Arkham

Boston 12 stycznia 1930 roku

Pociąg do BostonuPociąg mozolnie pożerał drogę przed sobą by zdążyć na popołudnie do Bostonu. Dla Iana, Susan i Harry`ego opuszczenie Arkham było czymś oczyszczającym, gdyż spotkało ich tam tak wiele, że trzeba było wyrwać się. Tajemnicze zdarzenia, księgi, starzec-szaleniec i żmudne przesłuchania robią swoje. Nikt nie chciał już zostać w tym miejscu i przechodzić przez to raz jeszcze. Tym bardziej, że nie zbliża to do rozwiązania sprawy Silasa. Harry czuje, że z każdą upływającą godziną coś mu umyka. Strach zaczyna kiełkować w jego głowie i choć nie wierzy do końca, by przepowiednia się sprawdziła, to jednak niepokój zostaje. W Bostonie jedynym punktem zaczepienia jest antykwariat Marstersa oraz powrót na własne śmieci. Te własne śmieci były bardzo duże i trzeba było mieć plan, by sprawnie pchnąć sprawę do przodu.

[12:37] <ian> – Aż prosi się by zacząć od odwiedzin albo może lepiej obserwacji sklepu Marstersa.
[12:38] <susan> – Odwiedzin chyba nie, tylko go ostrzeżemy. Możemy jedynie wpaść do antykwariatu jak go nie będzie.
[12:39] <harry> Hmm. Do sklepu Marstersa nie zbliżałbym się bez broni.
[12:40] <susan> – Załatwienie pozwolenia na broń do ze dwa tygodnie.
[12:40] <harry> – Możemy spokojnie zrobić napad. Jeśli ma księgi, to nie zadzwoni po policje. Bo co zgłosi? Że ukradliśmy mu księgi, które sam ukradł?
[12:40] <susan> – A jeżeli nie ma bo ukrył? Kradzieży nie zgłosił pewnie…
[12:41] <ian> – To się szybko okaże.
[12:41] <harry> – To trudno. Ta szmata dawno powinna leżeć w trumnie.
[12:42] <susan> – Mordercami nie jesteśmy.
[12:43] <ian> – To fakt. Nie jesteśmy.
[12:44] <harry> – Ale on jest tym skurwysynem, który chciał mnie zabić. Ja niestety mam przykre doświadczenie i nie pozwolę mu, żeby znowu mnie tak urządził.
[12:45] <ian> – Spokojnie Harry i tym się zajmiemy. Ktoś coś wspominał, że zna jakiegoś włamywacza…
[12:47] <susan> – No ja bym mogła załatwić.
[12:49] <ian> – Marsters jest w posiadaniu „Monsters and their kynde” oraz …?
[12:50] <harry> – Tak i chyba wszystkie co traktują o jakiś grzybach.
[12:50] <susan> – Jak odzyskamy trzecią książkę? Z tym magikiem raczej nie mamy szans.
[12:51] <harry> Jak będziemy mieli księgi od Marstersa to Darcus sam nas znajdzie…
[12:52] <susan> – … i efekt będzie taki sam jak poprzednio.
[12:54] <harry> – Nie, jeśli przygotujemy się na jego wizytę. A potem trzeba go zastrzelić.
[12:54] <susan> – Jakoś mam dziwne wrażenie, że zastrzelenie go nic nie da.
[12:55] <ian> – A masz gwarancje, że dasz rade pociągnąć za spust w jego obecności?
[12:55] <harry> To go uwięzić i spalić.
[12:55] <susan> – Nie jesteś w stanie zapałki zapalić w jego obecności.
[12:55] <ian> – Pamiętacie co mówił Stuckey? Nikt nie przecinał żadnych kabli jak była awaria w szpitalu.
[12:55] <susan> – Coś siedziało na dachu i zakłócało. Jakiś cień odfrunął. A może mi się przywidziało…
[12:58] <susan> – Trzeba znaleźć jakiegoś specjalistę od okultyzmu.
[12:58] <ian> – To jeśli chodzi o mnie to spróbuję poszukać jakichś informacji a propos tego co się działo w szpitalu.
[12:59] <susan> – Ja mogę zatrudnić włamywacza, tylko powiedzcie mi, czy chcemy jakiegoś super specjalistę czy wystarczy zwykły włam. Oczywiście znacznie różnią się ceną.
[12:59] <harry> – Chyba specjalistę.
[13:01] <ian> Musi umieć czytać.
[13:02] <susan> Ile taki może kosztować?
[13:04] <mg> To za 500 już się znajdzie. Tutaj jest istotne czy ma to być złodziej który bierze to, co mu się zleca czy taki, który ma “specjalizację” chociażby w dziełach sztuki, książkach czy innych. Za specjalistę jest dwa razy tyle.
Dworzec w Bostonie[13:04] <susan> – No to tysiąc dolców, po 330 na głowę.
[13:07] <ian> – Jeśli chodzi o mnie to nie ma problemu, mogę sięgnąć do swoich oszczędności, najwyżej wrócę do mamy do Queency.
[13:08] <harry> – Podobnie. Proponuję sprzedać dom.
[13:08] <susan> – To ty, Harry, zgłoś się do pośrednika nieruchomości.
[13:08] <harry> – Przez jakąś agencję albo hipotekę wziąć
[13:09] <susan> – Jeśli będziesz w stanie…

