Arkham

Boston 13 stycznia 1930 roku

Szpalta gazetowaPoniedziałkowy ranek jest mroźny, ale słoneczny. Niedzielne wieści o podpaleniu antykwariatu nie mogły zostać bez echa. Zakup pistoletów miał upewnić wszystkich, że przynajmniej od strony ludzi dało się jakoś zabezpieczyć. Pozostało teraz zbadanie tej sprawy. Liczyło się to by nie pokazywać się za wcześnie przy pogorzelisku i wyciągnąć jak najwięcej informacji z tych źródeł, które są w miarę bezpieczne. Jednym z nich jest właśnie Chad Fauler – autor artykułu z „Heralda”, który jako pierwszy umieścił tą informację na swoich stronach. W niedzielę nie było możliwe skontaktowanie się z autorem, ale poniedziałek to normalny dzień pracy. Harry z Susan pojawiają się w redakcji zaś Ian udaje się do biblioteki by dalej grzebać w książkach i szukać wzmianek o kozłach i kultach z nim związanych.
Bostońska siedziba „Heralda” nie jest już prowincjonalną gazetą tylko wysokonakładowym czasopismem. Strażnik na dole budynku dobitnie o tym świadczy. Każdemu podał plakietkę „GUEST” i wpisał do zeszytu. Skierował na 3 piętro i kazał tam się dopytać o tego, kogo szukają. Na miejscu dochodzą do dużej sali, gdzie pełno jest biurek, chodzących maszyn do pisania, rozmów telefonicznych i zgiełku typowego dla pracy biurowej połączonej z częstymi kontaktami ze światem zewnętrznym. Ktoś spytany o pana Faulera wskazuje na drobnego mężczyznę siedzącego przy rosłym fikusie.

[21:13] <harry> – Pan Chad Fauler? – mówię głośno i patrze na reakcję.
Redakcja Heralda
[21:14] <mg> – Słucham – odzywa się gość sprzed czystego biurka.
[21:14] <harry> – Dzień dobry, Nazywam się Harry La Fayette.
[21:15] <chad> – Witam. W czym mogę pomóc.
[21:15] <harry> – Wiem że pan zajmował się sprawą podpalenia antykwariatu Pana Marstersa. Przeczytałem Pana artykuł.
[21:16] <chad> – Tak, to wczorajszy news.
[21:17] <harry> – Chciałem coś więcej się dowiedzieć o tej sprawie.
[21:17] <chad> – Miałem informację od swojego informatora, że miała miejsce interwencja straży pożarnej oraz policji. Pojechałem na to miejsce i faktycznie zobaczyłem miejsce, które płonęło, choć nie spłonęło. Coś wywaliło dużą dziurę w ścianie i widać było pomieszczenie, gdzie wszystko było popalone. O dziwo, antykwariat zdaje się nietknięty tylko mieszkanie nad nim ucierpiało. Jednak ta woda nie zrobi dobrze książkom. Policja utrzymuje, że to było podpalenie a pechowego podpalacza znaleziono wśród ciał. Były dwa ciała – jedno prawdopodobnie właściciela i drugie nieznane.
[21:20] <harry> Hmmm.
[21:20] <susan> – Jaka dziura w ścianie?
[21:20] <chad> I to utrzymuje policja, że był podpalacz. Nie udało mu się uciec, bo pewnie właściciel go nakrył. Wdała się bójka. I tragedia gotowa. Podpalacz miał pewnie albo środki wybuchowe albo zapalające. To one zrobiły wyrwę. Może nie zdążył ich odpalić lub zajęły się ogniem i wybuchły. To prawdopodobne hipotezy.
[21:21] <susan> – Nie wydaje się panu dziwne ze podpalacz podpala antykwariat zaczynając od mieszkania nad nim?
[21:22] <harry> – A co Pan myśli o tej sprawie?
[21:23] <chad> Bo pewnie nie o antykwariat chodziło. Jak ja bym był właścicielem to na noc nic cennego bym nie zostawiał w sklepie tylko brał do siebie, może do sejfu. Ale nie wiem, jak myślał właściciel. To, co myślę to w zasadzie prosta sprawa. Włamywacz wiedział, że cenne rzeczy są na górze. Chciał ukraść je i zatrzeć ślady podpaleniem. Jednak natknął się na właściciela. Pewnie wybuchła bójka. Przypadkowo zajęły się materiały łatwopalne i bum. Dwa trupy i płonący dom.
[21:24] <harry> – Czy pan ma dostęp do mieszkania?
[21:25] <chad> Do mieszkania? No co pan. Policja wszystko opieczętowała. Poza tym to nie moje mieszkanie.
[21:25] <harry> Rozumiem. To podziękujemy Panu. Czy może pan przekazać nam jakąś wizytówkę?
[21:26] <mg> Wręcza wam wizytówkę do siebie.
[21:27] <harry> Dziękuję.

