Arkham

Arkham 17 stycznia 1930 roku

Śnieg w ArkhamPiątek przywitał wszystkich śniegiem. Grube płaty spadały z nieba i dość szybko zakryły ostatnie wolne skrawki ziemi. Drzewa dostały dodatkowe białe czapy a powietrze złapało odrobinę wilgoci. Na śniadanie była jajecznica na boczku i kawa oraz herbata. Miła odmiana od tego, co działo się za oknem. Jednak dziś pewnie znów trzeba będzie ruszyć w teren. Padła propozycja ruszenia na Wzgórze Wisielców – z czystej ciekawości naukowca. Coś takiego pod bokiem może korcić do chociażby rzucenia okiem. Harry upierał się by szukać księgi bo ciągle miał w pamięci to, co powiedział mu strażnik a termin ,jaki wtedy padł, był coraz bliższy. Chciał ten eksperyment przeprowadzić by namierzyć Darcusa i wydusić z niego księgi. To się liczyło i temu chciał podporządkować wszystkie działania. Także pomoc Murphy`ego. Oczywiście sprzeczki w takim wypadku były na porządku dziennym. Jak zawsze. I właśnie w takiej chwili przyszedł detektyw Stuckey.

[23:09] <mg> – Witam państwa – zaczął.
[23:09] <ian> – Dzień dobry panie poruczniku. Porozmawiamy w jadalni czy woli pan w ktorymś z pokoi?
[23:10] <stuckey> – Znów się spotykamy. I znów w niezbyt sprzyjających okolicznościach… Mi nie przeszkadza, chyba że państwo chcą mieć komfort.
[23:10] <susan> – Porozmawiajmy tutaj.
[23:11] <harry> – Czego pan się napije?
[23:11] <stuckey> – Przyjechałem w znanej państwu sprawie – trupa w szopie. Zgłaszali państwo wczoraj wieczorem znalezienie denata. A za picie dziękuję – jestem na służbie.
[23:12] <ian> – Tak, słuchamy, co udało się ustalić?
[23:13] <stuckey> – To właśnie ja chciałbym zacząć od państwa, bo nikogo innego nie było w pobliżu. Oczywiście, zakładam, że nie znacie tego mężczyzny?
[23:14] <ian> – Ja nie.
[23:14] <susan> – Nie znamy. Znaleźliśmy go leżącego na brzuchu. My go odwróciliśmy ale nie poznaliśmy twarzy.
[23:15] <stuckey> – Nie wiecie, co mógł on u was robić i jak zginął?
[23:15] <susan> – Przyszedl z lasu od strony rzeki. Wiemy, bo zrobiliśmy sobie wycieczkę wzdłóż śladów. Przeszliśmy jakieś 2-3 km.
[23:15] <ian> – Szliśmy ponad godzinę w tamtym kierunku.
[23:16] <susan> – Ślady należały do dwóch osób, ktore często się potykały. Kończyły się w naszej drewutni. Od drewutni były już ślady pojedyńcze, prowadzące w stronę miasta.
[23:16] <ian> – Udało nam się stwierdzić że ten człowiek dochodząc do drewutni nie był sam.
[23:16] <stuckey> – Dwie osoby mówicie?
[23:16] <susan> – Ale na pewno państwo je znaleźli, bo staraliśmy się ich nie zadeptać. Denata nie znamy, natomiast z naszej drewutni zniknęła siekiera. I nie jest to pierwszy raz kiedy ktoś kręci się po naszej posiadłości. Widzieliśmy jsiekieraakąś postać przez okno pierwszego dnia jak przyjechaliśmy.
[23:18] <ian> – Którą, notabene, podejrzewamy że posłużyła za narzędzie zbrodni.
[23:18] <susan> – I kilka dni później kogoś stojącego na granicy naszej działki.
[23:18] <ian> – Tak, po tym jak odczytany został testament Silasa w kancelarii.
[23:19] <harry> – Panno Susan, pan inspektor nie chce słyszeć doniesiania o panu Darcusie, który zaginął podczas jego ucieczki.
[23:19] <susan> – Nie widzieliśmy twarzy. Podejrzewaliśmy, że to Darcus McCrindle.
[23:20] <stuckey> – Czy widząc obecnego denata możecie powiedzieć, że to mogłaby być ta sama osoba którą widzieliście poprzednio?
[23:21] <harry> Nie. Jestem pewien że to nie ta sama osoba.
[23:24] <stuckey> – Dwa dni temu byliście państwo w Bostonie, prawda?
[23:24] <ian> – Zgadza się.
[23:25] <susan> – Harry nie możesz być pewien. W żadnym wypadku nie widzieliśmy twarzy.
[23:26] <harry> – Widziałem twarz Darcusa. Widziałem go na zewnątrz. Goniłem go po schodach gdy uciekał na dach domu. Czy to za mało by poznać osobę?
[23:26] <stuckey> – To w zasadzie tyle bym miał póki co. Proszę przez kilka dni zostać w mieście, gdyby zaszła potrzeba złożenia dodatkowych zeznań. Dziś, do końca dnia zakończą się czynności operacyjne z pobieraniem śladów i będą mogli państwo wrócić do domi.
[23:29] <susan> – A zidentyfikowali państwo denata?
[23:29] <ian> – Czy denat to osoba znana z kartoteki miejscowej policji?
[23:30] <stuckey> – Trwają czynności ustalające.
[23:32] <susan> – Detektywie, jakby iść w górę rzeki, to gdzie sie dojdzie?
[23:33] <stuckey> – Do miejskiej przepompowni a potem w głąb lasów Billingstone.
[23:35] <susan> -A zidentyfikowali państwo tamtego denata, który był znaleziony w wodzie kilka tygodni temu?
[23:36] <stuckey> Nie, jeszcze nie. Przebywanie w wodzie znacznie zniszczyło ciało, ale robimy co możemy.
[23:36] <susan> – Jakby nie patrzeć, to już drugie zwłoki pochodzące z góry rzeki.
[23:37] <stuckey> – To prawda. Przyglądamy się tej sprawie.
[23:37] <harry> – Może warto przeczesać ten teren? Na pewno obecność policji poprawi bezpieczeństwo w okolicy.
[23:38] <stuckey> – Mamy swoje priorytety proszę państwa. Wszystko w swoim czasie.
[23:38] <ian> – Spokojnie Harry, to szkoła pana Legrassa, więc nie trzeba pana pouczać.
[23:38] <susan> – Jakby pan miał jakieś pytania to jeszcze przez kilka dni bedziemy w Arkham.
[23:39] <ian> – W razie czego pan ma nasze bostońskie adresy.
[23:39] <stuckey> – Będę miał to na uwadze. Jakby co to będę łapać państwa w hotelu.
[23:39] <susan> – Aha i wynajęliśmy nasz dom pewnemu panu z uniwersytetu o nazwisku Murphy.
[23:40] <mg> – Od kiedy?
[23:40] <susan> – Jak tylko państwo śledztwo w domu skończą. On prowadzi jakieś badania uniwersyteckie.
[23:41] <stuckey> – To państwa własność i rozporządzacie nią wedle własnego uznania. Jeśli coś się stanie to oczywiście państwo, jako właściciele, ponosicie konsekwencje. Proponuję odpowiednio się zabezpieczyć umową notarialną.
[23:43] <ian> – Podobnie jak z dzisiejszym naszym zgłoszeniem, zdajemy sobie z tego sprawę.
[23:43] <susan> – Dziękuję za radę, faktycznie nie wzięliśmy tego pod uwagę.
[23:44] <stuckey> – To ja miałbym tyle. Życzę miłego dnia i wieczorem dom jest już do państwa dyspozycji.

Po wizycie detektywa przynajmniej było wiadomo ile czasu zajmą policji czynności dochodzeniowe. Pozostaje nadal kwestia tego, co dalej. Wizyta na cmentarzu staje się coraz bardziej realna. Dodatkowo wizyta na grobie Silasa też by się przydała. W końcu byli tu od tylu dni i nie widzieli grobu osoby, która zapisała im dom w testamencie. Widzieli, że jest pochowany na Christchurch Cementery a to jest daleko na południu miasta, niemal na jego rogatkach. Ian ma ochotę odwiedzić Murphy`ego na uniwersytecie, by sprawdzić czy rzeczywiście on tam przebywa i czym się zajmuje. Powstał szybki plan, który by uwzględniał te dwa punkty – wizyta na cmentarzu, gdzie leży Silas oraz na uniwersytecie.

