Arkham

Arkham 7 stycznia 1930 roku, Noc w szpitalu

SzpitalWtorkowy wieczór pochłonęły przenosiny rzeczy z hoteliku do szpitala. Susan z Ianem pożegnali starszą panią, spakowali się, zabrali rzeczy swoje i Harrego i wrócili do szpitala. Powietrze na zewnątrz było niemal parzące od mrozu. Jeszcze tej zimy nie było tak zimno a ta noc zapowiadała się rekordowo zimna. Para z ust ulatuje kłębami a każdy wdech to miliony ukłuć zimna w płucach. Dlatego z ulgą aptekarka wita wnętrze a szpitala a Ian wreszcie daje odpocząć swoim rękom, które już się męczyły od niesienia dodatkowego bagażu.
Recepcja szpitala jest przestronna i widać wszędzie chodzących ludzi oraz ludzi z personelu. Wszędzie czuć zapach szpitalnych środków dezynfekujących, ludzkich ciał oraz wpełzającego przez każdą szczelinę muru mrozu. Para znajomych rozejrzała się za miejscem, gdzie można by złożyć rzeczy. Było takie pomieszczenie na dole, gdzie mogły przebywać rodziny w oczekiwaniu na spotkanie z bliskimi i gdzie można było zostać na noc w razie konieczności. Taki pokój gościnny był niedaleko recepcji. Dało się tam zostawić wszelkie tobołki i pójść spokojnie do Harrego na górę.
Tymczasem Harry czeka na przyjaciół w łóżku. Za oknem zapada wieczór a ich nadal nie widać. Gdzieś za drzwiami siedzi policjant i czuwa nad jego bezpieczeństwem, tylko że chłopak takiego bezpieczeństwa nie odczuwał. Wtem usłyszał coś za oknem. Coś jak chrobot o ceglany mur. Dźwięk dobiega zza okna. Harry zrywa się z łóżka, chwyta swoją kartę lekarską i szykuje się do wyjścia. Nie chce tu zostawać, bo ma złe przeczucia a w pokoju nawet nie można się zamknąć tak, by nikt tu nie miał wstępu. Na korytarzu pusto. Krzesło, na którym siedział policjant, jest puste. Zimne palce strachu zaczęły dotykać delikatnie skóry szyi chłopaka. Spiął się i ruszył ostrożnie w stronę schodów, na dół. Żebra bolą, twarz piecze, ale wie, że musi to zrobić. Od tego może zależeć jego życie. Przechodzi cały korytarz do schodów i wtedy dostrzega, jak idą w jego stronę Susan i Ian.

[20:40] <harry> – Szepcze -ktoś tu jest.
[20:40] <susan> – Gdzie?
[20:40] <harry> – Dobija się do okna.
[20:40] <susan> – Jak dobija?
[20:40] <harry> – Uciekajmy stąd.
[20:41] <harry> – Pomożecie mi?

Wtedy zza drzwi obok dobiegł zgrzyt i wychodzi z nich policjant. Młody, poprawia pasek przy spodniach i lekko się skłonił, jak was zobaczył. Wraca do krzesła i patrzy się na waszą trójkę.

Posterunkowy Roy Webberbq). [20:42] <harry> – Panie policjancie, tam ktoś do mojego pokoju próbuje się wkraść. Proszę wezwać wsparcie.
[20:43] <mg> – Zaraz sprawdzę – mówi policjant i wchodzi do pokoju.
[20:43] <harry> – Nie…
[20:43] <policjant> – Bez obaw…
[20:43] <harry> – Nie
[20:43] <ian> – Wejdę za panem może?
[20:43] <harry> – Tak. Idź z nim.
[20:45] <mg> Ianie, podchodzisz do sali Harrego i widzisz jak policjant ogląda pokój patrząc w kąty, zagląda pod łóżko i stara się wyjrzeć przez okno. Odwraca się w Twoją stronę i wzrusza ramionami.
[20:45] <mg> – Wszystko w porządku – mówi i wychodzi na korytarz.
[20:45] <mg> – Proszę pana – mówi na korytarzu do Harrego. – Nikogo nie ma. Może pan śmiało wracać.
[20:46] <ian> – Powiedz Harry, co widziałeś albo słyszałeś?
[20:46] <susan> – Co dokładnie słyszałeś Harry?
[20:46] <harry> – Ehhh… jakiś chrobot … jakby ktoś majstrował przy oknie … myślałem, że ktoś próbuje się włamać.
[20:46] <ian> Wchodzę do pokoju.

