak?
[15:41] <ian> – Pan Henry Damen?
[15:42] <mg> – Tak, o co chodzi?
[15:42] <ian> – Polecił pana nam pan Adams z Arkham General Store. Potrzebujemy nowych drzwi wejściowych do domu.
[15:43] <mg> – To miło z jego strony.
[15:43] <mg> – Proszę podać adres i zajmiemy się tym.
[15:43] <ian> – Najchętniej z nowym zamkiem.
[15:44] <mg> – Najpierw ktoś tam pójdzie i pomierzy wszystko a potem założymy nowe drzwi.
[15:44] <ian> – Proszę oto on (spisuję na kartce i wyrywam z notesika).
[15:44] <mg> Dobrze. Na kiedy mają być? – Dziś pewnie zdejmiemy wymiar. Potem poszukamy drewna, przytniemy, więc pewnie pojutrze najwcześniej.
[15:45] <ian> – Aha rozumiem. Niech i tak będzie.
[15:46] <mg> – Chyba, że się spieszy to mogą być wcześniej, ale to kosztuje ekstra.
[15:46] <mg> Takie drzwi to jakieś 10 dolców. Z zamkiem 20. Jak mają być szybko to cena razy dwa.
[15:47] <ian> – Hmm…
[15:47] <mg> – Jeśli mają też być jakieś specjalne to też lepiej od razu powiedzieć. Teraz klienci różnie sobie życzą.
[15:47] <susan> – Co pan ma na myśli mówiąc ze specjalne?
[15:47] <ian> – Mają być solidne, bez zbędnych upiększeń.
[15:48] <mg> – Kilka zamków, Podwójne drzwi, z moskitierą. Drzwi z wpuszczanymi prętami. Metalowa ościeżnica, stalowe zaczepy.
[15:49] <ian> Opisuję mu, jakie były wcześniej i takie byśmy poprosili.
[15:49] <mg> – Czyli standard. To takie kosztują właśnie 10 dolców. Będą na pojutrze.
[15:49] <susan> – Dziękujemy.
[15:50] <mg> – Dziękuję. Ktoś dzisiaj się zjawi by zdjąć miarę.

Po zamówieniu drzwi trzeba było wrócić do domu. Dzięki wypróbowaniu tramwaju konnego udało dostać się do Uniwerku a stąd do domu już było blisko. Oczywiście teraz, jak dało się spojrzeć na to po jakimś czasie, to dom przedstawiał sobą straszny stan. Drzwi wyłamane, wszędzie pełno wody i śniegu, który zamarza. W domu bród, woda i zadeptany śnieg. Zimno, bo kominek nie rozpalany, wszystko pootwierane i mróz swobodnie może hulać po pokojach, meblach i książkach. Jakieś świeże ślady prowadzące do książek jest widać, ale nie wiadomo, kto je zostawił. Teraz już naprawdę nic nie miało znaczenia. Dlatego Ian tylko rzucił okiem a potem zaczął szukać czegoś, co przypomina indiańską dekorację. Ani wtedy ani tym bardziej teraz nic takiego nie widać. Szybki przegląd książek, które wymienia Silas w liście a które są w ich posiadaniu ujawnia smutną prawdę. Tylko jedna z nich jest u Susan. Reszta została zrabowana. Trzeba było powiedzieć o tym Harremu, który nadal uparcie kuruje się w szpitalu.
Jeszcze tylko zasłonięcie świetlika kawałkiem koca by śnieg nie padał do środka. Zniechęcenie całą sprawą jest wyraźne. Nic nie pasuje do tego, co się stało. Robi się niebezpiecznie a do tego sprawy zaczynają przybierać bardzo niepokojący i nie do przewidzenia spodziewany obrót. Może Harry coś będzie mógł wnieść do tego, co już na tą chwilę jest wiadomo.
Harry kończył właśnie chleb z dżemem truskawkowym, gdy dwójka jego kompanów wparowała do środka z nie za tęgimi minami.

[21:39] <susan> Opowiadam mu w skrócie wydarzenia. Pokazujemy mu wiadomość od Silasa.
[21:44] <ian> – Niestety za późno ją otrzymaliśmy.
[21:45] <susan> – Co powiecie na to, żeby jutro z rana wracać do Bostonu?
[21:45] <susan> – Harry, kiedy cię wypiszą?
[21:46] <harry> Najwcześniej w przyszłym tygodniu. Chyba, że na własną prośbę od teraz.
[21:46] <harry> – Skąd macie ten list?
[21:46] <susan> – Nichols „znalazł” w papierach.
[21:47] <harry> – Jak to „znalazł” w papierach???
[21:47] <harry> – Przecież miał wszystkie dokumenty.
[21:47] <susan> – Tej nie zauważył.
[21:47] <harry> – Żart …
[21:48] <ian> – Mówił, że była przyklejona między dwoma dokumentami.
[21:48] <harry> – Przypadkiem nie zauważył…
[21:49] <harry> – Ale to dowód na to, że rodzinka Silasa była równie pokręcona jak Darcus.
[21:49] <harry> – Wynajmijmy detektywa.
[21:50] <susan> – Lepiej złodzieja.
[21:50] <harry> – Musimy odnaleźć te książki. Tą posklejaną czytałem. Dziwna była, nawet ciekawa. I stara.
[21:51] <susan> – Lepiej powiedzcie, co mam zrobić z tą jedną (mowie szeptem).
[21:52] <ian> – (szeptem) Ja mogę ją skamuflować u siebie na uczelni w swojej katedrze.
[21:54] <susan> – To tak zrobimy.
[21:55] <harry> Hmm lepiej do jakiegoś banku. Ci się włamią do katedry.
[21:56] <susan> – Też można.
[21:56] <harry> – Inspektor polecił mi dwóch detektywów. Jeden z Bostonu, drugi jest z Arkham.
[21:57] <ian> – Dał ci namiary?
[21:58] <harry> – Tak. Macie tu kartkę z zapisanym adresem.
[21:59] <susan> – Tak czy siak trzeba wracać do Bostonu.
[22:00] <ian> – też mi się tak zdaje, bo jakoś nie wierzę w to, że policja za nas to odnajdzie
[21:59] <ian> – Zobaczymy ile by ten detektyw nas kosztował.
[21:59] <susan> – Harry możesz chodzić?
[22:00] <harry> Od biedy da radę.
[22:01] <susan> – Może pojedzmy po rzeczy i przenocujmy w szpitalu. Rano złapiemy poranny pociąg do Bostonu.
[22:02] <harry> Dobra. Chętnie się wyrwę z ten dziury.
[22:02] <harry> – Wiecie, do czego ten klucz był?
[22:02] <ian> – Niestety nie.
[22:03] <susan> – Dobrze, to jedzmy po rzeczy póki jest jasno. I wrócimy do szpitala. Co wy na to?
[22:04] <harry> Dobra tak zróbmy. Ja się zapytam pielęgniarki czy mają balkonik.
[22:04] <ian> – (szeptem) zostawmy książkę pod poduszką Harrego…
[22:04] <ian> – i po prostu my przenocujemy w hotelu.
[22:05] <harry> ( szeptem ) Niee, ktoś może wpaść po tą księgę.
[22:05] <harry> – Już raz dostałem po głowie za te księgi.
[22:05] <ian> Nikt nie będzie wiedział o tym, że tu będzie.
[22:05] <susan> – Mogą sprawdzić, cóż prostszego. Myślę, że nie powinniśmy się rozdzielać.

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.