Arkham

Boston/Arkham 2/3 stycznia 1930 roku

Tego dnia Boston znów zaczął kolejny rok życia jego mieszkańców. Echa sylwestrowej zabawy jeszcze tliły się w kamienicach, w oczach mijanych przechodniów i w kałużach zebranych pod kamienicami. Styczeń zaczął się wyjątkowo deszczowo i paskudnie. Ledwo ujemna temperatura sprawiła, że śnieg powoli i nieubłaganie topniał zamieniając się w szarą breję. Przechodnie uskakiwali przed błotem pośniegowym chlapiącym spod kół nielicznych aut. Służby miejsce odgarniały śnieg i zrzucały go na ulicę powiększając tym samym bród i kałuże. Boston Sklepy otworzyły swoje podwoje mamiąc klientów towarem jeszcze z zeszłego roku. I tak niewielu jest na niego stać gdyż zeszłoroczny krach na giełdzie utopił dorobek życia setkom tysięcy Amerykanów. Teraz co czwarty ma pracę i nie ma perspektyw by to zmieniło się ostatnio.
Mimo to próbuje się wielu sposobów by żyć godnie i treściwie. Choć prohibicja nadal działa to nie ma problemu z zakupem alkoholu. Przy kawiarniach i podrzędnych knajpach słychać grające radio, które samo wkładało dźwięki w uszy przechodniów oraz klientów.
Big Bill Broonzy - Blind John Davis - Charlie McCoy - Sonny Boy Williamson [I] - Good Gravy

View
Arkham 3 stycznia 1930 roku

Peter NicholsPeter Nichols pojawia się w drzwiach kancelarii prawniczej E.E. Saltonstall & Assiociates. Jest młody, uśmiechnięty i dobrze ubrany. Gdy mówi: “witam państwa i proszę za mną” to jego głos brzmi jak głos radiowego speakera prowadzącego słuchowiska. Taki głos w branży to skarb. Z twarzy nie schodzi mu uśmieszek, który może znaczyć zarówno pogodną naturę jak i lekceważenie. Póki co, wydaje się być serdeczny i pomocny. Prowadzi wszystkich do pokoju, gdzie będzie można w spokoju odczytać testament i poczynić dalsze kroki z jego realizacją. Jak na razie to jest to wielkie zaskoczenie dla Badaczy, którzy nadal nie zdają sobie sprawy kto i dlaczego wybrał akurat ich.
Peter wyszedł na chwilę by zamówić kawę, herbatkę oraz cygaro dla gości więc była chwila by pooglądać sobie pokój w biurze prawniczym. Nie był specjalnie duży, ale było wszystko co trzeba – drewniany stół z czarnego drewna, 6 krzeseł, szafa z książkami pod ścianą oraz niewielkie biurko pod oknem. Całość dopełniały rododendrony w narożnikach. Przez okno był widok na Armitage Street i nawet na Independent Square. Na jedynej wolnej ścianie wiszą czerwone kilimy, które grają z czerwonym dywanem pod nogami.
Wreszcie wraca Peter i zaczyna:

View
Arkham 4 stycznia 1930 roku

Poranek to śniadanie u właścicielki hoteliku. Pyszna jajecznica i boczek smażone na masełku. W dodatku kopiasta misa tych pyszności i świeży chlebek. Aż chce się żyć. Wszyscy ze smakiem posilają się. Przyprawieniem koperkiem wywołuje również skojarzenia czysto naukowe:

[21:05] <ian> – Wiecie, że w starożytni Rzymie podawano koper gladiatorom przed walką na pobudzenie?
[21:06] <susan> – Przecież nie ma właściwości pobudzających.
[21:07] <ian> – Mówię tylko, w co wierzyli Rzymianie.