Sprawdzenie pokoju nic nie ujawniło poza dwoma oknami, za którymi nikogo podejrzanego nie było widać. Przez nie widać ulicę, ale niezbyt wyraźnie, bo mróz zdążył już pokryć szybę białymi kwiatami. Do ziemi jest sześć metrów i nikogo na dole nie widać. Ian otwiera okno by lepiej się przyjrzeć. Zimne powietrze wdziera się do środka ze świstem. Firany zaczynają się poruszać i w pokoju momentalnie robi się zimno. Na zewnątrz nikogo, ale…
… ale w głowie Harrego coś się dzieje. Coś słyszy nad swoim lewym uchem. Delikatny szept:

[20:52] <głos> hhhhhhhhhhhhhhhaaaaaaaaaaaaaaaarrrrrrrrrrrrrrrrrryyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy

Jakiś cień na ulicy szybko przemknął za róg budynku. Ian spojrzał w tę stronę i zamknął okno.

[20:53] <harry> – Kurwa. Co tu się dzieje?
[20:54] <susan> – Nie wiem, ale zamknijmy dobrze okna.
[20:54] <ian> Do policjanta – Tam ktoś był i umknął za rogiem.

Harry zaczyna się nerwowo rozglądać. Patrzy to na Susan, to na Iana lub policjanta. Wreszcie na sufit, a w jego oczach można wyczytać coraz większy strach. Wreszcie znów blisko jego ucha pojawia się przeciągły szept.

[20:54] <głos> – oooooooooooooooonnnnnnnnnnnnnnnnnnnnaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaadddddddddddddddcccccccccccccchhhhhhhhhhhhhhoooooooooooooddddddddddddddddddddzzzzzzzzzzzzzzzzzzziiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii hhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhaaaaaaaaaaaaaaaaaaaarrrrrrrrrrrrrrrrrrrrryyyyyyyyyyyyyyyyyy

A Ian kontynuuje przedstawianie sytuacji dla policjanta.

[20:55] <ian> Pokazuję mu, w którym kierunku uciekł cień.
[20:55] <harry> -zamknijcie to okno!!!
[20:55] <policjant> Sprawdzę to. Proszę się nie ruszać stąd.
[20:55] <susan> – Zamknij okno Ian.
[20:55] <harry> – Gdzie jesteś!!!
[20:55] <ian> – Pójdę z panem.
[20:55] <mg> Policjant rusza korytarzem na dół.
[20:55] <harry> – Słyszeliście to?
[20:55] <susan> – Nie, co?
[20:55] <ian> – Co?
[20:56] <harry> – Ktoś szeptał w pokoju.
[20:56] <harry> – Ktoś tu jest!!!
[20:56] <ian> – Susan, zajmij się nim, ja idę za funkcjonariuszem.

Ian wybiega za policjantem. Tymczasem szepty nad uchem Harrego nie ustępują.

[20:56] <głos> sssssssssssssłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłoooooooooooooooooooooooddddddddddddddddddddkkkkkkkkkkkkkkkkkkkkkkkkkkiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii HHHHHHHHHHHHHHHHaaaaaaaaaaarrrrrrrrrrrrrrrrrrrryyyyyyyyyyyyyyy
[20:56] <harry> – Muszę uciekać!!!
[20:57] <susan> – Harry co jest?
[20:56] <głos> KKKKKKKKKKKKKKKKoooooooooooooooooozzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa jjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjuuuuuuuuuuuuuuuuuuużżżżżżżżżżżżżżżżżżżżz ccccccccccccczzzzzzzzzzzzzzzzzzzzeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeekkkkkkkkkkkkkkkkkkkkkkkkkaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
[20:57] <susan> Zamykam okno.
[20:57] <harry> – Kurwa przestań!!!
[20:58] <mg> Zamykasz okno. Robi się spokojniej i cieplej.
[20:58] <susan> Drzwi tez zamykam.
[20:59] <susan> – Harry?
[20:59] <harry> – Susan powiedz, że go słyszałaś.
[20:59] <susan> – Nic nie słyszałam. A ty, co słyszałeś?
[21:00] <harry> – Ktoś tu był w pokoju.
[21:00] <susan> – Skąd wiesz?
[21:00] <harry> – Słyszałem …
[21:01] <susan> – Co słyszałeś?
[21:01] <harry> – Słyszałem szept … moje imię … wiedział, że czytałem księgę … powiedział mi to! … muszę uciec.
[21:02] <susan> – Silas mówił, że te książki mogą mieć zły wpływ. Zabraliśmy twoje bagaże i są w szatni.
Strach[21:02] <harry> – Myślisz, że jestem wariat!
[21:02] <susan> – Nie, nie myślę. Próbuję ci powiedzieć, że zbieramy się pierwszym pociągiem z rana.
[21:02] <harry> – Ktoś tu był … jak otworzyliście okno … on zaczął szeptać.
[21:04] <susan> – Posłuchaj, są rzeczy, których nie rozumiemy, ale jeśli ktoś cię ściga to nie ma znaczenia czy jesteś tu czy wyjdziesz teraz na zewnątrz.
[21:05] <harry> – To ten wariat – Dracus.
[21:06] <susan> – Skąd wiesz?
[21:07] <harry> – Ktoś, kto wiedział, że czytałem tą księgę.
[21:08] <susan> – Silas nie na darmo pisał żeby ich nie czytać.
[21:09] <harry> – Tam ktoś był!!!
[21:09] <susan> – Teraz? Tutaj?
[21:09] <harry> – Nie jestem wariatem!
Karta z książki[21:10] <susan> – To już ustaliliśmy.