Cmentarz ChristchurchCmentarz Christchurch leżał niemal na wylocie miasta przy ulicy French Hill. Otoczony kamiennymi słupami spiętymi stalową ścianą prętów prezentował się nowocześnie i współcześnie. Wiele jeszcze miejsca było do zajęcia i pewnie tutaj odbywało się większość pochówków katolickich w mieście. O tej porze dnia i roku nie było tu za wiele odwiedzających. Śnieg już nie padał, ale wrócił mróz. Przysypane nagrobki i krzyże tworzyły całkiem ciekawą kompozycję w klimatach czerni i bieli. Wejście do środka prowadziło przez solidną bramę. Za nią stał duży budynek będący pewnie miejscem, gdzie przebywa zarządca tego miejsca, bo nie było widać nigdzie kościoła. Zatem ksiądz dojeżdża a tutaj była tylko drobna kapliczka. Taksówka z Badaczami zajechała pod samą bramę. Przy niej stał człowiek wyglądający na stróża. Solidna kufajka chroniła go przed zimnem a ćmiący się papieros ogrzewał twarz. Harry ruszył w jego stronę chcąc zapytać się o cmentarz.

[20:55] <harry> – Przepraszam czy Pan zarządza cmentarzem?
[20:56] <cieć> – Co? – zdusił peta pod gumiakiem. Walonki zgrabnie zabiły ognik.
[20:56] <harry> – Ah nieważne.
[20:57] <susan> – Dzień dobry.
[20:57] <cieć> – Dobry – burknął.
[20:58] <susan> – Chcielibyśmy odwiedzić grób pana Silasa McCrindla. Mógłby pan nam go wskazać?
[20:58] <cieć> – To se idźcie, co mnie do tego – a potem dodał. – A skąd ja mam niby wiedzieć, gdzie leży każdy z nieboszczyków. To pani przyjechała do niego nie ja. Ja tu tylko pilnuję.
[20:59] <susan> – Ach trudno, kogo w takim razie możemy zapytać?
[21:00] <cieć> – Tamój – machnął ręką w kierunku budynku gubiąc peta, którego znów chciał zapalić. – Kurwa mać! – zaklnął szpetnie.
[21:01] <susan> – Dziękuję.

Cieć wiedział niewiele i wskazał na budynek. Harry już tam był i wszedł do środka po uprzednim zapukaniu. Nie było tam za wiele miejsca, ale przynajmniej było ciepło. W pokoju dało się dostrzec solidny regał, małe biureczko i siedzącego za nim dość postawnego gościa. Z twarzy mógłby być Na Cmentarzuwzięty za brata bliźniaka tego, co stoi przy bramie.

[21:02] <gordon> – Czego? – powiedział na przywitanie.
[21:03] <harry> – Dzień dobry Panu.
[21:03] <gordon> – Dobry – odpowiedział.
[21:03] <harry> – Nazywam się Harry Lafayette.
[21:04] <gordon> Gordon Haskins.
[21:04] <harry> – Chciałbym odwiedzić grób Silasa McCrindla. Jesteśmy jego spadkobiercami. Zginął miesiąc temu.
[21:05] <mg> – Czekajta, musze w papierach poszukać. Kiedy fajt…znaczy zszedł był z tego świata?
[21:05] <harry> – Prawdopodobnie został tutaj pochowany. 27 grudnia chyba. Doładnie nie pamiętam ale jakoś tuż przed nowym rokiem.
[21:06] <mg> Olbrzym ślini palec i zaczyna przerzucać strony w księdze.
[21:07] <mg> Po kilku minutach znalazł – oczywiście przewalając tę książkę ze trzy razy – Mam dziada! – krzyknął. – To znaczy nieboszczka.
[21:07] <gordon> Kwatera 13, grób 5
[21:08] <harry> – Dziękuje Panu – i podaję dwa dolary.
[21:09] <gordon> – Łaskawie dziękuję – odpowiedział i szybko schował krążek w kieszeniu
[21:08] <susan> – Kto zorganizowal pogrzeb?
[21:09] <mg> – Ksiądz przecie, znaczy wielebny Morris. Na zlecenie miasta chiba.
[21:09] <harry> – Możemy spojrzeć do księgi?
[21:10] <mg> – Do księgi nie wolno, moja!
[21:10] <susan> – Gdzie urzęduje wielebny Morris?
[21:12] <gordon> Będzie w kościele, w mieście, na Parsonage Street.
[21:10] <harry> – Dobrze, to my już pójdziemy odwiedzić grób. Pani miała na myśli gdzie mieszka.
[21:12] <susan> – Nie, miałam na myśli kościół właśnie. Dziękuję bardzo. Miłego dnia życzę.
[21:13] <gordon> – Miłego
__
Grób Silasa zagrzebany był w śniegu – jak wiele przed nim i za nim. Spod śniegu wystawał tylko krzyż z przybitą tabliczką z imieniem i nazwiskiem. Nie było widać, by ktoś się przy nim kręcił lub chociażby odgarnął śnieg. Zamiast tego sami odgarnęli śnieg, ale poza zmrożonym kopcem ziemi posypanym żwirem nie było nic więcej. Pozostało ruszyć na uniwersytet do Murphy`ego. Powrót taksówką do centrum zajął kolejne pół godziny. Robiło się zimno i choć śnieg nie padał to niskie, ciemnie chmury wisiały ciężko nad miastem. Wszyscy przemknęli jak najszybciej do recepcji by dowiedzieć się, gdzie dalej. Rozłożony campus uniwersytecki był za duży by można było znaleźć tutaj jednego człowieka. Rozległy hall z ciężkim kontuarem był symbolem tradycji i konserwatyzmu uczelni. Ładna brunetka za nim czekała tylko na pytanie.

Recepcjonistka[21:38] <recepcjonistka> – W czym mogę pomóc?
[21:38] <ian> – Dzień dobry Pani.
[21:38] < Recepcjonistka > – Dzień dobry.
[21:38] <ian> – pierwszy raz jestem nu państwa i trochę się zgubiłem
[21:39] < Recepcjonistka > – A czego pan szuka?
[21:39] <ian> – Zakładu parapsychologii.
[21:41] <mg> – To będzie… – zagląda do solidnego kajetu trzymanego pod ladą. Przy okazji widać kawałek całkiem apetycznego uda. – u doktora Alexa Wardena. Trzeba wyjść na ulicę i skręcić na lewo. Narożny budynek to będzie Sciencie Hall i tam jest katedra biologii. Tam też jest zakład psychologii.
[21:43] <ian> uśmiecham się do młodej panny i mówię – jest pani nadzwyczaj uprzejma, bardzo mi pani pomogła.
[21:43] <harry> ( rozglądam się za ładnymi studentkami )
[21:43] <ian> – A kojarzy pani może jednego z tamtejszych pracowników naukowych? Nazwisko Murphy.
[21:45] < Recepcjonistka > – Nie, niestety nie kojarzę.
[21:46] <ian> – No nic, bardzo pani dziekuję i do zobaczenia.
__
Przejście do Budynku Nauk zajęło nie więcej niż kwadrans. Wszędzie wokół przechadzali się studenci, którzy szli na zajęcia lub z nich wracali. Zadziwiające, że w tak podrzędnym mieście, jakim jest Arkham, mieści się tak rozległa i szacowna uczelnia jak Miscatonic University. Sam budynek nie miał więcej niż sto lat. Ostatnio przechodził remont i jego odświeżony wizerunek przydawał powiew nowoczesności. Po wejściu do niego widać rozległy korytarz od którego odchodzą liczne korytarze boczne i drzwi oraz schody. Tworzyło to niezłą plątaninę i faktycznie tylko gość za niewielkim kontuarem mógł pomóc. Mężczyzna miał przylizaną grzywkę zaczesaną na prawą stronę, wydatne usta i maślany wzrok. Za nim wisiała cała tablica pełna kluczy lub haków po kluczach z numerkami. Znów Ian przejął inicjatywę w dowiadywaniu się o dalszą drogę.

Puci-puci[21:52] <ian> – Dzień dobry. Szukam zakładu parapsychologii.
[21:53] <mg> – Dzień dobry – mówi przymilnym, nieco zniewieściałym głosem.
[21:53] <adrian> – Kochany, to będzie na dole – macha delikatnie rączką w stronę schodów.
[21:54] <ian> – Och dziękuję! A czy złociutki pan kojarzy jednego z tamtych pracowników? Murphy się nazywa.
[21:55] <adrian> – Murphy? Taki okrąglutki i puci, puci? Tak, kojarzę.
[21:56] <susan> Odwracam sie i krztuszę ze śmiechu.
[21:57] <harry> – To chyba nie on.
[21:57] <ian> – Tak, tak. Puci-puci. Chyba całkiem ciekawy z niego gość co?
[21:58] <adrian> – Pan Murphy ma na dole pracownię. Znajdziecie go kochani bez problemu. Tak, jest bardzo ciekawy. Zawsze pomaga mi przy żarówce na zapleczu. A właśnie, nie pomógłby mi ktoś z was z żarówką w moim kantorku?
[22:00] <harry> – Nie mamy uprawień. Chodźmy.
[22:00] <ian> – No i jesteśmy spóźnieni.
[22:00] <harry> Ruszam na dół szybszym krokiem.
[22:00] <adrian> – Wystarczy siła, a pan mi wygląda na silnego – rozmarzonym głosem – tu nie trzeba mieć nic specjalnego. No, może coś …
[22:01] <mg> Echo jego głosu niknie, gdy schodzicie na dół.
[22:01] <susan> – Pomóż panu Ianie, my zaczekamy – uśmiecham sie złośliwie.
[22:01] <ian> – Wolę brunetkę. Zaś Harry skoro tak ostro i oscentacyjnie zareagował tzn. że działa jego mechanizm obronny. Wyparcie.
[22:02] <susan> – Hehehe. Chodźmy.