Dzięki uprzejmości sympatycznej staruszki dowiedziano się gdzie mieszczą się siedziby „Arkham Advertisera” oraz „Arkham Gazette”. I, jak ostatnio wszystko, okazało się, że to jest nawet dość blisko. Ponieważ dziś już nie padało, to przyjemniej będzie się chodzić. Ulice zaściela gęsta mgła, ale nie powinna być ona przeszkodą przy poszukiwaniach śladów w redakcjach gazet.
Arkham AdvertiserPierwszym celem była redakcja „Advertisera”. Dwupiętrowy budynek z wysokimi kominami i czerwoną cegłą na licu dumnie prężył się na rogu ulicy. Na dole było wejście do Biura Ogłoszeń i do redakcji. Jak mówiła tabliczka, w sobotę redakcja jest nieczynna. Obok wejścia zostawiono dzwonek, z którego Susan skwapliwie skorzystała.

View
Arkham 4 stycznia (popołudnie) 1930 roku

W knajpie można było odpocząć po wizycie na posterunku.

[21:18] <ian> – Dobra, zadzwonimy i tyle bo nie widzę powodu by tam jechać tak szczerze.
[21:18] <ian> – Ja chciałbym po prostu wiedzieć, czemu nas akurat wskazał Silas w swoim testamencie.
[21:18] <susan> – Równie dobrze możemy to zrobić teraz, z tej knajpy.
[21:18] <ian> Wisconsin?
[21:19] <susan> Wstaje i podchodzę do kelnerki.
[21:19] <susan> – Przepraszam, czy mogłabym przejrzeć książki telefoniczne?
[21:20] <mg>- Nie mamy u siebie książki, proszę pani.
[21:21] <susan> – Może w punkcie informacyjnym na dworcu będą mieli.
[21:21] <harry> – Skontaktuj się z centralą.
[21:21] <mg> A już na pewno na poczcie.
[21:22] <mg> Tylko międzymiastowe w tamtych czasach to było wyzwanie.
[21:22] <susan> – Ale nie znamy numeru właśnie.
[21:22] <susan> Poczty otwarte w soboty są?
[21:22] <mg> Bo dzwoniło się przez centralę i zamawiało rozmowę z numerem takim to a takim.
[21:23] <mg> Tamta centrala przekazywała to do miasta i centrala w mieście szukała numeru i znajdowała rozmówcę.
[21:23] <mg> Potem oddzwaniali i przez ten czas trzeba było czekać przy aparacie czy będzie połączenie.
[21:23] <susan> – Dobra, to proponuje coś przekąsić i iść na pocztę/punkt informacyjny.
[21:25] <mg> To co robicie?

View
Arkham 5 stycznia 1930 roku

Arkham widok6Niedziela przywitała całą trójkę mrozem, malowankami na szybach oraz pyszną jajecznicą na boczku. Oczywiście Harry miał własny pomysł na śniadanie, które składało się z kawy i papierosa. Podczas śniadania układano też plan działania na dzień dzisiejszy. Ponieważ była niedziela, więc wybór został poważnie ograniczony – urzędy pozamykane, sklepy także. Pozostał dom Silasa i to, co się w nim znajduje. Niedziela doskonale nadawała się na spędzenie jej w domowych pieleszach. Jednak nie obyło się bez scysji dotyczącej tego, jak udać się do domu – piechotką czy taksówką.

[20:57] <harry> – Na piechotę taki kawał drogi…
[20:57] <ian_mcglearson> – Dom jest daleko.
[20:57] <harry> – Na piechotę to będziesz wracać.
[20:58] <susan> – Jak chcecie, ja bym szła na piechotę.
[20:58] <harry> – Po co tracić czas.
[20:58] <harry> – Oszczędzaj siły, bo będziemy chodzić po okolicy.
[20:58] <mg> Na piechotkę jest jakieś pół godziny, może trochę dłużej, ale nie więcej niż 45 minut. I to bez napinania się.
[20:59] <harry> Nie chcę mi się.
[20:59] <ian_mcglearson> – Chyba, że chcemy zwiedzić trochę miasta.
[20:59] <susan> – Chodź Harry, przewietrzymy się.
[21:01] <mg> To jak?
[21:01] <susan> Idziemy na piechotę.
[21:01] <harry> – Nie, wolę taksówkę.
[21:02] <harry> – Cholera, idźcie sobie na piechotę.
[21:02] <harry> -Pojadę sam.
[21:02] <susan> – Co myślisz Ianie?
[21:03] <harry> – Będę na was czekać.
[21:03] <harry> – Wy zwiedzajcie sobie miasto.

