Arkham

Arkham 9 stycznia 1930 roku

Budzicie się wszyscy w … szpitalu. Zapach środków czyszczących uderza w nozdrza. Szelest chodzących po korytarzu ludzi i personelu jest miły dla ucha. Zza szyby wpadają promienie słońca. Widać ośnieżone dachy sąsiedniego budynku należącego do uniwersytetu. Widać jak otwierają się drzwi i wchodzi przez nie pielęgniarka mająca niewielki wózek z jedzeniem. Uśmiecha się. Śniadanie gotowe. Dla każdego.

[23:35] <ian> Wszyscy są przytomni?
[23:35] <mg> Tak, wszyscy.
[23:35] <susan> – Czy wam się też śnił pusty szpital i jakiś duch? Który mówił, że Harry został strażnikiem książki?
[23:36] <mg> Wszyscy czują się dobrze. Harrego pobolewa trochę klatka i żebra oraz brzuch, ale to są jeszcze efekty pobicia.
[23:36] <harry> – Który jest dzień?
[23:36] <mg> Nie wiesz, który jest dzień.
[23:37] <harry> – Jaki jest dzień!!!!
[23:37] <susan> – Halo, proszę pani – wołam pielęgniarkę.
[23:37] * Harry próbuje zejść z łóżka.
[23:37] < Pielęgniarka > – Tak słucham?
[23:37] <harry> – Boli…
[23:37] <susan> – Jaki mamy dziś dzień?
[23:37] <pielęgniarka> – Czwartek kochana, czwartek.
[23:37] <susan> – Czyli który stycznia?
[23:38] <pielęgniarka> Dziewiątego.

Harry przez krótki moment doznał zawrotu głowy. Utrzymał się na nogach tylko dlatego, że trzymał się z całych sił ramy łóżka. Pamiętał jak został sam z istotą z mroku, z tym, który obwołał go Strażnikiem. Teraz, gdy usłyszał datę wszystko wróciło do niego w ułamku sekundy. Wszystko. A postać mówiła „Strażniku. Dokonałeś wyboru. Czy właściwy – niech osądzi to Posłaniec. Pamiętasz kartkę i datę, która była na niej? Wracaj do świata marzeń, ale tego dnia umrzesz. Ciesz się wolnością Strażniku skoro zawiodłeś. Jeśli odkupisz swoje winy, będziesz wolny a śmierć nie nadejdzie”.

[23:38] <harry> – Muszę stąd wyjść.
[23:38] <susan> – Dziękuję. No to co z tymi snami, odpowiecie mi?
[23:39] <ian> – Nie wiem co to było.
[23:39] <mg> Harry – wszystko ciebie boli. Jak się ruszasz, to żebra zaczynają boleć – szczególnie, gdy się pionujesz. Chyba ostatnia eskapada z wychodzeniem nie przysłużyła się im najlepiej.
[23:40] <susan> Rozglądam się za ubraniami i swoimi rzeczami.
[23:40] <harry> Usiądę na łóżku.
[23:40] <mg> Walizki są pod ścianą.
[23:41] <harry> – 21 stycznia zginę…
[23:41] <susan> – Czemu tak uważasz?
[23:42] <harry> – On mi to powiedział.
[23:42] <susan> – Możesz jakoś to odwrócić?
[23:42] <harry> – Muszę odzyskać księgi, inaczej zdechnę.
[23:42] <susan> – Powiedział ci, gdzie one są?
[23:43] <harry> – Kurwa, nie rozumiem co się ze mną dzieje…
[23:43] <harry> – Co? Nic mi nie powiedział.
[23:43] <susan> – Poza tym że masz połamane żebra?
[23:44] <harry> – Nic nie rozumiem. Mam sieczkę w głowie.
[23:44] <susan> – Dobra, chodźmy stąd. Wracajmy do Bostonu.
__
Wszyscy ubrali się i przygotowali do wyjścia. Harremu trzeba było pomóc, bo odczuwał jeszcze skutki rachowania żeber i bolały przy każdym silniejszym ruchu. Bagaże w postaci walizek i futerału Harrego udało się znieść na dół. Nikt ich nie niepokoił, choć pilnie wypatrywano policjantów. W końcu będą chcieć mieć zeznania z feralnej nocy. Ian nie mógł oprzeć się zawodowej ciekawości i postanowił zapytać się jakiegoś pacjenta o to, co tu się działo. Przysiadł się do jakiegoś dziadka na korytarzu i zaczął rozmowę.

[21:37] <ian> – Przepraszam, czy kojarzy może pan co tu się stało dwa dni temu wieczorem? Był pan może w szpitalu?
[21:38] <dziadek> – Światło zabrali na godzinę. Kazali zostać w pokojach, ale potem już było normalnie.
[21:40] <ian> – Aha, to dziękuję za informację, słyszałem że ktoś tu kogoś ganiał, przespałem ten moment ale musiało być ciekawie…
[21:40] <dziadek> – A tak. Zginął policjant podobno.
[21:41] <ian> – Tu? W szpitalu?
[21:41] <dziadek> – Miał kogoś pilnować, ale go zaszlachtowano przed szpitalem. Podobno sprężynowcem.

Zatem nie było nic co by odbiegało od normalności. Cała trójka zeszła na dół i wyszła na mróz. Wizyta w budce i zamówienie taksówki nie zajęło więcej niż to było potrzebne. Mimo ciepłych ubrań dało się odczuć chłodne palce mrozu na skórze. Taksówka zajeżdża po paru minutach i zabiera wszystkich na dworzec kolejowy. Zakup „Advertisera” był dobrym pomysłem, bo krzykliwy tytuł nie zostawiał wątpliwości o to, co zaszło w szpitalu.

Wczoraj, we wczesnych godzinach nocnych został zasztyletowany policjant w parku przyszpitalnym. Nie wiadomo, kto to zrobił, ale może pomogą w tym ci, co byli tam najbliżej. Podobno są w śpiączce i przebywają, jako pacjenci w tym samym szpitalu. Policja nie ukrywa, że choć nie są zatrzymani, to są głównymi podejrzanymi. Roy Fergusson miał 32 lata. Był dobrym policjantem, wzorowym ojcem trojga dzieci i odpowiedzialną głową rodziny. Policja dołoży wszelkich starań by dorwać zabójcę lub zabójców.

[22:10] <susan> – Pfffff….
[22:12] <harry> – Kurwa…
[22:12] <ian> – No to mamy problem…
[22:12] <susan> – No dobrze, ale może ustalmy na ile możemy opowiedzieć prawdę.
[22:12] <harry> O żywym trupie nie powiemy.
[22:12] <susan> – Po prostu mówmy że ścigał nas jakiś mężczyzna z nożem i uciekaliśmy przed nim.
[22:13] <harry> Powiemy o Darcusie. Że uciekł.
[22:13] <ian> – Powiemy, że uciekaliśmy przed kolesiem co chciał od nas książkę i po drodze natrafiliśmy na klienta.
[22:13] <susan> – Rak, ale mówimy że widzieliśmy policjanta czy nie?
[22:14] <ian> – Tak, ale już martwego. W końcu znaleźli nas całkiem niedaleko.
[22:14] <harry> No, powiemy ze Ian wpadł na jego martwe ciało.
[22:14] <susan> – Dobrze, leżał na plecach nieopodal wyjścia. I miał dziurę między oczami.
[22:15] <harry> To chodźmy do komisariatu.
[22:15] <susan> – Piszą, że był zasztyletowany. Ciężko przebić nóż przez czaszkę.
_ [22:16] <ian> – Ale ja pamiętam, że miał dziurę na czole._
[22:16] <susan> – Tego wieczora widzieliśmy mnóstwo dziwnych rzeczy. Powiedz ewentualnie, że wydaje ci się, że miał… Ale nie upieraj się…
[22:17] <ian> – Czy dobrze pamiętam to nie mogę ręczyć, zresztą coraz więcej jest takich rzeczy z którymi ciężko się myśli i tego będę się trzymał.
[22:17] <susan> – Dobrze.
[22:18] <harry> Jedzmy na posterunek. Albo podejdźmy.
[22:18] <susan> – Przegapimy pociąg.
[22:18] <harry> Trudno.
[22:18] <susan> – Chcesz zostać tu dzień dłużej?
[22:18] <harry> – Gorzej jak nas aresztują.
[22:18] <susan> – Dobrze, to ty masz umrzeć dwudziestego pierwszego. Decyduj!