Zejście na dół otworzyło przed grupą podwoje zakładu psychiatrii. Na znalezionych drzwiach widać było tabliczkę z napisem „M.Murphy, asystent” jednak okazały się zamknięte. Możliwe, że miał zajęcia. W końcu to wczesne popołudnie i pewnie prowadzone są zajęcia. Ian zerknął do laboratorium. I okazało się to dobrym pomysłem. Murphy był tam i tłumaczył coś zebranym wokół niego, na kształt wianuszka, studentom. Stali w pobliżu wanien z wielkimi, stalowymi pokrywami. Tłumaczy coś o transgresji i umieszczanych pacjentach w wannach. Na szczęście po dwudziestu minutach wykład się skończył i Murphy był wolny.

Laborka[22:21] <murphy> – Witam – rzuca na przywitanie zbierając przy okazji jakieś papiery z niewielkiego stolika robiącego za biurko w laboratorium.
[22:22] <ian> – Dzień dobry panu, przepraszamy że tak z nienacka ale chcieliśmy powiedzieć że dziś wieczorem dom powinien być wolny więc jeśli pan chce możemy zacząć przygotowania do eksperymentów…
[22:24] <murphy> – Świetnie. Kończę o 18 zajęcia i mogę już zacząć przygotowania. Ale i tak dopiero jutro mogę przewieźć maszynę. Wcześniej nie dam rady. Chcecie na nią zeknąć? Mam jeszcze parę minut przed kolejnym wykładem.
[22:24] <susan> – Chętnie.
[22:24] <ian> – Jasne.
[22:24] <harry> -Bbardzo chętnie.
Część maszyny[22:26] <mg> Chodźcie za mną – rzucił i wyszedł z sali. Ruszyliście za nim do jego gabinetu. Otwiera go z klucza i wpuszcza was do środka. Zagracony i pełen papierzysk nie przedstawia sobą niczego niezwykłego. Murphy podchodzi od drzwi na zaplecze i otwiera je. Zapala światło w środku i z uśmiechem wskazuje na was ręką – Zapraszam, popatrzcie. Widać w pomieszczeniu stoi coś jak potężny kufer z jeszcze większą nadbudówką. Pełno w nim lamp, przełączników i przewodów. Aż dziw, że to pracuje i nie przypomina to w niczym schludnych maszyn, jakie widywaliście na codzień.
[22:28] <harry> – Uważnie patrzę, gdzie stąpam.
[22:29] <mg> Murphy podchodzi do urządzenia i pokazuje – tu jest włącznik i główny sensor. Tu wkłada się próbkę – odkrywa pokaźną kieszeń z metalowej skrzynki. Dzięki tym przewodom i montowaniu czujniki śledzą trop Eteru i rejestrują jego wahnięcia. Po założeniu tych słuchawek mogę słyszeć echo a jak założę te okulary to widzę to, co Eter chce mi pokazać. Budowa jest trochę skomplikowana, ale musicie mi wierzyć na słowo, że to działa.
[22:30] <mg> Faktycznie maszyna robi imponujące wrażenie.
[22:30] <harry> Ile lat pan nad tym pracował?
[22:30] <murphy> To jest prawie 3 lata mojej pracy. Dzień w dzień.
[22:30] <ian> – Hmm to pan sam skonstruował to cacko czy ktoś panu pomagał?
[22:31] <susan> – A co pan ma na myśli mówiąc ‘próbkę’?
[22:31] <murphy> Pomagał mi znajomy inżynier, ale tylko w konstrukcji obwodów bo nie miał pojęcia do czego je użyję. Próbkę w sensie kości, pierścionka czy czegoś, co mogła mieć osoba, której śladu szukamy w Eterze.
[22:32] <susan> – Hmm no cóż, czyli duże to być nie może.
[22:32] <murphy> Ewentualnie książki, jak w przypadku państwa znajomego.
[22:33] <ian> – A mogę zapytać co było dla pana bezpośrednią inspiracją lub bodźcem do skonstruowania tej maszyny?
[22:33] <murphy> – To za długo by mówić – zerka na zegarek. – A na mnie czas, zajęcia.
[22:34] <ian> – oczywiście
[22:34] <murphy> – To jeśli jutro będzie już wszystko wolne, to przewiozę moją maszynę i mogę zaczynać. Jutro popołudniu będzie transport. Zatem na wieczór mogę zapuścić maszynę niech trochę pochodzi. Może w nocy będzie mogła już zacząć.
[22:35] <susan> – Skoro pan ma transport to my tu nie jesteśmy potrzebni.
[22:35] <murphy> – A nie, ja wszystko przewiozę. Mam ludzi i muszę sam dopilnować wszystkiego by nic się nie stłukło.
[22:35] <ian> – W porządku, to czekać na pana na miejscu czy pomóc z transportem?
[22:35] <murphy> – Spotkajmy się na miejscu, jak już maszyna będzie w domu.
[22:36] <harry> Dobrze. To my już uciekamy.

Harry postanowił wrócić na cmentarz, gdzie pochowano Silasa by namówić gości na jego wykopanie lub przynajmniej jego części. Zdobył whiskey, miał kasę i tak przygotowany ruszył na cmentarz. Susan z Ianem ruszyli do domu, zobaczyć jak wygląda sytuacja. Policjanci jeszcze się kręcili wokół, ale jeden z nich zapewniał, że już się zbierają i do wieczora nikogo tu nie będzie. W domu wszystko wyglądało tak, jak poprzednio a na zewnątrz jest zdeptany śnieg i liczne ślady policyjnych samochodów. Po obejrzeniu domu postanowili wrócić. Harry również wrócił, gdyż cmentarz był zamknięty i nikogo nie było, kto by odpowiedział. Nawet na krzyk nikt nie reagował. Gdyby był bardziej sprawny to by przeskoczył te stalowe żerdzie, a tak tylko okrążył całość a wejścia i tak nie znalazł. Robiło się na wieczór bardzo zimno i nie było sensu stać tam i czekać, aż ktoś wyjdzie z budynku. Dlatego Harry postanowił wrócić do domu, gdzie już czekała Susan z Ianem. Jak się spodziewali, to był bardzo intensywny dzień. Resztki wieczora minęły na ustaleniach co będzie jutro. Najważniejsze było znalezienie czegoś, co można by użyć do maszyny Murphiego. Może kość z cmentarza, może książkę, klucz lub testament. Harry był przekonany, że cmentarz i kość to najpewniejsza próbka. Do porozumienia nie doszło, ale odłożono to do rana. Jak człowiek wyspany to lepiej myśli. Tak podobno mówią mądrości ludowe.

View
Arkham 16 stycznia 1930 roku, wieczór

Wnętrze hallu Guardian ApartamentCiepło w hotelowym hallu mile rozchodziło się po ciele. Blasku wielkiego miasta w takim miejscu nie dochodzi, ale przynajmniej na moment pozwala zapomnieć o tym, że Arkham to jednak mała mieścina. Blichtr Bostonu jest niezaprzeczalny i nawet dość gustowne wnętrze hotelu „Guardian Apartaments” nie może mu dorównać. Jedynie pinta Guinessa jest zawsze taka sama. Harry zdążył już wrócić ze spotkania z Murphym. Wątpliwości co do jego osoby nadal pozostały, choć przynajmniej wiadomo, że to osoba z krwi i kości a nie kolejna zagadka. Arkham zdaje się być ich istną wylęgarnią i im więcej się przebywa w tym miejscu, tym jego atmosfera bardziej wdziera się w ciało i duszę.

