Arkham

Boston 14 stycznia 1930 roku

Komiksowy pasek z Myszką MikiWtorek zaczął się ciężkimi chmurami i lekkim ociepleniem. W gazetach, wzorem Kalifornii i Nowego Jorku, pojawiły się malowanki z Myszką Miki. Całe Stany oszalały na jego punkcie i skutecznie odwracał on uwagę od zapaści gospodarczej, jaka dotknęła USA. Żyło się coraz gorzej i reakcje rządu na niedolę obywateli były niewystarczające lub wręcz żadne. Zima skutecznie uniemożliwiała sprzeciw na ulicach, ale z wiosną, jak plotka niesie, nie tylko kra na rzekach puści.
Dla Susan, Harry`ego i Iana co innego zaprzątało głowę. Spotkali się na uniwersytecie, gdzie wykłada Ian i gdzie dogrzebał się do pewnych rzeczy.

[13:24] <ian> – Hej, dobrze że jesteście. Ja też dopiero co przybyłem. Chodźcie ze mną do katedry i tam pogadamy.
[13:25] <mg> Udajecie się za Ianem do jego wydziału. Mijacie po drodze tłumy studentów, pracowników oraz zwykłych zwiedzających. Wszędzie widać zdjęcia, gabloty z pucharami oraz liczne wyróżnienia, odznaczenia i dowody wdzięczności instytucji i osób prywatnych. Korzystając z widny dostajecie się na czwarte piętro i wiekowym korytarzem dostajecie się do miejsca, gdzie zwykle urzęduje Ian, jako pracownik uniwersytecki.
[13:29] <ian> Kieruję ich do naszych pokoi i w końcu do mojego biurka. Po drodze sprawdzam czy coś się pojawiło w mojej skrzynce lub na biurku.
[13:30] <mg> Zasiadacie w niewielkim gabinecie gdzie jest pełno książek, nieskatalogowanych eksponatów i zapisków. W skrzynce na korespondencję jest pusto.
[13:31] <susan> – Coś znalazłeś?
[13:31] <ian> – Przepraszam za bałagan.
[13:31] <ian> – Na razie nic konkretnego. Czekam na wiadomość z Oxfordu, bo tam był jedyny ślad który w jakikolwiek sposób odnosił się do tego o czym Harry wspominał, że czytał w tej książce. A mianowicie o bóstwie, pramatki w postaci kozy lub całego stada kóz. Zwana też matką o tysiącu młodych. Nie wiem, na czym ten kult polega ale są ślady dużej jego aktywności na Peloponezie. Napisałem do ośrodka naukowego, gdzie pracował autor tej książki z prośbą o materiały źródłowe. Jeśli mają spisane wywiady czy coś to może czegoś się dowiemy więcej. Sprawdzałem też kwestią policjanta Roya.
[13:36] <susan> – I co?
[13:36] <ian> – Możemy mieć pewność że Stuckey nie kłamał. Roy wielce prawdopodobnie żył. Biologicznie, podkreślam.
[13:37] <harry> – Ale przecież nas zaatakował?
[13:37] <susan> – I miał dziurę w głowie.
[13:37] <ian> – Jednak by wykonywać takie ruchy, jak wtedy, potrzebowałby niezbędnej energii i prawidłowo “zasilanego” organizmu. W skrócie, musiałby mieć normalne krążenie i poziom metabolizmu.
[13:38] <susan> – Nie jestem pewna czy to zdarzenie możemy w ogóle w jakimś naukowym kontekście rozpatrywać.
[13:39] <ian> — A stan w jakim był nazwałem skrajną hipotermią, by nie użyć słowa zmrożenie.
[13:39] <harry> – No nic, następnym razem wpakujesz kulę.
[13:39] * Harry wyjmuje 32-kę i kładzie na biurku.