Tymczasem Ian wypadł za policjantem na mróz. Zapiekły policzki a ręce momentalnie zgrabiały. Ian poprawił swoją finkę w kieszeni i szepnął policjantowi, gdy ten ruszył wzdłuż ulicy, gdzie wskazał mu Ian:

[20:59] <ian> Pójdę od drugiej strony, może go zajdziemy.

Doktor rusza w śniegu i mrozie dookoła budynku. Jeśli ktoś jest wokół to ktoś się na niego natknie. W najgorszym razie spotkają się gdzieś na tyłach. Jednak w miarę jak Ian pokonywał kolejne metry i nie widział policjanta, coś go tknęło. Zaczął się rozglądać, ale śladów na śniegu było za dużo by stwierdzić czy gdzieś nie odchodzą ślady policjanta lub tego kogoś, kogo musiał on ścigać. Idąc dalej wzdłuż śladów na chodniku doszedł do wejścia do szpitala. Czyli zatoczył koło i nie znalazł policjanta. Przed wejściem, jak poprzednio, leżała tylko solidna pryzma śniegu oraz zaparkowana karetka. Drzwi do niej były zamknięte. Ian wrócił, więc do miejsca, gdzie powinien być policjant i jeszcze raz się rozejrzał. Niestety nic nie dało się zobaczyć, dlatego wrócił do szpitala i ciepłego wnętrza recepcji. Tam go poinformowano, że policjant jeszcze nie wrócił. Pełen najgorszych obaw udaje się do pokoju Harrego.

[21:16] <ian> – Policjant wrócił?
[21:16] <susan> – Nie.
[21:16] <ian> – O kurwa…
[21:16] <susan> – Co jest?
[21:17] <ian> – Mieliśmy zajść gościa, poszedłem od drugiej strony. Obszedłem budynek, byłem prze bramie szpitala, ale po policjancie ani śladu.
[21:17] <susan> – Chodźmy do telefonu na dół. Wszyscy.
[21:17] <ian> – Idę do głównej recepcji, zaraz będę.
[21:18] <susan> – CZEKAJ! Nie rozdzielamy się.
[21:18] <harry> Chodźmy do recepcji.
[21:18] <ian> – Dobra idziemy.

Harremu trzeba pomóc przy chodzeniu, ale przynajmniej dzięki temu wszyscy są w jednym miejscu. Powoli, ale dość stanowczo udaje się zejść z piętra i dotrzeć do recepcji. Za kontuarem siedzi starsza kobieta z plakietką z napisem „Caroline”.

[21:20] <harry> – Pani Caroline, proszę zadzwonić na komisariat.
[21:21] <susan> – Niech Ian zadzwoni.
[21:21] <harry> – Dobrze
[21:21] <ian> – Funkcjonariusz, co wychodził nadal nie wrócił?
[21:21] <caroline> – Nie wrócił jeszcze.
[21:21] <harry> Zadzwoń.
[21:22] <ian> Dzwonię od razu na numer Stucky’ea.
[21:22] <harry> Niech wsparcie wyślą.
[21:22] <mg> W słuchawce głucho. Brak sygnału.
[21:22] <ian> – Nie działa.
[21:23] <susan> A o której był popołudniowy pociąg?
[21:23] <harry> – Jeśli tamten gość załatwił policjanta to będzie miał spluwę.
[21:23] <mg> – Niech pan da słuchawkę – prosi recepcjonistka. Stuka nią o blat.
[21:23] <mg> Przykłada do ucha i kręci głową – To pewnie przez mróz. Gdzieś kable zamarzły.
[21:23] <harry> – Tia…
[21:23] <ian> – A gdzie jest skrzynka telefoniczna?
[21:24] <mg> Popołudniowy był o 15. Jest teraz 17.20
[21:24] <caroline> – Jaka skrzynka telefoniczna?
[21:24] <susan> Stoją jakieś taksówki przed szpitalem?
[21:25] <mg> Nie, tylko karetka.
[21:25] <harry> Szepczę – Ma ktoś jakąś kasę?
[21:26] <ian> Do pielęgniarki – Musimy powiadomić policję, na terenie szpitala krąży groźny przestępca, który zagraża życiu tego świadka.
[21:27] <harry> – Pani Caroline czy dyżurują sanitariusze w szpitalu?
[21:27] <caroline> – Co? Muszę zawiadomić ordynatora…
[21:28] <mg> – Mike! – głośno woła kogoś recepcjonistka.
[21:28] <mg> Przybiega zaraz rosły sanitariusz i patrzy cielęcym wzrokiem na kobietę.
[21:29] <caroline> – Pędź do ordynatora i powiedz, że jacyś ludzie uważają, że jest morderca w szpitalu. Rozumiesz. Morderca
[21:29] <mg> Chłopak kiwa głową, mruga okiem i pędzi do korytarza.
[21:31] <mg> – Zaraz przyjdzie ordynator i wszystkim się zajmie – mówi recepcjonistka. – Proszę usiąść i poczekać, Nic państwu tu nie grozi.