[22:19] <harry> Jeśli uciekniemy to nas oskarżą o morderstwo, bo tylko winny ucieka.
[22:19] <susan> – Przecież nie uciekamy tylko wracamy do domu.
[22:19] <harry> Chyba że to czymś uzasadnimy. Policja uznała nas za podejrzanych, czyli winnych.
[22:20] <susan> – Podejrzanych to jeszcze nie winnych.
[22:21] <ian> – W świetle prawa nie.

Postanowiono pójść na komisariat. Później pociąg był o 16 i zostało do niego dobrych parę godzin. Na komisariacie powinno to wystarczyć by złożyć zeznania. Lub zostać aresztowanym. A przed komisariatem zaparkowane dwa wozy i spory gwar rozmów przez półotwarte drzwi. Z niepewną miną grupa weszła do środka.
W pomieszczeniu przed okienkiem nie ma nikogo, ale za nim, w przejściu do pomieszczeń komisariatu siedzą policjanci i o czymś dyskutują. Jak tylko ktoś wchodzi to gwar milknie…

[22:37] <ian> – Z detektywem Stuckey’em proszę. To pilne.
[22:38] <mg> Policjant popatrzył się na was i krzyknął w głąb pokoju: – Stuckey….do ciebie.
[22:39] <mg> Policjanci patrzą na was. Niektórzy jakby coś sobie przypominali…
[22:40] <mg> Wreszcie przez tą ciżbę przepchał się policjant, którego znacie. To Stuckey.
[22:41] <mg> Zatrzymał się na moment. Widać, że jest nieogolony, w zmiętej koszuli i szaliku niedbale rzuconym na szyję.
[22:41] <ian> – Witamy panie poruczniku, przyszliśmy od razu tutaj jak tylko się ocknęliśmy.
[22:41] <mg> – Witam… – zaczął wolno. – Dobrze, że jesteście.
[22:42] <ian> – Zdziwiło nas, że nie mamy ochrony pod pokojem. Po ostatnim napadzie nie czuliśmy się bezpieczni, więc od razu tu przybyliśmy.
[22:42] <mg> – Zapraszam do pokoju – otworzył kontuar i wskazał ręką za siebie w głąb korytarza. – Tam sobie wszystko wyjaśnimy – dodał.
[22:44] <mg> Przeciskacie się pomiędzy policjantami. Z tymi bagażami to nie idzie najlepiej, ale jakoś się udaje dostać do drzwi, które wskazał detektyw. Sam też podszedł i otworzył je.
[22:44] <stuckey> – Zapraszam – i wskazuje wnętrze pokoju.
[22:47] <mg> Stuckey zapala światło. Widać stolik, kilka krzeseł pod ścianami. Wszystko wyłożone kafelkami. Oczywiście jedna ściana jest cała lustrzana.
[22:48] <stuckey> – Usiądźcie. Zaraz przyjdę, tylko wezmę ze sobą kilka materiałów.
[22:48] <mg> I gdy ostatni z was wchodzi do środka to zamyka drzwi. Słychać trzask klucza lub zatrzasku.
[22:48] <susan> Zarąbiście.
[22:49] Susan siada wściekła jak osa.
_ [22:50] <ian> Im szybciej zrozumiesz, że takie mają po prostu metody pracy tym lepiej pójdzie._
[22:52] <susan> – Mam gdzieś ich metody pracy. Nie dość, że są nieudolni to jeszcze próbują nas wrobić w morderstwo.
[22:54] <ian> – Póki nie padną słowa klucze, typu “areszt” “oskarżenie” czy “adwokat” to będzie dobrze.
[22:54] <mg> Słychać znów trzask zamka. Drzwi się otwierają i wchodzi przez nie detektyw. Zaraz je za sobą zamyka. Pod pachą ma niezbyt grubą teczkę. Teraz dostrzegacie na jego twarzy zmęczenie. Zasiadł za stołem na krzesełku, które sobie wziął spod ściany. Naprzeciwko was.
[22:58] <stuckey> – Co macie mi do powiedzenia?
[22:59] <susan> – Poza tym, że wyczytaliśmy w gazecie że próbujecie wrobić nas w morderstwo?
[22:59] <ian> – Susan uspokój się. A od którego momentu mamy zacząć?
[22:59] <stuckey> – Wierzy pani w to, co piszą reporterzy? Chyba, że tak faktycznie jest. Posłucham…
[23:00] <susan> – Nie będę spokojna! Nie co dzień ktoś mi wmawia takie rzeczy.
[23:00] <stuckey> – Proszę pani. Jeszcze nic pani nie wmówiłem, a pani zaczyna od wypierania się. Znaczy, że pewnie coś jest na rzeczy.
[23:01] <susan> – A pewnie. W końcu niewinny człowiek niesłusznie oskarżany powinien być spokojny jak skała.
[23:02] <stuckey> – Skoro chcecie by was o coś oskarżono i by było to formalne, to się da załatwić…
[23:02] <susan> – Mój ojciec by się w grobie przewrócił jakby zobaczył takie metody.
[23:03] <stuckey> – Wszyscy tu znali Roya. Ci faceci na zewnątrz patrolowali z nim ulice, pili piwo i śmiali się z tych samych żartów. Wystarczy cień, jeden drobny cień tego, że byliście w to zmieszani i nie ręczę za nich.
[23:03] <stuckey> – Dlatego nie chcę tu niczego, co będzie pochopne. Jednak skoro chcecie iść na ostro, to mogę to zapewnić.
[23:03] <ian> – Czego oczekiwać od “poczciwych” boysów…
[23:03] <susan> – Aha, zaczyna pan od gróźb, pięknie…
[23:04] <ian> – Susan, daj coś powiedzieć porucznikowi.
[23:04] <susan> – Ty dyskutuj.
[23:04] <harry> – Dobra, Susan uspokój się.
[23:04] <stuckey> – Nie, to ja słucham. Chętnie dowiem się, co stało tamtego wieczora.
[23:05] Susan wzrusza ramionami i siada z zaciętą miną.
[23:05] <harry> – Wspomniałem Panu o Darcusie. Że uciekł z Greenwood.
[23:05] <stuckey> – Tak, ponad pięćdziesięcioletni gość uciekinier z wariatkowa…
[23:05] <harry> Miał pan to sprawdzić. To on nachodził nas.
[23:06] <ian> – Ale dopiero tamtego wieczora się ujawnił.
[23:06] <harry> Po nocy.
[23:06] <stuckey> – Rozmawiałem z naszymi w Greenwood….ktoś taki nie dałby rady przebyć nawet 200 metrów w mrozie i chłodzie. Zapewniali mnie, że na wiosnę dostarczą mi jego ciało.
[23:06] <harry> Tak, ale on tam był tego wieczoru.
[23:07] <ian> – Spartaczyli robotę i chcieliby bardzo by tak było jak mówią.
[23:07] <stuckey> – Ech….dobrze, załóżmy, że był.
[23:07] <harry> Widziałem jego twarz.
[23:07] <stuckey> – To powiedźcie mi w jaki sposób taki dziadek załatwiłby policjanta młodszego, silniejszego i to w dodatku w taki sposób?
[23:07] <harry> Mogę podać rysopis. Chociaż wcześniej nie miałem okazji go widzieć.
[23:08] <ian> – Zacznijmy od początku.
[23:08] <stuckey> – Słucham.
[23:08] <ian> – Jak wie pan, Harry wtedy leżał poobijany.
[23:08] <harry> A pytał się pan jak on zamordował swoja rodzinę? Ten kolega z Greenwood? Też Panu na to pytanie nie odpowiedzą. To istny szaleniec.
[23:09] <stuckey> – Wtedy był 20 lat młodszy…
[23:09] <harry> Tak, teraz był żwawym staruszkiem…
[23:10] <stuckey> – I silniejszy…ale nie przerywajmy. Wiem, pan … – przewraca kartki – Lafayette leżał w szpitalu.
[23:10] <stuckey> – Postawiłem przy jego drzwiach Roya by pilnował gdyby ktoś chciał wrócić i dokończyć sprawę.
[23:10] <ian> – Wierzy pan w to, że on w takim stanie dałby radę pana koledze?
[23:11] <stuckey> – Kto? Ten dziadek? Nigdy….
[23:11] <ian> – Ani Harry.
[23:11] <stuckey> Nie mówiłem o Harrym… – uśmiechnął się jadowicie.
[23:12] <ian> – Pan sugeruje, że istotna jest tu medyczna przeszłość Harrego.
[23:12] <stuckey> – Nic nie sugeruję. Dlatego skupmy się na przebiegu tego wieczora.