Schemat działań do jutra został nakreślony. Pozostało tylko zajechanie na stację, wymiana kontaktami a potem rozejście się do swojej części rozwiązywania zagadki. Susan daje telefon do niej i do apteki, Ian zaś do siebie oraz na uniwersytet bostoński. Harry zostawił adres do siebie i do klubu, gdzie zwykle grywał. Uścisk dłoni i zostaje parę godzin do następnego spotkania.

Susan

Nick Goodwill
Po regeneracyjnej drzemce nastał wieczór. Jeden telefon do znajomego – Nicka Goodwina – i dziś na 22 dziewczyna ustawiła sobie spotkanie w „Good Life” na Kingston Street by omówić sprawę pilnego zlecenia. Podwózka taksówką, krótki spacer i wrota klubu stanęły otworem przed Susan. W środku przywitało ją duszne powietrze, zawiesina papierosowego dymu i kwaśny zapach taniego whiskey. Nicka dostrzegła od razu…

[13:38] <susan> – Cześć Nick.
[13:38] <nick> – Hej piękna. Gdzie byłaś jak cię nie było?
[13:39] <susan> – Nawet nie pytaj
[13:39] <nick> – Aż tak? Napijesz się?
[13:39] <susan> – Jasne. Ale powiem ci, ze tylu przygód, co przez ten tydzień to nie miałam przez całe życie.
[13:39] <mg> Nick zamawia dwie szkockie z lodem
[13:39] <mg> – Dobra, dobra. Jak ma na imię? – ze śmiechem mówi Nick.
[13:40] <susan> – Nie jesteś zbyt oryginalny – uśmiecham się.
[13:40] <susan> – Potrzebuje Twojej pomocy.
[13:40] <nick> – Zawsze do usług. Co ci jest potrzeba – kelner przynosi szklaneczki.
[13:41] <mg> Nick upija trochę i zapala papierosa.
[13:41] <susan> – Znasz jakiegoś specjalistę od dzieł sztuki?
[13:41] <nick> – A chcesz kupić czy, powiedzmy, pozyskać coś takiego?
[13:41] <susan> – Pozyskać, a dokładnie odzyskać. Z tym, że właściciel raczej mi nie odda po dobroci. To znaczy obecny nielegalny właściciel.
[13:42] <nick> – Domyślam się. Inaczej byś się mnie nie pytała – zaciągnął się papierosem.
[13:43] <susan> Popijam drinka i tez sobie zapalam.
[13:44] <nick> – Znam takiego kogoś – mówi Nick. – Nazywa się Mallen. Robi w galeriach i prywatnych wystawach. Jeśli chcesz, to mogę cię z nim umówić.
[13:45] <susan> – Będzie idealny.
[13:46] <mg> – Co do ceny, to się z nim ugaduj sama. Ja nie biorę od Ciebie prowizji – błysnął zębami i znów łyknął szkockiej. Kostki lodu zagrzechotały o ścianki grubej i kanciatej szklanki.
[13:46] <nick> – Kiedy chcesz się z nim spotkać?
[13:47] <susan> – Jak najszybciej.
[13:48] <mg> – To daj mi chwilę. Muszę zadzwonić – i wstaje od stołu. Rusza do baru do telefonu.
[13:49] <mg> W klubie jest wesoło. Jakaś kapelka gra na saksie i haronijce. Szum rozmów, śmiechów i gwaru jest jak płaszcz, który wszystko spowija. Już od tylu dni nie byłaś w takim miejscu, że zaczynasz doceniać to.
[13:49] <mg> Wreszcie wraca Nick.
[13:52] <nick> – Dobrze Su. Za godzinkę bądź w “The Littlest Bar”. Gość nazywa się Mallen i jest niczym nie wyróżniającym się Irlandczykiem. Ma rude włosy i pali fajkę. Zapytasz barmana to ci wskaże go