[13:40] <ian> – Bo jeśli jego ciało się rozsypało pod naporem ciosów to nie miał też prawa tak sprawnie się poruszać.
[13:40] <harry> -To dla ciebie.
[13:40] <ian> – Skąd to masz?
[13:40] <harry> – Nie pytaj. Schowaj to…
[13:41] <ian> – Ja i tak średnio sobie radze z takimi rzeczami, więc nie wiem czy jest sens…
[13:41] <harry> …zanim ktoś tu wejdzie.
[13:42] <ian> – Tym bardziej że jeśli mieli nas znaleźć z czymś takim…
[13:42] <harry> – Znaleźć martwych.
[13:42] <susan> – Bierz i nie gadaj. Najwyżej nigdy nie użyjesz.
[13:42] <ian> Na razie chowam do szufladki i zamykam na zamek. Później go wyjmę.
[13:43] <susan> – Lepiej ustalmy co robimy dalej, bo ja nie mam pomysłów. Wychodzi na to, że Marsters nie miał naszych książek.
[13:43] <harry> Dobra czyli też nic konkretnego nie znalazłeś.
[13:43] <susan> – Nie tylko tych trzech, ale żadnych.
[13:43] <ian> – Można poszukać pracowników Marstersa.
[13:44] <harry> – Możemy.
[13:43] <susan> – Może to nie on się włamał jednak?
[13:44] <ian> – Wiecie kim są ofiary?
[13:44] <susan> – Nie, ale napisali że prawdopodobnie właściciel i włamywacz.
[13:44] <harry> Możemy również popytać się ludzi którzy współpracowali z nim. Poszukać tych co na mnie napadli.
[13:45] <susan> – Myślę. że to będzie szukanie igły w stogu siana.
[13:49] <ian> – Może ten dziennikarz – Chad Fauler – ma jakieś nowe informacje?
[13:50] <harry> – Wątpię.
[13:51] <susan> – Ale to chyba najbezpieczniejszy trop, bo pytanie policji średnio mi się widzi.
[13:51] <harry> – Może poszukać jakiś informatorów? Może wiedzieliby o akcji w Arkham?
[13:52] <ian> – Może Stuckey’a powiadomimy co się stało z antykwariatem?
[13:52] <harry> – Mogę pogadać z tym, co mi sprzedał broń – z Garrym. Może on nas nakieruje. Mam wrażenie, że instytucje tu nam nie pomogą.
[13:53] <susan> – Jak Stuckeya powiadomimy to nas zacznie podejrzewać. Z resztą i tak zacznie.
[13:55] <ian> – To skoro ma zacząć to czemu się nie kontaktować, może sprzeda nam jakiś fakt.
[13:58] <susan> – To można zadzwonić, ale wymyślmy coś jeszcze. Skoro Marsters nie ma naszych książek, to kto je ma?
[14:01] <ian> – Albo są na policji jako materiał dowodowy albo Darcus je zgarnął.
[14:02] <harry> Albo ktoś inny zorganizował włam.
[14:02] <ian> – Tą pierwszą opcję pomógłby nam sprawdzić Stuckey. Możemy też zadzwonić do Greenwood.
[14:07] <harry> – Można. Wydaje się, że szeryf ma z Darcusem na pieńku.
[14:07] <susan> – Dlatego uważam, że policja nam nic nie powie.
[14:10] <ian> – Dobra. To wpierw wykręcę do szpitala w Greenwood, może dr Harrison wrócił. Zamawiam międzystanową.
[14:11] <mg> Sygnał połączenia w słuchawce i wybór międzymiastowej. Chwila ciszy, jakieś trzaski i odzywa się żeński głos: Szpital w Greenwood, słucham?
_ [14:13] <ian> – Dzień dobry, czy z dr Harrisonem można rozmawiać?_
[14:14] <recepcja> – Nieobecny. Ma urlop do końca tygodnia.