[20:37] <susan> – Może zerkniemy co tam w naszym domu słychać?
[20:37] <harry> – Dobrze. Pan Murphy chce kupić dom. Rozumiem, że chcemy go sprzedać? A może wynająć?
[20:38] <susan> – Ja bym proponowała wybadać temat najpierw. Udajmy, że jesteśmy zainteresowani a potem powiemy że musimy się zastanowić.
[20:38] <ian> – Jeśli jest tak zdeterminowany to raczej wynajem nie wchodzi w grę. Z drugiej strony pieniądze na nasze “badania” mogą się przydać. Nie wiadomo dokąd nas rzuci kolejne wydarzenie związane z tą sprawą.
[20:40] <susan> – Ale nie będziemy mogli już po domu swobodnie chodzić. A nie wiadomo, czy nie będziemy chcieli też mieć „bazy wypadowej”. Poza tym warto mu rzucić jakąś dużą sumę. Zobaczymy, na ile mu zależy na kupnie.
[20:39] <harry> – Dobrze, ale proponuję nie owijać w bawełnę i opowiedzieć to, co ostatnio się wydarzyło.
[20:41] <ian> Wydaje mi się, że dom jako źródło zainteresowania Darcusa się wyczerpało. Księgi, której szukał już tam nie ma. Ale jeśli jednak coś się stanie, to wiadomo będzie że coś było.
[20:41] <harry> – Możliwe, ale czemu jego brat kupił akurat ten dom? Teraz inny czubek chce go odkupić.
[20:42] <susan> – I czemu zależy na nim innemu Irlandczykowi?
[20:42] <ian> Ekhem! Mnie na nim nie zależy.
[20:44] <harry> – Dobrze. Broń macie gotową?
[20:44] <susan> – Mamy.
[20:44] <susan> – To co, mały zwiad po domu i jego okolicach?
[20:44] <harry> – Latarka? Proponuję mieć pod ręką lampę naftową. Będziemy musieli pokazać posiadłość.
[20:45] <susan> – Skoro chce kupić, to chyba wie jak wygląda?
[20:47] <harry> -Dobrze. Wydaje się być ciekawą osobą więc radzę podpytać go o nie wyjaśnione kwestie jak chociażby pana policjanta co raczył nas przywitać przy drzwiach wyjściowych.
[20:48] <ian> Ech… to śledztwo nadal trwa.
[20:49] <susan> – I może trzymajmy się wersji, którą przedstawiliśmy policji, co?
[20:49] <ian> – Jasne. Część naszych, głównie moich, zeznań została potwierdzona przez patologa…
[20:50] <susan> – … a część nie. I tak już jesteśmy głównymi podejrzanymi. Chodźmy lepiej.
[20:51] <ian> – Racja.
[20:52] <harry> – Dobrze czy coś jeszcze chcecie omówić?
[20:53] <susan> – Pogadamy na miejscu.

Zima w ArkhamDom wyglądał niemal tak samo, jak go zostawili. Różnicą były tylko powybijane szyby, sterty śniegu oraz nowe drzwi wyraźnie odcinające się od ścian. Nie widać by ktoś się tu kręcił – na śniegu nie było widać żadnych śladów. Zamek łatwo puścił i cała trójka weszła do środka. Ziąb i półmrok przywitały ją z radością. Sterta książek, porozwalane rzeczy i leżące sterty śniegu pod oknami dopełniły obraz nieporządku. Trzeba było się rozejrzeć czy może nie ma dzikich lokatorów albo zwierzaków szukających schronienia przed zimą. Harry zajął się domem zaś Ian z Susan wyszli na zewnątrz. Dom okazał się pusty, zaś na zewnątrz na śniegu udało dostrzec się ślady. Prowadziły do drewutni i najwyraźniej wskazywały na to, że ktoś tu przyszedł. Dalsze oględziny śladów wskazywały na to, że prowadzą z lasu znad rzeki i były to ślady dwóch ludzi. Od drewutni odchodzą już tylko jedne ślady. Zimny pot oblał Iana. Wspomniał chwile, gdy Harry spostrzegł tu Darcusa. I też przyszedł z lasu nad rzeką.
Ian wyciągnął swój wierny nóż. Oblizał wargi i poczuł ukąszenie mrozu na języku. Susan stanęła z boku z latarką gotowa do oświetlenia tego, co było środku. Drewutnia nie była zamknięta na kłódkę a skobel był otwarty. Wydeptane miejsce przy progu świadczyło o dość intensywnym użytkowaniu tego miejsca. Przynajmniej w obrębie drzwi. Susan spojrzała na Iana. Ten kiwnął głową i kiwnął głową na znak gotowości. Szarpnął drzwi i spojrzał w głąb łowiąc wszystko co jest widoczne w świetle latarki.
Ciało w płaszczu leżało na plecach na klepisku przy stercie narąbanych drew. Leży na brzuchu przez co widać dobrze gruby płaszcz cały w błocie soplach i z łatami lodu. Taki płaszcz nosi zwykle ktoś, kto wybiera się na duży mróz i wie, że może zmarznąć. Zgrabiałe ręce leżą spokojnie wzdłuż ciała i twarz jest wciśnięta w zmarzniętą skorupę klepiska. Unosi się zapach niemytego ciała i krwi, ale delikatny i mało intensywny. Możliwe, że to temperatura podziałała i nie uwolniła pełnej palety doznań. Ian się z tego cieszył, bo wtedy poczułby bardziej całą sytuację. Lekki szok minął w miarę szybko, choć zaskoczenie było pełne.

Drewutnia[21:29] <susan> – Ianie?
[21:30] <ian> – Ktoś tu leży.
[21:30] <susan> Zaglądam do środka.
[21:31] <ian> – Idź po Harrego.
[21:31] <susan> Odwracam się i biegnę w stronę domu żeby zawołać Harrego.
[21:31] <susan> – Harry chodź tu!
[21:32] <harry> – O kulach wychodzę z domu.
[21:33] <susan> Jak widzę że Harry wychodzi to szybko wracam do Iana.
[21:34] <susan> Świecę latarką po calej drewutni żeby zobaczyć czy coś jeszcze tu jest.
[21:35] <harry> – Co jest? Znaleźliś:…………… o kurwa!
[21:35] <ian> – Trzeba go odwrócić.
[21:36] <harry> – Nie wiem czy to dobry pomysł.
[21:36] <ian> – Stańcie w progu, ja wejdę.
[21:37] <mg> Ian przewraca leżącego na plecy.
[21:38] <mg> Widać rozległą ranę na klatce piersiowej – może być od siekiery albo łomu czy czegoś podobnego. Twarz wykrzywiona w grymasie, ale wam kompletnie nieznana. Ma około 40 lat, zarośnięty i o zniszczonej cerze.
[21:39] <ian> – Harry, znasz go?
[21:39] <harry> – Nie. Sprawdź kieszenie.
[21:40] <harry> – Chyba ktoś próbuje nas wrobić.

W kieszeniach denata udało się znaleźć zwinięty długi kawałek stalowego drutu zakończonego pętlą, spławik oraz równie długi kawałek dratwy. Kieszenie są zamarznięte i trzeba je było siłą rozrywać by dotrzeć do ich zawartości. Poza tym w drewutni nic się nie zmieniło ani nic nie przybyło – nadal ustawiony był jeden rząd drewna aż po sufit i drugi niedokończony. Brak jest siekiery, którą miał Harry. Wszyscy byli lekko skonsternowani tym zdarzeniem.

_ [21:46] <harry> – Hmmm…siekiera znajdzie się po wezwaniu policji._
[21:47] <susan> – Trzeba będzie zawiadomić policję.
[21:47] <harry> Dobrze, chodźmy nad rzekę.
[21:47] <susan> – Inaczej go nie zidentyfikujemy.
[21:47] <harry> – To jakiś menel, kłusownik. Zobaczcie co miał w kieszeni.
[21:48] <susan> – Nie znam się na łowieniu ryb. Chodźmy za śladami nad rzekę.
[21:48] <ian> – O której miał być Murphy?
[21:49] <harry> – O 21.
[21:53] <susan> – To co, idziemy? Mamy ze cztery godziny.
[21:54] <harry> Idziemy.
[21:55] <ian> – Ty Harry dasz radę? Nie wiem czy powinniśmy mieszać z tymi śladami. Sprawdźmy to razem z policją.
[21:58] <susan> – A ja myślę, że możemy iść po prostu obok nich. I proponuję iść za tymi podwójnymi.

Tropy na śnieguGrupa rusza za śladami ciągnącymi się z lasu od strony rzeki. Głęboki śnieg nie ułatwia przedzierania się. Dla Harrego droga staje się podwójnie uciążliwa. Kule zapadają się w śniegu i ciężko je ustabilizować. Co i raz trafia na gałąź lub kamień, których w lesie nad rzeką nie brakuje. Przynajmniej reszta mogła skupić się na śladach, które krzywym łańcuszkiem znikały w lesie. Najwyraźniej szło tędy dwóch ludzi, najprawdopodobniej wspierających się wzajemnie. Możliwe, że w wyniku zmęczenia lub rany jednego z nich. Nie widać krwi więc rana, którą było widać w drewutni musiała zostać zadana już tam, na miejscu. Im głębiej w las tym więcej śladów widać. Idąca para czasami się potykała, czasami jeden z nich się wywracał. Raz nawet jeden zsunął się nogami do rzeki. Nawet dla nich stało się to męczące. Harry już zaczynał mieć dość. Płuca grały jak w najlepszej orkiestrze a ręce osłabły przy ciągłym balansie kulami. Wreszcie odpuścił i powiedział, że poczeka na resztę w domu.
Robi się szarówka. Śnieg wszystko rozświetla, ale las jest cichy. Szumi tylko rzeka. Jedynymi głośniejszymi dźwiękami to odgłos pracy nosów, płuc i ust. Para wydechów ulatuje pomiędzy gałęzie i zaraz się rozwiewa. Ślady nadal prowadzą lasem, bardzo blisko rzeki. Nikt nie trudził się, by je zamaskować. Im bliżej przechodzili rzeki tym bardziej było słychać dźwięk delikatnego stukania, jaki wydaje kra trąca o krę. Kolejny kilometr zniknął w białym puchu i Susan oraz Ian już mieli dość. Przeszli już prawie trzy godziny i nadal nie było widać końca śladów. Pewnie na nartach byłoby szybciej, ale obecnie nie byli przygotowani na taką eskapadę. Oddalali się do miasta i zagłębiali w niezbadany las. Jak zauważył Ian, to właśnie stąd przypłynęły zdeformowane zwłoki, które widzieli już pierwszego dnia przyjazdu do Arkham, prawie dwa tygodnie temu. Powrót zajął trochę czasu, ale szło już lepiej – trasa była przetarta i nogi same niosły do ciepła i suchego kąta.