[13:52] <susan> – O kurcze, dzięki Nick za ekspresowe załatwienie sprawy.
[13:53] <nick> – Wiesz, akurat był. Jakby miał robotę to pewnie za parę dni byłby możliwy.
[13:55] <susan> – Ale jeszcze zdążymy jednego drinka wypić. Ja stawiam.
[13:55] <susan> Wolam barmana i zamawiam jeszcze raz to samo
[13:55] <mg> – Jasne. Z tobą zawsze – Nick przeciąga się na krześle i patrzy na Ciebie.
[13:55] <mg> – Zmieniłaś się – powiedział.
[13:56] <susan> – Co masz na myśli?
[13:56] <nick> – Wyglądasz jakbyś się nie wysypiała przez ostatnie dni.
[13:56] <nick> – Albo imprezowałaś albo chodziłaś po nocy po ulicach – chłopak zaśmiał się sam do siebie.
[13:57] <susan> – Gorzej.
[13:57] <nick> – Choroba?
[13:57] <susan> – Chyba już nie, choć byłam w szpitalu ze 2 dni.
[13:57] <mg> – Rany Su, co się stało? – Nick pobladł.
[13:58] <susan> – Ale masz racje, że przydałby mi się dobry wypoczynek.
[13:58] <susan> – Wraz z dwoma znajomymi odziedziczyliśmy dom w niewielkiej miejscowości.
[13:58] <nick> – Może wyjedź, gdzieś się zabaw. Mogę załatwić bliecik na jakiś fajny rejs. Ostatnio w modzie są.
[14:00] <susan> – Urlop czemu nie, ale kilka spraw muszę załatwić najpierw.
[14:00] <nick> – Nie brzmi to ciekawie. Jakiś nieciekawy ten spadek czy co tam odziedziczyłaś.
[13:59] <susan> – Skończyło się na pobiciu jednego ze znajomych, kradzieży i nieprzespanych nocach spędzonych na poszukiwaniach sensu w tym, co się dzieje.
[14:00] <nick> – Ale kradzież….hmmm…gdzie to było? W jakiej to mieścinie?
[14:01] <susan> – W Arkham. Ale może zmieńmy temat.
[14:01] <mg> – Jak chcesz to mogę popytać chłopaków czy czegoś nie wiedzą. Tak po starej znajomości – znów błysnęła szklanka szkockiej, którą w międzyczasie dostarczył kelner.
[14:02] <nick> – Ale jak nie chcesz to nie ma sprawy.
[14:03] <susan> – Dzięki Nick raz jeszcze. Zmywam się do drugiego baru.
[14:03] <nick> – Trzymaj się Su.
Littest Bar[14:03] <mg> Wychodzisz na ulicę. Łapiesz taksówkę jak biały człowiek i jedziesz do kolejnego baru.
[14:04] <mg> Podróż zajęła ci niecały kwadrans i zatrzymujesz się przed “The Littlest Bar”. Wygląda na irlandzką pijalnię Guinessa.
[14:05] <susan> No to wchodzę
[14:06] <mg> W środku niewiele się różni od tego, co miałaś przy poprzednim barze. Może tylko dołączył zapach tabaki i tytoniu do fajek. Ludzi jest masa. Musisz się przeciskać do baru.
[14:06] <susan> No to się przeciskam.
[14:08] <mg> Dobijasz się wreszcie do baru. Za barem starszawy pan w białym fartuchu łapie twoje spojrzenie i podniesionym głosem (z uwagi na gwar) pyta: Co podać?
[14:09] <susan> – Jednego guinessa, poza tym szukam niejakiego Mallena.
[14:10] <mg> – Guiness dla pani. A Mallena znajdzie pani pod ścianą w tamtym rogu – i wskazuje ci kierunek oraz ścianę.
[14:10] <susan> – Dziękuję!
[14:10] <mg> Po chwili masz też solidnego ciemnego guinessa w ręku.
[14:10] <susan> Biorę piwo i podchodzę.