[14:14] <ian> – A czy w ogóle kontaktował się z kimkolwiek odkąd udał się na urlop?
[14:15] < Recepcja Greenwood > – O niczym takim nie wiem.
[14:22] <ian> – Proszę przekazać by zadzwonił pod następujący numer. Chodzi o informację na temat pacjenta Darcusa McCrindle. Dziękuję, do widzenia.
[14:23] < Recepcja Greenwood > – Do widzenia
[14:24] <susan> – I co?
[14:24] <ian> – Nic. Nikt nie wie. Ma być od przyszłego tygodnia w szpitalu po urlopie. Zadzwoni jak tylko się pojawi. Zobaczymy… Swoją drogą też ciekawe… dopiero co mu pacjent uciekł a ten się urlopuje.
[14:27] <harry> Też bym się urlopował.
[14:28] <susan> – Ja myślę, że on albo się głęboko ukrył przed Darcusem, albo nie żyje.
[14:29] <harry> – Bardzo prawdopodobne. Wypłynie… Dobra, pójdźmy do klubu wieczorem. Będzie tam Garry. Może on mógłby się dowiedzieć, kto zlecił robotę w Arkham. Oczywiście za kasę.
[14:32] <susan> – Ten twój Garry nie wyglądał na takiego.
[14:35] <harry> – Nie, ale na pewno kogoś zna co by mógł coś więcej powiedzieć. Po południu można iść.
[14:37] <susan> – Hmmm. Też mi ten pomysł średnio się podoba. Mam wrażenie, że coś przegapiliśmy.
[14:38] <harry> To ja to załatwię. Wy róbcie swoje.
[14:38] <susan> – Tylko co?
[14:38] <harry> Mam trochę więcej do stracenia.
[14:39] <ian> – Mnie martwi fakt, że jeszcze jest jeden nieujawniony McCrindle.
[14:39] <susan> – Tak, to mógłby być trop.
[14:39] <ian> – Syn Silasa.
[14:40] <susan> – Ianie, masz tutaj książkę telefoniczną?
[14:40] <ian> – Tak, proszę Cię bardzo.
[14:40] <susan> – Jak on miał na imię? Na „m” coś.
[14:42] <ian> – Nie pamiętam. W artykule chyba było.
[14:43] <susan> Patrze w książce telefonicznej czy jest nazwisko McCrindle?
[14:43] <mg> Jest – 18 razy.
[14:45] <susan> I jest jakiś Mat?
[14:45] <mg> Nie ma.
[14:45] <susan> A Matthew albo cokolwiek od czego Mat mógł być skrótem?
[14:46] <mg> Jest jeden Mattew.
[14:46] <ian> Jest adres?
[14:47] <mg> Jest. Willow Street E 56
[14:48] <ian> – Dobrze, to pojedziemy tam po 17.
[14:48] <susan> – Może po prostu zadzwonimy?
[14:50] <mg> Wykręcasz numer, chwilę brzmi sygnał połączenia. A potem słychać głos męski: – Słucham?
[14:50] <susan> – Dzień dobry, czy może pan Mattew McCrindle?
[14:51] < Mattew McCrindle > – Tak, słucham?
[14:51] <susan> – Susan Chambers z tej strony. Może moje pytania wydadzą się panu dziwne, ale znalazłam pana numer w książce telefonicznej. Szukam niejakiego Mata McCrindle z Greenwood, syna pana Silasa McCrindle’a.
[14:53] < Mattew McCrindle > – To pomyłka. Nie znam żadnego Silasa w swojej rodzinie.
[14:54] <susan> – To przepraszam w takim razie i nie zawracam panu głowy. Do widzenia.
[14:55] <susan> Odkładam słuchawkę.
[14:55] <susan> – No cóż, to by było zbyt proste.
[14:56] <susan> – Ianie, może zadzwoń do detektywa Roya i zapytaj czy ma jakieś nowe informacje?
[14:56] <ian> – Dlatego chciałem tam pojechać.