Harry popatrzył na to i poczuł zimny chłód na plecach. Ponownie tego wieczoru i ponownie to nie pogoda była jego przyczyną.

[21:31] <harry> – Hmm nam nic nie grozi, tylko policjant nie wrócił. Proszę Pani, mnie trzy dni temu pobito i przydzielono mi policjanta jako ochronę…
[21:33] <caroline> – Dlatego powinien pan leżeć i odpoczywać. Kto wie, może ma pan jakiś uraz w głowie czy coś.
[21:33] <harry> – Możliwe.
[21:33] <caroline> Zdarzają się po nich halucynacje, omamy i inne takie.
[21:34] <susan> – Ale ja nie zwariowałam i pierwsze słyszę o zbiorowych omamach, ale faktem jest, że policjant zszedł z posterunku i zaginął.
[21:34] <harry> – Rozumiem, że pani nam nie wierzy.
[21:34] <susan> – A tego pana poważnie pobito 2 dni temu.
[21:34] <caroline> – Wie pani, siła sugestii jest bardzo silna. Doktor Spoon często to podkreśla
[21:34] <harry> – Ah … to się źle dla nas skończy.
[21:35] <caroline> – Pewnie chodzi na zewnątrz i zaraz przyjdzie, Może poszedł coś zjeść, albo zapalić. U nas nie wolno palić w szpitalu.
[21:35] <harry> – Pani będzie odpowiada za brak udzielenia pomocy. Proszę to wziąć pod uwagę.
[21:35] <susan> – Siła stereotypu też.
[21:36] <ian> – Proszę pani, na dworze jest potworny mróz, od razu się odechciewa zostawać na zewnątrz proszę mi wierzyć.
[21:36] <harry> – Dobrze, tą Panią nie ma co przekonywać.
[21:36] <caroline> – Oczywiście, że wierzę. Była niedawno i wiem. Bardzo dziś zimno.
[21:37] <harry> – Jutro złożymy zeznania.
[21:37] <caroline> – Dlatego proszę się uspokoić i poczekać na ordynatora. Wszystko się wyjaśni i będzie wszystko w porządku.
[21:37] <harry> – Pani chyba ma mnie za idiotę. Pani posłała po sanitariuszy.
[21:37] <harry> – Dobrze wracajmy.
[21:37] <ian> – Mam prośbę do pani. Czy mogła by pani poprosić, aby Mike poszedł ze mną na zewnątrz i pomógł szukać funkcjonariusza?
[21:38] <harry> – Ian daj spokój.
[21:38] <caroline> – Proszę pana. Wstał pan z łóżka samowolnie po ciężkim pobiciu. Powinien leżeć. Teraz gania pan po szpitalu i mówi, że grasuje tu morderca. Czy to przypadkiem pan nie robi ze mnie idiotki?
[21:39] <harry> – Tak, Pani jest idiotką.
[21:39] <ian> – Proszę nie zwracać uwagi na kolegę – jest w szoku, ale na terenie szpitala rzeczywiście ktoś grasował, widziałem.
[21:40] <harry> – Pani będzie odpowiadać za brak udzielenia pomocy.
[21:40] <caroline> – A czy ktoś go widział poza panem i ….pacjentem?
[21:40] <harry> – Dobrze ruszajmy.
[21:40] <susan> – Harry, ty i ja zostajemy. Ian niech się rozejrzy.
[21:40] <harry> – Nie, ta pani nasłała na nas sanitariuszy. Ma nas za wariatów, chyba pomyliła dyżury z Arkham Asylum!
[21:41] <susan> – Ech uspokój się, usiądźmy.