[14:12] <mg> W rogu pod ścianą jest stolik i przy nim jest czterech facetów. Jedne z nich pali fajkę, reszta przekrzykuje się opowiadając o jakiejś gonitwie i stawianiu zakładów.
[14:13] <susan> – Pan Mallen? – pytam tego, który pali fajkę.
[14:13] <mallen> – Tak, a kto pyta?
[14:13] <susan> – Susan Chambers, nasz wspólny znajomy umówił nas na spotkanie.
[14:14] <mg> – Ach, Nick… Witam cię Susan – i wyciąga rękę na przywitanie.
[14:17] <susan> Podaje mu rękę – Możemy porozmawiać gdzieś na osobności?
[14:17] <mallen> – Jasne. Chodź za mną. Znam tu takie miejsce.
[14:18] <mg> Widać że jest słusznej postury. Rusza się dość żwawo i choć za młody nie jest to coś przyciąga wzrok do niego. Udajesz się za nim, On rusza na schody a potem wychodzi drzwiami przeciwpożarowymi na zewnątrz. Stoicie na kratownicy mając pod sobą ulicę oraz wejście do klubu. Jest zimno, ale od czego jest guiness w ręku?
[14:19] <mallen> – To słucham cię Susan. Czego chcesz ode mnie?
[14:19] <susan> – Chcę odzyskać trzy książki. Należą do mnie i dwóch moich przyjaciół. Ukradziono nam je i my wiemy, kto to zrobił.
[14:22] <mallen> – Jakieś szczegóły?
[14:22] <susan> – To znaczy?
[14:23] <mallen> – Kto to zrobił chociażby?
[14:23] <susan> Daje mu kopię wizytówki Marstersa a także kartkę z tytułami trzech książek.
[14:24] <mg> Mallen czyta to, co jest napisane – Marsters? To przecież księgarz nie złodziej. Skąd wiadomo, że ma te trzy książki?
[14:25] <susan> – Odwiedził nas, groził, a wieczorem po jego wyjściu nasz dom napadnięto. Naszego kolegę ciężko pobito a wszystkie książki zniknęły. Część z nich została potem odnaleziona przez policje w porzuconym samochodzie, ale wszystkie najcenniejsze, w tym te trzy, zniknęły.
[14:27] <mallen> – Dobrze. Wierzę na słowo. Ale żeby była jasność. Wchodzę tam i opłatę biorę niezależnie czy te książki tam są czy nie. Jeśli ich nie ma to biorę połowę. Jeśli są, to cała stawka.
[14:28] <susan> – Hmm może umówmy się tak – dam panu przed robota 400 dolców plus potem 200 za każdą odzyskaną książkę, może tak być?
[14:28] <mallen> – Może być.
[14:28] <susan> – Z tym, że ja nie wiem, czy one je ma w antykwariacie czy w swoim mieszkaniu.
[14:29] <mallen> – Dom Marstersa jest nad antykwariatem więc daleko nie ma. Byłem kiedyś u niego, więc trochę znam tego starego piernika.
[14:30] <susan> – Kiedy i gdzie mogę panu dać zaliczkę?
[14:30] <mallen> Ale znam też Nicka i nie mogę okradać jego przyjaciółki. Wystarczy 200 za wejście i potem po 200 za książkę.
[14:31] <susan> – Dziękuję.
[14:31] <mallen> – Kiedy chcesz te książki?
[14:31] <susan> – Jak najszybciej, może pojutrze?
[14:32] <mallen> – Dziś jest czwartek….to umówmy się na niedzielę rano. Tutaj. Dobrze?
[14:33] <susan> – Tak, może być.
[14:33] <mallen> – A zaliczkę dostarcz do jutra. Będę tutaj, nie ruszam się nigdzie. Jak mnie nie będzie to zostaw u barmana dla mnie.
[14:33] <susan> – Dostarczę koło południa.
[14:34] <mallen> – To jesteśmy umówieni.