[22:38] <susan> – Zawiadomileś policję?
[22:40] <harry> – Yy nie. Lepiej pozbyć się denata. Policja nam nie uwierzy. Kolejny trup w dodatku na naszej ziemi. Już nie będą pytać się o dowody.
[22:41] <ian> – Bez dowodów też nam nic nie zarzucą.
[22:41] <harry> Chyba żartujesz.
[22:41] <susan> – Poza tym oni mogą dużo lepiej zbadać teren.
_ [22:42] <ian> – Sprawdźmy czy nikt niczego nie podłożył w domu byśmy podpadli władzy._
[22:42] <harry> Jedyne co ci zaoferują to cele w szpitalu.
[22:42] <susan> – Dobrze, rozejrzyjmy się po domu. A potem do hotelu, muszę się przebrać.

W domu nic nie było co by wyglądało na podejrzanego. Pozostało wrócić do hotelu, przebrać się i spotkać z Murphym. Jednak po drodze postanowiono odwiedzić posterunek i zgłosić oficjalnie trupa. Droga nie zajęła dużo czasu. Przez zmrożone ulice spowite w mrok przejechało się dobrze i bez przygód. Jasne prostokąty oświetlonych okien komisariatu witały ciepłem. Środek zaś jest suchy, co wszyscy przyjęli z ulgą. Za kontuarem siedział policjant o młodej twarzy i najwyraźniej znudzonej minie. Jak trójka ludzi weszła do środka to spojrzał na każdego, jakby kojarzył skądś ich twarze ale nie pamiętał skąd.

[22:55] <policjant> – Słucham? – zaczął.
[22:55] <susan> – Z detektywem Stuckeyem możemy rozmawiać?
[22:56] <policjant> Dziś już go nie ma. Tylko dyżurny.
[22:56] <susan> Ddwracam sie do Iana – To co robimy?
[22:59] <ian> – Chcieliśmy zgłosić morderstwo na posesji Ayesbury Peak.
[22:59] <policjant> – Morderstwo?
[23:00] <ian> – W drewutni znajdującej się na terenie posesji odkryliśmy zwłoki nieznanego nam mężczyzny.
[23:01] <policjant> Zaraz pojedzie tam patrol. To jeszcze tylko do zgłoszenia mi potrzebne nazwisko zgłaszającego.
[23:03] <ian> – McGlearson, Ian.
[23:03] <policjant> – Dobrze. A do kogo należy posesja?
[23:04] <ian> – Do naszej trójki – wyjmuję dokument.
[23:04] <susan> – Ian Mcglearson, Susan Chambers i Harry Lafayette.
[23:05] <policjant> – Dobrze, proszę zostać w mieście do czasu złożenia wyjaśnień. – Wstaje i idzie gdzieś na tyły. Zaraz potem słychać uruchamiany samochód i syrenę.
[23:07] <susan> – Będziemy w hotelu „Guardian”.
_ [23:08] <mg> Policjant przyjmuje zgłoszenie, zapisuje i prosi jeszcze o podpisy. Składacie je i ruszacie do hotelu. Na miejsce docieracie po 20._
[23:09] <mg> Już ciemna noc. Znowu zrobiło się mroźno a ciemne chmury rozwiały się i pokazały się gwiazdy. Mi-goczą na niebiesko. Wchodzicie do hallu i do recepcji. Widać jak jakiś człowiek wstaje z fotela i zmierza w waszą stronę. Harry rozpoznaje Murphyego.
[23:12] <harry> – Witam Panie Murphy.
[20:20] <murphy> – Witam
[20:20] <harry> – Przedstawię panu współwłaścicieli domu.
[20:21] <harry> Pani Susan Chambers.
[20:21] <susan> – Dzień dobry – podaję mu rękę.
[20:21] <harry> oraz Pan Ian McGlearson.
[20:22] <ian> Witam pana.
[20:22] <murphy> -Witam, miło poznać. Nazywam się Mat Murphy i już rozmawiałem wcześniej z Harrym.
[20:22] <harry> Pan Murphy jest zainteresowany kupnem domu.
[20:22] <murphy> – W dość…niecodziennych okolicznościach. I oczywiście nadal jestem zainteresowany kupnem domu. Widzę, że chyba nie w porę przyszedłem bo państwo cali w śniegu.
[20:23] <harry> – Tak to jest gdy zostaje się napadniętym w Arkham aż dwa razy z rzędu.
[20:24] <ian> – Czy byłby pan uprzejmy i poczekać jeszcze 5 minut? Tylko się doprowadzimy do porządku i będziemy mogli w spokoju porozmawiać.
_ [20:25] <murphy> – Tak, poczekam._

Kilka minut zajęło przebranie się i osuszenie. Pod drzwiami Harrego pozostało jeszcze ustalenie kilku istotnych szczegółów, które lepiej jest uzgodnić przed rozmową z panem Murphym.

[20:26] <susan> – Mówimy mu o zwłokach? Moglibyśmy tym wytłumaczyć nasze zastanawianie się nad decyzją.
[20:27] <ian> – Dokładnie. Na pewno do czasu śledztwa nie będziemy w stanie go sprzedać.
[20:28] <susan> – Czyli badamy ile by dał za dom, można go podpytać o te miejsca kultu i odwlekamy decyzję.
[20:28] <ian> – Chyba że służby nie będą miały nic przeciwko.
[20:29] <harry> Miałyby. Zawsze to majątek do odsprzedania za uczynione szkody. Ważne by pana Murphy`ego podpytać o jego prace. Możemy mu udostępnić za to dom za darmo.
[20:30] <ian> – Dobrze. To nie odsprzedajemy na razie ale może udostępnimy mu za darmo?
[20:31] <harry> – W zamian za ciekawe informacje…
[20:31] <susan> – Można tak zrobić…
[20:31] <ian> – Może się okazać że będzie mógł nam pomóc w zamian za to w przyszłości.
[20:31] <harry> Tak. Oczywiście należy wspomnieć o naszej historii. Może bedzie zainteresowany.
[20:31] <susan> – A ja myślę, że nie należy mu zbyt dużo mówić – kto wie, kim on jest.
[20:32] <harry> – Na Darkusa nie wygląda.
[20:32] <susan> – Powiemy tylko że zwłoki bezdomnego znalezliśmy. I tyle uważam, że musi wiedzieć.
[20:32] <harry> – Pracuje na uniwersytecie więc można go sprawdzić.

Rozmowę zakończono i udano się na spotkanie z Murphym. Siedział i czekał przy stoliku, tak jak go zostawili. Wyglądał na naukowca, w tanich spodniach i grubym płaszczu. Sweter dawał mu ciepło, ale upodabniał go do jednego z wielu wizerunków podrzędnego naukowca.