[23:12] <harry> Dobrze.
[23:13] <stuckey> – Przyszliście w odwiedziny do niego. Z bagażami. To sprawdziłem.
[23:13] <ian> – Tak, mieliśmy porozmawiać z lekarzem.
[23:13] <harry> Ktoś dobijał się do okna w pokoju.
[23:14] <ian> Po kolei Harry…
[23:14] <harry> Daj mi skończyć…
[23:14] <ian> – Mów proszę…
[23:14] <harry> Byłem sam w pokoju gdy usłyszałem dziwny dźwięk zza okna. Jakby ktoś próbował wdrapać się lub zejść z dachu. Nie wiem. Nie byłem w stanie stwierdzić dokładnie. Ale to myszy nie były. Zaniepokoiło mnie to. Wiedziałem, że ktoś mógł przyjść dokończyć sprawę wiec wstałem z łóżka i dokuśtykałem do drzwi by zawiadomić policjanta. Nie było go. Zaniepokoiło mnie to, wiec z dużym trudem ruszyłem w kierunku schodów. Wtedy zauważyłem, że Susan i Ian wchodzą na schody. Po chwili usłyszałem jak ktoś wychodzi z łazienki i zauważyłem policjanta. Powiadomiłem towarzyszy oraz policjanta, że ktoś chyba próbował dostać się do mojego pokoju.
[23:32] <stuckey> – Ktoś był za oknem? Wyglądał ktoś?
[23:32] <harry> Policjant ruszył od razu. Jak otworzył okno to ktoś zdążył uciec za róg budynku. Nie widziałem tego, ale Ian i policjant to widzieli. Policjant od razu ruszył.
[23:33] <susan> – Podjęli z Ianem decyzję, żeby za nim pobiec.
[23:33] <ian> – Dlatego ruszyliśmy razem.
[23:34] <stuckey> – To wiem. Wyszliście razem z budynku, ale tylko pan wrócił. Od tego momentu nie widziano go żywego.
[23:34] <ian> – Po wyjściu głównym wyjściem, funkcjonariusz Roy ruszył w kierunku wschodnim a ja zachodnim. Mieliśmy okrążyć budynek i złapać delikwenta. Po okrążeniu budynku nie spotkaliśmy się z Royem.
[23:36] <stuckey> – To gdzie się podział?
[23:36] <ian> – Poszedłem jeszcze w stronę bramy gdzie stała karetka, pomyślałem że może tam natrafił na jakiś trop. Tam też go nie było.
[23:37] <stuckey> Było pełno śniegu. Nie było śladów butów? Walki? Pobicia? Czegokolwiek…
[23:38] <ian> – Były ślady, ale zwykłego chodu. Nic niepokojącego, więc pomyślałem że może wrócił niczego nie znalazłszy. Wróciłem do głównego hallu szpitala i od razu zapytałem się dyżurującej pielęgniarki czy funkcjonariusz wrócił. Powiedziała, że nie, albo nie zauważyła. Poszedłem na górę do pokoju a Susan i Harry zdziwili się na moje pytanie gdzie policjant. Już wtedy Harry był nieco spanikowany i stwierdziliśmy, że skoro tu nie idzie mu wytrzymać to że go zabieramy.
[23:41] <stuckey> – Dlaczego był spanikowany? Przez to pobicie?
[23:41] <ian> – Ciągle mówił żeby zamknąć okno. Widać bardzo przestraszony był.
[23:42] <stuckey> – A kto by ryzykował wspinaczkę po murze by kogoś dorwać?
[23:43] <ian> – Raczej nikt zdrowy na umyśle. I to w taki mróz. Mróz wtedy był prawie nie do wytrzymania.
[23:43] <susan> – Nikt zdrowy na umyśle nie morduje całej rodziny ani nie zabija człowieka dla kilku książek.
[23:43] <stuckey> – Tak, chyba że to tylko wyobraźnia. Bardzo bogata wyobraźnia.
[23:44] <ian> – Dlatego też zmartwiło mnie że Roy nie wraca.
[23:44] <susan> – Ale fakt, Harry był tak przerażony, że ciężko było go uspokoić.
[23:44] <ian> – W każdym bądź razie zeszliśmy razem z Harrym na dół.
[23:44] <stuckey> – Panie Lafayette, może powie pan, dlaczego tak bardzo był pan spanikowany? Coś się miało wydarzyć? Ktoś pana nastraszył?
[23:45] <harry> Dostałem jakichś lęków. Nie mogę tego opisać. To tak jakby pan przedawkował jakiś lek i czuł, że za chwilę coś się stanie z panem.
[23:46] <susan> – Faktem jest, że jak nagle zgasły światła, to nie poprawiło to nam nastroju.
[23:46] <harry> – Może to leki jakie mi podawano? Nie wiem, ale fakt że nie ma policjanta bardzo mnie przeraził.
[23:46] <stuckey> – I co było potem?
[23:46] <harry> I miałem rację.
[23:47] <ian> – Jeszcze wcześniej ja ze swojej strony poleciłem pielęgniarce by zadzwoniła na komisariat po posiłki po tym jak powiedziała że nadal funkcjonariusz Roy nie wrócił. Ale telefony nie działały. I wtedy się zaczęło.
[23:49] <stuckey> – I co się wtedy stało?
[23:49] <ian> – Wybuchła mała panika na głównej poczekalni. Lekarz, ordynator, próbował uspokajać sytuację ale nie szło mu to najlepiej.
[23:50] <harry> Wtedy wpadł ten szaleniec – Darcus.
[23:50] <stuckey> – Jak to wpadł? Wbiegł z nożem i w piżamie?
[23:51] <harry> Był na zewnątrz. Wszedł przez główne drzwi.
_ [23:52] <stuceky> – Tak, to jest właśnie najciekawsze, bo nikt nie widział niczego niepokojącego. Nie widział, by ktoś wchodził przez drzwi. Czy to możliwe, by ten ktoś raczej się wślizgnął niepostrzeżenie?_
[23:52] <ian> – Nie wiem czy on miał na imię Darcus, ale był cały w czerni i krył się za nakryciem głowy i długim czarnym płaszczem. Wtedy był półmrok, każdy co innego widział.
[23:54] <stuckey> – Dobrze, wszedł i co dalej? Od razu was rozpoznał? Ruszył z nożem?
[23:54] <ian> – Nie wiem jak brzmiały zeznania spanikowanych pacjentów i służb, które próbowały nad tym wszystkim zapanować. W takim kotle to Hannibal na słoniu by przejechał.
[23:55] <harry> – Proszę pamiętać o tym że ja drugi raz go widziałem. I wtedy go rozpoznałem. To nie był przypadek, że ten świr tu się pojawił.
[23:56] <ian> – Ja noża nie widziałem, tylko czarną postać. Harry, kiedy go widziałeś?
[23:57] <harry> – Przed posesją, w nocy, jak szedłem po drewno.
[23:58] <ian> – Skąd wiesz, że to ten sam człowiek?
[23:58] <harry> I drugi raz to jak wchodził do szpitala. Nie jestem pewien na 100 procent ale był tej samej postury, miał podobne ruchy. Może to moja chora wyobraźnia, ale o tym osobniku juz wcześniej wspomniałem podczas ostatniego przesłuchania.
[23:59] <ian> – To prawda, przed pobiciem ktoś się kręcił wokół domu ale nie jestem w stanie połączyć ze sobą tych dwóch spraw.
[00:00] <stuckey> – Tak, pamiętam. Jednak cały czas zastanawiam się jak starszy mężczyzna może trzymać w szachu dwóch takich ludzi jak wy i jeszcze załatwić policjanta.
[00:00] <ian> – Ja nie wiem czy on jest starszy.
[00:01] <harry> Może to był ktoś, kto się pod nim podszywa?
[00:01] <ian> – Widziałem kogoś, kto się kamufluje czarnym odzieniem.
[00:01] <stuckey> – Czyli nie musiał być to ten Darcus, o którym wspominacie za każdym razem?
[00:02] <susan> – Darcusa znamy z rysopisu. Po prostu pasował do niego.
[00:03] <stuckey> – Dobrze. Idźmy dalej. Wszedł i co dalej?
[00:04] <harry> Spanikowałem na widok tej postaci.
[00:05] <susan> – Zaczęliśmy uciekać korytarzem. Odwróciłam się a on szedł za nami.
[00:05] <stuckey> – Dlaczego? Miał nóż, pistolet? Dlaczego akurat na jej widok spanikowaliście?