Noc minęła spokojnie a następnego dnia Susan zapłaciła Mallenowi i popołudniem ruszyła na spotkanie z Ianem i Harrym.

Ian

Dla Iana ten dzień skończył się w łóżku i odpoczynku. Przed wejściem do domu sprawdził jeszcze czy nie jest śledzony i czy mieszkanie jest w takim samym stanie jak było. Uspokojony obiema obserwacjami mógł w spokoju się umyć, zjeść kolację i zasnąć. A następnego dnia ruszył na uniwersytet do biblioteki. Poszukiwania zaczął od poszukiwań tego, co kojarzyło mu się ze zdarzeniami w szpitalu a konkretnie z czarną kozą, świetlistymi zjawiskami, konserwacją zimnem oraz przypadkami skrajnej hipotermii niezakończonej śmiertelnym zejściem.
Poszukiwania pochłaniały godziny jak palenisko suche drewno. Ian zadzwonił do Susan by łapała go w czytelni, gdyby mieli się umówić na omówienie tego, co udało się ustalić. A w czytelni informacje zdawały się tworzyć chaotyczną mozaikę mitów i rzeczywistości…

[14:44] <mg> Koza i kozioł są symbolami ofiary; błyskawicy i pioruna; rui, płodności; grzechu; towarzyskości; zręczności, ruchliwości; wolności; czarów; głupoty; skąpstwa; biedy; zimy. Koza, może dlatego, że jej nazwa sanskr. oznacza też ‘nie narodzoną’, jest w Indiach symbolem prakriti (pramaterii), Pramatki, o trzech barwach: czerwonej, białej i czarnej. Kozioł poświęcony był babilońskiemu bogu Mardukowi, sumeryjskiemu Ninurcie, mezopotamskiemu Tammuzowi, babilońsko-asyryjskiej bogini miłości i płodności natury Isztar. Hierodulom (dosf. gr. ‘świętym niewolnicom’), tj. prostytutkom należącym do świątyń Isztar i wielu świątyń Afrodyty (np. w Koryncie, na sycylijskiej górze Eryks, dziś S. Giuliano). płacono w naturze koźlątkiem. Koza kończąca się rybim ogonem lub laska z głową kozy była emblematem starobabilońskiego boga Ea, a jego świętym zwierzęciem — koziorożec. Kozioł ofiarny. Aaron „dwa kozły postawi przed Panem (…), jeden dla Pana, drugi dla Azazela (prawdop, złego ducha pustyni)". Ten drugi, obarczony grzechami całego zgromadzenia, wypuszczony będzie na pustynię; pierwszego zaś zabije się na ofiarę Bogu, a krew jego oczyści świątynię od nieczystości synów Izraela, od ich przestępstw i grzechów (Lev. 16). Kozioł ofiarny w przenośni to człowiek obciążony cudzymi grzechami, oskarżony za nie i potępiony.

[14:48] <mg> Mocno wychłodzone komórki potrzebują dużo mniej tlenu i substancji odżywczych niż normalnie. Powracają do życia także bardzo powoli. Człowieka w skrajnej hipotermii często trudno odróżnić od martwego. Bardzo istotne jest, aby nie rozpoczynać reanimacji zbyt wcześnie, to znaczy, zanim nie stwierdzi się zatrzymania oddechu lub krążenia.