Ludzie zaciekawieni zaczęli przyglądać się całej scenie.

[21:43] <ian> – Harry możesz się zamknąć?
[21:43] <mg> Ktoś przeszedł obok, spojrzał się na was i ruszył dalej – jakiś lekarz lub asystent.
[21:43] <ian> – Jak masz coś mówić to mów tylko do nas.
[21:43] <mg> Gdzieś jakiś sanitariusz groźnie spojrzał na was z poczekalni.

SpojrzenieHarry gotów był przysiąc, że ten kto przechodził patrzył się na niego z drwiącym uśmiechem jakby wiedział co się stanie i wiedział, że Harry na to wszystko sobie zasłużył. Drwina w jego wzroku i wyrazie twarzy była aż nadto widoczna.

[22:10] <harry> – Szepczę – Czemu oni tak się dziwnie patrzą na mnie?
[22:10] <susan> – Narobiłeś scen to się przyglądają.

I znów ten głos tuż nad uchem Harrego:

[22:10] <głos> hhhhhhhhhhhhhhhaaaaaaaaaaaaaaarrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrryyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy oooooooooooooooooooooooonnnnnnnnnnnnnnnnnnnaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa jjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużżżżżżżżżżżżżżżżżżżżżżżżżżżżzz ttttttttttttttttttttttttttuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu jjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeessssssssssssssssssssssssssttttttttttttttttttttttttttttttt

Otoczenie jak zawsze pozostało głuche na to, co słyszy muzyk.

[22:10] <harry> – Zmywajmy się stąd.
[22:10] <ian> – Uspokój się, bo tracimy tylko na wiarygodności.
[22:10] <harry> -Coś się szykuje.
[22:11] <ian> – Teraz to nie wiem czy tak nas po prostu puszczą.
[22:12] <harry> – Szepczę – znów słyszę ten głos.
[22:12] <mg> Recepcjonistka od czasu do czasu spokojnie i z uśmiechem patrzy na was.
[22:12] <susan> – I co ci ten głos mówi?
[22:13] <harry> – Zaraz coś się stanie.
[22:13] <mg> Im dłużej siedzicie tym poczekalnia wraca do swojej normalnej wieczornej rutyny.
[22:13] <harry> – Uciekajmy.

Wewnętrzny zegar Harrego zaczął niebezpiecznie szybko tykać. Słyszał niemal jakby coś drobnymi kopytkami stukało w coraz szybszym tempie i zmierzało w jego stronę. Coś, czego nie mógł wytłumaczyć, ale coś o czym czytał w książce, którą zdążył ledwo przekartkować. Coś, czego nie rozumiał i brał jako wymysł autora i bajkę dla podrośniętych już dzieci. Z każdą chwilą narastał w Harrym strach i groźna nadejścia czegoś…nienazwanego.

[22:13] <susan> – Nie uciekniemy póki nie powiesz jasno i wyraźnie, czego się boisz.
[22:14] <harry> – Czuję, że zaraz coś się stanie.
[22:14] <harry> – Nie wiem. Błagam uciekajmy. Błagam, zabierzcie mnie.
[22:15] <mg> Harry wstaje i rusza do wejścia do szpitala.
[22:15] <susan> – Może ci sanitariusze to nie był zły pomysł…Co robimy?
[22:16] <ian> Podchodzę spokojnie do Harrego i szepczę – spokojnie, wpierw pójdziemy z tobołami do kibla i tam się przebierzesz.
[22:17] <mg> Widać jak Harry stoi w przejściu i jest mu zimno. W samej piżamce momentalnie pokrywa się szronem.
[22:17] <susan> Łapiemy go i wciągamy z powrotem.
[22:18] <mg> Wciągacie Harrego do środka. Już szedł do karetki.
[22:18] <susan> – Może wróćmy do jego Sali.
[22:18] <mg> – Już idzie ordynator – mówi recepcjonistka z oddali.

Wtedy gaśnie światło. Wszystko zamiera na chwilę by wybuchnąć płynącymi zewsząd pytaniami od pacjentów i personelu: „Co się stało? Kto to? Co? Gdzie?”. Gdzieś ktoś biegnie, w drugim końcu sali zaczyna płakać jakieś dziecko. Szepty zaczynają górować nad wszelkimi innymi dźwiękami. Ian odpalił zapalniczkę, by coś zobaczyć. Przez szklane wejście do szpitala wpadało trochę rozproszonego światła od latarni i księżyca, ale było ono wystarczające by oświetlić całą recepcję. Wtedy też doktor zobaczył, że Harry już jest przy drzwiach wyjściowych. Zanim dopadł drzwi znów był przy karetce i chciał do niej wejść. Muzyk cały skostniał, zsiniał i zgrabiał. Znów dwójka znajomych wciągnęła go do środka.