[20:36] <ian> – Proszę nam wybaczyć że musiał pan czekać.
[20:37] <murphy> – Nie ma sprawy. Kolejne 10 minut nie zbawi świata przecież, prawda?
[20:38] <harry> – To się okaze.
[20:38] <murphy> – Jak już nadmieniałem – jestem zainteresowany kupnem domu. Za ile chcą go państwo sprzedać?
[20:40] <harry> – No nie tylko Pan jest zainteresowany tym domem. Dzisiaj odkryliśmy zwłoki zamordowanego bezdomnego.
[20:41] <murphy> – Zamordowanego? W domu?
[20:42] <mg> Czuć od niego ekscytację.
[20:42] <susan> – Nie zniechęcaj pana na wstępie.
[20:42] <harry> – Oj tak, przecież to szczegół panno Susan.
[20:42] <ian> – Nie w domu tylko w drewutni.
[20:42] <ian> – Wracamy własnie z posterunku policji.
[20:43] <susan> – Nie wydaje sie pan zaskoczony.
[20:43] <mg> – Jestem bo nie spodziewałem się – trochę zmieszany dodaje.
[20:44] <harry> – Oj ale Pana Murphiego to nie zraża. Akurat tak się składa że bada metafizyczne przypadki.
[20:45] <mg> – No właśnie… – kiwa głową Murphy. – Zajmuję się parapsychologią, energią astralną oraz wpływami świata eterycznego na nasz, rzeczywisty.
[20:45] <susan> – A czego sie pan spodziewał?
[20:45] <ian> – No właśnie…
[20:46] <murphy> – Nie, niczego się nie spodziewałem. Ta wiadomość mnie po prostu zaskoczyła. Myślałem, że tam jest pusto i posiadłość nie jest … obciążona.
_ [20:46] <ian> – Słyszeliśmy od Harrego że pan potrzebuje koniecznie miejsca do badań._
[20:47] <murphy> – Tak, to jest bardzo dobre miejsce do badań. Tylko że jak policja tam wejdzie to nie da się zacząć ich od razu.
_ [20:47] <susan> – Co pan ma na myśli?_
[20:47] <harry> – Obciążona to mało powiadziane.
_ [20:47] <murphy> Obciążona w sensie takim, że tam doszło do zabójstwa czy coś takiego._
[20:48] <harry> Ale my jesteśmy właścicielami i zapewne do domu będzie dostęp.
[20:48] <murphy> – I ktoś przez to może się tym interesować i przeszkadzać w badaniach.
[20:48] <susan> – Cena domu to dziesięć tysięcy dolarów – patrzę wyczekująca na Murphego
[20:50] <harry> – Na ten moment dom nie jest na sprzedaż dopóki policja nie zamknie sprawy albo właścicieli domu.
[20:50] <murphy> – To dużo jak na naukowca mojego kalibru.
[20:50] <harry> …albo mordercy.
[20:51] <harry> – Może udostępnimy panu dom za darmo.
[20:51] <susan> – Dziesięć tysięcy a do czasu zakończenia śledztwa może pan dowolnie korzystać z posiadłości.
[20:51] <murphy> Za darmo do czasu skończenia śledztwa?
[20:52] <susan> Patrzę na kolegów co powiedzą.
[20:53] <murphy> – A co będzie jeśli w wyniku badań uzyskam wszystko co trzeba i nie będzie mi potrzebny a nadal będzie śledztwo?
[20:53] <susan> – Co myślisz Ian?
[20:54] <harry> Może niech pan wyłoży karty na stół i powie dokładnie czego pan szuka w tym domu.
[20:54] <murphy> – To może uczciwsze będzie wynajęcie? Czy bylibyście państwo w stanie wynająć mi posiadłość? Za powiedzmy 100 dolarów miesięcznie?
[20:55] <susan> – Z tym, że my też chcielibyśmy od czasu do czasu korzystać z posiadłości.
[20:55] <harry> – Wie pan, odszukać psychopatę oraz jedną księgę.
[20:55] <murphy> – W dzień czy w nocy? Nie zawsze będę w domu, ale może tu być aparatura. To jedyna trudność.
[20:56] <susan> – Raczej w dzień.
[20:57] <murphy> – Natura moich badań jest raczej nocna więc w tych przypadkach, gdy będziecie państwo korzystać z domu to pewnie będę na uczelni.
[20:58] <ian> – Panie Murphy a czym się pan zajmuje na Uniwesytecie jeśli można zapytać?
[20:58] <murphy> – Parapsychologia. Obecnie prowadzę badania nad pamięcią Eteru.
[21:00] <ian> – A jaki wydział bądz katedra?
[21:01] <murphy> – Wydział Psychologii na Uniwersytecie Miscatonic.
[21:02] <ian> – To tym bardziej mi miło, również reprezentuję środowisko akademickie.
[21:03] <murphy> – A szanowny pan jaką ma specjalizację?
[21:03] <ian> – Zajmuję się szeroko pojętą antropologią kultury na Bostońskim Uniwersytecie.
[21:04] <murphy> – To trochę odległy obszar od mojego. Ale nie wątpię, że równie ciekawy. My naukowcy mamy chyba w sobie coś, co nas ciągnie do poszukiwań
[21:05] <ian> – Zgadza się, ale proszę się nie czuć skrępowanym w moim towarzystwie.
[21:06] <harry> Może zanim pan wynajmie dom będzie pan chciał wiedzieć o pewnych okolicznościach zwiazanych z tym domem.
[21:06] <ian> – Pewnie pańscy koledzy w różny sposób się odnoszą do pańskich zainteresowań. Ale przy mnie może pan swobodnie opowiedzieć o swoich badaniach. Może nawet w jakiś sposób będziemy w stanie sobie pomóc. Kto wie?
[21:08] <murphy> – To chętnie posłucham o tym, co zaistniało w tym domu. Choć jeśli jest w nim coś, co jest aż tak tajemnicze to może zgodzicie się państwo na eksperyment. Niegroźny, ale potwierdzający to, nad czym pracuję.
[21:09] <ian> -Rozmawiałem o tym właśnie z Harrym i Susan. I niezależnie od finalnego wyniku naszych rozmów, czy to będzie sprzedaż czy wynajem, ma pan moje poparcie jeśli chodzi o możliwość prowadzenia badań w naszym domu.
[21:10] <murphy> – O eksperymencie?
[21:13] <harry> – Jestem za.
[21:15] <murphy> – Jak wspominałem zajmuję się obecnie pamięcią Eteru. Wszystko to, co nas otacza przenika się z Eterem. To, co robimy w naszym świecie ma odbicie w świecie eteru. Jeśli w naszym świecie uderzymy w drzewo siekierą, to zostanie blizna na korze. Po paru miesiącach zarośnie, ale będzie można z niej wnioskować, że coś się stało. Lub ktoś będzie to widział i byłby w stanie nam o tym powiedzieć. To samo obowiązuje Eter. Możemy znaleźć ślady w eterze, które mogą prowadzić do rzeczy i zdarzeń o których byśmy nawet nie podejrzewali dane miejsce. Bo były dawno i zniknęły z pamięci ludzkiej. Wszelkie dowody materialne albo zaginęły albo uległy zniszczeniu. Jednak w Eterze moze coś być i mogę to znaleźć.
[21:16] <ian> – To bardzo kartezjańskie to co pan mówi.
[21:17] <murphy> Bo od Kartezjusza wyszedłem choć w odróżnieniu od niego, poszedłem dalej.
[21:17] <ian> – Racja, ludzkie zmysły i pamięć są ograniczone i często są zwodzące.
[21:18] <harry> – Czy śmierć poprzedniego właściciela również pan będzie mógł odczytać?
[21:18] <murphy> Dzięki urządzeniu mojej konstrukcji jestem w stanie nasłuchiwać eter i wyłapywać echa minionych zdarzeń. Im dalej się zagłębiam w eter tym są one niewyraźne i słabe, ale nadal do odczytania. Jeśli śmierć zdarzyła się tutaj to jest większa szansa na znalezienie jej odbicia w eterze. Jeśli było z tym związane jakieś zdarzenie, które spowodowało zakłócenie eteru – a musicie państwo wiedzieć, że śmierć jest takim zakłóceniem – to jak najbardziej tak.
[21:21] <ian> – To bardzo interesujące twierdzenia i szczerze mówiąc jestem zainteresowany wsparciem pana w celu ich udowodnienia. By było jasne, nie wierzę panu na słowo, ale w razie potrzeby postaram się pana wesprzeć swoją wiedzą, kontaktami i zasobami bibliotecznymi oraz materialnie na spółkę z Susan i Harrym.
[21:23] <murphy> – Badania miałem zacząć na Wzgórzu Wisielca nieopodal państwa domu i na starym cmentarzu, ale z tego, co mówicie, to równie dobrze mogę zacząć od samego domu.
[21:24] <harry> – Ja tam Panu wierzę. Ostatnio nasza trójka miała jeden i ten sam sen i chyba to nie do końca można było nazwać nieświadomym zdarzeniem. Zatem jestem skory przychylić się do pana tezy.
[21:27] <murphy> – W warunkach laboratoryjnych udało się odtworzyć śmierć myszy choć tego nie widziałem. Dowiedziałem się z eteru jak to zaszło a moi współpracownicy potwierdzili tylko to, czego się dowiedziałem. A wiedziałem dokładnie jak to się zdarzyło. To będzie pierwsze polowe badanie tego typu i już czuję, że będzie bardzo ciekawie.
[21:29] <harry> Oj tak, kiedy chce pan rozpocząć eksperyment?
[21:29] <murphy> – Teraz, gdy zaszło to morderstwo, to nie wiem czy uda się zacząć szybko. Policja będzie wszystko sprawdzać i na miejsce nie będzie można wnosić niczego.
[21:30] <susan> – A co to za Wzgórze Wisielców?
[21:30] <ian> – Postaramy się być do dyspozycji policji aby jak najbardziej skrócić czynności dochodzeniowe.
_ [21:34] <murphy> – Po drugiej stronie ulicy, za tymi drzewami jest wzgórze otoczone cmentarzem. Na nim wieszano skazańców, a za pierwszych osadników także wiedźmy. Te nagrobki nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa i ja zamierzam to z nich wydusić._
[21:37] <susan> -Ja chętnie wezmę udział w eksperymencie.
[21:38] <murphy> – Do tego eksperymentu nie ma potrzeby byście państwo w jakikolwiek sposób uczestniczyli. Potrzebne mi miejsce na maszynę, jakiś fragment należący do osoby, która odeszła i w zasadzie tyle. Potem muszę prowadzić nasłuch eteru by złapać odpowiednią falę i ją wyczuć. Od tego zależy czy ją zrozumiem i odczytam. Jeśli tak się stanie, to będę wiedzieć co tu zaszło i kiedy.
[21:39] <susan> – Co pan ma na myśli mówiąc o fragmencie osoby?
[21:39] <murphy> – Im później to było tym lepiej bo eter jeszcze świeży jest. Czy poprzedni właściciel zmarł niedawno?
[21:40] <harry> Tak. Jakieś 3 lub 4 tygodnie temu.
[21:40] <murphy> Fragment osobisty – kość najlepsza ale może być fajka, okulary czy pamiętnik.
[21:40] <harry> Klucz?
[21:41] <murphy> – Klucz też – o ile otwierał coś cennego dla danej osoby a nie składzik z grzybami.
[21:41] <harry> Klucz który otwiera miejsce ale nie jest nam znane. Otrzymalismy go w spadku.
[21:42] <susan> – A testament?
[21:42] <murphy> – Zły przedmiot może zaciemnić obraz i dać fałszywe informacje. Coś jak odbicie w lustrze ale takim zniekształcającym sylwetkę. Eter rządzi się prawami duszy – jeśli tak to mogę nazwać. Zatem przedmiot musi być taki, który w jakiś sposób porusza duszę – pamiątka po wojnie, odłamek wyciągnięty z nogi, list od ukochanej – coś takiego.
[21:44] <harry> Czyli musimy być pewni przedmiotu.
[21:44] <ian> – Mamy też portfel.
[21:44] <murphy> – Zwykły przedmiot ma słabe echo w eterze i może być nie do odczytania po prostu. A co poprzedni właściciel cenił najbardziej?
[21:45] <susan> – Chyba najbardziej osobisty to będzie sam dom.
[21:45] <murphy> – Może było coś, za co oddałby życie – to jest właśnie takie coś, co skróci poszukiwania i da jednoznaczny odczyt. Coś silnego i jednoznacznego.
[21:46] <harry> – Tak. Były księgi natury okultystycznej ale ich panu bym nie dawał. A może pan zrobi eksperyment z żywą osobą?
[21:47] <murphy> – Książka to bardzo dobre medium i nośnik eteru – uśmiecha się.
[21:47] <harry> -Akurat znam datę swojej śmierci – uśmiecham się.
[21:48] <susan> – Nie mamy chyba niczego takiego. Oprócz domu, testamentu i stosów książek.
[21:48] <murphy> – Z żywą osobą nie będzie to czytelne i jasne – ona należy do naszego świata a nie do eteru i przez to zostawia w nim mniej śladów niż dusza umarłego, która jest już po tamtej stronie całkowicie.
[21:48] <harry> Wycinki gazet może… wybrane przez właściciela…
[21:48] <susan> – Ewentualnie możemy iść go wykopać – uśmiecham się kwaśno.
[21:49] <murphy> – Wie pan, kiedy umrze? Skąd? Planuje pan samobójstwo?
[21:51] <harry> Hmmm wiem, nie nie planuję.
[21:51] <susan> – Harry to nie ma nic do rzeczy z tematem.
[21:51] <harry> – Ah oczywiście panno Susan – uśmiecham sie kwaśno. – Ten sen to był jedynie zbieg okoliczności.
[21:53] <murphy> – To co w takim razie państwo proponują z uwagi na sytuację z trupem i moją propozycją wynajmu?
[21:53] <susan> – Myślę że wynajmiemy panu dom.
[21:53] <harry> Ale chcemy najpierw przeprowadzić eksperyment.
[21:53] <susan> – Zgadzacie się?
[21:53] <harry> – Oczywiście.
[21:53] <murphy> – Przy wynajmnie oczywiście przeprowadzę eksperyment i sprawdzę co tu się stało.
[21:59] <harry> – Hmmm czy możemy być obecni poddczas eksperymentu?
[21:59] <susan> – Czyli 100 dolarow za miesiąc?
[22:00] <murphy> Tak, proponuję 100 dolarów za miesiąc i oczywiście obecność przy eksperymencie. Za to mam na wyłączność dom w porach eksperymentu. Co do innych okresów to się dogadamy.
[22:01] <harry> – W porządku.
[22:02] <susan> – Obecność przy eksperymencie i dom na wyłączność w jego porach to się chyba wyklucza?
[22:03] <murphy> – Nie musicie być przy wszystkich eksperymentach przecież – zamierzam mieć tu bazę wypadową i przeprowadzać kilka eksperymentów.
[22:03] <susan> – Dobrze
[22:04] <harry> – To oczywiste.
[22:05] <susan> – Wracając do osobistej rzeczy pana Silasa to dom i książki mogą być?
[22:06] <murphy> – Jeśli są to przedmioty, które były dla niego cenne to tak. Muszę się dostroić do eteru z nimi i im bardziej będą wyrazistsze tym szybciej znajdę połączenie. Może to trwać nawet kilka dni jeśli przedmiot był bardzo słaby eterycznie. Czy już wiecie państwo ile policja potrzebuje czasu by uporać się z trupem? Nie będzie dobrze, jeśli będę się tu kręcił z całą aparaturą podczas gdy oni będą pobierać próbki czy co tam oni robią.
[22:07] <susan> – Nie, to dzisiejsze znalezisko. Jeszcze z nami nie rozmawiali.
[22:08] <harry> – Zapewne 2- 3 dni.
[22:08] <murphy> – To najwyżej dacie mi państwo znać. Albo przez skrytkę, albo na Wydziale. Nie mam telefonu niestety.
[22:10] <ian> – Jasne, nie będzie z tym problemu.
[22:10] <murphy> – To jesteśmy już domówieni, tak?
[22:11] <susan> – Tak.
[22:11] <harry> – Oczywiście zadzwonimy do pana jak już dom będzie w miarę dyspozycyjny.
[22:12] <murphy> – Dobrze. To już nie będę przeszkadzać. Oczekuję na informację.
[22:12] <ian> – Tak, uznać możemy że umowa stoi – podaję mu rękę i odprowadzam do wyjścia.
[22:15] <mg> Żegnacie się. Murphy wychodzi na mróz a wy zostajecie w hotelu. Sami.