[00:06] <ian> – Udzieliła nam się ta cała panika w korytarzu.
[00:06] <harry> To ja byłem przerażony.
[00:06] <ian> – I zapewniam pana, że jeśli by pan zobaczył w takiej chwili taką postać, też by pan ciężko przełykał ślinę.
[00:06] <susan> – Bo uważaliśmy, że szuka nas człowiek, który zaszlachtował całą swoja rodzinę. I uważaliśmy, że współpracuje z ludźmi, którzy niedawno mało co nie zabili Harrego. Do tego ktoś nas obserwuje przez okno, znika nie wiadomo gdzie policjant, który miał strzec Harrego, gaśnie światło, nie działają telefony. Ciekawe jak pan by się czuł w takiej sytuacji.
[00:08] <stuckey> – Nie wiem, bo nie doświadczyłem, ale instynkt gliniarza mógłby mi pomóc w takiej sytuacji. by nie panikować. A już na pewno bym nie uciekał przed starcem. I dlatego mnie to zastanawia – dlaczego?
[00:09] <susan> – Nie wyglądał na starca.
[00:09] <harry> Pan go uważa za starca.
[00:09] <susan> – I 50 letni człowiek to raczej mężczyzna w sile wieku a nie starzec.
[00:10] <harry> A ja widziałem mordercę całej rodziny.
[00:10] <stuckey> – Czy po pobycie przez lata w zakładzie psychiatrycznym można o kimś powiedzieć, że jest w sile wieku?
[00:10] <susan> – Ten człowiek stanowczo wyglądał na będącego w pełni sił.
[00:11] <ian> – Nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy ten ktoś to Darcus z Greenwood.
[00:11] <harry> Tłumaczę Panu, że ja widziałem przed sobą mordercę. Takie miałem odczucie.
[00:12] <stuckey> – Zanotuję to sobie. Przejdźmy dalej. Uciekaliście i co dalej?
[00:12] <susan> – Ian dobiegł do drzwi, otworzył je i w nich stanął.
[00:12] <ian> – Staraliśmy się wyciągnąć Harrego jak najszybciej się dało, ale i tak nas doganiał. Jeszcze do tego śmiał się z nas szyderczo.
[00:13] <susan> – Spanikowałam i popchnęłam Iana, żeby się wydostać.
[00:14] <ian> – Jakby miał pewność że ma nas w garści. I wtedy upadłem na coś…
[00:14] <susan> – Upadł przed siebie a ja wyskoczyłam.
[00:14] <ian> – … co się później okazało ciałem Roya. Ale ono było dziwne.
[00:15] <stuckey> – Co za zbieg okoliczności…
[00:15] <susan> – Był już martwy detektywie, niech pan sobie daruje tą ironię.
[00:15] <stuckey> – Jak stwierdziliście, że jest martwy?
[00:16] <ian> – Ciało było twarde i oszronione.
[00:16] <susan> – Miał szary kolor i sztywno leżał.
[00:16] <ian> -Jakby leżał pod lodem z pół wieku.
[00:17] <stuckey> – Ale przecież wyszedł parę minut temu z budynku. Jak to możliwe?
[00:17] <ian> – Gdy upadłem to coś chrupnęło.
[00:17] <susan> – To było trochę więcej niż parę minut. Generalnie nie zastanawialiśmy się wtedy specjalnie.
[00:17] <stuckey> – Niechby i godzinę. Kto przez godzinę zmarznie tak, że ciało pęka?
[00:17] <susan> – Czy to możliwe czy nie, wyglądał na martwego.
[00:18] <ian> – Fakt jest taki że nawet gdyby leżał tam pięć godzin to by taki nie był.
[00:19] <harry> – Szczerze to miałem to gdzieś. Już wtedy robiłem w gacie.
[00:19] <ian> A niecałą godzinę wcześniej, zanim na niego wpadliśmy to żył przecież.
[00:19] <harry> – Jeszcze do tego trup.
[00:20] <susan> – Usłyszeliśmy głos tego człowieka, co nas ściga, za plecami.
[00:20] <stuckey> – Czy w takim razie podejrzewacie, ze to ten człowiek w czerni?
[00:20] <susan> – Zdążyliśmy odbiec kilka kroków.
[00:20] <ian> – I pamiętam jeszcze ten ohydny, siarczysty mróz.
[00:20] <susan> – Ja upadlam i nie pamiętam co było dalej. Nie wiem czy to on czy nie. Wiem, że to nie my.
_ [00:21] <ian> – Też zdążyłem odbiec parę metrów i straciłem świadomość._
[00:22] <stuckey> – To czy miało to jakiekolwiek powiązanie z pojawieniem się człowieka w czerni?
[00:22] <ian> – Co ma pan na myśli?
_ [00:23] <stuceky> – Czy śmierć Roya była jakoś związana z człowiekiem w czerni?_
[00:23] <susan> – Nie wiem. Jak on zginął?
[00:24] <stuckey> – Roy?
[00:24] <susan> – Tak.
[00:24] <ian> – Mi się wydawało, że widziałem ranę na głowie Roya ale to było w panice.
[00:25] <susan> – A ktoś jeszcze zginął?
[00:25] <stuckey> – Nie, tylko Roy.
[00:25] <susan> – Co było przyczyną śmierci?
[00:26] <stuckey> – Ktoś bił w jego klatkę piersiową pięść, pogruchotał bark, strzaskał kości i zostawił na mrozie. Tak zginął Roy.
[00:27] <susan> – Pięścią?
[00:27] <ian> – Słucham??
[00:27] <harry> -Co??? To znaczy nóż wbił?
[00:28] <stuckey> – No właśnie…Nie nóż a pięść…Całą pięść…
[00:29] <susan> – To jaka trzeba mieć do tego sile?
[00:30] <ian> – Nie to, że wątpię w pańskie słowo, ale wydaje mi się to fizycznie niemożliwe.
[00:30] <stuckey> – Dlatego nie wierzę, że to zrobił ten dziadek…
[00:31] <susan> – Aha, a wierzy pan, ze to mógł zrobić chociażby Ian?
[00:31] <stuckey> – To akurat ciekawe, że pani o tym pomyślała.
[00:31] <susan> – Nie ja, ale pan.
[00:32] <stuckey> – Można powiedzieć, że mam powody i nawet dowody….Ale im nie wierzę…
[00:32] <susan> – Co pan ma na myśli?
[00:32] < Stuckey > – Możecie mnie uważać za tępego gliniarza, ale pewne rzeczy nawet dla mnie są za bardzo dziwne…
[00:33] <harry> – Jak pan uzasadni motyw?
[00:33] <ian> – A co niby my mamy na to wszystko powiedzieć?
[00:33] < Stuckey > – I nie wierzę, że ktoś mógłby zdrowemu facetowi wbić pięść w mostek, przebić go, pogruchotać żebra i jeszcze nic sobie nie zrobić. Byliście tam i to, czego oczekuję to prawdy. Nic więcej.
[00:34] <susan> – Hmmm i żadnych innych obrażeń nie stwierdzono?
[00:34] < Stuckey > – Nie, żadnych. Ciało oczywiście było zmrożone, ale po takim czasie na mrozie wszystko jest możliwe.
[00:35] <susan> – To znaczy po jakim czasie?
[00:35] <ian> – To jak w końcu? Zmarł od mrozu czy od pięści WBITYCH w klatkę?
[00:35] <susan> – Bo skoro nie odcięli nam palców z odmrożenia to musieli nas szybko znaleźć. A skoro znaleźli nas to musieli znaleźć i Roya. Skoro przed chwilą pan powiedział, że niemożliwe żeby ktoś zamarzł w ciągu tego czasu. Więc nie rozumiem, czemu teraz pan mówi, że na mrozie wszystko jest możliwe a przed chwilą pan mówił, że to niemożliwe.
[00:36] <harry> – To zaczyna być chore. Wiecie o czym wy rozmawiacie?
[00:37] <stuckey> – Od pięści, przecież mówię. To, że ciało było zmrożone o niczym nie świadczy. Było przecież na mrozie. Ale widzę i słyszę, że jednak prawdy się nie doczekam… Szkoda… naprawdę szkoda…
[00:38] <susan> – Czyli generalnie zgadza się pan, że mogło być zmrożone jak je zobaczyliśmy? I proszę nie odwracać kota ogonem, bo sam pan mówi to co potwierdza nasze zeznania.
[00:38] <ian> – Zaraz, zaraz, to pan próbuje powiedzieć ze tak zmarznięte ciało może być żywe??!!