[14:57] <ian> – Matt nie był z tobą szczerym, wiadomo że odpowie “nie” bo wszyscy się ukrywali od czasu tragedii nawet gdy Darcus był zamknięty w szpitalu. Proponuję podjechać pod adres z książki telefonicznej i już teraz sprawdzić czy człowiek pod tym nazwiskiem mógłby być synem Silasa.
[15:00] <harry> – Dobrze.
[15:00] <ian> – A Stukey’em później możemy się zająć.
[15:01] <susan> – A jak chcesz to sprawdzić?
[15:02] <ian> – Pójść i porozmawiać z tym panem.
[15:02] <susan> – Tak samo może ci zaprzeczyć.
[15:04] <ian> – Ale zobaczysz czy jest fizyczne podobieństwo i czy wiek mógłby odpowiadać człowiekowi który w czasie masakry miał kilka lat. Ja mogę sam pojechać. Wy możecie sprawdzić inne informacje.
[15:06] <harry> Dobrze. Weź broń.
[15:06] <ian> – To lećcie. Ja zamówię jeszcze taksówkę i sprawdzę pocztę po drodze.
[15:08] <susan> – Ciekawe jak chcesz sprawdzić fizyczne podobieństwo skoro nie widzieliśmy nigdy nawet fotki Silasa.
[15:10] <ian> – Ale wiem jak Darcus wygląda, po za tym znam się trochę na cechach fizycznych ludzi więc jest spora szansa że dam sobie radę.
[15:11] * Susan przybiera bardzo sceptyczny wyraz twarzy.
[15:11] <susan> – A co z kluczem Silasa? Tym, który do niczego nie pasuje?
[15:12] <harry> Może ten prawnik zapomniał wspomnieć o skrytce?
[15:13] <ian> – Dajcie mi go to może Mat będzie wiedział.
[15:13] <susan> – Wątpię. Zadzwonię do Raya – co wy na to?
[15:20] <mg> Sygnał Centrali, potem przełączania i wreszcie sygnał…
[15:20] <mg> – Posterunek policji w Arkham, słucham? – głos męski. Nie należy do Stukey`a
[15:20] <susan> – Dzień dobry, czy z detektywem Stuckeyem mogę rozmawiać?
[15:21] <mg> – Proszę poczekać…
[15:22] <mg> Zgrzyt w słuchawce, jakieś dudnieniem a potem cisza. Po paru sekundach słychać głos: – Stuckey`a – Słucham?
[15:24] <susan> – Dzień dobry detektywie, Susan Chambers z tej strony.
[15:25] <mg> – Dzień dobry – nie słychać w jego głosie jakichś emocji, raczej oschły i rzeczowy ton.
[15:26] <susan> – Jakieś nowe wieści w sprawie?
[15:27] <stuckey> – W sprawie kradzieży książek jeszcze nic nie wiadomo, jeśli o to pani chodzi.
[15:28] <susan> – A w sprawie napaści na nas i policjanta Roya?
[15:30] < Stuckey > – Nadal szukamy powiązań i człowieka, który rzekomo pojawił się w szpitalu.
[15:31] <susan> – nic nowego się nie wydarzyło w Arkham od tego czasu?
[15:32] < Stuckey > – Nie, nic nowego.
[15:33] <susan> – Czy policja w Arkham byłaby w stanie znaleźć zaginionego syna Silasa McCrindle’a, Mata?
[15:34] < Stuckey > – Trzeba wypełnić formularz zaginięcia u funkcjonariusza w okienku, potwierdzić gdzie było ostatnie miejsce pobytu zaginionego, podać dane osobowe i czekać.
[15:36] <susan> – Dobrze, dziękuję. Nie przeszkadzam więcej. Do widzenia.
[15:36] < Stuckey > – Do widzenia.
[15:37] <harry> – Dobra jadę do klubu.
[15:37] <susan> Odkładam słuchawkę.
[15:37] <susan> – Ale sztywniak.
[15:37] <susan> – Ja jadę do siebie. Po drodze kupię parę gazet.