Murphy wyszedł zostawiając postaci samych sobie. W zasadzie wszystko było dogadane i wyglądało to obiecująco. I była szansa na rozwinięcie wątków, których nigdy by się nie podjęło. Wszyscy rozeszli się do swoich pokoi zmęczeni tym dniem.

View
Arkham 16 stycznia 1930 roku

Zima na dobreZa oknami -10 stopni, ale świeci słońce. Kartka w kalendarzu wskazuje na 15 stycznia. Harry czuje, jakby impreza noworoczna była pół roku temu. Ból w żebrach i ukłucia strachu w głowie nie dają mu zapomnieć o tym, co wydarzyło się przez ostatnie dni. Dziś ma pójść do agencji nieruchomości i dowiedzieć się, czy może ktoś będzie chciał kupić ten feralny dom. Harry ubrał się ciepło i ruszył spacerkiem do agencji. Tam miła pani powiedziała, że znalazł się kupiec. Nazywa się Murphy i chce kupić dom w całości. W zasadzie to czeka na decyzję. Harry powiedział, że zastanowi się, bo musi przegadać sprawę ze wspólnikami, ale jak tylko będzie miał już ustalone stanowisko, to przekaże informację.
Wrócił do siebie, a konkretnie przed swój dom i nawiedził budkę telefoniczną. Założył rękawiczki i wykręcił numer do Iana.
Doktor tymczasem przeglądał to, co miał na biurku. Telegramu nie było, innych depesz też nie. Oczekiwanie na Oxford robi się nudne, ale w antropologii czekanie parę dni czy tygodni jest niczym wobec tysiącleci zakopanych w piasku. Przypomniał sobie wtedy, że przecież w Bostonie jest może ktoś, kto by mu pomógł z tymi kultami śródziemnomorskimi. Nazywa się doktor Yeast.

View
Boston 14 stycznia 1930 roku

Komiksowy pasek z Myszką MikiWtorek zaczął się ciężkimi chmurami i lekkim ociepleniem. W gazetach, wzorem Kalifornii i Nowego Jorku, pojawiły się malowanki z Myszką Miki. Całe Stany oszalały na jego punkcie i skutecznie odwracał on uwagę od zapaści gospodarczej, jaka dotknęła USA. Żyło się coraz gorzej i reakcje rządu na niedolę obywateli były niewystarczające lub wręcz żadne. Zima skutecznie uniemożliwiała sprzeciw na ulicach, ale z wiosną, jak plotka niesie, nie tylko kra na rzekach puści.
Dla Susan, Harry`ego i Iana co innego zaprzątało głowę. Spotkali się na uniwersytecie, gdzie wykłada Ian i gdzie dogrzebał się do pewnych rzeczy.