[00:40] <stuckey> – Co? Jakie żywe? Przecież było zimno – wszyscy to potwierdzają. Więc ciało też miało być prawo zimne, nie? Skoro wpadliście na niego przez drzwi to znaczy, że już tam leżał co najmniej od czasu rozstania z panem Ianem. Więc nie miał prawa już żyć, bo jak już na niego wpadliście to nie żył. Więc o jakim życiu tu mówicie?
[00:41] <susan> – Czyli stan ciała potwierdza nasze zeznania jak rozumiem?
[00:42] <ian> – Pan nie rozumie własnych słów poruczniku.
[00:42] <susan> – Bo odniosłam wrażenie, że wcześniej pan dowodził, że nie mógł wyglądać jak opisaliśmy, bo niedługo wcześniej był żywy.
[00:42] <stuckey> – Zaraz, zaraz…to chyba wy nie rozumiecie, o czym mówicie.
[00:43] <stuckey> – Skoro mówicie, że otworzyliście drzwi i wpadliście na MARTWEGO już Roya, to znaczy, że nie żył już jakiś czas – w domyśle od czasu gdy wyszedł z Ianem, prawda?
[00:43] <susan> – Tak.
[00:43] <ian> – Tak.
[00:44] <stuckey> – A ponieważ stało się to pewnie koło godziny lub dwóch wcześniej więc przez ten czas stał się zimny na tym mrozie jak ryba w przerębli, tak?
[00:44] <susan> – Zgadza się, ale to pan zadał pytanie. Cytat ‘jak ciało przez godzinę może tak zamarznąć?’
[00:44] <ian> – Nie, zgodziłbym się gdyby minęła choćby godzina, a tak nie było.
[00:45] <susan> – Jak panu opisaliśmy tak wyglądał.
[00:45] <stuckey> – Tak zapytałem, bo mówiliście, że było zimne jakby przeleżało lata w lodzie.
[00:45] <susan> – Nie wiem czy było zimne czy nie – było szare i sztywne.
[00:45] <ian> – Bo taki był stan ciała. Ale ile leżało to może jakiś dobry patolog zna odpowiedź.
[00:46] <stuckey> – Jednak koroner potwierdził, że przyczyną zgonu nie było wychłodzenie ale rana w piersi.
[00:46] <susan> – A na głowie nie miał żadnych ran?
[00:47] <stuckey> – Nie. Głowa była czysta.
[00:47] <susan> – Nie umiem panu tego wyjaśnić. Nie wierzę, żeby ktoś mógł wbić komuś pięść w klatkę.
[00:48] <stuckey> – To może ja choć uchylę rąbka tajemnicy. Tajemnicy, w którą sam nie wierzę. Zbadaliśmy rękę pana Iana. Zwróciło naszą uwagę to, że była poobcierana, jakby stukano w nią lub nią samą. I okazało się, że są tam na niej resztki Roya…
[00:49] <susan> – Bo na niego upadł.
[00:49] <ian> – Mówiłem, że coś chrupnęło pode mną.
[00:50] <stuckey> – Czyli tym samym właśnie wam wykazałem, że to nie trzyma się kupy co mówicie i chcę prawdy.
[00:50] <susan> – Dlaczego nie trzyma się kupy?
[00:51] <ian> – Tłumaczę przecież panu…
[00:51] <stuckey> – Bo mówiliście, że był martwy jak go spotkaliście, a koroner potwierdził, że raną śmiertelną była rana w piersi, to jakim cudem stwierdziliście, że on nie żyje?
[00:51] <susan> – Po wyglądzie.
[00:52] <ian> – Bo był cały lodowaty.
[00:52] <susan> – Z resztą pan sam też to potwierdził, że już wtedy musiał nie żyć.
[00:52] <stuckey> – Tak, ale to było już po tym jak pan Ian wbił w niego pięść.
[00:52] <susan> – Bo jakby żył i dopiero wtedy zginął, to by nie zamarł.
[00:52] <stuceky> – Zatem dlaczego umarł wcześniej i na co?
[00:53] <susan> – Nie wiem. Może koroner coś przeoczył?
[00:53] <stuckey> – Ja wiem, że wiecie, ale nie chcecie powiedzieć.
[00:53] <ian> To jeśli żył, gdy na niego upadłem, to czemu krew nie bryznęła?
[00:53] <susan> – Co mamy panu odpowiedzieć? Jak jest możliwe coś, co jest niemożliwe?
[00:53] <stuckey> – Musiało coś się zdarzyć przy tych drzwiach i mam powody sądzić, że policjant wtedy żył.
[00:54] <susan> – To jak pan wyjaśni fakt, że zwłoki były zamarznięte? Jeśli zwłoki by zamarzły to my również, leżeliśmy niedaleko drzwi.
_ [00:55] <stuckey> – Od drzwi trochę was dzieliło. Ale powiedziałem jeszcze jedną rzecz – ja w to nie wierzę, co mówi mi dowód i koroner. Jak dla mnie to zaszło tam coś jeszcze, czego nie rozumiem. Zgon to rana w piersi._
[00:56] <susan> – Hmmm może to nie jest prawda.
[00:56] <stuckey> – Zrobiona przez Iana. Zatem ciało powinno być wtedy w takim samym stanie jak wasze – mniej zimne. A jest zimniejsze, więc musiało leżeć na mrozie dłużej. Tylko, że tego nikt nie wytrzyma a nie był to powód śmierci.
_ [00:57] <susan> – Po prostu koroner się pomylił odnośnie przyczyny śmierci, co jest zrozumiale._
[00:57] <stuckey> – Zatem Ian nie mógł zabić policjanta, bo on już nie żył. Tylko, że dowody wskazują, że żył choć jest to nielogiczne.
[00:58] <susan> – Że jak się widzi chociażby odciętą głowę to się raczej innych przyczyn nie szuka. Koroner zobaczył dziurę w klatce piersiowej i nie szukał zbyt wnikliwie innych przyczyn, za co w sumie trudno go winić.
[00:59] <stuckey> – Trudno…dobrze….widzę, że nic się nie uda… Zatrzymam was na 48 godzin do czasu wyjaśnienia sprawy. Mam do tego prawo, jako przedstawiciel policji stanu Massachusets. Jeśli chcecie adwokata, to zostanie wam to umożliwione.
[00:59] <ian> – Na razie nie jesteśmy o nic oskarżeni wiec nie widzę potrzeby.
[01:00] <stuckey> – Nie, ale mam prawo zatrzymać każdego na 48 godzin jeśli wymaga tego dobro śledztwa. Przekonajcie mnie, że nie ma potrzeby.
[01:00] <stuckey> – Chcę prawdy.
[01:00] <susan> – Mamy panu opowiedzieć, jak to jest możliwe, żeby wbić pięść w klatkę piersiową i nie połamać sobie palców? I jak to jest możliwe żeby umrzeć od tego będąc martwym dużo wcześniej?
[01:01] <ian> – Powiem panu jak ja bym to wytłumaczył. Ale sądząc po rozmowie to pan raczej nie wierzy w ZABOBONY.
[01:02] <susan> – Nie rozumiem dlaczego pan wyklucza inną przyczynę śmierci, chyba nie wszystko wychodzi na sekcji.
[01:02] <stuckey> – Jak do tej pory nic się nie trzymało kupy, więc każda teoria będzie dobra.
[01:03] <susan> – Ja uważam, że koroner się myli.
[01:03] <stuckey> – O to chodzi, że nie ma innych przyczyn śmierci. Koroner jasno to określił. A na jakiej podstawie pani stwierdza, że się pomylił? Czy wie pani o czymś, o czym nie wiemy?
[01:03] <susan> – I uważa pan, że w ciągu 24h czy iluś tam wykluczył wszystkie możliwości? Stwierdzam to na podstawie czasu. Nie można w 24h wykluczyć wszystkiego, zrobić wszystkich badań, choćby toksykologicznych czy wykluczających choroby zakaźne.
[01:04] <harry> – Przecież pan wie, że była czwarta osoba? Ślady na śniegu musiały być widoczne.
[01:05] <stuckey> – Wiem, że była. To człowiek w czerni. Ale powiedzieliście, że nie miał nic wspólnego z zabiciem policjanta.
[01:05] <susan> – Nie wiemy czy nic nie miał, bo nie wiemy co robił pięć min wcześniej przed wejściem do szpitala.
[01:05] <ian> — Tego nie powiedział nikt z nas. Tylko tyle, że nie wiemy.