[22:21] <ian> – Słyszałeś, co do ciebie powiedziałem?
[22:22] <mg> – Proszę o spokój! – słychać głośny głos. – Zaraz przywrócimy światło. Proszę chwilę zaczekać i nie panikować!
[22:23] <mg> Widzicie jak przez moment na ulicy zrobiło się jaśniej jakby od ogniska. Jakby coś przeleciało i zgasło. Trwało to moment i zniknęło.
[22:24] <harry> Przed wejściem?
[22:24] <ian> W stronę bramy? Czy uniwerku?
[22:25] <mg> Tak, od strony wejścia do szpitala, bo tam jest dużo okien.
[22:25] <harry> – Szepczę – uciekajmy w głąb budynku.
[22:25] <ian> Wyglądam przez najbliższe okno, wcześniej wciskam Haremy jego worek i mówię – przebieraj się do cholery jak chcesz wyjść.
[22:26] <mg> Przez okno nie widać nic poza ulicą. I śniegiem na ulicy.
[22:26] Harry ubiera się.
[22:27] <susan> Mocno przewieszam sobie torbę przez ramię, aby nie można było jej zerwać łatwo.
[22:28] <harry> – Szepczę – on chciał bym wyszedł ze szpitala.
[22:29] <mg> W szpitalu słychać tylko kroki, gdzieś ktoś biegnie, ludzie szepczą coś, ale pierwsza panika mija.
[22:29] <susan> – Skoro chciał to, czemu wychodziłeś?
[22:29] <mg> Widzicie wtedy coś jeszcze. Przed wejściem, po ulicy biegnie kózka. Taka mała kózka. Śmiesznie drobi nóżkami w śniegu. Jest cała czarna, ale rącza. Śmiało podchodzi do drzwi i zaczyna je obwąchiwać. Potem odbiega w głąb ulicy i jej nie widać już.

Harry znów słyszy głos nad uchem:

[22:30] <głos> hhhhhhhhhhhhhhhhhhhaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaarrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrryyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy
[22:31] <harry> ZAMKNIJ SIĘ!

Zareagował spontanicznie, choć znów nikt niczego nie słyszał.

[22:32] <harry> – To nie jest normalne.
[22:32] <susan> – Odpowiedz na moje pytanie.
[22:32] <mg> Z drugiej strony widać, jak do drzwi podchodzi jakaś postać.
[22:32] <susan> Policjant?
[22:32] <mg> Teraz, gdy oczy wasze przyzwyczaiły się do mroku, widać, że postać wyraźnie odcina się od tła ulicy.
[22:33] <mg> Nie, nie policjant
[22:33] <ian> widziałem go już?
[22:33] <mg> Ma długi płaszcz.
[22:33] <harry> Niski?
[22:33] <mg> Średniego wzrostu, ale nie widać szczegółów twarzy – skryta pod kapturem.
Darcus w korytarzu
[22:34] <susan> Pasuje do opisu Darcusa?
[22:34] <mg> Nie, nie pasuje.
[22:34] <mg> Otwiera drzwi.
[22:34] <susan> Marstersa może?
[22:34] <mg> Mroźne powietrze wpada do środka.
[22:34] <harry> Lub jego chłopców?
[22:34] <ian> – Spieprzamy.
[22:34] <mg> Też nie. I jego chłopców też nie.
[22:35] <ian> Widziałem gdzieś jakiś wózek?
[22:35] <mg> Na górze był jakiś wózek.
[22:35] <mg> Widać jak jego oczy błysnęły na czerwono. Widzieliście to wyraźnie.

Postać zaczęła zbliżać się do Badaczy. Błyśnięcie czerwonych oczu było dostrzegalne dla każdego i było tak nienaturalne, że aż przez moment zatkało wszystkich i zatrzymało w miejscu. Harry teraz już wyraźnie czuł, jak zimne palce strachu ściskają jego gardło i wbiły się szponami w serce. Susan jeszcze nigdy nie doświadczyła takiego czegoś i teraz jest niemal zafascynowana tym, co widzi. Niemal, bowiem podświadomie coś jej mówi, by uciekać. Dla Iana to też nowe uczucie, ale nie ma wątpliwości, że zbliżająca się postać jest kimś więcej niż zwykłych przechodniem chcącym schronić się przed zimnem.
Po sekundzie wszyscy zerwali się i ruszyli w głąb szpitala. Byle dalej od człowieka w czerni. Nie zapalano latarek by nie wskazywać, gdzie są. W takim tłumie można się zgubić a nikt nie wątpił, że nieznajomy doskonale widzi w ciemności.