Beacon HillInformacja o pożarze potwierdziła tylko wątpliwości o jego charakterze. Bez wizji lokalnej się nie obejdzie, ale powstał spór, kiedy to zrobić. Noc będzie podejrzana, ale dzień wystawiał ich na oczy wielu, którzy są zainteresowani tym miejscem. Jednak nie będzie to aż tak podejrzane jak nocna wizyta. Dlatego zaraz po wyjściu z redakcji Harry zamówił taksówkę i razem z Susan ruszyli na Beacon Street, do antykwariatu Marstersa.
Ciasne uliczki centrum i nie mniej ciasna Beacon tonęły w śniegu. Wolno przejechali obok antykwariatu i stanęli kilka ulic dalej by nie wzbudzać niczyich podejrzeń. Gdy przejeżdżali obok widać było dużo sadzy, resztki papierów nadpalonych porozwalanych na śniegu oraz kilka dykt wstawionych na piętrze zasłaniających okna oraz sporą wyrwę w murze. Taksówka pojechała sobie a dwójka podróżnych ruszyła w stronę antykwariatu. Podeszli bliżej. Czuć było swąd spalenizny. Policyjne taśmy oklejały wejścia do budynku oraz otwory po oknach. Jeden z policjantów przechadza się nieopodal zerkając na wszystko i wszystkich. Nie byłoby możliwe wślizgnięcie się do środka by nikt nie zauważył. Harry rozważał nawet uruchomienie Stuckey`a, ale to nie jego rewir i pewnie nic by nie zdziałał. W zasadzie w tej kwestii pozostali sami i musieli to rozwiązać we własnym zakresie. Jeszcze by wyszło, że to Susan wynajęła włamywacza, który okazał się podpalaczem. Kilka niebezpiecznych konotacji pojawiało się na horyzoncie i nie byłoby dobrze, gdyby one wypłynęły.
Przyjrzenie się uważniej okolicy ujawniło ciekawe spostrzeżenie. Policjant pilnował głównie wejścia od strony ulicy głównej. Tylne wejście nie było obstawione a sprawdzanie go przez policjanta odbywało się sporadycznie. Gdyby tak poczekać do zmroku, podejść szybko, zerwać taśmę i plombę z drzwi…
Bookstore Marstersa
[20:18] <mg> To czas mija. Po pół godzince policjant zerka i wraca na front sklepu.
[20:19] <harry> – Zbliżam się do drzwi. Wyjmuję z kieszeni latarkę, ale jej nie włączam.
[20:20] <mg_> Jest szarówka więc latarka nie przyda się. Zbliżasz się do drzwi.
[20:20] <susan> – Nie pal latarki bo nas zauważy.
[20:21] <harry> – Nie zapalam – mam ją tylko przygotowaną. Zapalę jak będziemy w środku.
[20:22] <harry> -Sprawdzę czy drzwi są otwarte czy na klucz zamknięte?
[20:22] <mg_> Zamknięte.
[20:24] <susan> – Spróbuj pogmerać.
[20:25] <harry> – Spróbuję wyważyć. Chyba, że to prosty zamek.
[20:26] <mg_> Napierasz na drzwi. Żebra trochę zabolały, ale udaje się. Coś chrupnęło, pieczęć się złamała, ale drzwi się dają otworzyć.
[20:27] <harry> -Wślizguję się.
[20:27] <mg_> Widać, że zamek został już zmiękczony, jakby już ktoś tędy wchodził w podobny sposób.
[20:27] <susan> – Oby tym kimś był nasz włamywacz. Wchodzę za Harrym.
[20:29] <mg_> W środku czuć spaleniznę, wodę oraz zapach moczonego papieru. W środku widać tylko troszkę przez szarówkę zza okna. Jesteście na tyłach sklepu, na zapleczu. Stąd widać wejście na sklep oraz wejście na górę.
[20:31] <mg_> Orientujesz się, że zapalenie latarki będzie widoczne z zewnątrz – przez przechodniów czy policjanta.
[20:31] <harry> Rozglądam się. Są jakieś księgi?
[20:31] <mg_> Stoi tu kilka skrzyń i jeden regał z książkami. Książek jest sporo – różne wielkością i grubością. Na oko koło 100-150. Stoją w kilku rządkach na regale.
[20:33] <harry> -Susan, idź na górę.
[20:33] <susan> – Dobrze.
[20:33] <harry> Na razie nie zapalam latarki. Chyba, że znajdę jakieś pomieszczenie typu kibel i zamknę się tam i zacznę oglądać księgi.
[20:34] <mg_> Kibelek jest.
[20:34] <harry> To dawaj skrzynie i do kibla. Zamykam się i i daję światło punktowe, ale też takie urywkowe by sprawdzić tytuł księgi. Zapalam i gaszę. Oczywiście przy drzwiach zamkniętych. Ale jak dam radę w szarówce to korzystam z szarówki.
[20:35] <harry> Da radę?
[20:36] <mg_> Zobaczysz.
[20:36] <mg_> Dobra, to ty zaczynasz patrzeć co jest.
[20:37] <mg_> Susan ty wchodzisz na górę.