[14:54] <mg> co nieco o konserwacji zimnem, że daje radę i to dobrze, tylko kwestia odratowania mózgu jest tu kontrowersyjna, ale ciało jak najbardziej,

[12:56] <mg> W bibliotece pogrzebałeś i co do dziwnych kultów odnośnie kozy to znalazłeś jeden w Grecji istniejący, gdzie wspomina się o pramatce, która miała swoją personifikację w stadzie kóz. Cechą szczególną było to, że kozy były czarne i zwiastowały zmiany, jeśli gdzieś się pojawiły.Rzadko widywano pojedynczą kozę tylko cały tabun.Sama zaś pramatka też była uosabiana, jako koza, najstarsza z całego rodu. Niektóre ludy nazywały ją Kozą o Tysiącu Młodych.
[13:01] <mg_> To jest opracowanie na temat kultur śródziemnomorskich o nazwie “Kultury basenu Morza Śródziemnego” z 1912 roku. Napisana przez sir Johnatana Grifta.
Przejrzenie prac pana Grifta i jego działalność na Oxfordzie były na tyle obiecujące, że Ian postanowił wysłać do uczelni telegram.

Do szanownego kierownictwa Katedry Śródziemnomorskiej Proszę o pomoc STOP poszukuję materiałów źródłowych STOP Przedmiot badań: kult Pramatki – Kozy o Tysiącu Młodych STOP Źródło: Johnatan Grift “Kultury basenu Morza Śródziemnego” 1912 rok Oxford STOP Best regards dr Ian McGlearson – Katedra Antropologii Kulturowej – Zakład Etnologii – Boston University

Harry

Żebra bolały przy każdym kroku. Nie dało się o nich zapomnieć i faktycznie granie na trąbce można odłożyć na kilka dni. To oznacza, że nie będzie koncertować i nici z zarobku. Doczłapał się w końcu do domu. Gospodarz pomógł mu wnieść tobołki na górę. Spanie w klubie odpadało, bo nie było tam na tyle dużego łóżka, które by pomieściło całego Harrego. A musiał wypocząć by zdrowieć. Dlatego też zasnął i czarna dziura snu otworzyła się przed jego oczami. Ranek nie był wiele lepszy, ale przynajmniej żebra trochę odpoczęły. Wolno zebrał się, wcisnął papiery z Arkham pod pachę i ruszył do agencji nieruchomości z zamiarem wystawienia domu na sprzedaż.
Na miejscu, pracownica o wdzięcznym imieniu Jenny przyjęła papiery. Wycena czy wszelkie dodatkowe informacje będą możliwe dopiero w poniedziałek, więc trzeba będzie poczekać parę dni. Harrego nie zmartwiło to specjalnie. Będzie więcej czasu na dorwanie Marstersa.

Piątek wieczór, razem

Nastaje wieczór. Wszyscy umówili się w pubie JJ Foley`s by przy piwie i jedzeniu obgadać to, co udało się ustalić. Adres przy 117 E. Berkeley St. był dla wszystkich osiągalny więc bez trudu udało się zjawić w piątkowy wieczór, znaleźć stolik i wreszcie pogadać.