Po spotkaniu na uniwersytecie podział zadań był w miarę jasny. Ian udaje się na ulicę Willow by sprawdzić, czy mężczyzna z książki telefonicznej może być synem Silasa. Harry jedzie do klubu by pogadać z Garrym i wątku kryminalnym w Arkham. Susan zaś obłoży się gazetami i zacznie szukać czegoś, co wydarzyło się i ma naturę niewyjaśnioną.

Ian

Kurs do dzielnicy, gdzie jest ulica Willow trwał może z kwadrans. Zaśnieżona jezdnia i równo ustawione domki nadawały odświętny charakter całości. Dzielnica podmiejska, z obowiązkowym domkiem jednorodzinnym i ogródkiem. W rzędzie po prawej stronie jest ten oznaczony numerem 56. Pali się w nim światło i widać, że ktoś jest w środku. Ian podchodzi do drzwi i puka. Otwiera mu około 50 letni mężczyzna, z brzuszkiem, lekko siwiejącą głową i pokaźnym wąsem.

[15:56] <ian> – Dzień dobry, nazywam się Ian McGlearson, poszukuję pana Matthew McCrindle.
[15:57] < Matthew McCrindle > – To ja, słucham?
[15:57] <mg> Patrzy z zaciekawieniem.
[16:03] <ian> – Szukam kogoś o tym samym nazwisku co pan, czy mógłby pan potwierdzić lub zaprzeczyć że pan się urodził w Greenwood w stanie Wisconsin?
[16:04] < Matthew McCrindle > – Urodziłem się w Irlandii i przypłynąłem tu z ojcem jeszcze jak byłem dzieckiem. Dlaczego pan pyta?
[16:07] <ian> – Rozumiem, poszukuję kogoś kto nazywa się dokładnie jak pan, chodzi o złożenie wyjaśnień w sprawie wydarzeń które miały miejsce ponad 25lat temu w wymienionej mieścinie na farmie państwa McCrindle.
[16:08] < Matthew McCrindle > To nie ci McCrindle. Musi pan szukać dalej.
[16:08] <ian> – No nic, dziękuję bardzo za informację i przepraszam na najście, do widzenia.
[16:09] < Matthew McCrindle > – Proszę.
[16:09] <mg> Zamyka drzwi. Słychać szczęk zamka.
__
Telefon do Susan nie zmienił niczego – w gazetach nie było niczego wyjątkowego. Ian nie zrażał się jednak. Postanowił jeszcze sprawdzić policję w Bostonie na okoliczność podpalenia.

[16:35] <ian> – Dzień dobry, proszę o połączenie z komisariatem właściwym dla rewiru w którym się znajduje adres 1245 Beacon Hill.
[16:36] <mg> – Łączę. – słychać trzaski a potem odzywa się męski głos: Posterunek 69, słucham?
[16:37] <ian> – Dzień dobry, chciałem się dowiedzieć o włamaniu i pożarze który miał miejsce dwa dni temu na 1245 Beacon Hill. Chodzi o antykwariat.
[16:37] <posterunkowy> – Jest pan z prasy? Trwa śledztwo i nie udzielamy w tej sprawie żadnych informacji.
[16:38] <ian> – Nie, klientem który chciałby wiedzieć czy uda mu się odzyskać trzy książki które były na stanie pana Marstersa,
[16:39] < Posterunkowy > – Jeśli tak, to zapraszam na komisariat do wypełnienia formularza.
[16:40] <ian> – Poproszę dokładny adres państwa.
[16:40] < Posterunkowy > Choć będzie trudne oszacowanie na tym etapie śledztwa tego co zginęło. Spis nadal twa. Poza tym było włamanie i wszelkie informacje są blokowane.
[16:40] <ian> – Rozumiem, a czy mógłby mi pan chociaż powiedzieć czy z Marstersem wszystko w porządku?
[16:41] < Posterunkowy > – Pan Marsters nie żyje.
[16:41] < Posterunkowy > – Adres do nas to Cambridge street W 123.
[16:41] <ian> – Dobry Boże… jednak to nie tylko włamanie.
[16:42] < Posterunkowy > – Uważamy, że to włamanie na zlecenie. Trwają poszukiwania zleceniodawcy.
[16:42] <ian> – przykra sprawa…
[16:43] < Posterunkowy > – Jeśli pana książki były tymi, które brakuje to zostanie do odpowiednio ustalone.
[16:43] <ian> – A rozmawialiście państwo z subiektem z antykwariatu Marstersa?
[16:44] < Posterunkowy > – Ciągle przebywa u nas i ustalamy listę książek na podstawie listy zakupów i ksiąg.
[16:46] <ian> – Sądzi pan że mógłby on mieć wiedzę na temat ksiąg, które zostały nie tyle zakupione przez pana Marstersa co pożyczone.
[16:46] < Posterunkowy > – Wszystko jest w księgach, mam takie zapewnienie.
[16:47] <ian> – Dobrze rozumiem, a kto kieruje całą sprawą?
[16:47] < Posterunkowy > Komisarz Jordan
[16:50] <ian> – Dobrze dziękuję za informację, porozmawiam w takim razie z komisarzem Jordanem. Do widzenia.
[16:50] < Posterunkowy > – Do widzenia

