Arkham

Arkham 17 stycznia 1930 roku

Śnieg w ArkhamPiątek przywitał wszystkich śniegiem. Grube płaty spadały z nieba i dość szybko zakryły ostatnie wolne skrawki ziemi. Drzewa dostały dodatkowe białe czapy a powietrze złapało odrobinę wilgoci. Na śniadanie była jajecznica na boczku i kawa oraz herbata. Miła odmiana od tego, co działo się za oknem. Jednak dziś pewnie znów trzeba będzie ruszyć w teren. Padła propozycja ruszenia na Wzgórze Wisielców – z czystej ciekawości naukowca. Coś takiego pod bokiem może korcić do chociażby rzucenia okiem. Harry upierał się by szukać księgi bo ciągle miał w pamięci to, co powiedział mu strażnik a termin ,jaki wtedy padł, był coraz bliższy. Chciał ten eksperyment przeprowadzić by namierzyć Darcusa i wydusić z niego księgi. To się liczyło i temu chciał podporządkować wszystkie działania. Także pomoc Murphy`ego. Oczywiście sprzeczki w takim wypadku były na porządku dziennym. Jak zawsze. I właśnie w takiej chwili przyszedł detektyw Stuckey.

[23:09] <mg> – Witam państwa – zaczął.
[23:09] <ian> – Dzień dobry panie poruczniku. Porozmawiamy w jadalni czy woli pan w ktorymś z pokoi?
[23:10] <stuckey> – Znów się spotykamy. I znów w niezbyt sprzyjających okolicznościach… Mi nie przeszkadza, chyba że państwo chcą mieć komfort.
[23:10] <susan> – Porozmawiajmy tutaj.
[23:11] <harry> – Czego pan się napije?
[23:11] <stuckey> – Przyjechałem w znanej państwu sprawie – trupa w szopie. Zgłaszali państwo wczoraj wieczorem znalezienie denata. A za picie dziękuję – jestem na służbie.
[23:12] <ian> – Tak, słuchamy, co udało się ustalić?
[23:13] <stuckey> – To właśnie ja chciałbym zacząć od państwa, bo nikogo innego nie było w pobliżu. Oczywiście, zakładam, że nie znacie tego mężczyzny?
[23:14] <ian> – Ja nie.
[23:14] <susan> – Nie znamy. Znaleźliśmy go leżącego na brzuchu. My go odwróciliśmy ale nie poznaliśmy twarzy.
[23:15] <stuckey> – Nie wiecie, co mógł on u was robić i jak zginął?
[23:15] <susan> – Przyszedl z lasu od strony rzeki. Wiemy, bo zrobiliśmy sobie wycieczkę wzdłóż śladów. Przeszliśmy jakieś 2-3 km.
[23:15] <ian> – Szliśmy ponad godzinę w tamtym kierunku.
[23:16] <susan> – Ślady należały do dwóch osób, ktore często się potykały. Kończyły się w naszej drewutni. Od drewutni były już ślady pojedyńcze, prowadzące w stronę miasta.
[23:16] <ian> – Udało nam się stwierdzić że ten człowiek dochodząc do drewutni nie był sam.
[23:16] <stuckey> – Dwie osoby mówicie?
[23:16] <susan> – Ale na pewno państwo je znaleźli, bo staraliśmy się ich nie zadeptać. Denata nie znamy, natomiast z naszej drewutni zniknęła siekiera. I nie jest to pierwszy raz kiedy ktoś kręci się po naszej posiadłości. Widzieliśmy jsiekieraakąś postać przez okno pierwszego dnia jak przyjechaliśmy.
[23:18] <ian> – Którą, notabene, podejrzewamy że posłużyła za narzędzie zbrodni.
[23:18] <susan> – I kilka dni później kogoś stojącego na granicy naszej działki.
[23:18] <ian> – Tak, po tym jak odczytany został testament Silasa w kancelarii.
[23:19] <harry> – Panno Susan, pan inspektor nie chce słyszeć doniesiania o panu Darcusie, który zaginął podczas jego ucieczki.
[23:19] <susan> – Nie widzieliśmy twarzy. Podejrzewaliśmy, że to Darcus McCrindle.
[23:20] <stuckey> – Czy widząc obecnego denata możecie powiedzieć, że to mogłaby być ta sama osoba którą widzieliście poprzednio?