[22:37] <darcus> – Oddajcie co moje! – słychać od drzwi.

Triarii - Les Extrêmes Se Touchent
Chropawy i niemal gardłowy głos był doskonale słyszalny przez trójkę uciekinierów. Nie zatrzymali się. Pomagali Harremu biec przed siebie. Nie chcieli zwalniać, bo czuli, że mężczyzna w czerni tylko na to czeka. Ruszyli korytarzem by dostać się do tylnych drzwi i wyjścia ewakuacyjnego. Może na mrozie będą mieć większe szanse. W oknach na parterze były kraty, których z kolei brakowało na górze, ale tam było 6 metrów wysokości i Harry mógłby nie dać rady pokonać tej wysokości bez dodatkowych obrażeń. Dlatego tylne wyjście jest jedyną opcją, którą każdy akceptował.
Ucieczka korytarzemW korytarzu ludzie trzymali się ścian by nie stracić orientacji. Na szczęście wzrok przystosował się do półmroku i poruszanie się nie sprawiało problemów. Wszędzie z sal wystawały zaciekawione głowy pacjentów i szeptały między sobą. Wreszcie na końcu korytarza widać jest wyjście. Szerokie drzwi z małym, szklanym wizjerem, stały na drodze na zewnątrz.

[22:43] <harry> Zaczekajcie. Może on chce specjalnie nas wykurzyć?
[22:44] <susan> Oglądam się.
[22:44] <mg> Widać, jak postać idzie pewnie środkiem korytarza w waszą stronę.
[22:44] <susan> No to chyba nie mamy wyjścia. Zwiewamy.
[22:45] <ian> Jeszcze w to wątpiłaś? Otwieram drzwi.

Drzwi się otwierają. Za nimi czeka już mróz, który dopada każdy nieosłonięty skrawek skóry. Kąsa dotkliwie, szczypie i zamraża. Jednak nie zrobiło to wrażenia na trójce zbiegów. Zrobił to Okopolicjant stojący za drzwiami. Był cały siny, niemal szary. Jego oczy były zaszronione i pokryte bielmem zaś w czaszce ziała dziura jak po kuli. Poruszył się, gdy drzwi stały otworem i rzucił się na wychodzących właśnie Iana i Harrego. Nie ma pistoletu w rękach tylko zakrzywione palce jakby chciał wydrzeć resztki ciepła i życia z żywych. Ten widok po raz kolejny tego wieczora zmroził wszystkich. Nie byli przygotowani na taką dawkę szoku, ale na szczęście zimno nie pozwoliło na rozproszenie myśli.

[22:49] <ian> Wyprowadzam cios z pięści.
[22:49] <susan> Jeśli się zamachnie na Iana to kopię go w nogi aby się przewrócił.
[22:49] <ian> Musimy iść do przodu!
[22:50] <mg> Tam nie ma miejsca na razie na więcej niż na Iana trzymającego Harrego.
[22:50] <susan> – Puść mnie.
[22:50] <mg> Przy ciosie Ian puszcza Harrego a sam cios trafia policjanta.
[22:51] <mg> Z chrupnięciem zagłębia się pięść w klatce człowieka.
[22:51] <susan> Przewrócił się?
[22:51] <mg> Czujesz, jakby był silnie zmrożony.
[22:51] <ian> Jeśli ustał to poprawiam.
[22:51] <mg> Stoi. Będzie chciał cię złapać. Jakiś unik?
[22:51] <susan> – Kurwa Ian, odsuń się.
[22:52] <mg> – Ha!!! Ha!!!! Ha!!!! – słychać z tyłu. – Oddajcie co moje i będziecie wolni.
[22:52] <ian> Mogę zamiast uniku zaatakować?
[22:52] <mg> Możesz.
[22:53] <ian> Jeb!
[22:53] <mg> Uderzasz.
[22:53] <ian> Musimy jak najszybciej przetorować drogę.
[22:53] <mg> Trafiony. Pięść trafia w bark i druzgocze go. Jedna ręka przeciwnika jest unieruchomiona. Ale druga atakuje i mija się z głową doktora o kilka centymetrów.
[22:54] <ian> Korzystam z okazji i oddaję. Staram się pół kroczkami do przodu przeć.
[22:54] <mg> Wszyscy słyszycie jak za plecami ktoś zaczyna coś cicho nucić.
[22:55] <susan> Popycham od tylu Iana na tego policjanta, starając się wydostać.
[22:56] <mg> Ian uderza i jeszcze leci na policjanta. Cios spudłował, ale impet ciała przewraca obu. Coś chrupnęło pod Ianem, który czuje jakby dotknął kawałek lodu.