[12:23] <susan> – Załatwiłam kolesia, który ma odzyskać dla nas książki na niedzielę. 200 dolarów zaliczki już mu zapłaciłam. Potem dodatkowe 200 za każdą książkę osobno.
[12:24] <ian> – Skąd ta pewność że na niedzielę? I że w ogóle mu się uda?
[12:25] <susan> – Nie ma pewności.
[12:25] <harry> Nie sprawdziliśmy, czy w ogóle istnieje ten sklep Marstersa.
[12:25] <susan> – Istnieje, bo on go znal. Zdziwiony był, mówiąc że to księgarz a nie złodziej. Zobaczymy. Przynajmniej będziemy wiedzieć, czy Marsters ma te książki czy nie.
[12:26] <ian> – Aha, czyli Marsters w środowisku uchodzi za złodzieja?
[12:28] <susan> – No właśnie nie uchodzi.
[12:30] <ian> – Sprawa będzie prosta, jeśli będzie je miał to wszystko będzie jasne.
[12:30] <harry> – Dobrze.
[12:31] <ian> – A z takim towarem jest szansa że raczej szybko się nim nie obraca. Chyba, że było konkretne zlecenie na nie od kogoś jeszcze innego. Sądzę, że im mniej nas będzie widać tym lepiej w razie gdyby coś poszło nie tak.
[12:33] <susan> – Też tak uważam. A co wy załatwiliście?
[12:33] <ian> – Ja byłem w bibliotece i szukałem różnych informacji.
[12:34] <harry> A ja dałem dom do wyceny i w poniedziałek będę musiał klepnąć ogłoszenie. Może to być ślad, by mnie wytropić.
[12:34] <ian> – Co do policjanta Roya jest duże prawdopodobieństwo, że koroner z Arkham się nie pomylił. Policjant mógł żyć i raczej żył.
[12:35] <susan> – Co masz na myśli Ianie?
[12:35] <ian> – Był w stanie skrajnej hipotermii. Biologicznie, organizm był żywy ale jakby z wielokrotnie zwolnionymi procesami biologicznymi które na gołe oko wyglądają jak śmierć
[12:37] <susan> – A dziura w głowie?
[12:37] <ian> – Tylko skoro tak było to Roy nie miał prawa się ruszać a tym bardziej być agresywnym i nas atakować. Z dziurą to nie wiem…
[12:38] <harry> – Nie ma co się nad tym zastanawiać. Royowi już nie pomożesz.
[12:39] <ian> – No tak, ale nie chciałbym aby coś takiego się powtórzyło.
[12:40] <harry> To celuj w głowę Darcusa.
[12:41] <ian> – Jeszcze druga sprawa, z czarną kozą. Nie mogłem wiele znaleźć, ale powtarza się motyw, że kozioł bądź koza była symbolem wielu bóstw w starożytnym Babilonie i Grecji.
[12:42] <susan> – Wiesz, Jezus też po śmierci chodził i rozmawiał…
[12:46] <susan> – Hmm no nic. Chyba nie pozostaje nam nic innego jak poczekać do niedzieli.
[12:49] <harry> – Też tak myślę.

Zasmakowanie normalnej soboty dla każdego było czymś, czego potrzebował, choć nie czuł tego. Od prawie dwóch tygodni był to jedyny normalny dzień, który każdy miał dla siebie. Dopiero niedziela i spotkanie z Mallenem zmieniło ten stan rzeczy.
W „The Littlest Bar” w niedzielne przedpołudnie nie ma za wielu gości. Pobożni Irlandczycy siedzą w kościele i pewnie na picie przyjdą dopiero wieczorem. Mimo tego nie dało się dostrzec nigdzie Mallena. Barman mówił, że od wczoraj nie widział Mallena. Podobno miał wczoraj robotę i od tego czasu go nie widziano. Nie wróżyło to najlepiej. Do południa nic się nie zmieniło a niepewność, co do losów złodzieja przerodziła się niemal w pewność. Należało się uzbroić. Harry mógł coś zdobyć u siebie, w knajpie, w której grywał – “Wally’s Cafe”. Przed 13 klientela też nie jest za bogata i poza kilkoma gośćmi i dwiema dziewczynami nie było nikogo.