[23:21] <harry> Nie. Jestem pewien że to nie ta sama osoba.
[23:24] <stuckey> – Dwa dni temu byliście państwo w Bostonie, prawda?
[23:24] <ian> – Zgadza się.
[23:25] <susan> – Harry nie możesz być pewien. W żadnym wypadku nie widzieliśmy twarzy.
[23:26] <harry> – Widziałem twarz Darcusa. Widziałem go na zewnątrz. Goniłem go po schodach gdy uciekał na dach domu. Czy to za mało by poznać osobę?
[23:26] <stuckey> – To w zasadzie tyle bym miał póki co. Proszę przez kilka dni zostać w mieście, gdyby zaszła potrzeba złożenia dodatkowych zeznań. Dziś, do końca dnia zakończą się czynności operacyjne z pobieraniem śladów i będą mogli państwo wrócić do domi.
[23:29] <susan> – A zidentyfikowali państwo denata?
[23:29] <ian> – Czy denat to osoba znana z kartoteki miejscowej policji?
[23:30] <stuckey> – Trwają czynności ustalające.
[23:32] <susan> – Detektywie, jakby iść w górę rzeki, to gdzie sie dojdzie?
[23:33] <stuckey> – Do miejskiej przepompowni a potem w głąb lasów Billingstone.
[23:35] <susan> -A zidentyfikowali państwo tamtego denata, który był znaleziony w wodzie kilka tygodni temu?
[23:36] <stuckey> Nie, jeszcze nie. Przebywanie w wodzie znacznie zniszczyło ciało, ale robimy co możemy.
[23:36] <susan> – Jakby nie patrzeć, to już drugie zwłoki pochodzące z góry rzeki.
[23:37] <stuckey> – To prawda. Przyglądamy się tej sprawie.
[23:37] <harry> – Może warto przeczesać ten teren? Na pewno obecność policji poprawi bezpieczeństwo w okolicy.
[23:38] <stuckey> – Mamy swoje priorytety proszę państwa. Wszystko w swoim czasie.
[23:38] <ian> – Spokojnie Harry, to szkoła pana Legrassa, więc nie trzeba pana pouczać.
[23:38] <susan> – Jakby pan miał jakieś pytania to jeszcze przez kilka dni bedziemy w Arkham.
[23:39] <ian> – W razie czego pan ma nasze bostońskie adresy.
[23:39] <stuckey> – Będę miał to na uwadze. Jakby co to będę łapać państwa w hotelu.
[23:39] <susan> – Aha i wynajęliśmy nasz dom pewnemu panu z uniwersytetu o nazwisku Murphy.
[23:40] <mg> – Od kiedy?
[23:40] <susan> – Jak tylko państwo śledztwo w domu skończą. On prowadzi jakieś badania uniwersyteckie.
[23:41] <stuckey> – To państwa własność i rozporządzacie nią wedle własnego uznania. Jeśli coś się stanie to oczywiście państwo, jako właściciele, ponosicie konsekwencje. Proponuję odpowiednio się zabezpieczyć umową notarialną.
[23:43] <ian> – Podobnie jak z dzisiejszym naszym zgłoszeniem, zdajemy sobie z tego sprawę.
[23:43] <susan> – Dziękuję za radę, faktycznie nie wzięliśmy tego pod uwagę.
[23:44] <stuckey> – To ja miałbym tyle. Życzę miłego dnia i wieczorem dom jest już do państwa dyspozycji.

Po wizycie detektywa przynajmniej było wiadomo ile czasu zajmą policji czynności dochodzeniowe. Pozostaje nadal kwestia tego, co dalej. Wizyta na cmentarzu staje się coraz bardziej realna. Dodatkowo wizyta na grobie Silasa też by się przydała. W końcu byli tu od tylu dni i nie widzieli grobu osoby, która zapisała im dom w testamencie. Widzieli, że jest pochowany na Christchurch Cementery a to jest daleko na południu miasta, niemal na jego rogatkach. Ian ma ochotę odwiedzić Murphy`ego na uniwersytecie, by sprawdzić czy rzeczywiście on tam przebywa i czym się zajmuje. Powstał szybki plan, który by uwzględniał te dwa punkty – wizyta na cmentarzu, gdzie leży Silas oraz na uniwersytecie.