View
Boston 13 stycznia 1930 roku

Szpalta gazetowaPoniedziałkowy ranek jest mroźny, ale słoneczny. Niedzielne wieści o podpaleniu antykwariatu nie mogły zostać bez echa. Zakup pistoletów miał upewnić wszystkich, że przynajmniej od strony ludzi dało się jakoś zabezpieczyć. Pozostało teraz zbadanie tej sprawy. Liczyło się to by nie pokazywać się za wcześnie przy pogorzelisku i wyciągnąć jak najwięcej informacji z tych źródeł, które są w miarę bezpieczne. Jednym z nich jest właśnie Chad Fauler – autor artykułu z „Heralda”, który jako pierwszy umieścił tą informację na swoich stronach. W niedzielę nie było możliwe skontaktowanie się z autorem, ale poniedziałek to normalny dzień pracy. Harry z Susan pojawiają się w redakcji zaś Ian udaje się do biblioteki by dalej grzebać w książkach i szukać wzmianek o kozłach i kultach z nim związanych.
Bostońska siedziba „Heralda” nie jest już prowincjonalną gazetą tylko wysokonakładowym czasopismem. Strażnik na dole budynku dobitnie o tym świadczy. Każdemu podał plakietkę „GUEST” i wpisał do zeszytu. Skierował na 3 piętro i kazał tam się dopytać o tego, kogo szukają. Na miejscu dochodzą do dużej sali, gdzie pełno jest biurek, chodzących maszyn do pisania, rozmów telefonicznych i zgiełku typowego dla pracy biurowej połączonej z częstymi kontaktami ze światem zewnętrznym. Ktoś spytany o pana Faulera wskazuje na drobnego mężczyznę siedzącego przy rosłym fikusie.

View
Boston 12 stycznia 1930 roku

Pociąg do BostonuPociąg mozolnie pożerał drogę przed sobą by zdążyć na popołudnie do Bostonu. Dla Iana, Susan i Harry`ego opuszczenie Arkham było czymś oczyszczającym, gdyż spotkało ich tam tak wiele, że trzeba było wyrwać się. Tajemnicze zdarzenia, księgi, starzec-szaleniec i żmudne przesłuchania robią swoje. Nikt nie chciał już zostać w tym miejscu i przechodzić przez to raz jeszcze. Tym bardziej, że nie zbliża to do rozwiązania sprawy Silasa. Harry czuje, że z każdą upływającą godziną coś mu umyka. Strach zaczyna kiełkować w jego głowie i choć nie wierzy do końca, by przepowiednia się sprawdziła, to jednak niepokój zostaje. W Bostonie jedynym punktem zaczepienia jest antykwariat Marstersa oraz powrót na własne śmieci. Te własne śmieci były bardzo duże i trzeba było mieć plan, by sprawnie pchnąć sprawę do przodu.

View
Arkham 9 stycznia 1930 roku

Budzicie się wszyscy w … szpitalu. Zapach środków czyszczących uderza w nozdrza. Szelest chodzących po korytarzu ludzi i personelu jest miły dla ucha. Zza szyby wpadają promienie słońca. Widać ośnieżone dachy sąsiedniego budynku należącego do uniwersytetu. Widać jak otwierają się drzwi i wchodzi przez nie pielęgniarka mająca niewielki wózek z jedzeniem. Uśmiecha się. Śniadanie gotowe. Dla każdego.

[23:35] <ian> Wszyscy są przytomni?
[23:35] <mg> Tak, wszyscy.
[23:35] <susan> – Czy wam się też śnił pusty szpital i jakiś duch? Który mówił, że Harry został strażnikiem książki?
[23:36] <mg> Wszyscy czują się dobrze. Harrego pobolewa trochę klatka i żebra oraz brzuch, ale to są jeszcze efekty pobicia.
[23:36] <harry> – Który jest dzień?
[23:36] <mg> Nie wiesz, który jest dzień.
[23:37] <harry> – Jaki jest dzień!!!!
[23:37] <susan> – Halo, proszę pani – wołam pielęgniarkę.
[23:37] * Harry próbuje zejść z łóżka.
[23:37] < Pielęgniarka > – Tak słucham?
[23:37] <harry> – Boli…
[23:37] <susan> – Jaki mamy dziś dzień?
[23:37] <pielęgniarka> – Czwartek kochana, czwartek.
[23:37] <susan> – Czyli który stycznia?
[23:38] <pielęgniarka> Dziewiątego.

View
Arkham 8 stycznia 1930 roku

Dziwne, tajemnicze i pełnie niepokojących znaczeń obrazy i wydarzenia zaatakowały wasze umysły i choć początkowo odbieraliście wszystko wyłącznie na zasadzie odruchów to z czasem zmieniło się to, gdy umysł wplótł się w to wszystko. Zaczęło się analizowanie tego, co zaszło i wyciąganie wniosków z tego, co doświadczyliście. Oczywiście poskładanie tego w jedną całość nie jest łatwe i nie było. Zrozumienie faktów wykraczało daleko poza zwykłą percepcję rzeczywistości, która naginała się niczym wstęga Mobiusa do tego co widziały wasze oczy i słyszały wasze uszy. Coś naprawdę poza postrzeganiem pojawiło się w waszej rzeczywistości i zrobiło w niej wyłom na tyle szeroki, by mózg mógł teraz pracować ciężej i intensywniej łącząc z pozoru błahe sprawy w większy obraz całości.

View
Arkham 7 stycznia 1930 roku, Noc w szpitalu

SzpitalWtorkowy wieczór pochłonęły przenosiny rzeczy z hoteliku do szpitala. Susan z Ianem pożegnali starszą panią, spakowali się, zabrali rzeczy swoje i Harrego i wrócili do szpitala. Powietrze na zewnątrz było niemal parzące od mrozu. Jeszcze tej zimy nie było tak zimno a ta noc zapowiadała się rekordowo zimna. Para z ust ulatuje kłębami a każdy wdech to miliony ukłuć zimna w płucach. Dlatego z ulgą aptekarka wita wnętrze a szpitala a Ian wreszcie daje odpocząć swoim rękom, które już się męczyły od niesienia dodatkowego bagażu.
Recepcja szpitala jest przestronna i widać wszędzie chodzących ludzi oraz ludzi z personelu. Wszędzie czuć zapach szpitalnych środków dezynfekujących, ludzkich ciał oraz wpełzającego przez każdą szczelinę muru mrozu. Para znajomych rozejrzała się za miejscem, gdzie można by złożyć rzeczy. Było takie pomieszczenie na dole, gdzie mogły przebywać rodziny w oczekiwaniu na spotkanie z bliskimi i gdzie można było zostać na noc w razie konieczności. Taki pokój gościnny był niedaleko recepcji. Dało się tam zostawić wszelkie tobołki i pójść spokojnie do Harrego na górę.
Tymczasem Harry czeka na przyjaciół w łóżku. Za oknem zapada wieczór a ich nadal nie widać. Gdzieś za drzwiami siedzi policjant i czuwa nad jego bezpieczeństwem, tylko że chłopak takiego bezpieczeństwa nie odczuwał. Wtem usłyszał coś za oknem. Coś jak chrobot o ceglany mur. Dźwięk dobiega zza okna. Harry zrywa się z łóżka, chwyta swoją kartę lekarską i szykuje się do wyjścia. Nie chce tu zostawać, bo ma złe przeczucia a w pokoju nawet nie można się zamknąć tak, by nikt tu nie miał wstępu. Na korytarzu pusto. Krzesło, na którym siedział policjant, jest puste. Zimne palce strachu zaczęły dotykać delikatnie skóry szyi chłopaka. Spiął się i ruszył ostrożnie w stronę schodów, na dół. Żebra bolą, twarz piecze, ale wie, że musi to zrobić. Od tego może zależeć jego życie. Przechodzi cały korytarz do schodów i wtedy dostrzega, jak idą w jego stronę Susan i Ian.

View
Arkham 7 stycznia 1930 roku

Nastał 7 stycznia 1930 roku. Wtorek. Codzienność pchała mieszkańców miasta do swoich zajęć. I choć mróz to gazeciarze roznosili świeże numery „Arkham Advertisera” i „Gazette” by dać trochę Maonowinek dla tych, którzy są tego ciekawi. A co takiego się działo? Dla ludzi oczytanych „Gazetce” przygotowało obszerny artykuł o przemowie Mao Tse-tunga „Jedna iskra może wywołać pożar”. Rosnące wpływy Chin i ich ekspansja nie może być niezauważona przez świat. A świat interesuje się tym coraz bardziej. Tym bardziej, że czerwona mapa świata rozrasta się w zastraszającym tempie. Dla zwykłych zjadaczy chleba inna wiadomość była równie ciekawa, co wystąpienie Mao. Chodzi o wczorajszy mecz krykieta gdzie znów błysnął geniusz Donalda Bradmana i Donald Bradmanzdobył 452 punkty dla New South Wales przeciwko Queensland. Jeszcze inni wietrzyli powiew nowości sprzed kilku dni, kiedy to fuzja pomiędzy trzema stronami przyczyniła się do powstania firmy Unilever co było znakiem, że kryzys chyba da się pokonać. I żeby już dopełnić całości to pojawiła się oczywiście wzmianka o pobiciu Harrego opatrzona zgrabnym acz krótkim komentarzem: „To tak wita miasto przyjezdnych?”

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.