[01:06] <stuckey> – Zgadza się, to dlaczego teraz jednak uważacie, że trzeba go włączyć w to?
[01:07] <susan> – Nie wiem, ale mam wrażenie, że pan w ogóle nas nie słucha.
[01:07] <ian> – Tak jak pan podejrzewa nas, tak my jego.
[01:07] <susan> – Cały czas mówimy, że nie wiemy.
[01:07] <stuckey> – Właśnie słucham uważnie. To mój zawód.
[01:07] <susan> – I nie widzę abyśmy w którymkolwiek momencie rozmowy twierdzili inaczej.
[01:08] <stuckey> – Przyjąłem to, że nie wiecie. Rozumiem. I tak założyłem. Ale potem jednak pojawia się twierdzenie, że tam był ktoś jeszcze i mógł mieć związek ze śmiercią policjanta. I stąd moje wątpliwości.
[01:09] <susan> – Przecież cały czas opowiadamy, że był ktoś jeszcze, wiec nie rozumiem co nagle pana zdziwiło?
[01:09] <ian> – Mam pytanie, czy Roy miał przy sobie bron gdy go znaleźliście?
[01:09] <stuckey> – Tak.
[01:10] <harry> – Czemu pan nie wiąże ucieczki pana Dracusa z tą postacią?
[01:11] <susan> – Zgadzam się z panem detektywie, że wszystko to wygląda dziwnie, ale po pierwsze nie mieliśmy żadnego motywu żeby kogokolwiek zabijać.
[01:11] <harry>Twierdzi pan ze 50 latek nie jest wstanie zabić.
[01:11] <stuckey> – I dlatego powiedziałem, że nie wierzę poszlakom.
[01:12] <harry> To jak on zdołał stamtąd uciec? W jaki sposób udało mu się uciec przed pościgiem?
[01:12] <susan> – Ale nawet poszlaki średnio na nas wskazują, bo nie sądzę aby ktoś uwierzył, że takie chucherko jak Ian był w stanie komuś zdrowemu wbić pięść do serca.
[01:12] <harry> Jak przeżył zimę w samej piżamie?
[01:12] <susan> – Po trzecie – też jesteśmy poszkodowanymi w tej historii.
[01:12] <stuckey> – To skąd krew na jego ręku?
[01:13] <susan> – Bo upadł na zwłoki.
[01:13] <stuckey> A odnośnie Darcusa to zapewniono mnie, że choć faktycznie Darcus uciekł to nie oddalił się dalej niż na kilometr od miasta. Zapadł w las i zamarzł. Wiosną wyjdzie. To tyle odnośnie uciekiniera, przeżyciu jego w piżamie i inne takie sprawy.
[01:13] <susan> – Nie zastanawia się pan dlaczego troje młodych ludzi nagle znajduje się nieprzytomnych i kolejna dobę leżą w śpiączce?
[01:14] <stuckey> A to jest kolejna sprawa o którą chciałem zapytać czyli ciąg dalszy historii – bo Roy zabity czy nie, martwy czy nie to jedno, ale co było potem?
[01:15] <susan> – Ja się zakrztusiłam, upadlam, poczułam ból i zemdlałam.
[01:15] <stuckey> – I wszyscy tak mieli? Wszyscy zakrztusili się i zemdleli?
[01:16] <susan> – Hmm detektywie i z torby, którą miałam, zniknęła mi książka.
[01:16] <ian> – Ja pamiętam paraliż a później ciemność…
[01:16] <harry> Do tego szok termiczny.
[01:16] <stuckey> – I oczywiście nic nie pamiętacie?
[01:17] <susan> – Ale to może państwo przeszukując nasze rzeczy coś z nią zrobili?
[01:17] <stuckey> – Nie znaleźliśmy żadnej książki.
[01:17] <susan> – Ja pamiętam jeszcze, jak ten człowiek coś mówił za naszymi plecami ale nie zrozumiałam co. Martwi mnie ta książka…
[19:30] <ian> – No właśnie, mówił coś o książce.
[19:30] <susan> – Widzi pan, wczoraj adwokat dał nam notatkę, którą znalazł, notatkę pana Silasa.
Susan wyjmuje kartkę i daje do przeczytania dla policjanta.
[19:32] <stuckey> – Czytam, ale nie rozumiem. To są jakieś brednie.
[19:32] <ian> – Pokaż też telegram od doktora Harrisona.
[19:33] <susan> – Niby brednie, ale Harrego napadnięto i mało nie zabito w trakcie kradzieży książek.
[19:33] <stuckey> – Czy państwo bawicie się w okultyzm?
[19:34] <susan> – Ja nie wierze specjalnie w żaden okultyzm, ale jeszcze parę takich zdarzeń i zweryfikuję swoje poglądy.
[19:34] <stuckey> I ktoś dla książek jest gotów zabijać?
[19:34] <susan> – Nic innego nie przychodzi mi do głowy.
[19:34] <ian> – Ja proszę pana jestem naukowcem badającym różne aspekty życia ludzkiego, w to wchodzą też różne wierzenia. Do różnych rzeczy zdolni są ludzie działający w imię czegoś, w co wierzą a co niekoniecznie istnieje.
[19:36] <stuckey> – To co takiego jest w tych książkach że warto za to zabijać?
[19:37] <susan> – Ta, którą miałam w torbie, to był jakiś dziwny język. Nie do odczytania, dlatego ja zabrałam, żeby pogłówkować.
[19:38] <stuckey> Skoro tego nikt nie rozumie to tym bardziej po co to wszystko?
[19:38] <harry> – Może dla władzy? Jeśli on należy do jakiejś sekty to dzięki takim księgom może wzmocnić swoją pozycję.
[19:39] <susan> – Silas napisał, że Darcus ponoć umiał ją rozczytać. Może to był jakiś szyfr?
[19:40] <harry> – To tak jak muzea, które zdobywają archeologiczne przedmioty. Im więcej ma takich przedmiotów, tym większy prestiż i pozycja. I oczywiście na końcu wszystko wraca do kwestii pieniędzy.
[19:40] <stuckey> – Czyli to dlatego, że pani miała tą książkę pojawił się człowiek w czerni?
[19:41] <harry> Myślę, że ten człowiek pojawił się, bo dowiedział się, że zabrano mnie do szpitala.
[19:42] <susan> – Panie detektywie – nie wiem. Podaję panu znane mi fakty.
[19:43] <ian> – Czyli wniosek jest taki, że człowiek w czerni a ludzie odpowiedzialni za pobicie Harrego to dwie różne strony dla których ważne są książki. I jeśli człowiek w czerni podąża za resztą ksiąg to z pewnością znajdziecie go, gdy zbliży się do ludzi którzy napadli na dom. A czy może nam pan powiedzieć coś na temat zerwanych linii telefonicznych i awarii prądu?
[19:47] <stuckey> Tego w szpitalu? Nie wiadomo do końca, co się stało. Połączenia oraz linia telefoniczna były w porządku. Kradzież ksiąg i sprawa w szpitalu to różne osoby, ale ten sam motyw. Czy tak?
[19:49] <harry> Tak. Najpierw włamanie, napad, pobicie potem napad i morderstwo. Wszystko się skupia wokół tych ksiąg.
[19:51] <stuckey> To kto w takim razie zabił Roya? Skoro przyczyną zgonu była dziura w piersi a pan Ian twierdzi, że zrobiono ją jak już Roy nie żył?
[19:53] <ian> – Jeśli kontakt fizyczny z ciałem Roya sprowokował skruszenie klatki piersiowej to nie wydaje mi się by mógł być wtedy wśród nas.
[19:53] <stuckey> I właśnie go nie ma!
[19:55] <ian> – To według pana człowieka można od tak zmrozić i odmrozić?
[19:57] <stuckey> Nie, nie spotkałem się z czymś takim. Zatem są dwie opcje – albo kłamiecie mówiąc, że Roy nie żył jak go spotkaliście, albo patolog pomylił się w swojej ekspertyzie. Franka znam już od 15 lat i jak do tej pory nigdy nie nawalił. Was znam od parudziesięciu godzin i nie mam powodów by wam wierzyć.
[19:58] <ian> – Pan też musi sobie zdać sprawę że nam jest bardzo ciężko poukładać te wszystkie fakty w logiczną całość.
[19:59] <susan> – A ja uważam, że patolog w małym miasteczku, bez urazy, nie miał do czynienia z bardziej skomplikowanymi przypadkami a ten taki jest.