Cmentarz ChristchurchCmentarz Christchurch leżał niemal na wylocie miasta przy ulicy French Hill. Otoczony kamiennymi słupami spiętymi stalową ścianą prętów prezentował się nowocześnie i współcześnie. Wiele jeszcze miejsca było do zajęcia i pewnie tutaj odbywało się większość pochówków katolickich w mieście. O tej porze dnia i roku nie było tu za wiele odwiedzających. Śnieg już nie padał, ale wrócił mróz. Przysypane nagrobki i krzyże tworzyły całkiem ciekawą kompozycję w klimatach czerni i bieli. Wejście do środka prowadziło przez solidną bramę. Za nią stał duży budynek będący pewnie miejscem, gdzie przebywa zarządca tego miejsca, bo nie było widać nigdzie kościoła. Zatem ksiądz dojeżdża a tutaj była tylko drobna kapliczka. Taksówka z Badaczami zajechała pod samą bramę. Przy niej stał człowiek wyglądający na stróża. Solidna kufajka chroniła go przed zimnem a ćmiący się papieros ogrzewał twarz. Harry ruszył w jego stronę chcąc zapytać się o cmentarz.

[20:55] <harry> – Przepraszam czy Pan zarządza cmentarzem?
[20:56] <cieć> – Co? – zdusił peta pod gumiakiem. Walonki zgrabnie zabiły ognik.
[20:56] <harry> – Ah nieważne.
[20:57] <susan> – Dzień dobry.
[20:57] <cieć> – Dobry – burknął.
[20:58] <susan> – Chcielibyśmy odwiedzić grób pana Silasa McCrindla. Mógłby pan nam go wskazać?
[20:58] <cieć> – To se idźcie, co mnie do tego – a potem dodał. – A skąd ja mam niby wiedzieć, gdzie leży każdy z nieboszczyków. To pani przyjechała do niego nie ja. Ja tu tylko pilnuję.
[20:59] <susan> – Ach trudno, kogo w takim razie możemy zapytać?
[21:00] <cieć> – Tamój – machnął ręką w kierunku budynku gubiąc peta, którego znów chciał zapalić. – Kurwa mać! – zaklnął szpetnie.
[21:01] <susan> – Dziękuję.

Cieć wiedział niewiele i wskazał na budynek. Harry już tam był i wszedł do środka po uprzednim zapukaniu. Nie było tam za wiele miejsca, ale przynajmniej było ciepło. W pokoju dało się dostrzec solidny regał, małe biureczko i siedzącego za nim dość postawnego gościa. Z twarzy mógłby być Na Cmentarzuwzięty za brata bliźniaka tego, co stoi przy bramie.