Harry
Przed wyjściem z taksówki chłopak sprawdził jeszcze czy pod marynarką ma pistolet. Zadowolony wyszedł na mróz, skrzywił się od bolących żeber i ruszył do wejścia. W środku nie było jeszcze tłoczno, ale wieczorem pewnie będzie. Harry zamówił guinessa i przysiadł się do stolika, gdzie w spokoju sycił się ciemną barwą piwa, szlachetnym smakiem i drażniącą nutką chmielu. Pojawienie się Garryego nie umknęło mu, dlatego jak tylko gość był na widoku, to Harry ruszył w jego stronę…

[16:01] <harry> – Cześć Garry możemy pogadać?
[16:02] <mg> Garry patrzy na ciebie chwilę jakby przypominał sobie ciebie…. – A ty to…?
[16:02] <harry> Tak. Mam sprawę.
[16:03] <garry> – Jaką?
[16:04] <harry> – Jakiś czas temu zgineły mi fanty z rodzinnego domu w Arkham. Chłopaki z Bostonu zrobili wjazd na budę.
[16:05] <mg> Garry od razu rzuca na ciebie okiem – nie robię w tym stary, to nie ten adres.
[16:05] <harry> – Wiem, ale może znasz kogoś co by znał kogoś. Wiem, że to nie są mili chłopcy.
[16:06] <garry> Niech policja ich znajdzie – od tego są.
[16:06] <harry> – Ale muszę się dowiedzieć, kto to zlecił. No oni raczej nic nie zdziałają.
[16:07] < Garry > Nie wiem, nie znam, to nie moja branża.
[16:07] <harry> – Dobra. Dzięki.
[16:08] <harry> Wracam do stolika.

GuinessHarry wiedział, że ci, co go napadli to byli Irlandczycy. Większość raczej tak, choć nikogo nie kojarzył z twarzy. Postanowił udać się do jakiegoś klubu w dzielnicy irlandzkiej i spróbować szczęścia w poszukiwaniach. Wybór jego padł na knajpę „Raki”, niedaleko doków. Wszędzie było czuć smród ryb, lampy na ulicach dawno popękały i mrok zagarniał dla siebie coraz więcej przestrzeni. W środku typowy wystrój spelunkowy i zapach papierosów przemieszany z bimbrem i śledziem w occie.

[16:20] <mg> Barman w poplamionym fartuchu podtacza się do ciebie i rzuca: Piwa?
[16:20] <harry> Tak.
[16:21] <mg> Nalewa ci kufelek. Przynajmniej się pieni.
[16:23] <harry> – Wyjmuję 10 dolców.
[16:24] <harry> Szukam informacji.
[16:24] <barman> – Jakiej?
[16:24] <harry> – Może mógłbyś mi polecić kogoś. Szukam kogoś, kto ostatnio zorganizował wypad do Arkham po książki. Chłopaki byli dobrze zorganizowani.
[16:25] <barman> – A gdzie to jest?
[16:26] <harry> – Niedaleko Bostonu – taka dziura.
[16:26] < Barman > – Nie znam.
[16:27] < Harry > -ktos zwinął fanty.
[16:27] < Barman > Ale mogę popytać.
[16:28] <harry> – Na pewno odwdzięczę się. Chcę tylko dowiedzieć się, kto to zlecił. Chłopaki mnie nie interesują.
[16:28] < Barman > – Jak to ktoś u nas, to będę wiedzieć.
[16:29] <harry> Dobra dzięki.
__
Harry dopił piwo, zamówił taksówkę i wrócił do domu odpoczywać. Wieczór zastał każdego w łóżku, gdzie już każdy spał.

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.