Triarii - kameraden

Ian leży na policjancie, który już nie zdradza oznak życia. Susan wybiegła z korytarza ciągnąc za sobą Harrego, który spoglądał w ciemny wylot wyjścia ze szpitala i nasłuchiwał tego, co szepcze nieznajomy. Ian wstaje i wszyscy decydują się dobiec jak najszybciej do karetki zaparkowanej przed wejściem do szpitala. Teraz wygląda na to, że są na tyłach szpitala, w przyszpitalnym ogrodzie, więc nie będzie problemu by przebiec szybko w stronę wejścia. Harremu nadal wszyscy pomagają, choć on sam stara się jak może. Adrenalina zapłonęła w jego żyłach i nie czuje już bólu związanego z żebrami. Teraz liczy się tylko ucieczka z tego miejsca. I wtedy dopada wszystkich zimno.
Wpełza od kończyn i pełznie w stronę głowy. Nogi zamieniają się w dwa kawałki lodu i zatrzymują się w miejscu. Ręce opadają wzdłuż tułowia całe sine i zimne, ale mają swobodę ruchu. Postacie zatrzymują się w miejscu i mogą tylko ruszać górną połową ciała na tyle by dostrzec, że całe ich ciało pokrywa się szronem i zastyga jak figura woskowa. Opór zdaje się być bezsensowny. Każdy słyszy za sobą kroki na zmrożonym śniegu. Nadchodził człowiek w czerni.
Susan wyciąga zapalniczkę i paczkę papierosów. Szybko zapala paczkę a płomień raźno pochłania kolejne centymetry papieru.

[23:07] <mg> – Książka – mówi postać.
[23:08] <harry> Nie mamy ksiąg. Oni je ukradli!!!
[23:08] <harry> NA BOGA

Paczka rozpala się na dobre. Ian ocenia, że postać jest jakieś dwa metry za nimi.

[23:10] <harry> Spal tę księgę.
[23:10] <mg> – Książka – powtórzył.
[23:10] <susan> Wkładam do torby płonącą paczkę papierosów i ją zamykam.
[23:11] <ian> Mówię – Ja ją mam.
[23:11] <mg> Gość znów coś szepnął na powietrze – “Iluta avera thule”
[23:11] <mg> Czujecie jak nieruchomiejecie cali – tylko oczami możecie ruszać.
[23:11] <mg> Nie czujecie twarzy, rąk, tułowia, niczego.
[23:12] <susan> To ja zamykam oczy.
[23:12] <mg> Gość podchodzi do torby, otwiera i wyjmuje książkę ze środka.
[23:12] <harry> Kto to jest?
[23:12] <mg> Otrzepuje popiół i uśmiecha się,
[23:12] <harry> Jak wygląda?
[23:12] <mg> Widać, że ma jedynek. Starszy gość, twarz poznaczona zmarszczkami.

Darcus chowa księgę za pazuchę swojego płaszcza. Nie uśmiecha się. Jego pobrużdżona zmarszczkami Darcus McCridletwarz zdaje się kryć setki lat mądrości i doświadczenia.

[23:13] <harry> (mogliśmy go załatwić)
[23:14] <ian> Spróbuję się skoncentrować i i sięgnąć po kosę w kieszeni, gdy sięga do toby.
[23:14] <mg> Koncentracja nic nie daje, bo nawet nie czujesz ręki.
[23:14] <harry> Jesteś dead man.
[23:15] <mg> Postawił kołnierz płaszcza, spojrzał w niebo.
[23:16] <mg> Powiedział “Ifferet Novert newou” i widzicie jak z dachu szpitala oderwała się płonąca głownia wielkości małego samochodu i uleciała w niebo.
[23:17] <mg> – Na mnie czas – powiedziała postać. – Muszę odzyskać resztę. Żegnajcie.
[23:18] <mg> Postać oddala się spokojnym krokiem. Coś jasnego jeszcze zaświeciło za wami, ale ponieważ nie możecie się obrócić to tylko widzicie poblask na śniegu oraz ciepło z tyłu. Które i tak po chwili znika.
[23:19] <mg> Zaczynacie tajać i wraca ból. Im szybciej to się staje tym ból staje się większy. Coraz większy i większy. Wreszcie jest on tak silny, że omdlewacie. I padacie na śnieg. Przynajmniej czujecie przez własną skórę, że jest on zimny. A potem już tylko ciemność.

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.