[21:02] <gordon> – Czego? – powiedział na przywitanie.
[21:03] <harry> – Dzień dobry Panu.
[21:03] <gordon> – Dobry – odpowiedział.
[21:03] <harry> – Nazywam się Harry Lafayette.
[21:04] <gordon> Gordon Haskins.
[21:04] <harry> – Chciałbym odwiedzić grób Silasa McCrindla. Jesteśmy jego spadkobiercami. Zginął miesiąc temu.
[21:05] <mg> – Czekajta, musze w papierach poszukać. Kiedy fajt…znaczy zszedł był z tego świata?
[21:05] <harry> – Prawdopodobnie został tutaj pochowany. 27 grudnia chyba. Doładnie nie pamiętam ale jakoś tuż przed nowym rokiem.
[21:06] <mg> Olbrzym ślini palec i zaczyna przerzucać strony w księdze.
[21:07] <mg> Po kilku minutach znalazł – oczywiście przewalając tę książkę ze trzy razy – Mam dziada! – krzyknął. – To znaczy nieboszczka.
[21:07] <gordon> Kwatera 13, grób 5
[21:08] <harry> – Dziękuje Panu – i podaję dwa dolary.
[21:09] <gordon> – Łaskawie dziękuję – odpowiedział i szybko schował krążek w kieszeniu
[21:08] <susan> – Kto zorganizowal pogrzeb?
[21:09] <mg> – Ksiądz przecie, znaczy wielebny Morris. Na zlecenie miasta chiba.
[21:09] <harry> – Możemy spojrzeć do księgi?
[21:10] <mg> – Do księgi nie wolno, moja!
[21:10] <susan> – Gdzie urzęduje wielebny Morris?
[21:12] <gordon> Będzie w kościele, w mieście, na Parsonage Street.
[21:10] <harry> – Dobrze, to my już pójdziemy odwiedzić grób. Pani miała na myśli gdzie mieszka.
[21:12] <susan> – Nie, miałam na myśli kościół właśnie. Dziękuję bardzo. Miłego dnia życzę.
[21:13] <gordon> – Miłego
__
Grób Silasa zagrzebany był w śniegu – jak wiele przed nim i za nim. Spod śniegu wystawał tylko krzyż z przybitą tabliczką z imieniem i nazwiskiem. Nie było widać, by ktoś się przy nim kręcił lub chociażby odgarnął śnieg. Zamiast tego sami odgarnęli śnieg, ale poza zmrożonym kopcem ziemi posypanym żwirem nie było nic więcej. Pozostało ruszyć na uniwersytet do Murphy`ego. Powrót taksówką do centrum zajął kolejne pół godziny. Robiło się zimno i choć śnieg nie padał to niskie, ciemnie chmury wisiały ciężko nad miastem. Wszyscy przemknęli jak najszybciej do recepcji by dowiedzieć się, gdzie dalej. Rozłożony campus uniwersytecki był za duży by można było znaleźć tutaj jednego człowieka. Rozległy hall z ciężkim kontuarem był symbolem tradycji i konserwatyzmu uczelni. Ładna brunetka za nim czekała tylko na pytanie.

Recepcjonistka[21:38] <recepcjonistka> – W czym mogę pomóc?
[21:38] <ian> – Dzień dobry Pani.
[21:38] < Recepcjonistka > – Dzień dobry.
[21:38] <ian> – pierwszy raz jestem nu państwa i trochę się zgubiłem
[21:39] < Recepcjonistka > – A czego pan szuka?
[21:39] <ian> – Zakładu parapsychologii.
[21:41] <mg> – To będzie… – zagląda do solidnego kajetu trzymanego pod ladą. Przy okazji widać kawałek całkiem apetycznego uda. – u doktora Alexa Wardena. Trzeba wyjść na ulicę i skręcić na lewo. Narożny budynek to będzie Sciencie Hall i tam jest katedra biologii. Tam też jest zakład psychologii.
[21:43] <ian> uśmiecham się do młodej panny i mówię – jest pani nadzwyczaj uprzejma, bardzo mi pani pomogła.
[21:43] <harry> ( rozglądam się za ładnymi studentkami )
[21:43] <ian> – A kojarzy pani może jednego z tamtejszych pracowników naukowych? Nazwisko Murphy.
[21:45] < Recepcjonistka > – Nie, niestety nie kojarzę.
[21:46] <ian> – No nic, bardzo pani dziekuję i do zobaczenia.
__
Przejście do Budynku Nauk zajęło nie więcej niż kwadrans. Wszędzie wokół przechadzali się studenci, którzy szli na zajęcia lub z nich wracali. Zadziwiające, że w tak podrzędnym mieście, jakim jest Arkham, mieści się tak rozległa i szacowna uczelnia jak Miscatonic University. Sam budynek nie miał więcej niż sto lat. Ostatnio przechodził remont i jego odświeżony wizerunek przydawał powiew nowoczesności. Po wejściu do niego widać rozległy korytarz od którego odchodzą liczne korytarze boczne i drzwi oraz schody. Tworzyło to niezłą plątaninę i faktycznie tylko gość za niewielkim kontuarem mógł pomóc. Mężczyzna miał przylizaną grzywkę zaczesaną na prawą stronę, wydatne usta i maślany wzrok. Za nim wisiała cała tablica pełna kluczy lub haków po kluczach z numerkami. Znów Ian przejął inicjatywę w dowiadywaniu się o dalszą drogę.