[20:00] <ian> – Ale jeśli zeznam że tak, owszem Roy był żywy i tańczył kankana na mrozie to prokurator stwierdzi że jestem niepoczytalny bo przecież był zamrożony i dostanę skierowanie do Arkham Asylum. I w tym momencie pan mi powie, pod którą wersją zeznań mam się podpisać.
[20:01] <stuckey> – Nie, dlaczego. Skoro był żywy a zmarł od dziury w piersi, którą pan zrobił, to będzie to morderstwo. W stanie Massachusetts obowiązuje kara śmierci.
[20:02] <susan> – Był żywy a chwile później został znaleziony zamrożony? To pan twierdzi?
[20:02] <harry> No, czyli wszystko jest jasne. Pan chce nas oskarżyć o morderstwo. Proszę bardzo, niech pan zadzwoni do prokuratora i powie, że Ian wbił całą pięść w klatkę piersiowa zmarłego policjanta.
[20:04] <stuckey> – Postawcie się w mojej sytuacji. Mam takie poszlaki. Znaleziono was na trawie leżących jak nieżywi i zmarznięci do szpiku kości. Niedaleko znaleziono w takim samym stanie policjanta. Jednak wy się budzicie a on nie. Ma paskudną ranę w piersi. Badania potwierdzają – to rana śmiertelna. Potem słyszę to, co słyszę od Was. Człowiek w czerni, księgi, okultyzm, strach i panika.
[20:06] <ian> – I się położyliśmy spać obok zamordowanego policjanta? Na mrozie?
[20:06] <harry> – Czy pan ustalił motyw morderstwa?
[20:06] <stuckey> Policjant był przy wejściu, a wy w ogrodzie. Jest to trochę daleko.
[20:07] <harry> Jak dla mnie sprawa jest jasna – najpierw napadnięto na naszą posiadłość a potem skradziono najcenniejsze dzieła. Mnie pobito prawie na śmierć. Cała okolica słyszała, jak zabrano mnie do szpitala. Gdyby policja od razu zajęła się tą sprawą, to może do morderstwa by nie doszło.
[20:09] <susan> – I sugeruje pan, ze przejście 10 metrów zajmuje tyle czasu, że człowiek zdąży zamarznąć?
[20:10] <stuckey> Nie, nie sugeruję. Pomijam zmarznięcie w przypadku państwa i Roya bo miało wspólny wykładnik i nie do końca je rozumiem. Skupiam się na tym, co rozumiem. Policja robiła co mogła. W poniedziałek został pan pobity. We wtorek rano mieliśmy już odzyskany łup. Pozostało namierzyć tylko sprawcę, który jest prawdopodobnie w Bostonie. We wtorek w nocy zdarzyło się to coś w szpitalu. Panie Lafayette pan oczekuje cudu?
[20:12] <harry> Nie, ale pan mógł chociaż zatrzymać na 48 godzin.
[20:13] <stuckey> Kogo?
[20:13] <harry> Tego pana co nas odwiedził przed napadem.
[20:13] <stuckey> To właśnie jego szukamy. Nie mieliśmy o nim informacji do czasu napadu. Nikt do nas tego nie zgłaszał. A poza tym, co było do zgłoszenia, jak nic się nie działo? Przecież za wizytę się nie zamyka ludzi.
[20:14] <harry> A nas za co pan chce zamknąć.
[20:15] <stuckey> – Mam wątpliwości odnośnie szczegółów tego, co zdarzyło się w szpitalu. Może przez najbliższe 48 godzin uda nam się coś ustalić to będzie można to od razu skonsultować z państwem.
[20:16] <harry> Za składanie zeznań??? Przecież wie Pan ze 48h nic nie wniesie do sprawy bo jest to trudny przypadek.
[20:17] <stuckey> Faktem jest, że policjant jest martwy i jego resztki znaleziono na rękach pana Iana. Chociażby to trzeba ustalić, bo dla mnie jest to oczywisty fakt i mogący mieć znaczenie w śledztwie. Sprawa tego, co jeszcze raz potwierdzi patolog będzie tu kluczowa. Jak powiedziałem na początku naszej rozmowy – mam fakty ale nie wierzę im. Nie pomagacie mi więc muszę sam to poskładać.
[20:18] <harry> Ale przecież powiedzieliśmy panu ze wpadliśmy na ciało policjanta.
[20:18] <ian> – W porządku, ale jakoś nie widzę by pan w moim towarzystwie się obawiał o życie.
[20:18] <harry> Czy to jest mało logiczne rozwiązanie niż zabicie człowieka pięścią jednym ciosem!
[20:18] <ian> – Skoro pan mnie podejrzewa, że mam na tyle siły że mogę przebić żywe ciało, panie Stuckey, mam propozycję…
[20:19] <stuckey> I tak się złożyło, że pięść trafiła w pierś leżącego? Czy pan kiedyś upadł panie Lafayette? Człowiek jak upada to na szeroką dłoń lub bark a nie na pięść.
[20:20] <ian> – Ale to pan mówi o normalnych warunkach.
[20:21] <stuckey> – A te jakie były? Gonił was człowiek w czerni, prawdopodobnie lat 50, byliście przerażeni. Wtedy tym bardziej człowiek nie myśli by padać na pięści tylko na bark albo chronić się przed upadkiem wyciągając do przodu ręce.
[20:22] <ian> – Proszę pana widziałem różne dziwne rzeczy i nie jestem w stanie powiedzieć które to były prawdziwe a które nie.
[20:23] <stuckey> – Właśnie dlatego mam wątpliwości. Nie składa mi się to i nie wiem, co tam się zdarzyło. Chcę to ustalić i chcę to zrobić w czasie przewidzianym przez prawo. Jeśli przez 48 godzin nie uda mi się to jesteście państwo wolni. Oczywiście do czasu wyjaśnienia śledztwa nie mogą państwo opuszczać miasta.
[20:23] <harry> Skoro pan tak stawia sprawę.
[20:23] <stuckey> Tak stawia sprawę prawo.
[20:23] <harry> – To ja przestaję współpracować z policją.
[20:24] <ian> – Spokojnie, mam propozycję.
[20:24] <harry> Żałuję, że się zgłosiliśmy jako świadkowie. Mogliśmy swobodnie wyjechać z tej dziury…
[20:24] <ian> – Niech pan weźmie zeznania Harrego i Susan i puści ich wolno.
[20:24] <susan> – Nie mam pieniędzy, żeby siedzieć tutaj dłużej. Poza tym muszę wracać do pracy.
[20:25] <ian> – A mnie niech pan zatrzyma nawet na 3 doby jeśli to by pana zadowoliło.
[20:25] <stuckey> – Nie mogę. Jesteście państwo wszyscy w to zamieszani.
[20:25] <harry> – Dobra. Panu powiem tak. Zamierzam odzyskać wszystko to, co nam skradziono. A pan zostanie sam z ta sprawa bo nic już panu nie powiem. Proszę odprowadzić mnie do celi. Tyle, jeśli chodzi o współpracę z policją w Arkham.
[20:27] <stuckey> Do celi trafiają aresztowani. Państwo pójdą do aresztu, jako zatrzymani.
[20:27] <harry> To proszę to zrobić.
[20:27] <susan> – Może pan nas zatrzymać na 48h, ale nie ma pan prawa nas zatrzymywać w mieście. Nie opuszczamy granicy stanu i ma pan nasze adresy w Bostonie.
[20:28] <harry> Już z panem nie chcę rozmawiać, bo pan wydaje się być oporny.
[20:28] <stuckey> To prawda. Nie mogę, ale jeśli śledztwo będzie wymagało państwa udziału to mam prawo o takowy poprosić i państwo musicie się stawić. Uchylenie się od tego obowiązku będzie ze szkodą dla państwa.
[20:28] <harry> Gdy mordercy i złodzieje napadają na ludzi – wy aresztujecie świadków.
[20:28] <ian> – Jak do tej pory z naszej strony nie spotkał pan oporu. Dowód tego, przybyliśmy od razu do pana.
[20:29] <harry> – Nie. Po prostu koledzy pana inspektora będą chcieli się wyżyć tej nocy na nas. O to chodzi. By komuś połamać nogi.
[20:30] <stuckey> – Za kogo mnie pan uważa Harry?
[20:30] <ian> – Harry spokojnie.
[20:30] <stuckey> – Sadystę?
[20:30] <ian> – Poruczniku, on jest skrajnie wymęczony fizycznie i psychicznie. Będziemy wdzięczni jeśli jemu chociaż da pan na chwile spokój.
[20:31] <harry> – Tak. Nadużywa pan swoich PRAW!