View
Arkham 6 stycznia 1930 roku

Susan zaczyna przeglądać papiery. Opis jakiejś chatynki w górach i uroków pobliskich pejzaży. Potem problemy ze zbiorem winogron w Kalifornii i ciężkiej pracy wszystkich zbieraczy. Nadmienić należy, że praca kiepsko opłacana. Kolejne papiery i kolejne sprawy, które musiały zaprzątać głowę Silasa. Tym razem to problemy fabryki Forda dotyczące czarnej farby. Całość uzupełnia kolumna ogłoszeń o pracę w Sacramento i kilka opinii dostawców samochodów o nowych autach.

Tymczasem Ian ruszył po drewno, bo kominek szybko pochłania kolejne szczapy. Po kilku minutach wrócił. Harry zaniepokoił się tym i nawet pokuśtykał na zewnątrz by zobaczyć czy wszystko w porządku. Na szczęście Ian wrócił, choć nie obyło się bez przygód.

[21:03] <ian> – Znowu ktoś tam był. Nie widziałem twarzy, cała czarna postać.
[21:03] <harry> – Co? Czekał na ciebie?
[21:04] <ian> – Gdy podszedłem do niego na 20 kroków zaczął uciekać.
[21:04] <harry> – Ciekawe.
[21:04] <ian> – Nie zareagował, gdy krzyknąłem by zaczekał.
[21:04] <harry> – Taki trick.

View
Arkham 7 stycznia 1930 roku

Nastał 7 stycznia 1930 roku. Wtorek. Codzienność pchała mieszkańców miasta do swoich zajęć. I choć mróz to gazeciarze roznosili świeże numery „Arkham Advertisera” i „Gazette” by dać trochę Maonowinek dla tych, którzy są tego ciekawi. A co takiego się działo? Dla ludzi oczytanych „Gazetce” przygotowało obszerny artykuł o przemowie Mao Tse-tunga „Jedna iskra może wywołać pożar”. Rosnące wpływy Chin i ich ekspansja nie może być niezauważona przez świat. A świat interesuje się tym coraz bardziej. Tym bardziej, że czerwona mapa świata rozrasta się w zastraszającym tempie. Dla zwykłych zjadaczy chleba inna wiadomość była równie ciekawa, co wystąpienie Mao. Chodzi o wczorajszy mecz krykieta gdzie znów błysnął geniusz Donalda Bradmana i Donald Bradmanzdobył 452 punkty dla New South Wales przeciwko Queensland. Jeszcze inni wietrzyli powiew nowości sprzed kilku dni, kiedy to fuzja pomiędzy trzema stronami przyczyniła się do powstania firmy Unilever co było znakiem, że kryzys chyba da się pokonać. I żeby już dopełnić całości to pojawiła się oczywiście wzmianka o pobiciu Harrego opatrzona zgrabnym acz krótkim komentarzem: „To tak wita miasto przyjezdnych?”