Puci-puci[21:52] <ian> – Dzień dobry. Szukam zakładu parapsychologii.
[21:53] <mg> – Dzień dobry – mówi przymilnym, nieco zniewieściałym głosem.
[21:53] <adrian> – Kochany, to będzie na dole – macha delikatnie rączką w stronę schodów.
[21:54] <ian> – Och dziękuję! A czy złociutki pan kojarzy jednego z tamtych pracowników? Murphy się nazywa.
[21:55] <adrian> – Murphy? Taki okrąglutki i puci, puci? Tak, kojarzę.
[21:56] <susan> Odwracam sie i krztuszę ze śmiechu.
[21:57] <harry> – To chyba nie on.
[21:57] <ian> – Tak, tak. Puci-puci. Chyba całkiem ciekawy z niego gość co?
[21:58] <adrian> – Pan Murphy ma na dole pracownię. Znajdziecie go kochani bez problemu. Tak, jest bardzo ciekawy. Zawsze pomaga mi przy żarówce na zapleczu. A właśnie, nie pomógłby mi ktoś z was z żarówką w moim kantorku?
[22:00] <harry> – Nie mamy uprawień. Chodźmy.
[22:00] <ian> – No i jesteśmy spóźnieni.
[22:00] <harry> Ruszam na dół szybszym krokiem.
[22:00] <adrian> – Wystarczy siła, a pan mi wygląda na silnego – rozmarzonym głosem – tu nie trzeba mieć nic specjalnego. No, może coś …
[22:01] <mg> Echo jego głosu niknie, gdy schodzicie na dół.
[22:01] <susan> – Pomóż panu Ianie, my zaczekamy – uśmiecham sie złośliwie.
[22:01] <ian> – Wolę brunetkę. Zaś Harry skoro tak ostro i oscentacyjnie zareagował tzn. że działa jego mechanizm obronny. Wyparcie.
[22:02] <susan> – Hehehe. Chodźmy.

Zejście na dół otworzyło przed grupą podwoje zakładu psychiatrii. Na znalezionych drzwiach widać było tabliczkę z napisem „M.Murphy, asystent” jednak okazały się zamknięte. Możliwe, że miał zajęcia. W końcu to wczesne popołudnie i pewnie prowadzone są zajęcia. Ian zerknął do laboratorium. I okazało się to dobrym pomysłem. Murphy był tam i tłumaczył coś zebranym wokół niego, na kształt wianuszka, studentom. Stali w pobliżu wanien z wielkimi, stalowymi pokrywami. Tłumaczy coś o transgresji i umieszczanych pacjentach w wannach. Na szczęście po dwudziestu minutach wykład się skończył i Murphy był wolny.