Dwie dziewczyny przy barze[13:30] <harry> Cześć dziewczyny. Co u was słychać?
[13:31] <dziewczyna1> – Hej!
[13:33] <dziewczyna2> – Wszystko w porządku. A u ciebie kowboju?
[13:33] <harry> Nachylam i uszczypnę tą druga.
[13:33] <harry> – Jak widzicie trochę poobijany jestem.
[13:34] <susan> Robie głupią minę za plecami Harrego i siadam przy najbliższym stoliku żeby mógł swobodnie rozmawiać.
[13:34] <dziewczyna2> -Au!!! – ze śmiechem krzyknęła. – Widać, że potrzebujesz opieki.
[13:34] <harry> – Natknąłem się na bandę rednecków. Mocno oberwałem, ale jak widzicie zawsze spadam na cztery łapki.
[13:35] <mg> – To nawet nie pytamy jak wyglądają tamci – błysnął błyszczyk na ustach dziewczyn.
[13:36] <harry> – Właśnie szukam kogoś, kto by mógł załatwić konkretny fant.
[13:36] <dziewczyna1> – Jaki fant?
[13:37] <harry> Wiecie niebezpieczne czasy idą…
[13:37] <dziewczyna> – To my jesteśmy niebezpieczne – ze śmiechem powiedziała ta pierwsza.
[13:38] <harry> No takie dwie damy mogłyby mnie mocno poturbować. Ale ale – fant jest na rednecków. Zazdroszczą mi takich dziewczyn.
[13:40] <dziewczyna1> – A oni tu przychodzą?
[13:40] <harry> Więc jak, znacie kogoś kto może coś załatwić na nielegalu?
[13:41] <mg_> – A co takiego? – ta pierwsza zniżyła głos.
[13:41] <harry> – I wiecie, nie lubią ludzi z Bostonu.
[13:41] <harry> – 38, 45 a może coś na polowanie?
[13:42] <dziewczyna2> – Nie znamy takiego czegoś.
[13:44] <harry> – Znaczy kogoś co na lewo mógłby jakąś spluwę załatwić (szepcze)
[13:45] <dziewczyna1> – To musisz porozmawiać z Garrym. On ma takie rzeczy.
[13:45] <dziewczyna2> – Garry będzie wieczorem.
[13:46] <harry> Dobra, dzięki dziewczynki, wiszę wam randkę.
[13:46] <chórem> – Będziemy pamiętać.

Znów zostaje czekanie do wieczora. Bez broni Harry nigdzie nie chce się ruszać a Susan zastanawia się, co się stało z Mallenem. Zakup popołudniówki „Herald” zdaje się rozwiewać, choć częściowo te wątpliwości…

„Wczoraj w godzinach wieczornych doszło do pożaru na Beacon Hill. Pożar zajął antykwariat oraz umieszczone nad nim mieszkanie. Są dwie ofiary śmiertelne a policja prowadzi śledztwo sprawdzające, co wywołało pożar. O postępie prac będziemy informować. CF”

Autorem był niejaki Chad Fauler, ale w niedzielę jest on niedostępny w redakcji. Dopiero jutro jest szansa na spytanie się o okoliczności pożaru. Sami, póki co, nie chcą się pojawiać w tamtym miejscu. Jednocześnie sprawa broni stała się bardzo ważna i piląca. Wizyta u Garrego była nieodzowna.

[14:20] <harry> Są dziewczyny?
[14:20] <mg> Szybkie spojrzenie wzdłuż lady i widać, że są.
[14:20] <susan> – Zanim zaczniesz je podrywać zamów najpierw drinka dla siostry.
[14:21] <harry> Hej! Jest już Garry?
Garry[14:24] <mg> – Hej kowboju! Jest, jest… – potem jedna z nich odwraca się krzyczy w głąb sali – Garry! Choć tu! Garry!
[14:25] <mg> Do baru przeciska się mężczyzna, na którego wołają Garry.
[14:26] <mg> – Co jest kochanie? – zwraca się do dziewczyny.
[14:26] <dziewczyna2> – To ten pan chciał coś od Ciebie, pamiętasz jak ci mówiłam?
[14:26] <mg> Garry zwraca się w stronę Harrego – Co potrzeba?
[14:30] <harry> 38-ki dostanę?
Sw38[14:30] <garry> – Po 30. Mam 3 sztuki.
[14:32] <harry> Dobra. Bierzemy. Gdzie transakcje zrobimy?
[14:33] <garry> – Do kibla.

Trzy sztuki policyjnych 38-ek znalazły się u Harrego. W poniedziałek, kiedy będzie już z nimi Ian, ruszą do Marstersa dowiedzieć się, co się stało. I zobaczyć miejsce pożaru.

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.