Na dole panuje półmrok. Na schodach jest mokro od wody pożarniczej. Wszędzie czuć swąd spalonego papieru i sadzy. Na górze widać duży gabinet z solidnym biurkiem i regałem z książkami. Wszystko pomoczone i uwalane w sadzy. Przeglądanie książek nic nie daje – nie widać żadnej z ukradzionych książek. Nie widać też niczego co by bodaj w zarysach było książką o kozach czy grzybach.
Na górze, pomiędzy regałami, widać jeszcze otwarty sejf, ale pusty, oraz sypialnię. Okna, pozbawione zasłon, przesłonięte jedynie deskami, świeciły światłem z latarni ulicznych. Robiło się coraz ciemniej i przeglądanie książek stało się problematyczne. O ile Susan na górze musiała Beacon Hillbliżej podchodzić do szpar w oknach to Harry na dole przeglądał książki pod latarką w ubikacji. Dalsze poszukiwania dały taki sam rezultat – nic nie udało się znaleźć. Harry zawiedziony idzie na górę. Susan sprawdza jeszcze sypialnię, ale nie ma tam nic ciekawego. Ani w ubraniach, ani w kieszeniach, na biurku i pod łóżkiem, w szufladach i parapetami, w spłuczce i pod książkami. Dosłownie nigdzie. Nawet zejścia do piwnicy nie udało się namierzyć by tam móc jeszcze sprawdzić.Pozostało tylko wyjść tą samą drogą i zastanowić się co dalej.

[21:16] <susan> – Co robimy?
[21:19] <harry> – Uciekamy.
[21:20] <susan> – No dobrze, ale co dalej?
[21:20] <harry> – Musimy sprawdzić czy miał jakiś pracowników?
[21:20] <susan> – Ciekawe, co się stało z jego rzeczami? Tymi, które były w sejfie?
[21:23] <harry> Darcus zabrał. Już ma wszystkie księgi. Teraz to my musimy go odnaleźć.
[21:26] <susan> – Darcus nie wróci tutaj raczej. Jeśli on wie gdzie są książki, to wie, że nie ma ich tutaj.
[21:27] <harry> – Tak, ale może Marsters sprzedał księgi? Sprawdźmy, może on wrócić i sprawdzić księgi.
[21:29] <susan> – Albo je ukradł dla kogoś. Skomplikowane to się robi.
[12:35] <harry> Zaczekałbym. Może Darcus się pojawić, wtedy będziemy wiedzieć że jednak nie ma wszystkich ksiąg.
[12:36] <susan> – Dobrze, to usiądźmy w jakimś miejscu, żeby widzieć drzwi a jednocześnie nie rzucać się zanadto w oczy.

Dalsza obserwacja tego miejsca, niemal do samej północy, niewiele dała. Nikt nie przyszedł, a policjant miarowo przechodził z jednej strony ulicy na drugą. Przechodniów nie było za wiele bo mróz wszystkich skutecznie pozamykał w domach lub pubach. Stanie w bramie nawet dla Harrego i Susan było bardzo zimne, więc ratowali się chadzając do pobliskiego baru. Tracili z oczu pogorzelisko, ale bez tego zmarzliby bardzo. Po północy, po prawie pięciu godzinach obserwacji, Harry zdecydował się zadzwonić do Iana.

[12:58] <harry> – Halloo??
[13:01] <ian> – Tak, słucham?
[13:03] <harry> – Cześć, tu Harry.
[13:03] <ian> – Cześć, jak tam u was?
[13:03] <harry> – Włamaliśmy się do Marstersa, Darcus wszystko wyczyścił.
[13:03] <ian> – Skąd pewność że to Darcus?
[13:04] <harry> – Zamordował Marstersa i tego super włamywacza. Sejf otwarty i wyczyszczony. Tylko on mógł coś takiego zrobić.
[13:05] <ian> – Ja bym jeszcze się wstrzymał z wnioskami kto kogo i jak, ale to nie dobrze. Cokolwiek znaleźliście interesującego na miejscu?
[13:06] <harry> – Nie. Może policja ma jakieś dowody?
[13:07] <ian> – Dobra, to jutro się spotkajmy. Ja mogę praktycznie od rana, jedyne co to chciałbym zajrzeć koło południa na katedrę by sprawdzić korespondencję.
[13:10] <ian> To jak? 12:30 na uniwerku?
[13:13] <harry> – Dobrze. Mi pasuje.
__
Pozostało wrócić do domów i wypocząć. Może jutro coś nowego uda się wymyślić.

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.