Laborka[22:21] <murphy> – Witam – rzuca na przywitanie zbierając przy okazji jakieś papiery z niewielkiego stolika robiącego za biurko w laboratorium.
[22:22] <ian> – Dzień dobry panu, przepraszamy że tak z nienacka ale chcieliśmy powiedzieć że dziś wieczorem dom powinien być wolny więc jeśli pan chce możemy zacząć przygotowania do eksperymentów…
[22:24] <murphy> – Świetnie. Kończę o 18 zajęcia i mogę już zacząć przygotowania. Ale i tak dopiero jutro mogę przewieźć maszynę. Wcześniej nie dam rady. Chcecie na nią zeknąć? Mam jeszcze parę minut przed kolejnym wykładem.
[22:24] <susan> – Chętnie.
[22:24] <ian> – Jasne.
[22:24] <harry> -Bbardzo chętnie.
Część maszyny[22:26] <mg> Chodźcie za mną – rzucił i wyszedł z sali. Ruszyliście za nim do jego gabinetu. Otwiera go z klucza i wpuszcza was do środka. Zagracony i pełen papierzysk nie przedstawia sobą niczego niezwykłego. Murphy podchodzi od drzwi na zaplecze i otwiera je. Zapala światło w środku i z uśmiechem wskazuje na was ręką – Zapraszam, popatrzcie. Widać w pomieszczeniu stoi coś jak potężny kufer z jeszcze większą nadbudówką. Pełno w nim lamp, przełączników i przewodów. Aż dziw, że to pracuje i nie przypomina to w niczym schludnych maszyn, jakie widywaliście na codzień.
[22:28] <harry> – Uważnie patrzę, gdzie stąpam.
[22:29] <mg> Murphy podchodzi do urządzenia i pokazuje – tu jest włącznik i główny sensor. Tu wkłada się próbkę – odkrywa pokaźną kieszeń z metalowej skrzynki. Dzięki tym przewodom i montowaniu czujniki śledzą trop Eteru i rejestrują jego wahnięcia. Po założeniu tych słuchawek mogę słyszeć echo a jak założę te okulary to widzę to, co Eter chce mi pokazać. Budowa jest trochę skomplikowana, ale musicie mi wierzyć na słowo, że to działa.
[22:30] <mg> Faktycznie maszyna robi imponujące wrażenie.
[22:30] <harry> Ile lat pan nad tym pracował?
[22:30] <murphy> To jest prawie 3 lata mojej pracy. Dzień w dzień.
[22:30] <ian> – Hmm to pan sam skonstruował to cacko czy ktoś panu pomagał?
[22:31] <susan> – A co pan ma na myśli mówiąc ‘próbkę’?
[22:31] <murphy> Pomagał mi znajomy inżynier, ale tylko w konstrukcji obwodów bo nie miał pojęcia do czego je użyję. Próbkę w sensie kości, pierścionka czy czegoś, co mogła mieć osoba, której śladu szukamy w Eterze.
[22:32] <susan> – Hmm no cóż, czyli duże to być nie może.
[22:32] <murphy> Ewentualnie książki, jak w przypadku państwa znajomego.
[22:33] <ian> – A mogę zapytać co było dla pana bezpośrednią inspiracją lub bodźcem do skonstruowania tej maszyny?
[22:33] <murphy> – To za długo by mówić – zerka na zegarek. – A na mnie czas, zajęcia.
[22:34] <ian> – oczywiście
[22:34] <murphy> – To jeśli jutro będzie już wszystko wolne, to przewiozę moją maszynę i mogę zaczynać. Jutro popołudniu będzie transport. Zatem na wieczór mogę zapuścić maszynę niech trochę pochodzi. Może w nocy będzie mogła już zacząć.
[22:35] <susan> – Skoro pan ma transport to my tu nie jesteśmy potrzebni.
[22:35] <murphy> – A nie, ja wszystko przewiozę. Mam ludzi i muszę sam dopilnować wszystkiego by nic się nie stłukło.
[22:35] <ian> – W porządku, to czekać na pana na miejscu czy pomóc z transportem?
[22:35] <murphy> – Spotkajmy się na miejscu, jak już maszyna będzie w domu.
[22:36] <harry> Dobrze. To my już uciekamy.

Harry postanowił wrócić na cmentarz, gdzie pochowano Silasa by namówić gości na jego wykopanie lub przynajmniej jego części. Zdobył whiskey, miał kasę i tak przygotowany ruszył na cmentarz. Susan z Ianem ruszyli do domu, zobaczyć jak wygląda sytuacja. Policjanci jeszcze się kręcili wokół, ale jeden z nich zapewniał, że już się zbierają i do wieczora nikogo tu nie będzie. W domu wszystko wyglądało tak, jak poprzednio a na zewnątrz jest zdeptany śnieg i liczne ślady policyjnych samochodów. Po obejrzeniu domu postanowili wrócić. Harry również wrócił, gdyż cmentarz był zamknięty i nikogo nie było, kto by odpowiedział. Nawet na krzyk nikt nie reagował. Gdyby był bardziej sprawny to by przeskoczył te stalowe żerdzie, a tak tylko okrążył całość a wejścia i tak nie znalazł. Robiło się na wieczór bardzo zimno i nie było sensu stać tam i czekać, aż ktoś wyjdzie z budynku. Dlatego Harry postanowił wrócić do domu, gdzie już czekała Susan z Ianem. Jak się spodziewali, to był bardzo intensywny dzień. Resztki wieczora minęły na ustaleniach co będzie jutro. Najważniejsze było znalezienie czegoś, co można by użyć do maszyny Murphiego. Może kość z cmentarza, może książkę, klucz lub testament. Harry był przekonany, że cmentarz i kość to najpewniejsza próbka. Do porozumienia nie doszło, ale odłożono to do rana. Jak człowiek wyspany to lepiej myśli. Tak podobno mówią mądrości ludowe.

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.