View
Arkham 7 stycznia 1930 roku, Noc w szpitalu

SzpitalWtorkowy wieczór pochłonęły przenosiny rzeczy z hoteliku do szpitala. Susan z Ianem pożegnali starszą panią, spakowali się, zabrali rzeczy swoje i Harrego i wrócili do szpitala. Powietrze na zewnątrz było niemal parzące od mrozu. Jeszcze tej zimy nie było tak zimno a ta noc zapowiadała się rekordowo zimna. Para z ust ulatuje kłębami a każdy wdech to miliony ukłuć zimna w płucach. Dlatego z ulgą aptekarka wita wnętrze a szpitala a Ian wreszcie daje odpocząć swoim rękom, które już się męczyły od niesienia dodatkowego bagażu.
Recepcja szpitala jest przestronna i widać wszędzie chodzących ludzi oraz ludzi z personelu. Wszędzie czuć zapach szpitalnych środków dezynfekujących, ludzkich ciał oraz wpełzającego przez każdą szczelinę muru mrozu. Para znajomych rozejrzała się za miejscem, gdzie można by złożyć rzeczy. Było takie pomieszczenie na dole, gdzie mogły przebywać rodziny w oczekiwaniu na spotkanie z bliskimi i gdzie można było zostać na noc w razie konieczności. Taki pokój gościnny był niedaleko recepcji. Dało się tam zostawić wszelkie tobołki i pójść spokojnie do Harrego na górę.
Tymczasem Harry czeka na przyjaciół w łóżku. Za oknem zapada wieczór a ich nadal nie widać. Gdzieś za drzwiami siedzi policjant i czuwa nad jego bezpieczeństwem, tylko że chłopak takiego bezpieczeństwa nie odczuwał. Wtem usłyszał coś za oknem. Coś jak chrobot o ceglany mur. Dźwięk dobiega zza okna. Harry zrywa się z łóżka, chwyta swoją kartę lekarską i szykuje się do wyjścia. Nie chce tu zostawać, bo ma złe przeczucia a w pokoju nawet nie można się zamknąć tak, by nikt tu nie miał wstępu. Na korytarzu pusto. Krzesło, na którym siedział policjant, jest puste. Zimne palce strachu zaczęły dotykać delikatnie skóry szyi chłopaka. Spiął się i ruszył ostrożnie w stronę schodów, na dół. Żebra bolą, twarz piecze, ale wie, że musi to zrobić. Od tego może zależeć jego życie. Przechodzi cały korytarz do schodów i wtedy dostrzega, jak idą w jego stronę Susan i Ian.

View
Arkham 8 stycznia 1930 roku

Dziwne, tajemnicze i pełnie niepokojących znaczeń obrazy i wydarzenia zaatakowały wasze umysły i choć początkowo odbieraliście wszystko wyłącznie na zasadzie odruchów to z czasem zmieniło się to, gdy umysł wplótł się w to wszystko. Zaczęło się analizowanie tego, co zaszło i wyciąganie wniosków z tego, co doświadczyliście. Oczywiście poskładanie tego w jedną całość nie jest łatwe i nie było. Zrozumienie faktów wykraczało daleko poza zwykłą percepcję rzeczywistości, która naginała się niczym wstęga Mobiusa do tego co widziały wasze oczy i słyszały wasze uszy. Coś naprawdę poza postrzeganiem pojawiło się w waszej rzeczywistości i zrobiło w niej wyłom na tyle szeroki, by mózg mógł teraz pracować ciężej i intensywniej łącząc z pozoru błahe sprawy w większy obraz całości.

View
Arkham 9 stycznia 1930 roku

Budzicie się wszyscy w … szpitalu. Zapach środków czyszczących uderza w nozdrza. Szelest chodzących po korytarzu ludzi i personelu jest miły dla ucha. Zza szyby wpadają promienie słońca. Widać ośnieżone dachy sąsiedniego budynku należącego do uniwersytetu. Widać jak otwierają się drzwi i wchodzi przez nie pielęgniarka mająca niewielki wózek z jedzeniem. Uśmiecha się. Śniadanie gotowe. Dla każdego.

[23:35] <ian> Wszyscy są przytomni?
[23:35] <mg> Tak, wszyscy.
[23:35] <susan> – Czy wam się też śnił pusty szpital i jakiś duch? Który mówił, że Harry został strażnikiem książki?
[23:36] <mg> Wszyscy czują się dobrze. Harrego pobolewa trochę klatka i żebra oraz brzuch, ale to są jeszcze efekty pobicia.
[23:36] <harry> – Który jest dzień?
[23:36] <mg> Nie wiesz, który jest dzień.
[23:37] <harry> – Jaki jest dzień!!!!
[23:37] <susan> – Halo, proszę pani – wołam pielęgniarkę.
[23:37] * Harry próbuje zejść z łóżka.
[23:37] < Pielęgniarka > – Tak słucham?
[23:37] <harry> – Boli…
[23:37] <susan> – Jaki mamy dziś dzień?
[23:37] <pielęgniarka> – Czwartek kochana, czwartek.
[23:37] <susan> – Czyli który stycznia?
[23:38] <pielęgniarka> Dziewiątego.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.