[20:31] <stuckey> – Wszyscy jesteśmy. Naprawdę.
[20:31] <harry> W dodatku pana przesłuchanie nic nie wnosi do sprawy.
[20:31] <ian> – Nie Harry, policja może nas zatrzymać na 48h, takie jest prawo…
[20:32] <stuckey> – To prawda że nic. Pojawiło się jeszcze więcej wątpliwości…
[20:32] <harry> Może, ale nie musi.
[20:33] <stuckey> – Dobrze. Niech będzie. Mi zależy na sprawie a nie na tym by kogoś koniecznie przyskrzynić. Jesteście wolni.
[20:33] <susan> – Dziękuję. Ma pan nasze adresy i telefony czy podać?
[20:33] <stuckey> – Zapiszę je sobie. Proszę podać. To wszystko. Dziękuję. Pewnie jak powiem, by państwo nie opuszczali miasta to niczego nie zmieni, więc tego nie powiem.
[20:36] <ian> – Mamy do pana numer więc będziemy się odzywać.
[20:36] <susan> – Do widzenia.
[20:36] <ian> – Jeśli pan ma jakiś zaufany kontakt w Bostonie to też poprosimy.
[20:37] <stuckey> – Nie mam. Przez komisariat jest to możliwe.
[20:37] <mg> Stuckey wstaje i otwiera drzwi – Do widzenia. Mam nadzieję, że uda się to wszystko poskładać.
[20:38] <ian> – Dobrze. To wszystko jasne w takim razie. Do widzenia.

Po wyjściu z komisariatu grupa rusza w stronę dworca by zdążyć na południowy pociąg do Bostonu. Parę minut do odjazdu zostało, więc spokojnie Ian zajmuje przedział i razem z Susan pomagają Harremu i sami wnoszą bagaże. Tymczasem na peronie kręci się trochę ludzi. Na ławce siedzi gość w kapeluszu i czyta gazetę. Pod ścianą stoi kobieta i pali papierosa. Na peronie przechadza się człowiek z walizeczką i patrzy to na pociąg to na zegar.
Chłopak z ciastkami wsiadł i biegnie między wagonami by sprzedać jeszcze coś przed podróżą. Mundurowy policjant wolno przechadza się wzdłuż ścian i patrzy leniwie na perony.
Słychać gwizdki zawiadowcy. Potem gwizdnęła lokomotywa i pociąg rusza ze stacji. Wyjeżdża z budynku dworca i zaczyna się toczyć w kierunku Bostonu.

[20:51] <susan> – Wreszcie. Mam dość tego miasta.
[20:54] <ian> – To on jednak żył…
[20:54] <susan> – Nie sądzę…
[20:55] <ian> – Tak, mnie też to się wydaje kit. Ale jak doszło do tego, że doświadczony patolog mógł stwierdzić śmierć w wyniku ran? W sensie logicznym.
[20:56] <susan> – Po prostu zetknął się z czymś, czego nie zauważył.
[20:56] <ian> – To już wchodzimy w probabilistykę. Nie jesteś w stanie stwierdzić czy coś pominął i co to dokładnie było.
[20:57] <susan> – Ianie, wybacz, wyglądasz jak wyglądasz, nie wierzę, abyś zabił kogoś wbiciem mu pięści w klatkę. To jest fizycznie niemożliwe. I nie wierzę, żeby ktoś, kto ma równie kruche tkanki, był żywy.
[20:57] <ian> – To mówcie co widzieliście wtedy.
[20:57] Susan Wzruszam ramionami
[20:59] <harry> – Ale on miał ranę na głowie jak wpadliśmy na niego?
[21:00] <ian> – Już sam nie wiem.
[21:01] <susan> – Miał. Pamiętam ją.
[21:02] <ian> – Też tak pamiętałem do cholery! Nawet gdybyśmy to podciągnęli pod halucynacje, to dziura w klatce obala takie twierdzenie.
[21:06] <susan> – Raczej pytanie, co się stało z tą dziurą w głowie? Bo patolog raczej by jej nie przegapił.
[21:07] <ian> – Pamiętacie zeznania ze szpitala o których wspomniał detektyw? Nikt, oprócz nas, nie widział faceta. Może my w tamtym momencie widzieliśmy więcej. W sensie byliśmy zdolni widzieć więcej. Bo jak do cholery nazwać to, co się stało w szpitalu, wobec tego, co widziała reszta świata, nie wspominając już o naszym “podwójnym” przebudzeniu w szpitalu!
[21:10] <harry> – Po prostu był chaos.
[21:12] <susan> – Czyli chcesz powiedzieć, że naćpaliśmy się czegoś mocnego?
[21:13] <harry> – Tak. Naćpaliśmy się leków.
[21:14] <ian> – Ale kiedy? Przed czy po wizycie koziołka??
[21:14] <susan> – Nie znam takich leków, które byłyby w szpitalu i mogły coś takiego spowodować.
[21:16] <ian> – I wątpię by były takie leki które łamią zegar mózgowy i implementują wspomnienia w czasie który już jest historią. Urwanie filmu to rozumiem, ale to było później.
[21:21] <harry> Czyli nie mamy wyboru.
[21:22] <susan> – Co masz na myśli?
[21:22] <harry> Muszę dorwać te księgi.
[21:22] <susan> – Powiem tak, rozsądek temu przeczy, ale to, co widzieliśmy przeczy temu rozsądkowi.
[21:23] <ian> – O jakim rozsądku ty jeszcze mówisz Susan?
[21:23] <susan> – Więc generalnie na twoim miejscu szukałabym ich.
[21:24] <ian> – Też jesteśmy w tym po uszy, inaczej nie bralibyśmy udziału w tym całym cyrku mimo woli.
[21:25] <susan> – Zajmijmy się tym wszyscy. Co by miało z tego nie wyjść, jest ciekawie.
[21:29] <ian> – Tak, zwłaszcza kruche policjanty i gadające ciemne masy we wspólnym śnie.
[21:30] <susan> – A co, uważasz że to nudne? Po najlepszym opium nie miałam takich faz.
[21:32] <ian> – A lubisz jak ludzie wokół ciebie zażywają kąpieli w ciekłym azocie? Bo inaczej nie potrafię tego wytłumaczyć.
[21:34] <susan> – Nie powiedziałam, że lubię. Mówię tylko, że to ciekawe.
[21:36] <ian> – Dobra, nie ma sensu tłumaczyć sobie cokolwiek. Pomyślmy lepiej, co teraz robimy?
[21:37] <susan> – Harry chce odzyskać książki. Pomóżmy mu. Możemy je spróbować kupić albo ukraść. A ukraść możemy sami albo kogoś wynająć.
[21:41] <ian> – Znasz takich ludzi co mogliby coś takiego zrobić?
[21:43] <harry> Hmmm. Muszę kupić jakiegoś gnata. Ten gość z Bostonu to profesjonalista. Na pewno ma dobrą ochronę.
[21:45] <ian> – Wziął nas za wiejskich matołów, więc mamy małą przewagę nad nim.
[21:47] <harry> Więc mu pokażemy, że tak nie jest. Trzeba go namierzyć.
[21:47] <susan> – Wparowanie z bronią do sklepu raczej nie jest rozwiązaniem.
[21:47] <harry> Na pewno ma gdzieś antykwariat.
[21:47] <susan> – Mogę poszukać kogoś, kto się włamie.
[21:48] <harry> I znany jest w branży.
[21:48] <susan> – To, że ma antykwariat to wiemy, bo tam dzwoniliśmy nawet.
[21:49] <ian> – Dobrze, to wy możecie się tym zająć a ja poszukam przydatnych informacji na temat tego, co się działo w Arkham. Przynajmniej postaram się.
[21:51] <harry> Możemy też wynająć detektywa.
[21:51] <susan> – Co masz na myśli? Powiedzcie mi tylko ile jesteśmy w stanie zapłacić takiemu złodziejowi? Bo znany w branży kosztuje z 5 tysiaków.
[21:53] <harry> Hmm. Na razie znajdźmy tego wieprza.
[21:54] <susan> – Chyba że chcemy po prostu wynająć chłopaka, co się po prostu włamie z łomem i tyle.
[21:55] <harry> Na razie nie wiemy czy w ogóle gość siedzi w Bostonie i gdzie ma te księgi.
[21:55] <harry> Może używa skrytki w banku. Jestem ciekaw czy adres z wizytówki jest prawdziwy?
[22:01] <harry> – Boston- Beacon Hill

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.